Licznik wyświetleń :

sobota, 8 czerwca 2013

Historia Violetty xd cz.8

**Francesca**
Myślałam, że za chwilę stracę kontrolę nad każdym moim ruchem i znajdę się pod wodą. Spojrzałam mu w oczy i wydawało mi się, że mówił szczerze.
-Co? - było jedynym, co mogła z siebie wykrztusić. Po takim wyznaniu nikt, nigdy nie wie co ma powiedzieć. Chłopak wydawał się zawstydzony.
- Nie ważne... - podniósł mnie, bym weszła do łódki.
- Dla mnie to ważne. - powiedziałam i spojrzałam na chłopaka, który wciąż był w wodzie. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby to się okazało prawdą.
- Nie jest ważne.. - zaczął strasznie zestresowany. - Posłuchaj, to co się dzieje między nami... Ty jesteś z Tomasem, ja z... Camilą. Nigdy wcześniej nie byliśmy tak sobą zainteresowani, aż do czasu kiedy znaleźliśmy sobie kogoś. Jakbyśmy się rozstali z.. No wiesz, to myślę, że to wszystko by tak nagle... Zgasło. A tego nie chce. - wczołgał się do łódki przy mojej pomocy.
Poczułam jak z każdym słowem rani mi serce, a ja zapadam się i coraz bardziej tonę w tym co mnie otacza. On miał rację. Zainteresowałam się nim dopiero, jak zaczął chodzić z Camilą. Dopiero wtedy zauważyłam, jak wspaniałem mam przyjaciala. Wcześniej nie widziałam, kogo mam w zasięgu ręki. W mojej głowie wciąż kręcił się Tomas i nie widziałam jak się o mnie stara.
Dopiero jak był w ramionach innej dziewczyny, mojej najlepszej przyjaciółki coś się we mnie obudziło. Tak jakbym musiała zdobyć to, co nie jest moje.
- Masz rację. - szepnełam, że nawet nie byłam pewna czy mnie słyszy. Chłopak spojrzał na mnie i dotknął mojej dłoni, ale ja ją odepchnełam. - Jesteśmy przyjaciółmi.
Przez ułamek sekundy miałam wrażenie jakby chciał cofnąć swoje słowa. Powiedzieć, że to "Kocham Cię" było jednak prawdziwe, ale to tylko w mojej wyobraźni chyba.
To ja sobie uroiłam coś, że mnie kocha albo że chociaż mu się podobam.
- Co zaplanowałeś dalej? - zapytałam z zaciekawienie, byle tylko się odciąć od tematu, który tak mi uciążał na sercu. Sama zepsułam coś, co się szykowało.
- Nie ważne. - odpowiedział trochę wkurzony. - Może lepiej będzie jak wrócimy. Nic wielkiego miałem w planach. - nasza łódka zbliżała się ku brzegu.
- Marco, fakt że coś pomiędzy nami zaiskrzyło. - dotknełam delikatnie jego policzka, a w jednym momencie miałam wrażenie, że się zarumienił. - Nie znaczy, że nie możemy być przyjaciółmi. - Uśmiechnął się, a dokończyłam swoją wypowiedź. - W końcu nie chcemy niszczyć naszych związków. - I znów to dziwne uczucie jakby coś przede mną ukrywał i chciał powiedzieć mi prawdę.
- Fran, ja z Camilą.... - zaczął nerwowo rozglądać się po okolicy. - My uda... My jesteśmy na prawdę zakochani. Kiedy jestem przy niej to... Czuję się.. Nie wiem jak to określić.
- Szczęśliwy.. - dokończyłam za niego, myśląc o tym jak ja się czuję w jego towarzystwie, ale nie powiem mu, że to on tak na mnie wpływa. - Ja się tak czuję przy Tomasie.

**Leon**
Już myślałem, że się popłaczę. Chciałem już upaść przed nią na kolana i błagać ją, by sobie mnie przypomniała. Los robi nam na przekór. Gdy ja ją pamiętam - ona mnie nie.
Drzwi od sali się otworzyły, a w progu stał lekarz z kartą pacjenta.
- Panie Verdas. - zaczął z powagą w głosie. - Może pan wracać do domu. Proszę tylko się jutro zgłosić na specjalne badania. - zaczął coś pisać na kartkach, które miał w ręku i spojrzał na Violę. - Panna Castillo, mam pani wyniki. Jesteś zdrowa jak ryba. Możesz wracać do domu, tylko proszę na razie przez kilka dni unikać tłocznych i dusznych pomieszczeń, typu jakieś środki lokomocji.
- Oczywiście. - uśmiechnęła się i skineła na mnie. - Leon, tak tęskniałam.
- Ale co? - stałam wmurowany jak latarnia na ulicy. Dziewczyna wybuchła strasznym śmiechem, a ja nie wiedziałem co mam zrobić. - Przecież mnie nie pamiętasz.
- Oj, Leon - zamruczała rozkładając ramiona dając mi znak, że chce bym ją przytulił. - Tylko żartowałam. Nie martw się aż tak. - zbliżyłem się do niej i wyściskałem ją z całej siły.
Zebraliśmy nasze rzeczy i wyszliśmy ze szpitala. Wielki bladozielony budynek został za mną, a ja podążałem za Violą, która szła nie wiem dokąd.
- Gdzie idziemy? - przyciągnełem ją do siebie i chciałem pocałować, a Violetta wyrwała się i ruszyła szybkim krokiem, dopiero zauważyłem że podąża do Resto Band'u.
Gdy weszliśmy do restauracji brata najlepszej przyjaciółki mojej dziewczyny (poplątana historia związków między ludzkich) zobaczyłem całą "paczkę" z wielkim napisem "Witaj, Leon".  Zacząłem skakać jak mała dziewczynka z radości, a wszycy wybuchli śmiechem.
Gdy podeszła do mnie Francesca zauważyłem, że ciągnie za sobą Marco.
- To wy w końcu jesteście razem? - zapytałem nieświadomy tego co się działo podczas mojej nieobecności wśród moich znajomych. Oboje obejrzeli się po sobie.
- Nie! - zawołali w tym samym czasie.
Już miałem powiedzieć, że to wygląda na coś innego, ale wyrwał się:
- Ja jestem z Camilą, a Francesca z Tomasem.
Wpatrywałem się w nich z niedowierzeniem, a włoszka tylko kiwneła twierdząco głową, żeby zaznaczyć, że to co chłopak stojący obok niej jest prawdą. Zawsze wydawało mi się, że Ci dwoje mają się ku sobie, a tu  taka niespodzianka. Taka niespodzianka - Tomas.
- Czy on tu jest? - zapytałem roztargniony i nie wiedziałem, co mam zrobić. Może podobno jest z Francescą, ale doskonale wiem, że moja Viola mu się podoba.
- Zaraz przyjdzie. - odpowiedziała brunetka. - Wiem, że chodzi o Tomasa.
- Mówiłem Ci, byś go nie zapraszała. - szturchnął ją Maxi, który przed chwilą do nas podszedł i uściskał mi dłoń serdecznie. - Wszyscy nie mogliśmy się Ciebie doczekać.
- Tak? - zwróciłam się Francesca do Maxiego. - A ty zaprosiłeś Ludmiłe?
- Jest przyjaciółką Naty. - rzekł chłopak. - Nie mogłem jej nie zaprosić. Inaczej Natalia by się mogła obrazić, a wiesz że tego nie chce. Kocham ją.
- Widzisz. To ja taki sam powód miałam, by zaprosić Tomasa.
Moi przyjaciele zaczęli się kłócić, a ja postanowiłem się nie wtrącać i oddaliłem się od widowiska. Gdy usiadłem w jednym ze stolików zobaczyłem Tomasa całującego się z Ludmiłą.
Podobno jest z Francescą - pomyślałem i zobaczyłem, że obok mnie stoi roztargniona włoszka z rozmazanym makijażem. Płakała.
Wstałem ze swojego miejsca i chciałem ją przytulić, ale dziewczyna wyślizgneła mi się, po czym uciekła z restauracji. Viola podeszła do mnie i kiedy zobaczyła uciekającą przyjaciółkę oraz całującego się Tomasa wypuściła z dłoni koktajle, które dla nas niosła.
- Co tu się stało?
- Tomas się stał. - spojrzałem na nią i przyciągnełem ją do siebie, a dziewczyna wyglądała na zamyśloną. - Mam nadzieję, że Ciebie nie rani to co widzisz. - pogładziłem jej włosy.
- Rani. - spojrzałem na nią z niedowierzeniem. Pierwsze co mi wpadło do głowy to to, że nadal coś do niego czuję. Dziewczyna chyba wyczuła o co chodzi, bo wybuchła śmiechem. - Oj, Leoś. Głuptasie, rani mnie to jak on trakuje Francescę.
- No mam nadzieję. - burknełem i wyjrzałem przez szybę na chłopaka, który obciskiwał się z blondynką. Podeszła do nich włoszka, już w lepszym stanie, wytarła rozmyta makijaż, by wyglądać normalnie przy nim. Zbliżyła się do niego i uderzała go "z liścia", po czym weszła do baru.

**Marco**
Siedziałem przy niewielkim, przezroczystym stoliku wraz z Camilą, która przyglądała mi się z taką dokładnością, że aż dostałem gęsiej skórki od tego, zauważyłem roztargnioną Francescę, która wbiegła tutaj. Gdzie wcześniej była? Przecież była już tutaj? - zastanawiałem się. ale z moich rozmyśleń wyrwała mnie uśmiechnięta i zadowolona szatynka, z którą siedziałem.
- Jest nasza zguba. - powiedziała. - Możemy teraz odegrać tą scenkę miłości.
Chciałem jej coś odpowiedzieć, ale do naszego stolika przysiadła się włoszka i nie miałem ku temu sposobności. "Moja dziewczyna"  przysuneła się do mnie.
Zaczeła przeczesywać moje włosy, a ja czułem jak temu wszystkiemu przygląda się dziewczyna siedząca naprzeciwko i czeka na jakiś nasz miłosny dowód.
- Mówiłam Ci już kiedyś, wyobraź sobie mnie jak Francescę. - szepneła mi do ucha Camila, jednocześnie skręcając jeden z moich loków. Spojrzałem na nią i nagle obraz się zmienił.
Widziałem przed sobą brunetkę i chodź, któraś część umysłu mi podpowiedała, że to nie ona zbliżyłem się do niej i poczułem, że muszę ją pocałować.
- Ach,  ta pieprzona miłość. - wyrwała mnie z rozmarzonych wyobrażeń Francesca, która tak na prawdę nie była przede mną. Nie była osobą, z która się całowałem.
Uciekła od naszego stolika, wybiegając z baru.
- Wiesz, o co chodzi? - zapytałem Camili.
- Nie - zaprzeczyła, ale chwilę potem powiedziała coś zupełnie innego. - Pewnie odkryła, że Tomas ją zdradza. - patrzyłem na nią z niedowierzeniem. - Nie chciałam, byś za nią leciał, bo jak ona teraz jest sama to się do siebie zbliżycie, a ja.... Po tym naszym pierwszym udawanym pocałunku.... No, spodobało mi się. Chciałam czuć się tak kochana jak ty kochasz Francescę. - rozkleiła się szatynka, chciałem ją przytulić, ale ona się odsuneła. - Nie rób tego. Biegnij za nią. Wiem doskonale, że ją kochasz i coś, co by było między nami jest, będzie tylko przyjaźnią. Nie stanę na przeciw miłości.
Chciałem jeszcze zostać, ją pocieszyć, ale ona popchneła mnie ku wyjściu. Nie wiedziałem, co robić, ale Camila pokazała dwa kciuki do góry na znak, który miał mi chyba powiedzieć, że z nią w porządku i kibicuje mi i Francesce.
- Dziękuję. - pocałowałem ją w policzek i wybiegłem w stronę domu włoszki.

**Camila**
Gdy zobaczyłam tą miłość w oczach Marco, jaką darzył moją przyjaciółkę już przestałam coś do niego czuć. Wiedziałam, że takiego związku psuć nie mogę, a ja sama... Kiedyś znajdę kogoś, kogo pocałunki sprawią, że poczuje się kochana. W końcu każdy kogoś takiego znajduje pręczej, czy później, a ja na pewno nie jestem jakimś dziwnym wybrykiem natury, który nie może być z nikim. Gdzieś w tym świecie kryje się ktoś, kto byłby dla mnie idealną osobą.
Dopiłam do końca koktajl i wyszłam z baru, żegnając się z Violą i Leonem, którym wytłumaczyłem, dlaczego tak nagle znikneli nasi przyjaciele. Nie zdziwiło ich to.
Gdy przechodziłam koło studia, po głowie chodził mi żal, że już nie chodzę tu. No cóż, jest ze mnie za stara dupa na to studio. Powinnam była złożyć papiery na jakieś studia, ale nie miałam ochoty.
- Witaj, Pablo. - uśmiechnełam się do dyrektora szkoły, do której wcześniej uczęszczałam, a mężczyzna gdy mnie zobaczył podszedł do mnie zadowolona.
- Dzień dobry, Camila. - uśmiechnął się. - Co masz zamiar robić po wakacjach?
- Jeszcze nie wiem. - odpowiedziałam zdezorientowana.
- To świetnie. - zawołał zadowolony. - Znaczy... Nie cieszę się, że nigdzie nie idziesz do szkoły, ale chodzi o to, że mamy co roku tyle chętnych, by chodzić do studia, że przy liczbie osób, które się dostają mamy za mało nauczycieli i dlatego szukamy nowych nauczycieli. Byłabyś chętna?
- No oczywiście. - byłam tak szczęśliwa.
- A zapytasz jeszcze paru swoich znajomych... - rzekł Pablo. - Może ktoś z naszych dawnych uczniów miałby ochotę uczyć.
- Popytam.
- To Ci bardzo dziękuje. - przytulił mnie. - Muszę już iść.
- Do widzenia. - powiedziałam do meżczyzny, a potem skocznym i tanecznym krokiem wróciłam do restauracji. Do przyjaciół. Chciałam opowiedzieć im tą dobrą nowinę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz