Licznik wyświetleń :

sobota, 8 czerwca 2013

Historia Violetty xd cz.12

**Violetta**
Do mojego pokoju wbiegła uśmiechnięta od ucha do ucha Olga i przysiadła na łóżku koło mnie, a ja nie wiedziałam, o co dokładnie może chodzić. Kobieta bacznie, trzepocząc rzesami się we mnie wpatrywała. Chciałam poczekać, aż sama się zdradzi, po co tu przyszła, jednak nie wytrzymałam i zapytałam:
- Co się stało?! - wyszło to z moich ust z takim wyrzutem, że sama się tego nie spodziewałam.
- A nic, nic. - przewróciła się na moim miejscu, na którym siedziałam i zaczęła machać dłońmi po całej kołdrze. - Ty lepiej opowiadaj o swoim pierwszym razie. - zaczęła mnie łaskotać.
- Ale o co chodzi? - zdziwiłam się tym, czego ode mnie oczekuje.
- No wiesz.... - rozpoczeła swoją wypowiedź cały czas chichocząc. - Znasz mnie Violu. - mówiła przez śmiech. - I wiesz, że bym Cię nigdy, przenigdy nie podsłuchiwała.
- No, oczywiście. - burknełam. - Nie jesteś wścibska, zresztą jak mój ojciec.
- No sama widzisz. - powiedziała i zaczęła się wiercić jak małe dziecko. - Ale tak wyszło, że jak przechodziłam koło twojego pokoju to koło drzwi mi upadł kolczyk i tak się przechyliłam koło nich i usłyszałam twoją rozmowę z Leonem. - wyglądała na dumną ze swojego kłamstwa.
Wzięłam głęboki wdech i zerknełam na cały czas radosną gospodynię.
- Olga, czy przypadkiem nie leci teraz "Moda na sukces"? - zapytałam, miejąc nadzieję, że okaże się, że zapomniała o jakiejś telenoweli.
- Nie, no co ty? A co? - puściła do mnie oczko. - Chcesz obejrzeć ze mną odcinek?
No tego mi jeszcze brakowało, żebym musiała zostać wkręcona w oglądanie z nią czegoś, czego jest już pewnie 8402 odcinek i cały czas nie ma szans na to, że to się skończy.
- Violu.... - Olga zaczęła chlipać i położyła mi głowę na ramieniu.
- Coś się stało? - pogłaskałam brunetkę po włosach.
- Stephanie z "Mody na Sukces" zmarła. - rozpaczała nad strasznym losem Stepanie i jak to możliwe, że taka wpsaniała kobieta jak ona zmarła i w ogóle, i w szczególe te jej telenowelowe ciekawostki.
Rozmawianie z kobietą sprawiło, że dzień mi się wydłużała, a z każdą sekundą czułam, że coś w mojej głowie eksploduje, że wezmę broń i strzelę Olgę, ale doskonale wiedziałam, że mimo wszystko była dla mnie jak rodzina. Pracowała tu jeszcze za czasów mojej matki, co czyni ją cenną dla mnie osobą.
Lamentowanie gospodyni w końcu przerwał dzwonek do drzwi, a ja miałam pretekst, by oddalić się od niej i jej rozpaczy na temat tego jaka ta młodzież jest nieodpowiedzialna.
- A Milagros opowiadała mi, jak to jej szefa córka przyglądała się chłopakowie, gdzieś w twoim wieku, który spędził całą noc u ich sąsiadki. - zatrzymała mnie w pół kroku. Kiedyś jak była u nas Francesca okazało się, że to u jej sąsiadów pracuje przyjaciółka Olgi. - Ci ludzie już tak się śpieszą.
- Olgo... - pogładziłam ją po ramieniu i zeszłam na dół, gdzie już po schodach wchodził Leon. - A ty jak tu weszłeś?
- Może na przykład "Miło Cię widzieć, skarbie". - podniósł jedną brew, a ja cmoknełam go w policzek.
- Może na przykład, pójdziemy już do Camili? - zapytałam, chwytając go za rękę, bo chciałam jak najszybciej się stąd wynieść zanim Olga zacznie go wypytywać.
Idąc z Leonem w stronę działki rodziców mojej przyjaciółki cały czas rozmyślałam o tym, po co ona to robi, bo wcześniej nie widziałam, żeby miała humor organizować imprezy. Jakoś tak od końca roku, gdy skończyła się już nasza szkoła. Wiedziałam, że tęskni za Studio. Zresztą.... Jak każdy z nas. - pomyślałam i zerknełam na Leona, a on od razu podchwycił moje spojrzenie.
- O czym tak rozmyślasz? - zapytał zmartwiony, a potem dodał żartobliwie: - Zastanawiasz się nad swoim szczęściem i moją niesamowitą boskością.
- Akurat nie tym razem. - powiedziałam, udając że prawie płacaze.
Doszliśmy do bramy przed posiadłością rodziny państwa Torres i stwierdziłam, że to spory obszar z dostępem do morza.
- Cześć. - podbiegła do nas uśmiechnięta od ucha do ucha Camila. - Widzieliście Francesca i Marco?
- Nie, a co? - popatrzyłam na nią z zaciekawieniem. - To on jest teraz u niej? To on u niej był całą noc?
- Co? - dziewczyna wyglądała na zadziwioną.
- Nie ważne. - uśmiechnełam się i skierowałam się w stronę wielkiego, już płonącego ogniska przy którym siedział Maxi i wtulona w niego Naty, Andres, Dj, Ludmiła i.... Tomas.
- Będzie dobra zabawa. - chwycił mnie od tyłu i przyciągnął do siebie Leon, po czym delikatnie musnął wargami moje włosy. - Tylko nie gwarantuje, jeżeli wypije alkohol to będę panował nad emocjami. - odwróciłam się do niego i spostrzegłam z jaką uwagą wpatruje się w hiszpana.

**Marco**
Razem z Francescą staliśmy w gigantycznym korku, a dziewczyna wyglądała jakby miała zaraz wyjść z siebie, a całą swoje złość wyżyje na mnie. Trzymała się, jednak dzielnie i tylko kręciła w kółko nie mogąc wysiedzieć w miejscu.
- Mówiłam byś pojechał przez las. - zaczęła z wyrzutem swoją wypowiedź. - Ta działka i tak jest pod lasem, więc myślę że nawet byłaby to krótsza droga. - burkneła i klikneła guzik, by zwinąć dach. Położyła nogi na moich kolanach, nałożyła okulary przeciwsłoneczna i zaczęła się opalać. - Teraz masz za swoje, mi tu jest nawet wygodnie, a ty musisz kierować. Trzeba się słuchać swojej dziewczyny, a nie jakiejś beznadziejnej nawigacji. - położyła tak głowę na oknie, że włosy jej zleciały z szyi i ją odsłoniły.
- Ona też mam uczucia. - pogłaskałem GPS'a. - Nie martw się, Karla. Ona jak ma zły humor to lubi uprzykrzać także innym życie. - jednym ruchem zamachneła nogą na moich kolanach i kopneła w....
- Co za ona? Co za ona? - dopytywała się podnosząc i przybliżając swoją twarz do mojej. - Chyba najukochańsza, najwspanialsza, najcudowniejsza, najładniejsza, najfajniesza, najmilsza, najseksowniejsza, najskromniejsza dziewczyna jaką poznałeś. - na jej twarzy pojawił się chytry uśmieszek i poczułem, że w jej planach jest prowokacja, abym stracił kontrolę nad jazdą, zbliżył się do niej, a ona by się zaczęła wymądrzać, że dobrze, że ona tu była, bo inaczej bym zginął, a tak na prawdę to tylko i wyłącznie dzięki temu, że jest korek i samochód nie jedzie.
- Prowadzę samochód. - powiedziałem z przekąsem.
- Przecież i tak stoimy. - wydawało mi się, że to co robiła to miała być jakaś uwodzicielska mina, jednak wyglądało to trochę inaczej. Conajmniej śmiesznie. - A stać powinno.
- To miało mi coś przekazać. - spojrzałem na nią. - Jakieś twoje ukryte zamiary?
- Nie, skąd. - jej ręka zjechała po moim brzuchu i rozpinała rozporek, a w tym momencie wykręciłem tak samochód, z taką prędkością, że dziewczyna odleciała na drugi koniec samochodu, a my byliśmy na drodze do wyjazdu z miasta.
- Tu jest zakaz takiego wykręcania. - wymachiwała mi palcem przed twarzą.
- Pojedziemy twoją drogą.

**Naty**
Wtulona w ramiona Maxiego jak zawsze czułam się przyjemnie.
Chłopak delikatnie głaskał mój policzek, a ja zarumieniałam się przy każdym jego dotyku, co tylko motywowało chłopaka do dalszych "małych-zwykłych" przyjemność.
Odsunął mnie od siebie i podniósł się, a ja chciałam już wstawać i iść za nim, jednak przytrzymał mnie, bym nadal tak siedziała. Nie wiedząc co mam robić, zrobiłam to czego chciał czekając na jego reakcje.
Klęknął przede mną, a wszyscy - wykluczając Tomasa- zebrali się wokół nas, by zobaczyć co się dzieje.
- Natalio.... - wymamrotał chłopak, wcyiągając coś z kieseni. Moim oczom ukazało się małe, czerwone pudełeczko. - Kocham Cię i myślę, że to idealna pora, by... - otworzył swój poadrunek i moim oczom ukazał się pierścionek z białego złota.
- Tak, tak, oczywiście. - piszczałam z radości, a dookoła nas rozległy się oklaski i wiwaty.
- Nie no, dajcie spokój... Z czego wy się wszyscy cieszycie? - zapytał Tomas z miną jak to określiłby mój młodszy brat - srającego kota, a ja już czekałam na kojeny z jego beznadziejnych tekstów. - Śluby i wesela są drogie, więc po co to jak chwilę później równie drogi rozwód.
Miałam już ochotę podejść do niego i...
Jednak Ludmiła była szybsza. Podeszła do chłopaka i przywaliła mu w twarz.
- Zachowuj się, kochanie. - nakazała, podając mu rękę by się podniósł.
- Ostry rygor masz, kochanie. - Leon wydawał się rozbawiony sytuacją Tomasa.

**Angie**
Mężczyzna już siedział przy stoliku.
Umówiliśmy się w eksluzywnej i drogiej restauracji. To był jego pomysł. Pogładziłam się po brzuchu.
- Nie martw się. - szepnełam do brzucha, tuż przed miejscem, w którym był możliwy ojciec. Gdy usiadłam na krześle, przywitałam się z nim: - Witaj, German.
- Co tak dziś poważnie, skarbie? - zapytał i próbował chwycić moją dłoń, ale w porę zrobiłam unik przed tym. - Dobrze, dziś stroimy fochy. - mężczyzna spojrzał na kartę dań. - Co chciałaś mi powiedzieć?
Pomyślałam, że zrobię to szybko i bez owijania w bawałne.
- Jestem w ciąży.
- Gratuluje. - uśmiechnął sie nadal wpatrując w kartę dań. - Pozdrów tatusia.
- Masz pozdrowienia. - powiedziałam, a wtedy mężczyzna podniósł się, rzucił pieniądze na stół i odszedł na pożegnanie mówiąc: - Nie wrobisz mnie w alimenty.

**Francesca**
- No dobra... - wymamrotałam wkurzona na samą siebie. - Tym razem się pomyliłam.
Chłopak stanął naprzeciw mnie i wyglądał na zdenerwowanego.
- Mój samochód stoi w środku lasu z poprzebijanymi wszystkimi czterema oponami, a ty mówisz tylko, że się pomyliłaś. - wymachiwał rękoma, a ja oparłam się o pień drzewa. - Nawet nie przeprosisz!
- Niby za co? - zaśmiałam mu się prosto w twarz.
- Nie, wiesz...? Za nic. - warknął na mnie, a ja poczułam, że pierwszy raz w zyciu nie robi tego co ja mu każe. - To był twój pomyśł, by jechać przez las. Twój genialny pomysł!
- Trzeba się było mnie nie słuchać. - chłopak położył obie dłonie na pnie drzewa tak, że blokował mi drogę wyjścia. - No dobra... Przepraszam. O to ci chodziło?
- Nie.. - zaprzeczył, ale zauważyłam jak się rozwesela. - Ale jest już do dwudziestej trzeciej, a sama chciałaś byśmy się nie spóźnili.
Zbliżyłam twarz do chłopaka i namiętnie go pocałowałam. Zdjął ze mnie bluzkę... i tak rozwijała się akcja wydarzeń, aż nie oślepiły nas światła jakiegoś pojazdu.
Z samochodu terenowego wybiegła Violetta z Leonem, a my oddaliliśmy się od siebie lekko skrępowani twarzystwem naszych przyjaciół, którzy przyglądali nam się w osłupieniu.
- Wszyscy was szukają. - przerwała grobową ciszę szatynka. - Camila nie chce nam przekazać tej dobrej nowiny jak was nie ma. - chwyciła mnie pod rękę, a Marco pod drugą i posadziła nas na tylnim siedzeniu terenówki. Leon podał nam nasze ubrania.
- Szkoda, że nie przyjechaliśmy trochę później. - uśmiechnął się szatyn do swojej dziewczyny, a ona skineła twierdząco głową i odwróciła wzrok na nas.
- Nie wiem, czy oni byliby tacy zadowoleni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz