Licznik wyświetleń :

niedziela, 30 czerwca 2013

Historia Violetty xd cz.32

**Camila**
Siedziałam i wsłuchiwałam się w rozszerzoną wersje histori o pasji chłopaka do muzyki, która zaczeła się od tego jak dostał swój pierwszy rower i miał się na nim nauczyć jeździć.
- No dobra, ale nadal nie rozumiem co ma rower na dwóch kołach do pasji do muzyki. - zaśmiałam się, a chłopak trochę się zawstydził. - Nie no... Opowiadaj dalej, ja tylko tak się nabijam.
- No więc jak dostałam ten rower to.... - i tu zaczeła się historia, która ani trochę nie łączyła mi się z muzyką, ale stwierdziłam że dobrze mi się go słucha i dzięki temu mogę się o nim więcej dowiedzieć, więc nie narzekałam tylko czekałam w skupieniu. - I kiedy wreszcie udało mi się jechać, co skończyło się wylądowaniem w krzakach wylądowałem koło jakiejś wyrzuconej gitary...
- Kto wyrzuca gitarę? - przerwałam mu.
- Skąd mam wiedzieć? - wzruszył ramionami i powrócił do swojej opowieści. - Wtedy wziełem tą gitarę i zacząłem na niej grać. Od razu mi się spodobało, mimo że jak później się okazało była zepsuta i kazali mi ją wyrzucić, ponieważ nie będę w domu trzymał jakiś śmieci z ulicy. Całą noc płakałem, ponieważ bardzo mi się spodobała i zauważyła to babcia. Wyjeła swoją starą gitarę, o której nawet nie wiedziałem i zaczęła na niej grać, a ja przyjeżdżałem do niej w każdy weekend, by mnie uczyła gry.
- Ile miałeś lat, kiedy zacząłeś się uczyć na gitarze? - zapytałam.
- Cztery! -odpowiedział szybko. - Pamiętam to idealnie, niestety po dwóch latach nie mogłem już jeździć do babci, ponieważ przeprowadziliśmy się do Meksyku. Wtedy wybłagałem rodziców o naukę gry na gitarze, a z roku na rok coraz więcej uczyłem się w szkole muzycznej, że teraz mam już za sobą naukę śpiewu, gry na pianinie, na perkusji, na skrzypcach oraz audycje słuchowe. - uśmiechnął się, a ja wtedy zobaczyłam jego piękne niebieskie oczy i znów się rozpłynełam. - Tak rozwineła się moja pasja muzyczna. Opowiedz teraz ty coś o sobie.
- Nie mam zbyt wiele do opowiedzenia. - spuściłam głowę i zaczełam przyglądać się jak poruszam nogami. - Rok temu, no trochę więcej niż rok rozstałam się ze swoim ostatnim chłopakiem i od wtedy moje życie osobiste ubolewa, ale za to moja najlepsza przyjaciółka Francesca rok temu spotkała miłość swojego życia. Śpiewali razem, a potem nam ciągle o nim opowiadała. Szybko zaczeli chodzić, ale po jakimś czasie rozstali, jednak po dłuższym okresie znów są razem, ale to nie jest już tak trwałe. Co chwilę się rozstają lub scho...
- Miałaś mówić o sobie. - skarcił mnie chłopak. - Chce się czegoś dowiedzieć o Tobie, a nie o zyciu uczuciowym twojej przyjaciółki.
- No dobrze... - zamruczałam. - Moją pasją było spiewanie, ale zawsze ktoś się znajdywał lepszy i nie mogłam się wyróżniać.
- Zaśpiewaj coś! - zakomendował, a potem dodał błagalnym głosem. - Proszę...
- Nie. - odpowiedziałam od razu i bez zastanowienia, po czym od razu wróciłam do mówienia "o sobie". - Zawsze w życiu chciałam znaleźć prawdziwą miłość i zazdrościłam moim przyjaciółkom, że mają kochających chłopaków. Pamiętam jak przechodziłam koło Francesci i Marco słuchających razem muzyki, śmiejących się i byłam zazdrosna, chciałam też tak mnie. Wtedy pocieszył mnie Dj, jednak od jakiegoś czasu nasze kontakty się pokruszyły. Byłam też zazdrosna o Violette, moją przyjaciółke i jej związek. Byli ostatnio w dość trwałym związku z Leonem, ale teraz są pokłóceniu, jednak myśle że im potrzebne jest się raz na jakiś czas porządnie pokłócić, a potem będą szczęśliwi. W przeciwieństwie do Francesci, która codziennie robi awanturę Marco. - znów zeszłam na temat moich przyjaciółek, co go chyba bawiło. - Dziwne... Dziś nie słyszałam żadnej awantury.
Nagle usłyszałam jakiś krzyk ze studia i wybiegającą włoszkę z jakimiś kartkami. Zaczęła kręcić się w kółko i rozsypywać to, co trzymała, a za nią szedł brunet, który zbierał je wszystkie.
- Wykrakałam. - zaśmiała się i przyglądałam przyjaciółce. 
- Mówiłam, że mogę to zrobić! - zawołała Francesca, dalej rozrzucając trzymane przez siebie rzeczy. - To teraz mnie wreszcie wysłuchasz, czy dalej będziesz sobie przeglądał kartkóweczki. - skrzyżowała ręcę na piersi. 
- To szybko minie. - chłopak dotknął jej policzka. - To tylko historia muzyki, trzy zadania i dziesięć kartkówek. Gdybyś nie rozwalił wszystkiego to bym to od razu sprawdził, a jak chciałaś szybciej porozmawiać to mogłaś mi pomóc.
- No jeszcze czego! - oburzyła się brunetka i odsuneła od niego. - To twoja praca i nie będziesz swoich obowiązków na mnie zwalał. Chciałam Ci coś ważnego powiedzieć, ale jak mnie nie słuchasz to...
- Francesco, zachowujesz się gorzej niż zazwyczaj. - przerwał jej Marco, a on spoliczkowała go.
- Ja zawsze się wkurzam, po prostu dziś trochę bardziej! - stwierdziła Francesca i odbiegła od niego. - Jak nie chcesz mnie słuchać to się nie dowiesz! - zawołała na pożegnanie.
- No i to była Francesca i jej codzienne kłótnie. - oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Ale na prawdę ją denerwuje taka głupota to ja chyba sobie odpuszczę dziewczynę z Argentyny. - powiedziała, a ja trochę posmutniałam, bo muszę przyznać, ale spodobało mi się z nim rozmawiać i miałam nadzieje na coś więcej. Może nie miłość ani chodzenie ani nic w tym stylu, ale może że też mu się spodobała rozmowa ze mną i choć w kawałku "wpadłam mu w oko".
- Ona jest włoszką. - uśmiechnełam się delikatnie, ale wydawało mi się, że widać jak zmienił mi się nastrój.
- Co za ulga...

**Angie**
Nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła zobaczyć moją córeczkę, a dziś będzie pierwszy raz, kiedy będę mogła ją wziąć na ręcę.
Wcześniej nie pozwalano mi na to, ponieważ mała urodziła się zbyt wcześnie i była w strasznym stanie, ale wreszcie wyjmą ją z inkubatora i przytulę ją. To będzie wielki dzień.
Z tej okazji do szpitala zaprosiłam Violettę, która też nie mogła się doczekać zobaczyć swojej kuzynki, ale nie miała najlepszego humoru i zastanawiałam się, co takiego się wydarzyło.
Drzwi od sali się otworzyły, a chwilę później weszła do mnie moja siostrzenica i rzuciła mi się na szyja, ale po wyrazie twarzy widziałam, że nie jest taka szczęśliwa.
- Co się stało, Violu? - zaniepokoił mnie stan dziewczyny i bez owijania w bawełne postanowiłam dowiedzieć się co spowodowało ten stan.
- A co się miało stać? - uniosła leciutko kąciki ust, aby wyglądać na uśmiechniątą, ale było to tak sztuczne jak amerykańskie fast food'y.
- Widzę, że jesteś smutna. - powiedziałam i zaraz znowu zapytałam: - Co się stało?
Dziewczyna przytuliła się do mnie i rozpłakała, a ja nadal nie wiedziałam o co chodzi, ale głaskałam ją po głowie z nadzieją, że coś od niej wyciągnę, bo raczej nie będzie tego ukrywać.
Nadzieja matką głupich. - pomyślałam, gdy do pomieszczenia weszła pielęgniarka z moim dzieckiem, a Violetta natychmiast odskoczyła i starła łzy z oczu.
Niemal natychmiast skakałam, by móc wziąć w ramiona moją córeczkę i już teoretycznie zapomniałam o smutnej siostrzenicy, której od razu humor się poprawił po zobaczeniu małej.
- Jak się nazywa? - spytała zaciekawiona Violetta, a ja uśmiechnełam się w jej stronę.
- Maria.
- Maria? - zdziwiła się dziewczyna i wydawało mi się, że zaraz jej oczy wyskoczą. - Jak moja mama?
- To po niej ma to imię. - oznajmiłam jej, a ona wpatrywała się w maleńką, jakby była największym cudem świata. Ja wiedziałam o co chodzi. Miała oczy jak moja siostra. Taki jakiś gen się przeniósł z rodziny, ponieważ ja miałam inne. - Na cześć najwspanialszej kobiety, jaką poznałam. - rozpłakałam się i zaczęłam trzęść na wspomnienie lat z moją siostrą, a wtedy pielęgniarka zabrała mi dziecko.
W mojej głowie ukazał się obraz jak uczyła mnie jeździć na rowerze i była bardzo cierpliwa, ponieważ rodzice już stracili nadzieję, że się nauczę. Później zobaczyłam nas w wesołym miasteczku i chłopca, który mnie popchnął, a wtedy ona wylała na niego napój, który miała w dłoni.
Zawsze mnie wspierała, zawsze była przy mnie. Była mi tak bliska, mimo sporej różnicy wieku jaki nas dzielił. Tęskniłam za nią jak za nikim innym.

**Francesca**
- No proszę... Powiedz mi o co chodzi. - błagał Marco, ale ja nie ustępowałam. Chciałam mu powiedzieć o tym, że będzie ojcem. Zebrałam się na odwagę, mimo że obawiałam się, że mnie zostawi, a on wolał sprawdzać jakieś kartkówki.
Pokręcił przecząco głową i odwróciłam się w przeciwnym do niego kierunku, aby wpatrywać się okno, za którym zobaczyłam przyjaciółke flirtrującą z jakimś chłopakiem. Był to tak niecodzienny widok, że podeszłam do okna, by się bliżej przyjrzeć.
- Francesco... - zawołał meksyknin za mną, kiedy zauważył, że od niego odchodzę. - Dobrze, nie mów jak nie chcesz, ale nie udawaj obrażonej!
- Zamknij się. - syknełam na niego. - Nie jesteś najważniejszy. Nie chodzi teraz o Ciebie. Nie widzisz, że podglądam Camilę z jakimś chłopakiem.
- Nie masz nic lepszego do roboty? - zapytał.
- A co? Mam słuchac jak mnie przepraszasz? - krzyknełam na chlopaka wkurzona, że nie daje mi w spokoju podglądać. Przecież to nic złego. Leon ogląda telenowele z rozterkami sercowymi, a ja oglądam moją przyjaciółke. Życiowa norma. Każdy ma inne ulubione seriale. - Już mi się znudziło, że codziennie mnie przepraszasz, teraz wolę zobaczyć jak jej się układa, bo zawsze mówi, że ona ma problemy. Nie ma chłopaka i jest pokrzywdzona przez los, a tu atrkacyjny i przystojny....
- Przystojny? - przerwał mi Marco i stanął koło mnie. - Nie dorasta mi do pięt. - wybuchłam śmiechem, a chłopak się oburzył. - Wątpisz w to?
- Nie, skądże. - przysunełam się i pocałowałam go, ale nagle coś w głowie mojej spowodowało, że zrobiło mi się strasznie smutno i się rozpłakałam.
- Co się dzieje? - odsunął się od mnie meksykanin i patrzył na mnie jak głośno płacze i mój oddech staje się nierówny. - No rozumiem, że słabo całuje, ale nie płacz od razu. Dasz mi poćwiczyć to się poprawię. - zażartował, a we mnie coś się zagotowało i wyrzuciłam wazon przez okno przyciągając tym uwagę szatynki i jej rozmówcy. - Wszystko w porządku?
- To przez hormony. - zaśmiałam się i go przytuliłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz