*Violetta**
Wbiegłam z wrzaskiem do pokoju dziewczyn, a Camila od razu podskoczyła i podbiegła do mnie, by przytulić. Francesca stała w miejscu i zastanawiała się, o co może mi chodzić i wyglądała na zaskoczoną moim zachowaniem, ale kiedy zaczęłam płakać i ona podeszła i mnie przytuliła.
- Co się stało? - zapytała włoszka, kiedy się odsunełam i ogarnełam z spływając łzy po moich policzkach wierzchem dłoni. Obraz był rozmazany, a w głowie miałam mętlik wzrastając w wielki huragan, który rozrzucał moje myśli w małe cząsteczki, które nie mogłam w kupę złączyć.
- Leon... - ledwo wykrztusiłam z siebie pierwsze słowo. To imię spowodowało lawinę rozbijającą się w moich myślach, a ja nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić i prawie bym się wywróciła, ale Francesca mnie złapała i obydwie z Camilą zaniosły na łóżku. - On... On ma zdjęcia... Na telefonie...
- Też mam zdjęcia na telefonie. - uśmiechneła się włoszka, chciała mnie rozweselić, ale nie wyszło to do końca tak jak sobie pewnie wyobraziła. Wybuchłam ochrypłym śmiechem, a one znów mnie przytuliło. - Żartowałam... - szepneła Fran i się odsuneła. - A jakie miał zdjęcia?
- Jakiejś dziewczyny... - mruknełam ponuro. Camila podała mi chusteczkę, w którą wydmuchnełam nos. - Noemi... Jeszcze sms'y z nią. - dziewczyny popatrzyły się po sobie. - Ona go nazywała "Misiem", a on ją "Pszczółką". - zaczęłam kręcić głową, wyplątując z niej myśli z wyzwiskami dla Leona. - I jeszcze on śmie mi wmawiać, że tak na siebie mówią po jakimś przedstawieniu w szkole podstawowej.
- Nie płacz, kochana. - włoszka przeczesała moje włosy i przyciągneła do siebie. - Możemy założyć klub singielek. - zaproponowała, a potem dodał, żeby mnie rozweselić. - Albo klub feministek?
Uśmiechnełam sie delikatnie na myśl Francesci protestującej przeciwko mężczyznom i mówącej o tym, że kobieta jest samowystarczalna. Rzuciłam się i rozłożyłam na ich posłaniu.
- A masz już jakąś przemowę? - zapytałam, będąc ciekawa twórczości mojej przyjaciółki.
- Eeem... - zastanawiała się. Staneła dumnie i na baczność, chwyciła coś, co chyba miało być mikrofonem. - Dlaczego Bóg pierwszego stworzył mężczyznę? - zadała nam pytanie, ale oczywiście nie oczekiwała odpowiedzi, ponieważ to była tylko część jej przemowy. - Sporo osób mówi, że kobieta powinna być wdzięczna mężczyźnie, bo to z jego żerba była stworzona...
- Do czego zmierza ta historia? - przerwała jej zniecierpliwiona Camila.
- Nie przerywaj! - zawołała Francesca i dodała: - Kobieta mówi, więc inni milczą! - zaśmiałam się, a Fran dokończyła swoją opowieść: - Więc dlaczego Bóg pierwszego stworzył mężczyznę? Bo każdy zaczyna od zera. - rozbawiła mnie ta przemowa w stylu feministek i nie mogłam opanować śmiechu, a przyjaciółka usiadła koło nas. - Wiesz... Może ja porozmawiam z Leonem... Ty byłaś w szoku... - od razu rozwaliła mój humor tym imieniem. - Może... Może dowiem się czegoś... Czy on na prawdę cię zdradzał?
- Rób, co chcesz. - machnełam lekceważąco ręką, chociaż tak na prawdę obawiałam się ich rozmowy. - Jestem zmęczona... Położę się spać... - mruknełam, układając się na ich łóżku, ale po kilku sekundach się poderwałam i zauważyłam, że brunetki już tu nie ma, więc zwróciłam się do Camili: - Mogę tu nocować?
- Oczywiście. - odpowiedziała i pogłaskała mnie po ramieniu. - Idź spać, jak jesteś zmęczona. - dodała i wyszła z pokoju, a ja nie mogłam usnąć, ponieważ wciąż walczyłam z plączącymi się myślami, że źle zrobiłam.
**Leon**
Do mojego pokoju wbiegła wkurzona Francesca i od razu rzuciła się na mnie z pięściami. Wyglądała jakby chciała mnie zabić i pozbawić każdej cześci ciała rozwieszając ją po ścianach.
Uderzała piściami wszędzie, aż w końcu nie wytrzymałem i złapałem ją za nadgarstki przyciskając do ściany. Dziewczyna cały czas się wyrywała i kopała mnie nogami, aż się uspokoiła, a ja puściłem ją i usiadłem na łóżku, nie zwracając na nią uwagi, która wyraźnie chciała ją przyciągnąć, co chwilę podchodząc do mnie i mnie szurchając. Dopiero po kilku minutach usiadła spokojnie koło mnie i odwróciła głowę w moją stronę, a ja zrobiłem tak samo. Patrzyliśmy sobie w oczy, ąż w pewnym momencie oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Violetta mi wszystko powiedziała... - westchnąłem, a po moich policzkach poleciały łzy, które starałem się zetrzeć, by ich nie zobaczyła, ale niestety... Zauważyła. - Daj spokój. Możesz sobie popłakać. - objełam mnie ramieniem i pogłaskała po ramieniu. - Przy mnie nie musisz udawać, że się nie martwisz. Wiem jak to jest, kiedy mówią Ci, że to przez Ciebie rozpadł się twój związek. - zaczęła coś szperać w kieszeniach. - Chcesz zapalić? - kiwnąłem przecząco głową, ale po chwili sięgnąłem po jednego. Szperała po kieszeniach, aż w końcu zawołała: - Kurwa... - sykneła i dodała: - Masz ogień?
Wstałem i zbliżyłem się do biurka, z którego wyciągnełem zapalniczkę. Przypaliłem swojego papierosa i od razu się zakrztusiłem, ale szybko nikotyna zaczęła działać i moje myśli złagodniały rozluźniłem się.
Francesca pomachała ręką z papierosem w niej zza łóżka, za którym siedziałam. Podeszłem do niej i przyapliłem go, a ona od razu się zaciągneła, a z jej ust wyleciał szary dym.
- Palę po każdej kłótni z Marco... - przerwała ciszę, która nastała jak poszedłem po zapalniczkę.
- To często musisz palić... - powiedziałem, a ona wybuchła śmiechem.
- No... - mrukneła i znów się zaśmiała: - Już się uzależniłam. - powiedziała, po czym znów zaciągneła się zapachem ulatującym z wyribu tytoniowego. - Masz się czegoś napić..? - zapytała trochę się wahając: - Czegoś mocnego, bo znów zaczynam myśleć, o tym o którym nie powinnam.
- Zejdę na dół... - odpowiedziałem, podnosząc się ze swojego miejsca. - Powinno coś być w kuchni, a jak nie ma to skoczę do sklepu. - wyszedłem za drzwi, ale nie usłyszałem jak się zamykają, co mnie zdziwiło.
- Przejdę się z Tobą! - zawołała Francesca, a gdy odwróciłem się w jej stronę zakładała już na siebie sweterek. - Pójdziemy wypić na miasto. - zakomendowała i zbiegła po schodach. - I pijesz ze mną! W ogóle... Może przedstawisz mnie tej Noemi, chciałabym ją poznać. - popatrzyła na mnie błagalnym wzrokiem, a ja stwierdziłem, że nic nie szkodzi. Będą do siebie pasować. Te same charaktery.
- Dobrze. - zgodziłem się.
**Noemi**
Właśnie rozmawiałam ze swoim przyjacielem, którego imienia nie pamiętam, ale jest w mojej grupie. Razem "dajemy w żyłe", a że on zawsze ma to go polubiła. Rozmowę przerwał mi przychodzący sms, a ja od razu zerknełam i na wyśmietlaczu zauważyłam "Nowa wiadomość od: Misiu."
Kiedy go odczytałam zerwałam się na równe nogi i tylko na pożegnanie pocałowałam chłopaka namiętnie w usta, co przeciągneło się na dłuższą chwilę, bo jak się przyssał to oderwać nie mógł.
Wybiegłam na ulice i zdałam sobie sprawę, że do miejsca, w które zaprosił mnie przyjaciel jest kilka kilometrów, a ja nie mam przy sobie pieniędzy, ponieważ moi beznadziejni rodzice jak dowiedzieli się, że ćpam zablokowali mi kartę i nie dostaje kieszonkowego.
Stanełam na drodze i zaczełam łapać autostop. Szybko zatrzymał się jakiś samochód, a ja ucieszyłam się, że mam jakieś magiczne przyciąganie, że każdemu się zaczynam od razu podobać.
- Takie drogie buty, a nie stać na taksówkę? - zapytał mężczyzna i odwrócił się w moją stronę uśmiechając kokieteryjnie. Zerknełam na moje obuwie i zdałam sobie sprawę, że one kosztuje osiem stówek.
- A Ciebie to co interesuje? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie, a on cmoknął ustami i zaczął jechać. Od razu zgodził się mnie podwieźć, gdzie chcę jechać. - Przydałoby mi się trochę trawki... - mruknełam pod nosem sama do siebie, ale mężczyzna chyba to usłyszał.
- Na tyle jest. - uśmiechnął się. - Weź sobie.
Spokowałam jeden z woreczków do kieszeni.
- Dzięki. - pocałowałam kierowcę samochodu, gdy już dojechaliśmy na miejscę i jak zawsze było to coś namiętnego. Zawsze w podziękowaniu oddaje ten gest, uważam że jak go lubię to mogę z każdym.
Zresztą moi przyjaciele też, każdy z każdym i nie tylko się całuje. Nasz stary magazyn to kipiące seksem miejsce. Udaje, że jestem taka jak oni, ale z nikim nie sypiam, a oni i tak już nie pamiętają z kim się zbliżają.
- Cześć, Leon. - przywitałam się z nim i zauważyłam stojącą obok niego brunetkę, która od razu wpadła mi w oko, ponieważ miała piękne ciemne włosy jak ja to lubię, a płec roli nie robi. - Mam trawkę. - wyciągnełam woreczek i pomachałam nim przed twarzą chłopaka. - Dasz się w końcu namówić na przyjacielskie wciąganie?
- Dziś mam tak zepsuty humor, że wszystko mi jedno.
- A ty? - zapytałam brunetki stojącej kołó chopaka, a ona uśmiechneła się i od razu była chętna.
Po godzinie obydwoje wyglądali na naćpanych po małej ilości narkotyku. Widać było, że to ich pierwszy raz, więc nie dałam im więcej. Przybliżyłam się do Francesci i spojrzałam jej w oczy.
- Podobasz mi. - uśmiechnełam się i przysunełam ją do siebie, a nasze wargi spotkały się w namiętnym pocałunku, który mi się bardzo spodobał. Była to pierwsza z moich czułości, która mi się tak bardzo spodobała, więc nie chciałam tego przerywać, ale odsunął mnie Leon i sam pocałował dziewczynę, a ja byłam zazdrosna.
- Leon... - odepchneła go ona i wstała lekko się chwiejąc. - Głowa mnie boli. - jękneła. - Ledwo zerwałaś z Vio... Voletą... Viletą... Violettą... - nie mogła się wysłowić. - Naćpaliśmy się i nie wiemy, co robimy, alr to jakoś trafiło do mojej głowy. - wywróciła się i stwierdziła, że jednak posiedzi. - Nigdy nie mówili, że przez narkotyki traci się zdolność mowy i chodzenia.
********************************
Podobał się dzisiejszy rozdział?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz