**Francesca**
No i to jest to uczucie, które strasznie się pogłębia. Z dnia na dzień coraz większa pustka, coraz bardziej tęsknisz, masz nadzieję, że wszystko pójdzie po twojej myśli. Bywa inaczej.
Chciałabym cofnąć czas.....
Wiem jednak, że prędzej czy później doszłoby do ataku. Wybuchu. I to co nie uniknione się i tak stanie. Jestem osobą, która mimo tej nauki i tak najprawdopodobniej zdradziłaby drugi raz.
Tak jestem. Byłam z Tomasem - zdradziłam go z Marco. Byłam z Marco - zdradziłam go z Carlosem. Ciekawe, jakbym się poczuła, gdyby ktoś mnie tak potraktował.
Nie zniosłabym tego. Zresztą.... Tomas zdradzał mnie z Ludmiłą i z nim zerwałam, mimo że też byłam winna nieudanemu związkowi. Teraz chce rządać od Marco wybaczenia.
Prosić.
I tak to słaby pomysł.
Nie wybaczy mi. Nie kocha mnie. Ja nie kochałam go. Nie byliśmy sobie pisani. Nie było między nami uczucia. Nie było chemii. Nie było tego, czym darzą siebie Viola i Leon.
Ci to mają idealny związek, a ja to tylko same życiowe wpadki. Albo jestem nieudana, albo na prawdę muszę zostać starą panną z kotami. Mam już nawet takie wyobrażenie.
Siedzę na kanapie w sporym, nowoczesnym pokoju i nagle przerywa mi spokojny sen jakieś krzyk. Rzucam się w stronę, z której dobiega wrzask i widzę go.
Widzę go z czymś w rękę. Czymś co się rusza... Czymś żywym. Zbliżam się do chłopaka i zaglądam do zawiniątka, które on mi podaje do rąk, a potem gładzi jej po policzku.
- Chyba mnie nie lubi. - uśmiechnął się i spojrzał mi w oczy. - Chociaż ja na jej miejscu też wolałbym znaleźć się w twoich ramionach. - dziwnie się ogląda siebie z boku.
- Nie żartuj. - podałam mu dziecko i przyjrzałam się im. - Jesteście identyczni, a nie mógłbyś mieć dwóch rzeczy na raz. Drugiego siebie i żeby Cie lubiła.
- Posłuchaj... - powiedział podnosząc wzrok z małej dziewczynki. - Mam pomysł jak rozwiązać dwie sprawy za jednym razem. Violetta zostanie świadkiem i Leon. Będą musieli być wtedy niedaleko siebie no i może się zejdą, a my będziemy mieć udany ślub. - co on mówi?
Obudziłam się i zauważyłam, że leżę w swoim pokoju w Argentynie. Wróciłam wczoraj i pół nocy spędziłam pod drzwiami chłopaka, czekając jak mi otworzy. Nie otworzył.
Moja wyobraźnia sprawia mi figle. Nie widzę siebie z Marco za kilka lat jak szczęśliwa rodzinka, z dzieckiem, mamy wziąźć ślub, a tym bardziej.... Viola i Leon mają problemy w związku.
Od wakacji uważam ich za idealną parę.
Popatrzyłam na wyświetlacz od telefonu i myślałam, że przeżyje szok. Jednak to była prawda. To nie było jakieś marzenie, które uroiło się w mojej głowie i tam zostało w myślach miejać nadzięję, że się wydarzy.
Podniosłam się z miejsca, na którym leżałam i szybko uczesałam włosy.
Chciałam, by nie było po mnie widać jak źle mi jest z wiedzą, że już nie będziemy razemy. Mimo krótkiego stażu - wiem już, że to była miłość. Być może nie zdarzy mi to się drugi raz, a sama tego chciałam. Sama zrobiłam, co zrobiłam. - myślałam schodząc po schodach, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Musimy porozmawiać. - powiedział, a ja nie wiedziałam co mam zrobić. Tylko pokazałam mu ręką, że może wejść. Chłopak trzymał w ręku album ode mnie, ale ja nadal nie wiedziałam o co chodzi. Przysiadł na kanapie w salonie, a mi przypomniało się jak tam ostatnio siedzieliśmy. Co się działo. Łza spłyneła mi po policzku, ale szybko ją starłam, by nie zauważył tego. - Wiesz, że po tym co się stało....
- Musimy zerwać. - wypaliłam bezmyślnie, a potem z moich ust poleciało coś, czego sama nie kontrolowałam. - Jak to się stało, to był to jakiś znak. Nie było między nami chemii.
Marco wstał i już wyszedł ode mnie z salonu, rzucając przy okazji prezentem ode mnie. Usłyszałam jak zatrzaskują się drzwi i wtedy wszystko co w sobie chowałam wystrzeliło. Zaczęłam płakać.
Płakać i użalać się nad swoją głupotą.
**Violetta**
Chwyciłam szatyna za rękę, a on odwrócił głowę w moją stronę.
- Czy to nie cudowne? - zapytałam, skacząc z radości. - Francesca wróciła.
- No i? - popatrzył na mnie, a ja szturchnełam go.
- No jak to co? - przytuliłam stojącego chłopaka. - Zejdą się.
- Tak bardzo Cię to interesuje? - wyrwał mi się i uciekł kilka kroków dalej.
- No, a czemu nie? - podbiegłam do niego.
- No nie wiem. - usłyszałam w jego głosie jak bardzo jest na mnie wkurzony. - Czemu zależy Ci bardziej na ich związku niż na naszym? - znów zwrócił mi na to uwagę.
- Ponieważ to moi przyjaciele i chce dla nich dobrze. - dotknełam jego policzka, ale on natychmiast się odsunął. - I nie prawda! Interesuje się naszym związkiem i to bardzo.
Chłopak zaczął kręcić się w kółko, a ja przyglądałam mu się jak mota się z emocjami.
- Obiecałaś mi, że wczoraj dasz mi się zabrać na romantyczny wypad. - zaczął, a ja przypomniałam sobie, że go wystawiłam do wiatru. - Miałaś jednak ważniejszą sprawę do załatwienia. Musiałaś odebrać Fran z lotniska.
- Teraz będziesz zazdrosny o moją przyjaciółkę?
Zdałam sobie sprawę jak bardzo go nie szanuje. Chłopak stara się, by nas związek rozwijał się, a ja mu to ciągle utrudniam. Chwyciłam go i przyciągnęłam do siebie.
- To zabierz mnie tera... - przerwał mi przychodzący sms. Płaczę, jak zawsze wszystko spieprzyłam. Viola, jestem głupia, spojrzałam Leonowi w oczy, a potem jeszcze raz na telefon. - Zabierz mnie teraz tam, gdzie chciałeś.
Zobaczyłam jak z prędkością światła na jego twarzy pojawiają się nowe emocje.
Wsiadliśmy do samochodu, a ja tylko szybko odpisałam Francesce, że nie mogę przyjść, ponieważ źle się czuję. Bałam się, że obrazi się, że wybrałam pojechać gdzieś z Leonem niż pomóc jej.
- Czym się zamartwiasz? - zapytał szatyn spostrzegając moją minę.
- A co się miało stać?
- Nic, nic.... - wymamrotałam, a potem przytuliłam go. - Gdzie jedziemy?
- Niespodzianka.
**Marco**
Nie wyszedłem z domu Francesci. Cały czas przyglądałem się jej krzątając się bez celu po swoim salonie. Płakałam, ale wiedziałem, że nie mogę do niej wejść. To by było....
Nie wiem. Coś mi nie pozwalało.
Druga część walczyła o to bym wbiegł tam, przytulił ją i zaczął pocieszać, ale po mojej głowie wciąż chodziły jej słowa. Ma rację, to był znak. Rozstaliśmy się, bo nigdy nie powinniśmy być razem.
I nic tego nie zmieni. Nawet mój sen, który potraktowałem jak jakieś proroctwo mówiące, że nie mogę jej zostawiać, ponieważ pisane jest nam być razem. Tak... Nie powinienem w takie rzeczy.
Podeszłem do drzwi wyjściowych i tym razem na prawdę chciałem wyjść, ale za mną stała włoszka.
- Dlaczego nie wyszedłeś? - zapytała, ale ledwo ją było słychać.
- Dlaczego miałem wyjść? -odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
Dziewczyna wybuchła śmiechem, a potem znów zaczęła płakać. Oparła się o ścianę, ponieważ chwiała się w każdą stronę i gdyby nie to wywróciłaby się.
- Chcesz się napić? - popatrzyła na mnie i poszła do kuchni, wyciągając skądś tanie wino.
- Nie powinnaś pić. - pouczałem ją, a dziewczyna otworzyła butelkę i napiła się sporej ilości. - I tak już się chwiejesz przy każdym kroku. - Dziewczyna usiadła na blacie kuchennym.
Spojrzała na mnie przez moment, a późnij znów się napiła.
- Daj spokój, to tylko wino! - zamruczała, schodząc z miejsca, w którym siedziała, a ja podbiegłem, bo obawiałem, że się wywróci. Wyrwałem jej butelkę, a potem chwyciłem na ręcę i wniosłem po schodach na górę do jej pokoju. Francesca na nic nie reagowała, ale gdy ją posadziłem odezwała się. - Po co tu jeszcze jesteś? Jakbym się upiła to może bym sobie coś zrobiła i byłoby po sprawie. Zniknełaby ta zołza, która zniszczyła to co nas łączyła. - wybuchła śmiechem i zaczęła się tarzać po łóżku. Po kilku minutach nie wytrzymałem jej rozpraw o tym jaka jest zła i co powinna ze sobą zrobić.
Przytrzymałem jej ręcę na posłaniu i zbliżyłem się do jej twarzy, by ją pocałować, ale ona wolała odwrócić się w bok.
Usiadła w rogu łóżka i znów zaczęła płakać.
- Skończymy jak za tamtym razem po moim użalaniu się? - starła łze z policzka. - Nie chcę rozwiązywać wszystkiego w ten sposób.
- Chciałem Cię tylko pocało...
- A potem mnie by poniosło, a ty byś mi uległ. - przerwała mi. - Później znów miałbyś wyrzuty sumienia i zaczałbyś ze mną chodzić, bym nie poczuła się jak puszczalska, bo jesteś miły.
- Myślisz, że zacząłem z tobą chodzić, bo chciałem być miły... - pogładziłem jej włosy.
- Nie wiem co mam myśl...
- Dobra. Zacząłem z tobą chodzić, bo jestem miły. - wdarłem się w wypowiedź włoszki, a ona znów posmutniała. - Przy okazji zyskałem cudowną dziewczyną o najładniejszych włosach świata, o którą by nie jeden się bił, wyjechałbym z tobą na koniec świata, ale nie... Ja jestem tylko miły. Tylko dlatego to robię. Nie czerpię korzyści. - próbowała się wtrącić, ale jej nie dałem. - Co z tego, że codziennie coraz cenniejszy staje się dla mnie jej uśmiechem. Robię to, bo jestem wspaniołomyśny.
- Tekst z płatków śniadaniowych? - chciałem wybuchnąć, ale ona uśmiechneła się. - Żartowałam. Po prostu nie rozumiem jak możesz mi to wszystko wybaczyć.
- Bywa.
**Leon**
Gdy wysiadałem z samochodu z Violą, miałem wrażenie że myślami jest gdzie indziej. Przy kimś innym. Pewnie zastanawia się co u Francesci.... W końcu jej związek jest najważniejszy.
Nie rozumiem, cały czas nie rozumiem czemu ona tak bardzo chce im pomóc. Mogłaby się mną zainteresować, a nie tylko uciekać gdzieś daleko.
Wpatrywałem się w nią z ciekawością i czekałem, aż zwróci się do mnie co robimy, ale ona zamiast tego wpatrywała się w przestrzeń, że nawet nie zauważyła jak się potkneła.
Za nią znalazł się od razu jakiś chłopak.
- Nazywa się Juan. - uśmiechnął się zalotnie na co natychmaist we mnie obudził się duch walki, który kazał mi podejść do chłopaka i wytłumaczyć czyja to właśność. Dziewczyna. No... Już zaklepana.
- A ja Leon. - podałem rękę zalotnikowi, któremu od razu na twarzy pojawił się grymas. - Dziękuje bardzo za pomoc mojej dziewczynie. - by dodatkowo podkreślić swoje słowa pocałowałem ją w policzek. - Kochanie, uważaj jak chodzisz, bo następnym razem może tu nie być tak miłego pana. - odwróciłem Violę plecami do chłopaka i mrugnełem do niego, co miało pokazać, że jak nie zostawi jej w spokoju to może mieć problem.
Podniosłam się z miejsca, na którym leżałam i szybko uczesałam włosy.
Chciałam, by nie było po mnie widać jak źle mi jest z wiedzą, że już nie będziemy razemy. Mimo krótkiego stażu - wiem już, że to była miłość. Być może nie zdarzy mi to się drugi raz, a sama tego chciałam. Sama zrobiłam, co zrobiłam. - myślałam schodząc po schodach, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Musimy porozmawiać. - powiedział, a ja nie wiedziałam co mam zrobić. Tylko pokazałam mu ręką, że może wejść. Chłopak trzymał w ręku album ode mnie, ale ja nadal nie wiedziałam o co chodzi. Przysiadł na kanapie w salonie, a mi przypomniało się jak tam ostatnio siedzieliśmy. Co się działo. Łza spłyneła mi po policzku, ale szybko ją starłam, by nie zauważył tego. - Wiesz, że po tym co się stało....
- Musimy zerwać. - wypaliłam bezmyślnie, a potem z moich ust poleciało coś, czego sama nie kontrolowałam. - Jak to się stało, to był to jakiś znak. Nie było między nami chemii.
Marco wstał i już wyszedł ode mnie z salonu, rzucając przy okazji prezentem ode mnie. Usłyszałam jak zatrzaskują się drzwi i wtedy wszystko co w sobie chowałam wystrzeliło. Zaczęłam płakać.
Płakać i użalać się nad swoją głupotą.
**Violetta**
Chwyciłam szatyna za rękę, a on odwrócił głowę w moją stronę.
- Czy to nie cudowne? - zapytałam, skacząc z radości. - Francesca wróciła.
- No i? - popatrzył na mnie, a ja szturchnełam go.
- No jak to co? - przytuliłam stojącego chłopaka. - Zejdą się.
- Tak bardzo Cię to interesuje? - wyrwał mi się i uciekł kilka kroków dalej.
- No, a czemu nie? - podbiegłam do niego.
- No nie wiem. - usłyszałam w jego głosie jak bardzo jest na mnie wkurzony. - Czemu zależy Ci bardziej na ich związku niż na naszym? - znów zwrócił mi na to uwagę.
- Ponieważ to moi przyjaciele i chce dla nich dobrze. - dotknełam jego policzka, ale on natychmiast się odsunął. - I nie prawda! Interesuje się naszym związkiem i to bardzo.
Chłopak zaczął kręcić się w kółko, a ja przyglądałam mu się jak mota się z emocjami.
- Obiecałaś mi, że wczoraj dasz mi się zabrać na romantyczny wypad. - zaczął, a ja przypomniałam sobie, że go wystawiłam do wiatru. - Miałaś jednak ważniejszą sprawę do załatwienia. Musiałaś odebrać Fran z lotniska.
- Teraz będziesz zazdrosny o moją przyjaciółkę?
Zdałam sobie sprawę jak bardzo go nie szanuje. Chłopak stara się, by nas związek rozwijał się, a ja mu to ciągle utrudniam. Chwyciłam go i przyciągnęłam do siebie.
- To zabierz mnie tera... - przerwał mi przychodzący sms. Płaczę, jak zawsze wszystko spieprzyłam. Viola, jestem głupia, spojrzałam Leonowi w oczy, a potem jeszcze raz na telefon. - Zabierz mnie teraz tam, gdzie chciałeś.
Zobaczyłam jak z prędkością światła na jego twarzy pojawiają się nowe emocje.
Wsiadliśmy do samochodu, a ja tylko szybko odpisałam Francesce, że nie mogę przyjść, ponieważ źle się czuję. Bałam się, że obrazi się, że wybrałam pojechać gdzieś z Leonem niż pomóc jej.
- Czym się zamartwiasz? - zapytał szatyn spostrzegając moją minę.
- A co się miało stać?
- Nic, nic.... - wymamrotałam, a potem przytuliłam go. - Gdzie jedziemy?
- Niespodzianka.
**Marco**
Nie wyszedłem z domu Francesci. Cały czas przyglądałem się jej krzątając się bez celu po swoim salonie. Płakałam, ale wiedziałem, że nie mogę do niej wejść. To by było....
Nie wiem. Coś mi nie pozwalało.
Druga część walczyła o to bym wbiegł tam, przytulił ją i zaczął pocieszać, ale po mojej głowie wciąż chodziły jej słowa. Ma rację, to był znak. Rozstaliśmy się, bo nigdy nie powinniśmy być razem.
I nic tego nie zmieni. Nawet mój sen, który potraktowałem jak jakieś proroctwo mówiące, że nie mogę jej zostawiać, ponieważ pisane jest nam być razem. Tak... Nie powinienem w takie rzeczy.
Podeszłem do drzwi wyjściowych i tym razem na prawdę chciałem wyjść, ale za mną stała włoszka.
- Dlaczego nie wyszedłeś? - zapytała, ale ledwo ją było słychać.
- Dlaczego miałem wyjść? -odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
Dziewczyna wybuchła śmiechem, a potem znów zaczęła płakać. Oparła się o ścianę, ponieważ chwiała się w każdą stronę i gdyby nie to wywróciłaby się.
- Chcesz się napić? - popatrzyła na mnie i poszła do kuchni, wyciągając skądś tanie wino.
- Nie powinnaś pić. - pouczałem ją, a dziewczyna otworzyła butelkę i napiła się sporej ilości. - I tak już się chwiejesz przy każdym kroku. - Dziewczyna usiadła na blacie kuchennym.
Spojrzała na mnie przez moment, a późnij znów się napiła.
- Daj spokój, to tylko wino! - zamruczała, schodząc z miejsca, w którym siedziała, a ja podbiegłem, bo obawiałem, że się wywróci. Wyrwałem jej butelkę, a potem chwyciłem na ręcę i wniosłem po schodach na górę do jej pokoju. Francesca na nic nie reagowała, ale gdy ją posadziłem odezwała się. - Po co tu jeszcze jesteś? Jakbym się upiła to może bym sobie coś zrobiła i byłoby po sprawie. Zniknełaby ta zołza, która zniszczyła to co nas łączyła. - wybuchła śmiechem i zaczęła się tarzać po łóżku. Po kilku minutach nie wytrzymałem jej rozpraw o tym jaka jest zła i co powinna ze sobą zrobić.
Przytrzymałem jej ręcę na posłaniu i zbliżyłem się do jej twarzy, by ją pocałować, ale ona wolała odwrócić się w bok.
Usiadła w rogu łóżka i znów zaczęła płakać.
- Skończymy jak za tamtym razem po moim użalaniu się? - starła łze z policzka. - Nie chcę rozwiązywać wszystkiego w ten sposób.
- Chciałem Cię tylko pocało...
- A potem mnie by poniosło, a ty byś mi uległ. - przerwała mi. - Później znów miałbyś wyrzuty sumienia i zaczałbyś ze mną chodzić, bym nie poczuła się jak puszczalska, bo jesteś miły.
- Myślisz, że zacząłem z tobą chodzić, bo chciałem być miły... - pogładziłem jej włosy.
- Nie wiem co mam myśl...
- Dobra. Zacząłem z tobą chodzić, bo jestem miły. - wdarłem się w wypowiedź włoszki, a ona znów posmutniała. - Przy okazji zyskałem cudowną dziewczyną o najładniejszych włosach świata, o którą by nie jeden się bił, wyjechałbym z tobą na koniec świata, ale nie... Ja jestem tylko miły. Tylko dlatego to robię. Nie czerpię korzyści. - próbowała się wtrącić, ale jej nie dałem. - Co z tego, że codziennie coraz cenniejszy staje się dla mnie jej uśmiechem. Robię to, bo jestem wspaniołomyśny.
- Tekst z płatków śniadaniowych? - chciałem wybuchnąć, ale ona uśmiechneła się. - Żartowałam. Po prostu nie rozumiem jak możesz mi to wszystko wybaczyć.
- Bywa.
**Leon**
Gdy wysiadałem z samochodu z Violą, miałem wrażenie że myślami jest gdzie indziej. Przy kimś innym. Pewnie zastanawia się co u Francesci.... W końcu jej związek jest najważniejszy.
Nie rozumiem, cały czas nie rozumiem czemu ona tak bardzo chce im pomóc. Mogłaby się mną zainteresować, a nie tylko uciekać gdzieś daleko.
Wpatrywałem się w nią z ciekawością i czekałem, aż zwróci się do mnie co robimy, ale ona zamiast tego wpatrywała się w przestrzeń, że nawet nie zauważyła jak się potkneła.
Za nią znalazł się od razu jakiś chłopak.
- Nazywa się Juan. - uśmiechnął się zalotnie na co natychmaist we mnie obudził się duch walki, który kazał mi podejść do chłopaka i wytłumaczyć czyja to właśność. Dziewczyna. No... Już zaklepana.
- A ja Leon. - podałem rękę zalotnikowi, któremu od razu na twarzy pojawił się grymas. - Dziękuje bardzo za pomoc mojej dziewczynie. - by dodatkowo podkreślić swoje słowa pocałowałem ją w policzek. - Kochanie, uważaj jak chodzisz, bo następnym razem może tu nie być tak miłego pana. - odwróciłem Violę plecami do chłopaka i mrugnełem do niego, co miało pokazać, że jak nie zostawi jej w spokoju to może mieć problem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz