Licznik wyświetleń :

niedziela, 30 czerwca 2013

Historia Violetty xd cz.33

**Francesca**
Siedziałam sama na kanapie i jadłam słoik kiszonych ogórków w zestawie z kwaśnymi cukierkami i jakąś czekoladą, którą znalazłam w szafce w kuchni, kiedy do salonu weszła jakaś wysoka brunetka, trzymająca w ręku małe dziecko i rozglądała się po naszym domu - hotelu dla pracowników.
Podniosłam się ze swojego miejsca, odłożyłam trzymane rzeczy, poprawiłam ubranie i podeszłam do kobiety.
- Dzień dobry. - uśmiechnełam się i podałam kobiecie rękę na powitanie.
- Dzień dobry. - odpowiedziała i nadal rozglądała się w poszukiwaniu czegoś.
- Pomóc w czymś? - zapytałam jak najmilej to u mnie możliwe.
- Szukam syna. - powiedziała i weszła po schodach na górę, a ja poszłam za nią.
- Uczniowie mieszkają w akademiku obok. - wskazałam na budynek za oknem, a kobieta skrzyżowała ręcę na piersi i spojrzała na mnie oburzonym wzrokiem.
- Myślisz, że ja nie wiem, czy mój syn jest nauczycielem, czy uczniem? - wkurzyła się, wyglądała na kobietę z dobrej rodziny, więc idealnie pasowała do matki Leona. Zresztą mamę Tomasa i Maxiego znałam, więc tylko on został nam.
- Jest pani mamą Leona? - uśmiechnełam się i podbiegłam do drzwi od jego pokoju. - On mieszka za tymi drzwiami, ale aktualnie jest chyba na zajęciach.
- Nie jestem mamą żadnego Leona! - zawołała kobieta, a potem podała mi dziecko trzymane w rękach, ponieważ jej telefon dzwonił i nie mogła go trzymać, gdy grzebała w torebce.
Spojrzałam na dziewczynkę, którą teraz trzymałam w ręku i zauważyłam, że jest bardzo podobna do Marco, ale to nie mogło być możliwe, bo nigdy mi nie mówił, żeby miał młodszą siostrę.
Kobieta schowała telefon i zabrała ode mnie maleństwo.
- Pani jest mamą Marco? - zapytałam, ale nie musiałam pytać. Byłam już tego pewna po zobaczeniu małej dziewczynki. Byli bardzo do siebie podobni.
- Tak. - odpowiedziała kobieta i pogłaskała dziecko po policzku, a potem znów się do mnie zwróciła: - Ty jesteś Camila pewnie? Marco mi sporo o tobie opowidał.
- Marco pani sporo mówił o Cami... Znaczy o mnie? - zdziwiła mnie trochę ta wiadomość, a raczej bardzo zabolała, bo myślałam, że prędzej by o mnie powiedział mamie niż o przyjaciółce.
- Tak. - uśmiechneła się kobieta i zeszła na dół, by usiąść na kanapie. - Przepraszam, że tak uciekam, ale ta mała nie jest taka leciutka i musiałam usiąść. - usprawiedliwiła się brunetka, a ja usiadłam obok niej. - Jesteś tak urocza jak opowiadał!
Rzuciłam słoikiem po ogrórkach, który stał na stoliku kawowym w ścianę, a kobieta natychmiast podszkoczyła przerażona, ale chwilę później, gdy już się uspokoiłam już ze mną spokojnie rozmawiała.
- Jesteś tak śliczna jak sobie ciebie wyobrażała. - mówiła kobieta, a ja miałam wrażenie, że zaraz się rozpłacze. Chciałam tylko więcej wiedzieć o tym, co on myśli o mojej przyjaciółce, więc byłam na razie twarda. - A tak w ogóle to co robi teraz Marco?
- Chyba sprawdza kartkówki... - odpowiedziałam, ale w tym momencie byłam na niego tak wkurzona, że nawet nie chciałam o nim myśleć.
- Szkoda, chciałam z nim porozmawiać... - szepneła kobieta sama do siebie. No, ja też mam z nim wiele do obgadania, zaczynając od tego, że gdyby był tu w momencie rzucenia słoikiem to trafiłabym w niego. - A gdzie jest Francesca? - zapytała, a ja zdziwiłam się, że mnie szuka.
- A po co ona pani? - uśmiechnełam się i czułam, że zaraz nie wytrzymam i znów czymś rzucę. W zasięgu mam stolik, poduszkę, pilot i telewizor. No ciekawe co by było, gdyby to ostatnie wyleciało przez okno.
- Ponieważ jest dziewczyna mojego synka i pragnę ją poznać. - nagle miałam wrażenie jak drastycznie zmienia się mój humor. Czyli o mnie też jej powiedział. Szkoda tylko, że nie jestem tak urocza i śliczna jak to o Camili opowiadał.
- Ja jestem Francesca. - postanowiłam nie udawać już przyjaciółki.
- Marco nic mi nie mówił, że będzie ojcem. - stwierdziła kobieta i spojrzała na dziecko, które kołysała w ramionach, a ja ze zdziwienia otworzyłam szeroko usta.
- Jak to pani zauważyła?
- Oj, Francesco... - pogłaskała mnie po plecach, ale tylko chwilę, bo od razu wróciła do trzymania dziecka. - Sama nie dawno byłam w ciąży i jakaś intuicja mi to podpowiedziała. - odpowiedziała matka mojego chłopaka. - Marco jeszcze nie wie, że ma siostrzyczkę. Tak apropo... Czemu nie wiedziałam, że będę babcią? - ciekawiła się brunetka, a ja spuściłam głowę.
- Ponieważ on sam o tym nie wie... - mrukneła cicho, a potem podniosłam się i spojrzałam w oczy kobiety, która była tym zdziwiona. - I się o tym nie dowie, dobrze? - zapytałam błagalnym tonem.
- Nie uważam, by było dobre ukrywać to przed...
- Ale ja uważam, że tak będzie najlepiej. - przerwałam jej, a ona kiwneła twierdząco głową.
- Dobrze... - odpowiedziałam kobieta i podała mi dłoń. - Nie powiem mu, ale w zamian za to ty wrócisz z powrotem do Włoch i tam je urodzisz, tam się nim zajmiesz.
- Dlaczego pani stawia takie warunki? - zdziwiłam się. To było tak jakby ona chciała mnie odsunąć od swojego syna, jakby mnie za coś nie lubiła albo jakbym była jakimś ciężarem dla niego. Pewnie myśli, że zmarnuje mu życie z dzieckiem.
- Ponieważ jak ci się pojawi brzuch to to wszystko się wyda. - sykneła na mnie kobieta przeraźliwym głosem, że aż dreszczę mnie przeszły. - Wyda się też to, że ja wiedziałam, a mu nie powiedziałam. Zresztą skoro mu nie chcesz o dziecku mówić to znaczy, że wolisz je sama wychować. - kobieta wyprostowała się i dalej trzymała wyciągniętą w moją stronę rękę. - A we Włoszech będziesz mogła je wychowywać sama. Tam Ci chociaż rodzina pomoże i będzie Ci łatwiej...
- A tutaj mi Marco pomoże! - przerwałam kobiecie, a ona zaśmiała się.
- Myślisz, że co sobie pomyśli jak zobaczy Cię z brzuchem, a ty mu nie powiedziałaś o dziecku? - zapytała ze słyszalną ironią w głosie. - Że puściłaś się z byle kim i stąd to się wzieło. - po moim policzku spłyneła łza, którą szybko starłam. - Zresztą.... To bardzo prawdopodobne. - rzekła kobieta po zlustrowaniu mnie od stóp do głów. - Z tego co słyszałam to często go zdradzałaś.
- No super. - zawołałam wkurzona. - Nawet to powiedział mamusi?
- On całe życie był jedynakiem i dzięki temu bardzo się ze mną zżył. - powiedziała kobieta i podniosła się. - To co? Dasz spokój mojemu synowi i wrócisz do Włoch? Bo wiesz... Ja mogę jemu wszystko wmówić. On mi we wszystko uwierzy. Jak mu powiem, że widziałam Cię obściskującą się z jakimś chłopakiem to nie zawaha się, czy to kłamstwo.
Przełknełam ślinę i stanełam na przeciwko kobiety.
- Uderzyłabym Cię, gdyby nie fakt, że masz dziecko na rękach i jakbyś się wywróciła to jemu też mogłoby się coś stać. - emocje przechodziły przez każdą komórkę mojego ciała i miałam wrażenie, że zaraz wybchnę.
- Proszę bardzo. - powiedziała kobieta, włożyła dziecko do wózka i znów stała przede mną. Podniosła ręcę do góry. - Wal śmiało.
Miałam ochotę już ją uderzyć. Już się zamachnełam, kiedy coś mnie powstrzymało.
- No proszę! - zaśmiała się kobieta. - Już się nie odważysz? - prychneła na mnie, a w tym momencie ja nie wytrzymałam i uderzyłam ją pięścią w twarz.
Chwilę później zobaczyłam Marco, który wszedł już do hotelu i od razu podbiegł do matki, która leżała na kanapie i trzymała się za nos.
- Co ty zrobiłaś? - zapytał wkurzony.
- Ona mnie szantażowała! - zawołałam na chłopaka. - Powiedziała, że mam wracać do Włoszech i dać Ci spokój. - Marco spojrzał na mnie, a w jego wzroku widziałam wściekłość.
- Wyjdź stąd! - rozkazał, a ja posłusznie wybiegłam po drodze rzucając wazonem.

**Violetta**
Wracałam od Angie ze szpitala i była bardzo szczęśliwa po zobaczeniu małej Marii. Miała oczy jak moja mama i ja i była bardzo podobna do mojej rodzicielki.
Moje szczęście popsuł Leon, który podbiegł do mnie z gitarą, na której zaczął grać piosenkę, którą kiedyś dla niego napisałam od razu przyciągając uwagę przechodniów.
- Quiero mirarte, quiero sonarte. Vivir contigo cada instante. - śpiewał, a ja minełam go i ruszyłam dalej w stronę hotelu, a chłopak nadal za mną szedł i śpiewał.
- Leon, nie bądź natrętem! - krzyknełam i zaczęłam wymachiwać rękoma. - Nie rozumiesz, że z nami koniec? Co mam zrobić, żebyś to zrozumiał.
W tym momencie podeszły dwie dziewczyny i staneły po obu stronach chłopaka i głaskały go po ramionach. Chłopak wyrwał im się i dalej śpiewał dla mnie. Skrzyżowałam ręcę na piersi, ale gotowało się we mnie, gdy widziałam kręcące się wokół niego dziewczyny.
- Chłopak, słyszałeś? Nie bądź natrętem? - zachichotała niska blondynka o bardzo krótkiej i skromnej spódnicy, na której użycie chyba nie zużyto zbyt wiele materiału. - A wiesz... My... Ja i moja przyjaciółka lubimy się dzielić chłopakami i lubimy takich słodkich natrętów.
Wyrwałam gitarę szatynowi, podniosłam ją do góry i wybuchłam.
- Zowstacie go w spokoju! - krzyknełam, a dziewczyny zaczeły uciekać jak wypłoszona zwierzyna, kiedy zamachnełam się instrumentem trzymanym w ręku. - I wiecej mi tu nie wracać! - zaśmiałam się i wywróciłam, a chłopak mnie złapał. Kiedy zdałam sobie sprawę, że mnie przytula odskoczył na bok i zaczeła nerwowo mierzwić włosy.
- To co? - podniósł pytająco jedną brew. - Wrócimy do siebie?
- Prędzej świnie zaczną latać! - prychnałam.
- Mam znów skoczyć z mostu? - zapytał uwodzicielskim głosem, a ja chciałam się zaśmiać z jego tanich podrywów. - Znów będziesz krzyczeć "Leon, jesteś boski, kocham cię, jesteś moim całym światem i nie skacz, bo skoczę za Tobą"? - naśladował mój głos i musze przyznać, że całkiem dobrze mu szło.
- Nie. - skrzyżowałem ręcę na piersi. - Tym razem wracam prosto do hotelu.
Odwróciłam się na pięcie i wracałam do hotelu, a za mą jak ogon ciągnął się uśmiechnięty od ucha do ucha Leon i machał do każdej mijanej dziewczyny.
- Chcesz mnie zdenerwować? - zapytałam.
- Być może.

**Tomas**
Porzuciłem pracę w Studio na rzecz napisania książki o tym, jak to jest być takim bogiem seksu i najprzystojniejszym chłopakiem na świecie. To na prawdę ciężka praca.
Dziewczyny codziennie za tobą biegają, piszczą, chcą autografy albo byś je uraczył swoją obecnością, a ty czasami nawet nie masz czasu się do nich uśmiechnąć, poniewaź każda by chciała twój uśmiech na własność, oczywiście jak jakaś wykaże się zażartością i walecznością to może będzie mieć okazję na noc ze mną. Boskim mną w każdym calu idealnym.
Bez wady urodzony i do śmierci wiecznie pięknym i młodym.
Jestem cudem jaki można było podarować człowiekowi.

Historia Violetty xd cz.32

**Camila**
Siedziałam i wsłuchiwałam się w rozszerzoną wersje histori o pasji chłopaka do muzyki, która zaczeła się od tego jak dostał swój pierwszy rower i miał się na nim nauczyć jeździć.
- No dobra, ale nadal nie rozumiem co ma rower na dwóch kołach do pasji do muzyki. - zaśmiałam się, a chłopak trochę się zawstydził. - Nie no... Opowiadaj dalej, ja tylko tak się nabijam.
- No więc jak dostałam ten rower to.... - i tu zaczeła się historia, która ani trochę nie łączyła mi się z muzyką, ale stwierdziłam że dobrze mi się go słucha i dzięki temu mogę się o nim więcej dowiedzieć, więc nie narzekałam tylko czekałam w skupieniu. - I kiedy wreszcie udało mi się jechać, co skończyło się wylądowaniem w krzakach wylądowałem koło jakiejś wyrzuconej gitary...
- Kto wyrzuca gitarę? - przerwałam mu.
- Skąd mam wiedzieć? - wzruszył ramionami i powrócił do swojej opowieści. - Wtedy wziełem tą gitarę i zacząłem na niej grać. Od razu mi się spodobało, mimo że jak później się okazało była zepsuta i kazali mi ją wyrzucić, ponieważ nie będę w domu trzymał jakiś śmieci z ulicy. Całą noc płakałem, ponieważ bardzo mi się spodobała i zauważyła to babcia. Wyjeła swoją starą gitarę, o której nawet nie wiedziałem i zaczęła na niej grać, a ja przyjeżdżałem do niej w każdy weekend, by mnie uczyła gry.
- Ile miałeś lat, kiedy zacząłeś się uczyć na gitarze? - zapytałam.
- Cztery! -odpowiedział szybko. - Pamiętam to idealnie, niestety po dwóch latach nie mogłem już jeździć do babci, ponieważ przeprowadziliśmy się do Meksyku. Wtedy wybłagałem rodziców o naukę gry na gitarze, a z roku na rok coraz więcej uczyłem się w szkole muzycznej, że teraz mam już za sobą naukę śpiewu, gry na pianinie, na perkusji, na skrzypcach oraz audycje słuchowe. - uśmiechnął się, a ja wtedy zobaczyłam jego piękne niebieskie oczy i znów się rozpłynełam. - Tak rozwineła się moja pasja muzyczna. Opowiedz teraz ty coś o sobie.
- Nie mam zbyt wiele do opowiedzenia. - spuściłam głowę i zaczełam przyglądać się jak poruszam nogami. - Rok temu, no trochę więcej niż rok rozstałam się ze swoim ostatnim chłopakiem i od wtedy moje życie osobiste ubolewa, ale za to moja najlepsza przyjaciółka Francesca rok temu spotkała miłość swojego życia. Śpiewali razem, a potem nam ciągle o nim opowiadała. Szybko zaczeli chodzić, ale po jakimś czasie rozstali, jednak po dłuższym okresie znów są razem, ale to nie jest już tak trwałe. Co chwilę się rozstają lub scho...
- Miałaś mówić o sobie. - skarcił mnie chłopak. - Chce się czegoś dowiedzieć o Tobie, a nie o zyciu uczuciowym twojej przyjaciółki.
- No dobrze... - zamruczałam. - Moją pasją było spiewanie, ale zawsze ktoś się znajdywał lepszy i nie mogłam się wyróżniać.
- Zaśpiewaj coś! - zakomendował, a potem dodał błagalnym głosem. - Proszę...
- Nie. - odpowiedziałam od razu i bez zastanowienia, po czym od razu wróciłam do mówienia "o sobie". - Zawsze w życiu chciałam znaleźć prawdziwą miłość i zazdrościłam moim przyjaciółkom, że mają kochających chłopaków. Pamiętam jak przechodziłam koło Francesci i Marco słuchających razem muzyki, śmiejących się i byłam zazdrosna, chciałam też tak mnie. Wtedy pocieszył mnie Dj, jednak od jakiegoś czasu nasze kontakty się pokruszyły. Byłam też zazdrosna o Violette, moją przyjaciółke i jej związek. Byli ostatnio w dość trwałym związku z Leonem, ale teraz są pokłóceniu, jednak myśle że im potrzebne jest się raz na jakiś czas porządnie pokłócić, a potem będą szczęśliwi. W przeciwieństwie do Francesci, która codziennie robi awanturę Marco. - znów zeszłam na temat moich przyjaciółek, co go chyba bawiło. - Dziwne... Dziś nie słyszałam żadnej awantury.
Nagle usłyszałam jakiś krzyk ze studia i wybiegającą włoszkę z jakimiś kartkami. Zaczęła kręcić się w kółko i rozsypywać to, co trzymała, a za nią szedł brunet, który zbierał je wszystkie.
- Wykrakałam. - zaśmiała się i przyglądałam przyjaciółce. 
- Mówiłam, że mogę to zrobić! - zawołała Francesca, dalej rozrzucając trzymane przez siebie rzeczy. - To teraz mnie wreszcie wysłuchasz, czy dalej będziesz sobie przeglądał kartkóweczki. - skrzyżowała ręcę na piersi. 
- To szybko minie. - chłopak dotknął jej policzka. - To tylko historia muzyki, trzy zadania i dziesięć kartkówek. Gdybyś nie rozwalił wszystkiego to bym to od razu sprawdził, a jak chciałaś szybciej porozmawiać to mogłaś mi pomóc.
- No jeszcze czego! - oburzyła się brunetka i odsuneła od niego. - To twoja praca i nie będziesz swoich obowiązków na mnie zwalał. Chciałam Ci coś ważnego powiedzieć, ale jak mnie nie słuchasz to...
- Francesco, zachowujesz się gorzej niż zazwyczaj. - przerwał jej Marco, a on spoliczkowała go.
- Ja zawsze się wkurzam, po prostu dziś trochę bardziej! - stwierdziła Francesca i odbiegła od niego. - Jak nie chcesz mnie słuchać to się nie dowiesz! - zawołała na pożegnanie.
- No i to była Francesca i jej codzienne kłótnie. - oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Ale na prawdę ją denerwuje taka głupota to ja chyba sobie odpuszczę dziewczynę z Argentyny. - powiedziała, a ja trochę posmutniałam, bo muszę przyznać, ale spodobało mi się z nim rozmawiać i miałam nadzieje na coś więcej. Może nie miłość ani chodzenie ani nic w tym stylu, ale może że też mu się spodobała rozmowa ze mną i choć w kawałku "wpadłam mu w oko".
- Ona jest włoszką. - uśmiechnełam się delikatnie, ale wydawało mi się, że widać jak zmienił mi się nastrój.
- Co za ulga...

**Angie**
Nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła zobaczyć moją córeczkę, a dziś będzie pierwszy raz, kiedy będę mogła ją wziąć na ręcę.
Wcześniej nie pozwalano mi na to, ponieważ mała urodziła się zbyt wcześnie i była w strasznym stanie, ale wreszcie wyjmą ją z inkubatora i przytulę ją. To będzie wielki dzień.
Z tej okazji do szpitala zaprosiłam Violettę, która też nie mogła się doczekać zobaczyć swojej kuzynki, ale nie miała najlepszego humoru i zastanawiałam się, co takiego się wydarzyło.
Drzwi od sali się otworzyły, a chwilę później weszła do mnie moja siostrzenica i rzuciła mi się na szyja, ale po wyrazie twarzy widziałam, że nie jest taka szczęśliwa.
- Co się stało, Violu? - zaniepokoił mnie stan dziewczyny i bez owijania w bawełne postanowiłam dowiedzieć się co spowodowało ten stan.
- A co się miało stać? - uniosła leciutko kąciki ust, aby wyglądać na uśmiechniątą, ale było to tak sztuczne jak amerykańskie fast food'y.
- Widzę, że jesteś smutna. - powiedziałam i zaraz znowu zapytałam: - Co się stało?
Dziewczyna przytuliła się do mnie i rozpłakała, a ja nadal nie wiedziałam o co chodzi, ale głaskałam ją po głowie z nadzieją, że coś od niej wyciągnę, bo raczej nie będzie tego ukrywać.
Nadzieja matką głupich. - pomyślałam, gdy do pomieszczenia weszła pielęgniarka z moim dzieckiem, a Violetta natychmiast odskoczyła i starła łzy z oczu.
Niemal natychmiast skakałam, by móc wziąć w ramiona moją córeczkę i już teoretycznie zapomniałam o smutnej siostrzenicy, której od razu humor się poprawił po zobaczeniu małej.
- Jak się nazywa? - spytała zaciekawiona Violetta, a ja uśmiechnełam się w jej stronę.
- Maria.
- Maria? - zdziwiła się dziewczyna i wydawało mi się, że zaraz jej oczy wyskoczą. - Jak moja mama?
- To po niej ma to imię. - oznajmiłam jej, a ona wpatrywała się w maleńką, jakby była największym cudem świata. Ja wiedziałam o co chodzi. Miała oczy jak moja siostra. Taki jakiś gen się przeniósł z rodziny, ponieważ ja miałam inne. - Na cześć najwspanialszej kobiety, jaką poznałam. - rozpłakałam się i zaczęłam trzęść na wspomnienie lat z moją siostrą, a wtedy pielęgniarka zabrała mi dziecko.
W mojej głowie ukazał się obraz jak uczyła mnie jeździć na rowerze i była bardzo cierpliwa, ponieważ rodzice już stracili nadzieję, że się nauczę. Później zobaczyłam nas w wesołym miasteczku i chłopca, który mnie popchnął, a wtedy ona wylała na niego napój, który miała w dłoni.
Zawsze mnie wspierała, zawsze była przy mnie. Była mi tak bliska, mimo sporej różnicy wieku jaki nas dzielił. Tęskniłam za nią jak za nikim innym.

**Francesca**
- No proszę... Powiedz mi o co chodzi. - błagał Marco, ale ja nie ustępowałam. Chciałam mu powiedzieć o tym, że będzie ojcem. Zebrałam się na odwagę, mimo że obawiałam się, że mnie zostawi, a on wolał sprawdzać jakieś kartkówki.
Pokręcił przecząco głową i odwróciłam się w przeciwnym do niego kierunku, aby wpatrywać się okno, za którym zobaczyłam przyjaciółke flirtrującą z jakimś chłopakiem. Był to tak niecodzienny widok, że podeszłam do okna, by się bliżej przyjrzeć.
- Francesco... - zawołał meksyknin za mną, kiedy zauważył, że od niego odchodzę. - Dobrze, nie mów jak nie chcesz, ale nie udawaj obrażonej!
- Zamknij się. - syknełam na niego. - Nie jesteś najważniejszy. Nie chodzi teraz o Ciebie. Nie widzisz, że podglądam Camilę z jakimś chłopakiem.
- Nie masz nic lepszego do roboty? - zapytał.
- A co? Mam słuchac jak mnie przepraszasz? - krzyknełam na chlopaka wkurzona, że nie daje mi w spokoju podglądać. Przecież to nic złego. Leon ogląda telenowele z rozterkami sercowymi, a ja oglądam moją przyjaciółke. Życiowa norma. Każdy ma inne ulubione seriale. - Już mi się znudziło, że codziennie mnie przepraszasz, teraz wolę zobaczyć jak jej się układa, bo zawsze mówi, że ona ma problemy. Nie ma chłopaka i jest pokrzywdzona przez los, a tu atrkacyjny i przystojny....
- Przystojny? - przerwał mi Marco i stanął koło mnie. - Nie dorasta mi do pięt. - wybuchłam śmiechem, a chłopak się oburzył. - Wątpisz w to?
- Nie, skądże. - przysunełam się i pocałowałam go, ale nagle coś w głowie mojej spowodowało, że zrobiło mi się strasznie smutno i się rozpłakałam.
- Co się dzieje? - odsunął się od mnie meksykanin i patrzył na mnie jak głośno płacze i mój oddech staje się nierówny. - No rozumiem, że słabo całuje, ale nie płacz od razu. Dasz mi poćwiczyć to się poprawię. - zażartował, a we mnie coś się zagotowało i wyrzuciłam wazon przez okno przyciągając tym uwagę szatynki i jej rozmówcy. - Wszystko w porządku?
- To przez hormony. - zaśmiałam się i go przytuliłam.

środa, 26 czerwca 2013

Historia Violetty xd cz.31

**Violetta**
Leon niósł mnie na rękach, a ja w pewnym momencie odpłynełam. Nie myślałam już o naszym zerwaniu, nie myślałam już o tym, że całował się z Francescą, nie myślałam już o Noemi. Po prostu poczułam się jak księżniczka, kiedy trzymał mnie w ramionach.
Musiałam jednak szybko ocknąć się z tego stanu, ponieważ chłopak jeszcze uznałby, że jestem łatwa i że może mnie ranić ile chce, ale ja mu wybaczę. Co to to nie.
- Postawisz mnie wreszcie? - zapytałam wkurzona.
- Już prawie jesteśmy. - powiedział i zasłonił mi oczy.
- Ty mnie jedną ręką niesiesz? - wkurzyłam sie, ale dzięki temu zauważyłam, że stoimy na moście. Chłopak stanął przy barierce, a ja zatrzymał się na środku niego, byle by być jak najdalej od niego.
- Wybaczysz mi? - zaczął bez owijania w bawałne.
- Nie. - odmówiłam jego niekorzystnej propozycji i skrzyżowałam ręcę na piersi, a potem dodałam. - Prędzej świnie zaczną latać niż się na to zgodzę.
- Okej. - powiedział i stanął na barierce. - Wypróbujmy, czy przeżyje. Jestem taką świnią i jeżeli umiem latać to przeżyje. - stwierdził, a mnie trochę zmartwił jego pomysł.
- Złaź z tego! - rozkazałam, wskazując mu na miejsce obok mnie. - Chodź tu! - zakomendowałam wkurzona. - Zły piesek... - odwrócił się i pokazał mi język, a potem znów spojrzał przed siebie.
- Nie słyszę Ciebie. - powiedział, wpatrując się w coś pod nim.
- Powiedziałam złaź z tego! - krzyczałam na chłopaka i do moich uszu dotarł jego szyderczy śmiech, blefuje. Nie skoczyłby, ale to i tak nie zmienia, że będę się martwiła.
 - Nie słyszę Ciebie! - zawołał i wyraźnie go bawiła ta sytuacja. - Ja odbieram tylko "Nie skacz, Leon! Kocham Cię!" albo "Jesteś boski! Nie skacz!" - zaśmiał się ze swoich słów.
- Jesteś głupi! Nie skacz! - krzyknełam, a on odwrócił głowę i uśmiechnął kokieteryjnie.
- Przepraszam, ale nadal Cię nie słyszę. - powiedział. - Chyba będę musiał skoczyć.
- Nie skacz! Kocham Cię! - krzyknełam w momencie, gdy zobaczyłam jak skacze i podeszłam do brzego mostu. Dopiero teraz spostrzegłam na jak małej wysokości jest most.
Pod nim leżał rozłożony koc i jakiś kosz, gotowy na piknik. Leon ukłonił się podał mi rękę, a potem sprowadził z mostu i zaciągnął, bym usiadła obok niego.
- Violetto... Przepraszam Cię. - powiedział i przysunął się do mnie, by złożyć pocałunek na moich ustach, ale ja w ostatniej sekundzie odsunełam się i podniosłam.
- Myślisz, że co? Pocałujesz mnie i będzie po sprawie? - krzyknełam na Leona, który siedział tuż przede mną. - Urządzisz piknik i już będzie wszystko jasne? - odwróciłam się na pięcie i stałam plecami do niego. - To niej jest takie proste! - krzyknełam i oddaliłam się od niego.
Kiedy zdałam sobie sprawę, że nie biegnie za mną, że został już daleko ode mnie zatrzymał się i oparł o drzewo, a z moich oczu zaczęły spływać łzy rozczarowania. Rozczarowania, że nie walczy, że nie biegnie za mną, że tak powoli do niego dociera, że chciałam mu przekazać, że musi o mnie walczyć, jeśli chce mnie odzyskać.

**Francesca**
Obudziłam się w ramionach Marco w środku nocy i od razu poczułam mdłości i pobiegłam do toalety. Gdy weszłam spowrotem do jego pokoju już nie spał i siedział na brzegu łóżka. Usiadłam obok niego, a on objął mnie ramieniem. Uśmiechnełam się, ponieważ zawsze mi się podoba, kiedy mnie przytula.
- Zrób test ciążowy! - zakomendował chłopak, a ja zerwałam się na równe nogi.
- Po co? - zapytałam zdziwiona, ale od razu pobiegłam do toalety, ponieważ niedobrze mi się zrobiło. Odwróciłam się w stronę drzwi, które dzieliły mnie z chłopakiem i zauważyłam, że stoi tam ze skrzyżowanymi rękoma na piersi. - To jeszcze nic nie znaczy.
- Ale jak to zrobisz to będzie coś znaczyć? - podał mi pudełeczko. - Już kupiłem wieczorem jak wyszedłem po picie, które się skończyło. Tak... Jakby Ci nie przechodziło.
- Przecież... To tylko zatrucie pokarmowe. - mruknełam, ale zobaczyłam jego błagalne spojrzenie, więc wyrzuciłam go z toalety. - Dobra, zobaczymy.
Niemal po kilku sekundach na teście zobaczyłam dwie kreski, a po moich policzkach spłyneły łzy. Przecież to niemożliwe... Nie mogę być w ciąży, ja nie umiem się nikomu poświęcić, zajmować się nim w kółko.
Jestem niedpowiedzialna. Mam dopiero dziwiętnaście lat.
- Mniejsza z tym... - odepchnełam go i usiadłam na kanapie, a potem sięgnełam po zeszyt Naty, z którego miałam pozałatwiać rzeczy. Zajrzałam do środka i otworzyłam ze zdziwienia usta. - Załatwiłeś wszystko?
- No... - sięgnął ręką do głowy i za chwylę przysiadł koło mnie. - Jakoś się udało, jak przyniesiemy zaliczkę za muzykę na żywo to będzie wszystko załatwione. - uśmiechnął się.
- Twoja narzeczona będzie zadowolona. - stwierdziłam i przytuliłam go, popatrzyłam mu w oczy.
- Będziesz zadowolona? - zapytał zdenerwowany, a ja zarumieniłam się.
- No wiesz... Nie wiado... Nie wiadomo, czy wytrzymamy... ze sobą... Tyle czasu ze sobą... - wyjąłam, a chłopak wyglądał jakby się na mnie wkurzył. - No, ale mam nadzieję, że to ja będę. Nie gadajmy o tym, bo się pośpieszymy i w tak młodym wieku odpalimy ślub.
- Chyba masz rację. - pocałował mnie w policzek. - Na razie jesteśmy za młodzi na ślub, na dzieci, na zakładanie rodziny. - uśmiechnął się chłopak, a ja wtuliłam w niego.
Przypomniała mi się moja rozmowa z Marco i od razu przestraszyłam się, co będzie. Nie mogę mu o tym powiedzieć. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Francesco, wszystko w porządku? - zapytał, a ja wybiegłam jak poparzona z pokoju i wbiegłam do Camili i Violetty. Były wściekłe, ale nie dziwiłam im się.
- Co się dzieje? - przeciągneła się leniwie Violetta na łóżku, a ja podbiegłam do Camili.
- Zrobisz to? - podałam jej jeszcze nie używany test, ponieważ w pudełku były dwa. Przyjaciółka wyglądała na zdziwioną, a ja tylko szybko podbiegłam do drzwi, by je zamknąć.
- Po co? - zdziwiła się szatynka, ale popchnełam ją do toalety. - Ja na razie nie mam szansy na bycie w ciąży.
- No i oto chodzi. - zamknełam za nią drzwi i stanełam przytrzymując je. - Nie wypuszczę Cię stamtąd póki go nie zrobisz. - zagroziłam przyjaciółce.
- Ale ja nie umiem... - wymamrotała.
- Masz instrukcje! - krzyknełam na Camile. - Pośpiesz się!
Po chwili przyjaciółka kopneła w drzwi, a ja je otworzyłam.
- Negatywny. - powiedziała, a ja rzuciłam jej się na szyje. - No i po co Ci to było? Wiesz doskonale, że nie mam chłopaka, więc chyba nie spodziewałaś się, że na jakiejś imprezie sobie dziecko zrobiłam.
- Wytłumaczę Wam to innym razem. - obiecałam, wychodząc z ich pokoju. Gdy zamknełam drzwi i odwróciłam się wpadłam na Marco, który zabrał mi test trzymany w ręku.
Przyglądał mu się uważnie i zdziwił się wynikiem, ale chwilę potem spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się. Był zadowolony, że nie jest ojcem. To pewne.
- Negatywny. - podał mi test i chwycił za rękę, ciągnąc do swojego pokoju. - Dlaczego tak uciekłaś? Już myślałem, że jesteś w ciąży i się przestraszyłaś, więc uciekłaś. - trafił idealnie, jakby doskonale wiedział co zrobiłam, a ja tylko wzruszyłam ramionami. - Francesco... Nie musiałaś się martwić tym, że jeżeli wyszedłby pozyty...
- Boże, my śpimy na jednosobowym łóżku. - zmienił temat, bo obawiałam się, że przez przypadek powiem coś, co nie powinnam, że wszystko się wyda. - To dlatego tak tu niewygodnie.
- Nie masz na co narzekać. To ty zajmujesz większość spychając mnie na ścianę. - uśmiechnełam się delikatnie, a chłopak przysunął się do mnie i pocałował.
Jedną rękę położył na mojej piersi, a ja poczułam że boli ten dotyk, jednak nic nie mówiłam, bo zachowałabym się podejrzanie.
- Pójdę wziąźć prysznic. - odsunełam się od niego, a po mojej głowie wciąż chodziło jak ja to przed nim ukryje. W końcu przecież będzie coś widać. W końcu zacznę latać z brzuchem.

**Camila**
Siedziałam na ławce przed Studio i przeglądałam dziennik, wystawiając oceny za ostatnią pracę moich uczniów, gdy podszedł do mnie jakiś wysoki blondyn, który rzucił cień na to na czym pisałam. Odłożyłam na bok notatki, w których miałam zapisane opisy występów uczniów.
- Mógłbyś się przesunąć, ponieważ przeszkadzasz mi w wystawianiu ocen? - zapytałam i podniosłam wzrok na chłopak i wtedy nasz wzrok się spotkał, a ja niemal od razu zatopiłam się w jego niebieskich oczach.
- Cześć, jestem Lukas i przyjechałem z Meksyku. - uśmiechnął i podał mi rękę na powitanie, którą od razu uścisneła. - To ty jesteś Camila?
- Tak, to ja. - dodatkowo kiwnełam twierdząco głową. Chciałam jakoś rozwinąć temat. - Nie masz urody meksykanina. - stwierdziłam, nawet nie wiem czemu.
- Bo jestem niemcem. - odpowiedział i usiadł koło mnie. - Bystra jesteś, co jeszcze u mnie spostrzegłaś nie pasującego? - na jego twarzy pojawił się uwodzicielski uśmieszek.
- Że wiedziałeś jak się nazywam. - powiedziałam, zdziwiona tym faktem. Pierwszy raz nieznane mi osoby zna moje dane, a w dodatku - żadnego niemca nie znam.
- Dowiedziałem się, że szukają tutaj jakiegoś nauczyciela do muzyki, bo jakiś odchodzi, więc się zgłosiłem. Chciałem poznać kraj mojej babci, która pochodziła z Argentyny, a teraz mieszka w Niemczech z dziedkiem. - zaczął opowiadać historie swojej rodziny, z której nie wiedziała, co ona się ze mną wiąże. - Babcia powiedziała, że miała tutaj taką przyjaciółkę, z którą nadal się kontaktuje i mógłby u niej zamieszkać przez pewien czas, jeśli nie dostanę tu pracy. - mówił dalej, a coś powodowało, że ja chciałam by właśnie tak rozciągał tak opowieść i bym mogła się w niego wpatrywać. - Kiedy odwiedziłem tą panią i opowiedziałem jej, że będę pracował w tym studiu, kobieta powiedziała mi, że pracuje tu jej wnuczka i nazywa się Camila Torres.
- Czyli twoja babcia znała moją babcię? - zapytałam z nadzieją, że znów zacznie o czymś opowiadać, bo cudownie wyglądał, gdy mówił jakąś historie z życia.
- Tak, tak. - odpowiedział twierdząco na moje pytanie. - Śpiewały w jednym zespole.
- Moja babcia śpiewała w zespole? - zdziwiła mnie nowa wiadomość o osobie z mojej rodzine, o której wydawało mi się, że wiem wszystko.
- No tak. Nie wiedziałaś? - zapytał zdziwiony, a ja pokręciłam przecząco głową. - Babcia śpiewała mi sporo ich kawałków, jakbym miał gitarę to bym Ci jeden z nich zaśpiewał. - uśmiechnełam się i chciałam go zaciągnąć do sali z instrumentami, kiedy się odezwał. - Twoja babcia miała racje?
- Z czym? - położyłam ręcę na biodrach i byłam gotowa na jakąś kolejną nowość, o kobiecie, która niby nigdy nie miała przede mną żadnych sekretów.
- Że jesteś ładna. - zarumienił się, ale ja chyba też. - I mówiła coś jeszcze o tym, że na razie nie masz narzczonego i byłbym idealnym kandydatem.
- To jeszcze jest swatką? - wybuchłam śmiechem. - Sporo się o niej dowiaduje.

*******************
No to jak? Podobał się dzisiejszy rozdział?

Historia Violetty xd cz.30!

**Naty**
Weszłam na łąkę, obok której płyneła rzeka i spojrzałam ze zdziwieniem, że wszystko jest już przygotowane, jakby Maxi to zaplanował już wcześniej i nie był to spontaniczny piknik.
Dotknełam jednej z lampek wiszących na drzewie i odwróciłam się w stronę chłopaka.
- Zaplanowałeś to! - uśmiechnełam się i podeszłam bliżej niego, aby nasze usta spotkały się w delikatny, ale za ile przynoszącym ekscytacji pocałunku, po którym miałam żal, że już się skończył. - Ale skąd wiedziałeś o tym, że Francesca zabierze mi zeszyt i będziemy mogli gdzieś pojechać? - usiadłam na jednej z poduszek rozłożonych na kocu.
- A myślisz, że Francesce chce się robić, to co jest na tej liście? - zapytał mnie, a ja uśmiechnełam się sama do siebie, na myśl że nawet się nie zastanowiłam. - Znając życie nie chciało jej się tego robić i sobie poszła albo pokłóciła się z kimś i też jej się znudziło. - powiedział chłopak, a jak skrzyżowałam ręcę na piersi.
- Nieładnie tak obgadywać swoich przyjaciół. - skarciłam chłopaka, a on przysunął się bliżej do mnie i znów się pocałowaliśmy, tym razem było to coś namiętniejszego.
Coś, co mnie pobudziło i spowodowało, że nie mogłam się ocknąć z tej magii i chciałam posiadać tego uczucia więcej. Tej namiętności, ekscytacji i tych pocałunków, które z chwili na chwile stawały się coraz zuchwałe, a ja coraz bardziej wyczuwałam, jak chłopak znajduje się nade mną i już leżę.
Nie panowałam nad żadnym z moich ruchów, które robiły co chciały, mój umysł już nie myślał, był nastawiony tylko na przyjemność, która daje mi ta sytuacja i moja rękę wsuneła się w spodnie chłopaka.
- Co my robimy? - oderwał się nagle i ciężko dyszał. Wpatrywał się we mnie zaskoczony, a ja tylko wzruszyłam ramionami. - Obiecaliśmy sobie, że czekamy do ślubu...
- Oj, Maxi... - przytuliłam chłopak i chciałam go przyciągnąć do poprzedniej pozycji, ale nie dał się, tylko siedział i wpatrywał się przed siebie. - Przepraszam. - mruknełam i wstałam, oddalając się od niego.
Szybko do mnie podbiegł i zatrzymał.
- To nie moja wina, będę się po prostu trzymał tego, co obiecałem. - podał mi rękę, a potem dodał: - Ja też tego bardzo pragne, ale już przeczekamy te trzy tygodnie. - ujął moją twarz w dłonie, a mi od razu poprawił się humor.
- Przeczekamy. - moja ręka powędrował do jego włosów i wplątała się w nie, przeczesując je. - Ale ostrzegam, bo jak nie będziesz się ode mnie z daleko to możemy zerwać obietnice.
- Zaryzykuje. - przysunął mnie do siebie i pocałował delikatnie, a kiedy już się od siebie oddalaliśmy, wziął mnie na ręcę, wbiegł na jakiś krótki pomościk, którego wcześniej nie zauważyłam i wskoczył do wody ze mną nadal trzymaną w ramionach.
Wypłynełam spod wody i kiedy zauważyłam, że się nie wynurza zmartwiłam się. Zanurkowałam w poszukiwaniu chłopaka, ale ktoś mnie objął w pasie i wyciągnął na zewnątrz.
Odwróciłam się w jego stronę, a gdy chłopak chciał mnie pocałować zamachnełam się ręką i chlusnełam go wodą, wywołując w ten sposób bitwe wodną, którą oczywiście ja wygrałam, przynajmniej ja tak twierdziłam.

**Francesca**
Wbiegłam do hotelu zdyszana, a Marco od razu poderwał się z miejsca i odwrócił w moją stronę. Podbiegłam do niego i wtuliłam się w niego, a chłopak nawet nie pytał się, co się stało, tylko pogłaskał mnie po włosach i z całej siły przytulał. Zadarłam głowę do góry i spojrzałam mu w oczy.
- Ja nie chciałam. - przyłożyłam głowę do jego piersi, a on nadal o nic nie pytał. Czułam jakby go nie obchodziło, co mi się stało, ale doskonale wiedziałam, że on po prostu jak zawsze czeka, aż sama powiem. - Poszłam tam z Noemi i Leonem, no i jak zawsze mieliśmy ćpać i wtedy podszedł do mnie jakiś chłopak i zaczął mnie obmacywać. - rozpłakałam się i mocniej przytuliłam chłopaka. - Kiedy chciał ze mnie zdjąć bluzkę uciekłam stamtąd... Nie wiem, czy Leon i Noemi mnie zauważyli... Że uciekam.
- Już jest dobrze... - szepnął mi do ucha, a ja przyczepiłam się do niego z całej siły, bo bałam się go puścić. Miałam jakiś dziwny lęk, że ktoś z tamtych ludzi szedł za mną i mi coś zrobi.
Mało prawdopodobne, oni są tak napaleni, że ten co mnie obmacywał pewnie wziął sobie, dziewczynę która była najbliżej i teraz wiadomo, co robią, ale martwiłam się tym. Martwiło mnie wszystko, co było związane z tymi ludźmi.
- Mniejsza z tym... - odepchnełam go i usiadłam na kanapie, a potem sięgnełam po zeszyt Naty, z którego miałam pozałatwiać rzeczy. Zajrzałam do środka i otworzyłam ze zdziwienia usta. - Załatwiłeś wszystko?
- No... - sięgnął ręką do głowy i za chwylę przysiadł koło mnie. - Jakoś się udało, jak przyniesiemy zaliczkę za muzykę na żywo to będzie wszystko załatwione. - uśmiechnął się.
- Twoja narzeczona będzie zadowolona. - stwierdziłam i przytuliłam go, popatrzyłam mu w oczy.
- Będziesz zadowolona? - zapytał zdenerwowany, a ja zarumieniłam się.
- No wiesz... Nie wiado... Nie wiadomo, czy wytrzymamy... ze sobą... Tyle czasu ze sobą... - wyjąłam, a chłopak wyglądał jakby się na mnie wkurzył. - No, ale mam nadzieję, że to ja będę. Nie gadajmy o tym, bo się pośpieszymy i w tak młodym wieku odpalimy ślub.
- Chyba masz rację. - pocałował mnie w policzek. - Na razie jesteśmy za młodzi na ślub, na dzieci, na zakładanie rodziny. - uśmiechnął się chłopak, a ja wtuliłam w niego.
- W ogóle nie jesteśmy jeszcze parą. - odusnełam się od Marco i spojrzałam na niego, usadawiając się mu na kolanach. - Mówimy na siebie "mój chłopak", "moja dziewczyna", ale nie uzgodniliśmy tego jakoś specjalnie.
- Boże, Francesco! - zawołał na mnie. - Mamy to w jakiś specjalny sposób uzgadniać? - zapytał zdziwiony, a ja tylko kiwnełam twierdząco głową. Chciałam, by mnie zapytał, czy chce być jego dziewczyną, tak jak się ludzie oświadzaczają, żebym mogła go pomęczyć z odpowiedzią i żebyśmy byli wreszcie taką prawdziwą parą. - Będziesz moją dziewczyną?
- Nie wiem. - skrzyżowałam ręcę na piersi. - Nie brzmisz szczególnie przekonująco.
Chłopak podniósł mnie ze swoich kolan i posadził na kanapie, sam klękając przede mną. Wybuchłam śmiechem, ale po chwili się uspokoiłam i czułam ekscytacje, która rozchodziła się przez każdą komórkę mojego mózgu. Tak jakby teraz mi się oświadczał.
- Będziesz moją dziewczyną?
- Oczywiście! - krzyknełam i pochyliłam się, by go przytulić i by jak zawsze poczuć jego smak. Smak jego pocałunków, ale tą chwilę przerwała szczęśliwa Camila, która podbiegła do nas i rzuciła mi się na szyje.
- Ja nawet nie wiedziałam, że spowrotem jesteście razem! - skakała moja przyjaciółka i trzymała mnie za ręcę, zmuszając mnie bym podniosła się. - A wy tu się oświadczacie? To cudowne!
- Camilo... - zaczęłam, ale dziewczyna mi przerwała.
- Może zorganizujemy podwójny ślub? - zapytała podekscytowana szatynka. - Was i Natalii i Maxiego?
- Camilo...
- Bedzie cudownie! - mówiła i nie dawała mi dojść do głosu. - Wszystko już jest zorganizowane, będzie cudownie. Jak ja się cieszę i zazdroszczę Ci, ja nawet chłopaka nie mam.
- Camilo Torres, nie będzie żadnego ślubu. - dziewczyna przestała skakać i patrzyła na mnie zdzwiona. - Przynajmniej nie nasz. Naty i Maxiego raczej będzie. - uśmiechnełam się. - Marco tylko mnie pytał, czy będę jego dziewczyną.

**Violetta**
Wieczorem postanowiłam wybrać się na spacer. Szłam przez park i dosłownie - niedobrze mi się robiło, gdy widziałam te zakochane parki, zapatrzone w siebie. Usiadłam na ławce koło której całowała się jakaś blondynka i szatyn. Wpatrywałam się w nich z zaciekawieniem, jakby byli jakimś eksponatem.
W końcu para zauważyła przyglądającą im się dziewczynę, czyli mnie i byli zdziwieni, że tak im się przyglądam. Blondynka podeszła do mnie.
- Wszystko w porządku? - zapytała wyraźnie zdziwiona, a ja wzruszyłam ramionami i dalej na nich patrzyłam a chłopak wyraźnie to denerwowało. Dziewczyna jeszcze raz przemówiła miłym tonem. - Wpatrujesz się w nas, jakbyśmy Ci coś złego zrobili? Wszystko w porządku?
- Tak, super. - odpowiedziałam i podniosłam się ze swojego miejsca. - A najbardziej w porządku będzie, kiedy on postanowi pocałować twoją najlepszą przyjaciółkę. - skrzyżowałam ręcę na piersi.
Chłopak wyraźnie się zdenerwował, co od razu zobaczyła dziewczyna.
- Całowałeś moją przyjaciółkę? - wściekła się.
- To było tylko raz... - wyjaśniał chłopak i spuścił głowę, zaczął bawić się suwakiem od bluzy. - Bolała Cię głowa i nie chciałaś iść na tą imprezę... - mamrotał chłopak, a ona go nie słuchała tylko uderzyła w twarz, a ja zaczełam bić brawa. - Emma! - wołał, kiedy blondynka postanowiła uciec od nas.
Zaśmiałam się ochrypłym, strasznym śmiechem. Szatyn spojrzał na mnie wkurzony.
- Dlaczego to zrobiłaś? - zapytał wściekły. - Skąd o tym wiedziałaś? - zamachnął się rękę i odruchowo chciałam się zasłonić dłońmi, ale nie poczułam żadnego uderzenia.
Gdy rozłożyłam swoje dłonie zobaczyłam Leona, który trzymał pięść chłopak i wykręcał mu rękę.
- Nie nauczone Cię w domu, że kobiet się nie bije? - zapytał i uśmiechnął się szyderczo, a ja wstałam ze swojego miejsca i ruszyłam w głąb parku, a za mną ruszył mój był chłopak.
Przyśpieszyłam kroku, ale on był szybszy, chwycił mnie za nadgarstki i zatrzymał w miejsce, po czym odwrócił w swoją stronę, że nasze wargi były już blisko siebie i poczułam jak rośnie we mnie pragnienie, by go pocałować.
Chłopak wypuścił mnie z uścisku i stanął na przeciw mnie.
- Może porozmawiać? - zapytał błagalnym tonem, a ja wiedziałam że nie panuje nad sobą i mogłabym powiedzieć coś czego nie chce, więc nie otwierałam ust tylko pokręciłam przecząco głową. - Proszę, przejdziemy się na spacer. - powtórzył gest ten sam, co za poprzednim razem. Chłopak podniósł mnie i trzymał w ramionach. - No to pójdziesz ze mnę, mimo własnej woli.
- Dokąd mnie zabierasz? - wyrywał się z jego uścisku, ale miał więcej siły.
- Niespodzianka! Udowodnię Ci, że Cię kocham, a tamten pocałunek to była pomyłka. - uśmiechnął się uwodzicielsko, a ja czułam jak się rumienie.
- Powiedziałeś, że Francesca jest atrakcyjna. - wypaplałam, tak po prostu, bo nie wiedziałam co powiedzieć, by się obronić. Nie myślałam. - I dlatego ją pocałowałeś.

**Marco**
Przyglądałem się z zaniepokojeniem Francesce, która była blada jak ściana i przypominała ducha. Co chwilę biegała do toalety i byłem pewny, że nawet nie wie, co dzieje się w filmie, który oglądaliśmy.
- Wszystko w porządku? - zapytałem zmartwiony, a ona wtedy zatkała sobie usta dłońmi i znów wybiegła z salonu.
Gdy wróciła do salonu zauważyłem, że wygląda na zmęczoną.
- Mógłbyś przynieść mi coś do picia? - zapytała i szybko dodała: - Czuję jakiś dziwny smak w ustach... Dziwnym smak śliny... Taki metaliczny... - usprawiedliwiła się, a kiedy wyszedłem do kuchni usłyszałem, że znowu pobiegła do toalety.
Strasznie mnie zmartwiło to w jaki sposób się zachowuje. Zachowywała się jakby była w ciąży, ale przecież robiła ten test ciążowy...
No chyba, że po tym ostatnim na plaży...

Historia Violetty xd cz.29

**Marco**
Leżałem wpatrzony z Francescą w siebie na plaży i nie mogłem uwierzyć w to, co miało przed chwilą miejsce. Na plaży. Uśmiechnąłem się delikatnie, a dziewczyna w tym samym momencie się podniosła i zaczeła ubierac, podając przy okazji mi ubrania. Zastanawiałem się, o co chodzi, czy może czegoś złego nie zrobiła, ale mimo wszystko bez słowa ubrałem się i dopiero wtedy zapytałem:
- Dlaczego wstałaś i się ubieramy? Zrobiłem coś nie tak? - zmartwiłem się, a włoszka podeszła i pocałowała mnie w policzek.
- Chyba nie miałeś zamiaru tu spać? - wybuchła śmiechem i chwyciła mnie za rękę. - Byłoby zabawnie, ale musimy wstać jutro na zajęcia, jesteś nauczycielem. - odwróciła się do mnie plecami. - Zasuń sukienkę!
- Powiesz Violetcie o tobie i Leonie? - zmieniłem temat, a wtedy dziewczyna odwróciła głowę w moją stronę i spojrzała spojrzeniem, które miało pokazać, że nie wie co robić. - Powiedz jej! Violetta jest miła i bardzo przyjacielska, nie chciała by Ciebie stracić, więc Ci wybaczy.
- Myślisz? - kiwnąłem twierdząco głową, a ona przełkneła ślinę. - Powiem jej, ale na razie...
- Na razie co? - zapytałem, ponieważ urwała i nie dokończyła swojej wypowiedzi.
- Na razie mogłabym u Ciebie nocować? - objeła mnie i popatrzyła w oczy błagalnym spojrzeniem. - Nie mogłabym koło niej leżeć, wiedząc co zrobiłam i że jeszcze jej nie powiedziałam, a ona jest z nami w pokoju.
- Moje łożko jest jednoosobowe... - wymamrotałem.
- A my mamy spać we trzy na dwuosobowym. - przerwała mi, a potem dodała: - Zrekompensuje się!
- Niech Ci będzie. - zgodziłem się i uśmiechnąłem, kiedy dziewczyna pocałowała mnie. - A co do tego, co dzisiaj miało miejsce... - zacząłem, ale nie wiedziałem jak to powiedzieć, co mi chodziło po głowie.
- Nie martw się. - oddaliła się ode mnie kilka kroków i machneła na mnie ręką na znak, żeby poszedł za nią, a ja ruszyłem w jej kierunku. Nic nie mówiłam, tylko czekałam na jego odpowiedź. - Nie wyobrażam sobie zbyt wiele. - objęła się dłońmi i dalej szła przed siebie, nie patrząc na mnie. - Poniosło mnie trochę i tak jakoś wyszło. - odwróciła się w moją stronę, zatrzymując mnie tuż przed sobę i spojrzała mi w oczy. - To cię niczym, nie zoobowiązuje! Nie musimy być razem... Poniosło mnie, a ty miałeś okazję sie zabawić.
Zabolały mnie jej słowa, więc stałem wryty w ziemie jak słup i ani drgnełem, ani się nie poruszyłem, tylko myślałem co tu przed chwilą się stało. Poczułem się wykorzystany przez nią, to tak jakbym to ja byłem zabawką, którą się zabawiła, a potem stwierdziła, że się znudziłem, ale na w razie czego stwierdziła, że to dla mojego dobra.
- Myślałem, że... - mamrotałem pod nosem.
- Wiem, wiem. - przerwała mi Francesca. - Że będę po tym wszystkim chciała czegoś od Ciebie, czegoś będę rządała po tym, a ty się zobowiążesz. - uśmiechneła się. - Do niczego cię...
- Nie jestem zabawką! - zawołałem, nie dając skończyć dziewczynie, która stała przede mną zdziwiona i nie wiedziała, o co mi chodzi. - Zabawiłaś się i możesz porzucić, zostawić! Rób, co chcesz, jeśli tak uważasz, nie będę Cię na siłe przy sobie trzymał, ale nie mów, że to dla mnie.
- Nie wiedziałam, że tak to odbie...
- A jak miałem? - zapytałem wściekły. - Mam się cieszyć? - pierwszy raz się postawiłem dziewczynie, która zawsze mną rządzi, która robiła mi awantury o byle co, a ja byłem jej posłuszny. - Może powinienem być ci wdzięczny? Przychodzisz sobie i chce ci się... Masz ochotę na... Wiesz co, bierzesz sobie mnie, ale po wszystkim masz zamiar wstać i mnie zostawić? - ruszyłem szybkim krokiem w kierunku studia. - Rób sobie, co chcesz! Ja mam już to gdzieś, ale proszę Cię o jedno. Nie wykorzystuj mnie dla swojej zabawy.
- Zatrzymaj się! - wołała za mną, ale nie słuchałem się jej, co musiało być dla niej czymś nowym. Dopiero jak usłyszałem, że głos jej się łamię i mówi jakby przez łzy odwróciłem się w jej stronę i zdałem sobie sprawę, że płakała.
Załamałem się i byłem wściekły na samego siebie, osoba którą kocham najmocniej na świecie płacze przeze mnie, ponieważ ja uznałem, że ona mnie wykorzystuje, a ona chciała tylko pokazać jak jej na mnie zależy. Nie zoobowiązując mnie tym jednym razem na plaży, naszym drugim razem. Chciała dać mi wolność, a ja odebrałem to inaczej i zachowałem się, jakby to ona była w tej sytuacji zła, a to ja byłem.
To ja wykorzystałem, że nie myśli po tym jak zdradziła najlepszą przyjaciółkę.
Podbiegłem do niej i próbowałem ją przytulić, ale ona cały czas walczyła, nie dając mi do siebie dotrzeć. Nie chciała się narzucać, nie chciała mojej litości. W końcu to Francesca. Ona zawsze musi wygrywać.
- Masz rację! - krzykneła, nadal mnie szturchając, bym się odsunął. - Zabawiłam się i to wszystko moja wina! Jestem zła i chciałam cię tylko wykorzystać, nie dając nic w zamian.
- Nie, myliłem się. - szepnąłem jej do ucha, kiedy udało mi się w końcu opanować jej ruchy obronne, bym nie próbował pocieszyć jej, po tym co zrobiłem. - Ja cię po prostu kocham, a poczułem się jakbyś ty mnie nie kochała.
- Zrobiła to bo Ciebie kocham. - tłumaczyła, nadal płaczać, ale już nie walcząc ze mną. Zmieniła się zupełnie, teraz wtulała się we mnie z całej siły, a moja koszulka robiła się wilgotna od jej łez. - Myślałam, że nie powinnam Ci kazać być ze mną tylko dlatego, że doszło do tego, do czego doszło.
- Powinnaś mi kazać. - pogłaskałem ją po włosach.

**Violetta**
Kiedy wstałam i wyszłam na korytarz, po czym podeszłam do schodów, spostrzegłam że nie ma tutaj Leona, czyli pewnie Marco jak wracał z Francescą zabrał go stąd. Chciałam zrobić chłopakowi gorące powitanie.
Wróciłam do swojego pokoju i zauważyłam, że Camila już nie śpi, a nasza wspólna toaleta jest zajęta, więc pewnie poszła się umyć.
Podeszłam do szafy i stwierdziłam, że nie ma żadnych przeszkód, bym się tutaj przebierała, myć się nie muszę, myłam się wieczorem, a teraz nie miałam na to zwyczajnie ochoty.
Gdy już uczesała włosy, pobiegłam do pokoju Naty i Ludmiły i bez słowa weszłam do nich do ich toalety ze wcześniej zabranym plastikowym pudełkiem. Nalałam gorącej wody do niego i wyszłam na pożegnanie machając do dziewczyn, które tylko wzruszyły ramionami i wróciły do tego, co robiły wcześniej.
Drzwi od pokoju Leona były otwarte, a on leżał na podłodze. Zbliżyłam się do niego z pudełkiem gorącej, parzącej wody i walałam ją całą na chłopaka, który obudził się z krzykiem.
- Co to ma znaczyć?! - wrzasnął na mnie, a ja śmiałam się z jego sytuacji. - To było gorące, skóra mnie swędzi. - narzekał chłopak, a ja stanełam dumnie przed nim.
- To kara! - powiedziałam, wychodząc od niego. - Mam nadzieje, że Francesca dobrze całuje i że opłacała się przez to dostać karę. - trzasnełam drzwiami i zbiegłam po schodach, gdzie już siedział Maxi.
- Co się stało? - zapytał zdziwiony, a ja minełam go i pobiegłam w stronę studio, gdzie jeszcze nie było żadnego z uczniów. Weszłam do swojej sali i przeglądałam teksty piosenek, jakie miałam.
Szukałam czegoś wesołego.
Drzwi się uchyliły, a w nich ukazała się twarz Francesci. Zrobiło mi się nie dobrze w pierwszym momencie, gdy ją zobaczyłam. Całowała się z moim chłopakiem i nawet mi o tym nie powiedziała. Nawet nie miała odwagi wrócić na noc do naszego pokoju, tylko nocował gdzieś. Nie wiem gdzie.
- Violetta? - zapytała cicho i weszła do pomieszczenia. - Możemy porozmawiać? Muszę ci coś powiedzieć. - stanełam naprzeciw niej i skrzyżowałam ręcę. - Bo ja... Leon mnie pocałował... Dwa razy.... Boże, co ja mówię. - skarcila siebie sama. - Też się z nim całowałam, nie mogę wszystkiego na niego zwalać, nawet jeśli go odepchnełam.
- Dobrze... - przerwałam monolog przyjaciółki. - Rozumiem.
- Na prawdę? - zaskoczyła się Francesca, moją reakcją, chyba myślała że się wścieknę i ją znienawidzę. - Dziękuje Ci! Kocham Cię! - rzuciła mi się na szyję, cała szczęśliwa.
- Twoje i Leona zeznania się zgadzają. - uśmiechnełam się, kiedy mnie puściła. - To on cię pocałował, a ty go odepchnełaś. - powiedziałam, chociaż sama nie wierzyłam, że tak łatwo jej wybaczyła. Przełknełam tylko ślinę i dodałam: - Nie mogłabym Ciebie stracić! - przytuliłam przyjaciółkę.

**Naty**
Siedziałam na ławcę przed Studio po zakończeniu lekcji i czekałam na Maxiego, który akurat miał swoją ostatnią lekcje, kiedy podeszła do mnie uśmiechnięta Francesca i przysiadła obok mnie. Wpatrywała się w to co robię, a ja tylko załatwiałam rzeczy potrzebne na mój i mojego narzeczonego ślub.
- Co jest? - zapytałam w końcu ciekawa, czemu bez słowa po prostu wpatruje się w moje rzeczy.
- Daj mi to! - powiedziała i zabrała mój zeszyt z natatkami, o wszystkim co zorganizowałam na przyjęcie. Gdy sięgnełam po to, wstała i odsuneła te rzeczy jak najdalej ode mnie. - Ja się tym zajmę, a wy z Maxim zróbcie dzisiaj razem coś szalonego, pójdźcie gdzieś razem. Do kina, parku, na spacer, do lasu...
- Ale Francesca, ja muszę to wszystko załatwić, bo mamy mniej niż trzy tygodnie. - wymamrotałam, ale przyjaciółka nawet mnie nie słuchała, tylko oddaliła się z zeszytem.
- Ja się tym zajmę! - zawowała na pożegnanie. - Bawcie się dobrze!
Siedziałam i wpatrywałam się w wyjście od Studio i wyczekiwałam z niecierpliwością, aż mój ukochany wyjdzie do mnie i tak jak radziła włoszka wybierzemy się na randkę, na której dawno nie byliśmy.
Rozległ się dźwięk dzwonka, a ja poderwałam się z miejsca i ruszyłam w stronę sali, w której chłopak miał zajęcia, jednak nie było go tam, co mnie bardzo zdziwiło.
Gdy odwróciłam się, ktoś położył mi ręcę na oczach, tak że nic nie widziałam.
- Maxi? - zapytałam z nadzieją, że to on.
- Dobra jesteś! -zawołał i odwrócił mnie w swoją stronę uśmiechając się promiennie, a mnie coś opętało i rzuciłam się na chłopaka, by go pocałować, ale mnie odepchnął. - Uczniowie patrzą. - poprawił ubranie.
- Mam to gdzieś! - krzyknełam i przysunełam go do siebie, aby nasze usta złączyły się w pocałunku, który jak zawsze bardzo mi się podobał i z chwili na chwile robił się coraz namiętniejszy. - Wiesz, na co mam w tym momencie ochotę? - zapytałam, a chłopak od razu się uśmiechnął i pocałował mnie w policzek.
- Obiecaliśmy sobie, że czekamy do ślubu! - skarcił mnie Maxi, a ja zrobiłam oburzoną minę. - Wiesz, mam ochotę dziś gdzieś wyjść, ale pewnie będziemy dalej zajmować się przygotowaniami?
- Tu Cię zaskoczę, ale nie. - trąciłam jego nos palcem wskazującym, nadal w niego wtulona. - Francesca, obiecała się tym zająć, więc mamy dzisiaj dzień dla siebie. To co robimy?
- Chodź, bierzemy rzeczy na piknik i wybierzemy się w jakieś spontaniczne miejsce. - uśmiechnął się.

**Marco**
Wszedłem do salonu i zobaczyłem Francescę z jakimś zeszytem w prawej ręce, a w lewej trzymała telefon przez który z kimś rozmawiała i zdałem sobie sprawę, że nie zauważyła mojego wejścia.
- Nie, w takim razie nie bierzemy tego. - mówiła do słuchawki, a po chwili dodała. - Jestem kobietą, więc powinnam mieć pierwszeństwo. - wyraźnie kłóciła się z kimś, ale nie było to dla mnie nowością. - Co? Proszę pana, w tych czasach jest równo uprawnienie i nie ma czegoś takiego, że kobieta więcej będzie płacić. Jestem klientem i znam swoje prawa! - wrzasneła wkurzona. - Że niby ja się chciałam wciasnąć w grafik, bo kobieta ma pierwszeństwo? Niech sobie pan nie żartuje! - prychneła i rozłączyła się.
- Co robisz? - zapytałem, podeszłem do niej i pocałowałem ją w policzek.
- Wynajmuje samochód, którym para młoda pojedzie na ślub. - odpowiedziała. - Czy ty wiesz, jacy mężczyźni są chamscy? Brak równouprawnienia! Że niby jak jestem kobietą to mam więcej płacić i ten koleś mi mówi jeszcze później, że to ja próbowałam się wepchnąć w grafik, mówiąc że "kobieta ma pierwszeństwo". - oburzyła sie włoszka i mnie przytuliła. - Dobrze, że mam Ciebie.
Już teoretycznie czułem jej wargi na swoich, jej oddech już był wyczuwalny na skórze, kiedy do środka weszła jakaś dziewczyna i odepchneła Francescę sama się do niej przytulając.
- Hej, Francesca. - pocałowała ją w policzek, a ja poczułem się zazdrosny. - Przepraszam, ale wziełam wtedy twoją torebkę, by nikt jej nie ukradł. - szatynka podała mojej dziewczynie jej własność.
- Dziękuje. - objeła ją, a potem zwróciła się do mnie. - Marco, poznaj Noemi, przyjaciółke Leona z porodówki. Noemi, poznaj Marco, mojego chłopaka.
- Miło mi Cię poznać. Fajne przedstawienie - "Przyjaciółka Leona z porodówki". - podałem jej dłoń i uśmiechnąłem się, miejąc nadzieję, że potaraktuje to jako przyjacielski gest.
- Mi też miło Ciebie poznać. - odwzajemniła gest, a potem zwróciła się do włoszki. - No, no... Fajnego masz tego chłopaka.
- Wiem. - odpowiedziałem równocześnie z moją dziewczyną.
- No dobra. - podała rękę Francesce. -Bierzemy Leona i się zbieramy, chcę Was poznać z moimi przyjaciółmi.
- A Marco.... - zaczeła brunetka, ale jej przerwałem.
- Idź, ja zajmę się tym. - podniosłem zeszyt Naty. Francesca przytuliła mnie na pożegnanie i wraz z Noemi skierowały się do pokoju Leona po chłopaka, z którym po chwili wyszły z domku.