Licznik wyświetleń :

środa, 26 czerwca 2013

Historia Violetty xd cz.29

**Marco**
Leżałem wpatrzony z Francescą w siebie na plaży i nie mogłem uwierzyć w to, co miało przed chwilą miejsce. Na plaży. Uśmiechnąłem się delikatnie, a dziewczyna w tym samym momencie się podniosła i zaczeła ubierac, podając przy okazji mi ubrania. Zastanawiałem się, o co chodzi, czy może czegoś złego nie zrobiła, ale mimo wszystko bez słowa ubrałem się i dopiero wtedy zapytałem:
- Dlaczego wstałaś i się ubieramy? Zrobiłem coś nie tak? - zmartwiłem się, a włoszka podeszła i pocałowała mnie w policzek.
- Chyba nie miałeś zamiaru tu spać? - wybuchła śmiechem i chwyciła mnie za rękę. - Byłoby zabawnie, ale musimy wstać jutro na zajęcia, jesteś nauczycielem. - odwróciła się do mnie plecami. - Zasuń sukienkę!
- Powiesz Violetcie o tobie i Leonie? - zmieniłem temat, a wtedy dziewczyna odwróciła głowę w moją stronę i spojrzała spojrzeniem, które miało pokazać, że nie wie co robić. - Powiedz jej! Violetta jest miła i bardzo przyjacielska, nie chciała by Ciebie stracić, więc Ci wybaczy.
- Myślisz? - kiwnąłem twierdząco głową, a ona przełkneła ślinę. - Powiem jej, ale na razie...
- Na razie co? - zapytałem, ponieważ urwała i nie dokończyła swojej wypowiedzi.
- Na razie mogłabym u Ciebie nocować? - objeła mnie i popatrzyła w oczy błagalnym spojrzeniem. - Nie mogłabym koło niej leżeć, wiedząc co zrobiłam i że jeszcze jej nie powiedziałam, a ona jest z nami w pokoju.
- Moje łożko jest jednoosobowe... - wymamrotałem.
- A my mamy spać we trzy na dwuosobowym. - przerwała mi, a potem dodała: - Zrekompensuje się!
- Niech Ci będzie. - zgodziłem się i uśmiechnąłem, kiedy dziewczyna pocałowała mnie. - A co do tego, co dzisiaj miało miejsce... - zacząłem, ale nie wiedziałem jak to powiedzieć, co mi chodziło po głowie.
- Nie martw się. - oddaliła się ode mnie kilka kroków i machneła na mnie ręką na znak, żeby poszedł za nią, a ja ruszyłem w jej kierunku. Nic nie mówiłam, tylko czekałam na jego odpowiedź. - Nie wyobrażam sobie zbyt wiele. - objęła się dłońmi i dalej szła przed siebie, nie patrząc na mnie. - Poniosło mnie trochę i tak jakoś wyszło. - odwróciła się w moją stronę, zatrzymując mnie tuż przed sobę i spojrzała mi w oczy. - To cię niczym, nie zoobowiązuje! Nie musimy być razem... Poniosło mnie, a ty miałeś okazję sie zabawić.
Zabolały mnie jej słowa, więc stałem wryty w ziemie jak słup i ani drgnełem, ani się nie poruszyłem, tylko myślałem co tu przed chwilą się stało. Poczułem się wykorzystany przez nią, to tak jakbym to ja byłem zabawką, którą się zabawiła, a potem stwierdziła, że się znudziłem, ale na w razie czego stwierdziła, że to dla mojego dobra.
- Myślałem, że... - mamrotałem pod nosem.
- Wiem, wiem. - przerwała mi Francesca. - Że będę po tym wszystkim chciała czegoś od Ciebie, czegoś będę rządała po tym, a ty się zobowiążesz. - uśmiechneła się. - Do niczego cię...
- Nie jestem zabawką! - zawołałem, nie dając skończyć dziewczynie, która stała przede mną zdziwiona i nie wiedziała, o co mi chodzi. - Zabawiłaś się i możesz porzucić, zostawić! Rób, co chcesz, jeśli tak uważasz, nie będę Cię na siłe przy sobie trzymał, ale nie mów, że to dla mnie.
- Nie wiedziałam, że tak to odbie...
- A jak miałem? - zapytałem wściekły. - Mam się cieszyć? - pierwszy raz się postawiłem dziewczynie, która zawsze mną rządzi, która robiła mi awantury o byle co, a ja byłem jej posłuszny. - Może powinienem być ci wdzięczny? Przychodzisz sobie i chce ci się... Masz ochotę na... Wiesz co, bierzesz sobie mnie, ale po wszystkim masz zamiar wstać i mnie zostawić? - ruszyłem szybkim krokiem w kierunku studia. - Rób sobie, co chcesz! Ja mam już to gdzieś, ale proszę Cię o jedno. Nie wykorzystuj mnie dla swojej zabawy.
- Zatrzymaj się! - wołała za mną, ale nie słuchałem się jej, co musiało być dla niej czymś nowym. Dopiero jak usłyszałem, że głos jej się łamię i mówi jakby przez łzy odwróciłem się w jej stronę i zdałem sobie sprawę, że płakała.
Załamałem się i byłem wściekły na samego siebie, osoba którą kocham najmocniej na świecie płacze przeze mnie, ponieważ ja uznałem, że ona mnie wykorzystuje, a ona chciała tylko pokazać jak jej na mnie zależy. Nie zoobowiązując mnie tym jednym razem na plaży, naszym drugim razem. Chciała dać mi wolność, a ja odebrałem to inaczej i zachowałem się, jakby to ona była w tej sytuacji zła, a to ja byłem.
To ja wykorzystałem, że nie myśli po tym jak zdradziła najlepszą przyjaciółkę.
Podbiegłem do niej i próbowałem ją przytulić, ale ona cały czas walczyła, nie dając mi do siebie dotrzeć. Nie chciała się narzucać, nie chciała mojej litości. W końcu to Francesca. Ona zawsze musi wygrywać.
- Masz rację! - krzykneła, nadal mnie szturchając, bym się odsunął. - Zabawiłam się i to wszystko moja wina! Jestem zła i chciałam cię tylko wykorzystać, nie dając nic w zamian.
- Nie, myliłem się. - szepnąłem jej do ucha, kiedy udało mi się w końcu opanować jej ruchy obronne, bym nie próbował pocieszyć jej, po tym co zrobiłem. - Ja cię po prostu kocham, a poczułem się jakbyś ty mnie nie kochała.
- Zrobiła to bo Ciebie kocham. - tłumaczyła, nadal płaczać, ale już nie walcząc ze mną. Zmieniła się zupełnie, teraz wtulała się we mnie z całej siły, a moja koszulka robiła się wilgotna od jej łez. - Myślałam, że nie powinnam Ci kazać być ze mną tylko dlatego, że doszło do tego, do czego doszło.
- Powinnaś mi kazać. - pogłaskałem ją po włosach.

**Violetta**
Kiedy wstałam i wyszłam na korytarz, po czym podeszłam do schodów, spostrzegłam że nie ma tutaj Leona, czyli pewnie Marco jak wracał z Francescą zabrał go stąd. Chciałam zrobić chłopakowi gorące powitanie.
Wróciłam do swojego pokoju i zauważyłam, że Camila już nie śpi, a nasza wspólna toaleta jest zajęta, więc pewnie poszła się umyć.
Podeszłam do szafy i stwierdziłam, że nie ma żadnych przeszkód, bym się tutaj przebierała, myć się nie muszę, myłam się wieczorem, a teraz nie miałam na to zwyczajnie ochoty.
Gdy już uczesała włosy, pobiegłam do pokoju Naty i Ludmiły i bez słowa weszłam do nich do ich toalety ze wcześniej zabranym plastikowym pudełkiem. Nalałam gorącej wody do niego i wyszłam na pożegnanie machając do dziewczyn, które tylko wzruszyły ramionami i wróciły do tego, co robiły wcześniej.
Drzwi od pokoju Leona były otwarte, a on leżał na podłodze. Zbliżyłam się do niego z pudełkiem gorącej, parzącej wody i walałam ją całą na chłopaka, który obudził się z krzykiem.
- Co to ma znaczyć?! - wrzasnął na mnie, a ja śmiałam się z jego sytuacji. - To było gorące, skóra mnie swędzi. - narzekał chłopak, a ja stanełam dumnie przed nim.
- To kara! - powiedziałam, wychodząc od niego. - Mam nadzieje, że Francesca dobrze całuje i że opłacała się przez to dostać karę. - trzasnełam drzwiami i zbiegłam po schodach, gdzie już siedział Maxi.
- Co się stało? - zapytał zdziwiony, a ja minełam go i pobiegłam w stronę studio, gdzie jeszcze nie było żadnego z uczniów. Weszłam do swojej sali i przeglądałam teksty piosenek, jakie miałam.
Szukałam czegoś wesołego.
Drzwi się uchyliły, a w nich ukazała się twarz Francesci. Zrobiło mi się nie dobrze w pierwszym momencie, gdy ją zobaczyłam. Całowała się z moim chłopakiem i nawet mi o tym nie powiedziała. Nawet nie miała odwagi wrócić na noc do naszego pokoju, tylko nocował gdzieś. Nie wiem gdzie.
- Violetta? - zapytała cicho i weszła do pomieszczenia. - Możemy porozmawiać? Muszę ci coś powiedzieć. - stanełam naprzeciw niej i skrzyżowałam ręcę. - Bo ja... Leon mnie pocałował... Dwa razy.... Boże, co ja mówię. - skarcila siebie sama. - Też się z nim całowałam, nie mogę wszystkiego na niego zwalać, nawet jeśli go odepchnełam.
- Dobrze... - przerwałam monolog przyjaciółki. - Rozumiem.
- Na prawdę? - zaskoczyła się Francesca, moją reakcją, chyba myślała że się wścieknę i ją znienawidzę. - Dziękuje Ci! Kocham Cię! - rzuciła mi się na szyję, cała szczęśliwa.
- Twoje i Leona zeznania się zgadzają. - uśmiechnełam się, kiedy mnie puściła. - To on cię pocałował, a ty go odepchnełaś. - powiedziałam, chociaż sama nie wierzyłam, że tak łatwo jej wybaczyła. Przełknełam tylko ślinę i dodałam: - Nie mogłabym Ciebie stracić! - przytuliłam przyjaciółkę.

**Naty**
Siedziałam na ławcę przed Studio po zakończeniu lekcji i czekałam na Maxiego, który akurat miał swoją ostatnią lekcje, kiedy podeszła do mnie uśmiechnięta Francesca i przysiadła obok mnie. Wpatrywała się w to co robię, a ja tylko załatwiałam rzeczy potrzebne na mój i mojego narzeczonego ślub.
- Co jest? - zapytałam w końcu ciekawa, czemu bez słowa po prostu wpatruje się w moje rzeczy.
- Daj mi to! - powiedziała i zabrała mój zeszyt z natatkami, o wszystkim co zorganizowałam na przyjęcie. Gdy sięgnełam po to, wstała i odsuneła te rzeczy jak najdalej ode mnie. - Ja się tym zajmę, a wy z Maxim zróbcie dzisiaj razem coś szalonego, pójdźcie gdzieś razem. Do kina, parku, na spacer, do lasu...
- Ale Francesca, ja muszę to wszystko załatwić, bo mamy mniej niż trzy tygodnie. - wymamrotałam, ale przyjaciółka nawet mnie nie słuchała, tylko oddaliła się z zeszytem.
- Ja się tym zajmę! - zawowała na pożegnanie. - Bawcie się dobrze!
Siedziałam i wpatrywałam się w wyjście od Studio i wyczekiwałam z niecierpliwością, aż mój ukochany wyjdzie do mnie i tak jak radziła włoszka wybierzemy się na randkę, na której dawno nie byliśmy.
Rozległ się dźwięk dzwonka, a ja poderwałam się z miejsca i ruszyłam w stronę sali, w której chłopak miał zajęcia, jednak nie było go tam, co mnie bardzo zdziwiło.
Gdy odwróciłam się, ktoś położył mi ręcę na oczach, tak że nic nie widziałam.
- Maxi? - zapytałam z nadzieją, że to on.
- Dobra jesteś! -zawołał i odwrócił mnie w swoją stronę uśmiechając się promiennie, a mnie coś opętało i rzuciłam się na chłopaka, by go pocałować, ale mnie odepchnął. - Uczniowie patrzą. - poprawił ubranie.
- Mam to gdzieś! - krzyknełam i przysunełam go do siebie, aby nasze usta złączyły się w pocałunku, który jak zawsze bardzo mi się podobał i z chwili na chwile robił się coraz namiętniejszy. - Wiesz, na co mam w tym momencie ochotę? - zapytałam, a chłopak od razu się uśmiechnął i pocałował mnie w policzek.
- Obiecaliśmy sobie, że czekamy do ślubu! - skarcił mnie Maxi, a ja zrobiłam oburzoną minę. - Wiesz, mam ochotę dziś gdzieś wyjść, ale pewnie będziemy dalej zajmować się przygotowaniami?
- Tu Cię zaskoczę, ale nie. - trąciłam jego nos palcem wskazującym, nadal w niego wtulona. - Francesca, obiecała się tym zająć, więc mamy dzisiaj dzień dla siebie. To co robimy?
- Chodź, bierzemy rzeczy na piknik i wybierzemy się w jakieś spontaniczne miejsce. - uśmiechnął się.

**Marco**
Wszedłem do salonu i zobaczyłem Francescę z jakimś zeszytem w prawej ręce, a w lewej trzymała telefon przez który z kimś rozmawiała i zdałem sobie sprawę, że nie zauważyła mojego wejścia.
- Nie, w takim razie nie bierzemy tego. - mówiła do słuchawki, a po chwili dodała. - Jestem kobietą, więc powinnam mieć pierwszeństwo. - wyraźnie kłóciła się z kimś, ale nie było to dla mnie nowością. - Co? Proszę pana, w tych czasach jest równo uprawnienie i nie ma czegoś takiego, że kobieta więcej będzie płacić. Jestem klientem i znam swoje prawa! - wrzasneła wkurzona. - Że niby ja się chciałam wciasnąć w grafik, bo kobieta ma pierwszeństwo? Niech sobie pan nie żartuje! - prychneła i rozłączyła się.
- Co robisz? - zapytałem, podeszłem do niej i pocałowałem ją w policzek.
- Wynajmuje samochód, którym para młoda pojedzie na ślub. - odpowiedziała. - Czy ty wiesz, jacy mężczyźni są chamscy? Brak równouprawnienia! Że niby jak jestem kobietą to mam więcej płacić i ten koleś mi mówi jeszcze później, że to ja próbowałam się wepchnąć w grafik, mówiąc że "kobieta ma pierwszeństwo". - oburzyła sie włoszka i mnie przytuliła. - Dobrze, że mam Ciebie.
Już teoretycznie czułem jej wargi na swoich, jej oddech już był wyczuwalny na skórze, kiedy do środka weszła jakaś dziewczyna i odepchneła Francescę sama się do niej przytulając.
- Hej, Francesca. - pocałowała ją w policzek, a ja poczułem się zazdrosny. - Przepraszam, ale wziełam wtedy twoją torebkę, by nikt jej nie ukradł. - szatynka podała mojej dziewczynie jej własność.
- Dziękuje. - objeła ją, a potem zwróciła się do mnie. - Marco, poznaj Noemi, przyjaciółke Leona z porodówki. Noemi, poznaj Marco, mojego chłopaka.
- Miło mi Cię poznać. Fajne przedstawienie - "Przyjaciółka Leona z porodówki". - podałem jej dłoń i uśmiechnąłem się, miejąc nadzieję, że potaraktuje to jako przyjacielski gest.
- Mi też miło Ciebie poznać. - odwzajemniła gest, a potem zwróciła się do włoszki. - No, no... Fajnego masz tego chłopaka.
- Wiem. - odpowiedziałem równocześnie z moją dziewczyną.
- No dobra. - podała rękę Francesce. -Bierzemy Leona i się zbieramy, chcę Was poznać z moimi przyjaciółmi.
- A Marco.... - zaczeła brunetka, ale jej przerwałem.
- Idź, ja zajmę się tym. - podniosłem zeszyt Naty. Francesca przytuliła mnie na pożegnanie i wraz z Noemi skierowały się do pokoju Leona po chłopaka, z którym po chwili wyszły z domku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz