Licznik wyświetleń :

sobota, 8 czerwca 2013

Historia Violetty xd cz.7

**Angie**
Nie mogłam ustać w miejscu. Streszowałam się tym spotkaniem, ponieważ to była bardzo ważna wiadomość. Nie widziałam go od dawna... Co jeżeli juz ma kogoś? - zadręczałam się w głowie. Słyszałam tam takie niewidzialne głosiki "Jak mogłaś?", "Nie wiesz czyje dziecko? Jesteś puszczalska", ale najgorszy był chyba ten, który nie dla wszystkich byłby tak okrutnym "Zawiodłem się na Tobie. Myślałem, że jesteś inna."
Dotknełam swojego brzucha, w którym było czuć jak już się coś porusza.
Dziwne, że dopiero w 5 miesiącu zauważyłam coś niepokojącego. Wcześniej lekceważyłam każdą oznakę - mdłości, zawroty głowy. Wydawało mi się, że to z przemęczenia. Nic bardziej mylnego. Ta mała istotka dawała o sobie znać od początku. Chyba będzie lubić być w centrum uwagi.
Usiadłam na białej, najprawdopodobniej już dawno nie malowanej, bo na jej końcach było widać jak już farba schodziła. Złożyłam nogi po turecku. Lubiłam tak siedzieć. Moje ręce z niecierpliwości zaczeły mierzwić sznurówki nowych trampków. Nie lubiłam szpilek i tym podobnym rodzajom obuwia, które zazwyczaj widuje u kobiet.
Moja głowa powędrowała do góry. Rozpuściłam włosy i poczułam jak rozkładają się na całej mojej szyi. Zamknełam oczy i czułam jak promienie słoneczne oblewają całe moje ciało.
Był dopiero pora, a świeże powietrze dobrze wpływało na moje samopoczucie. Gdy leciutki wiaterek rozwiewał moje włosy czułam się wolna.
Rozsunełam dłonie po ławce, ale prawa wpadła na coś, co blokowało jej dalszą drogą. Poczułam czyjąś zimną rękę i od razu obudziłam się z moich małych - zwyczajnych przyjemności.
- Coś się stało, Angie? - zapytał łagodnym i spokojnym głosem. - Wyglądasz na zmartwioną. - zauważyłam jak z uwagą mi się przygląda i lekko się skrępowałam.
- Nic... - zawahałam się. - A właściwie to jednak coś się stało.
- Mów śmiało. - uśmiechnął się mój rozmówca.
- Obiecaj, że nie będziesz zły. - pokiwał twierdząco głową. - I że wysłuchasz do końca to co mam Ci do powiedzenia. - potwórzył ten sam gest co wcześniej.
Wziełam głęboki wdech i.... Nic. Nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa.
- Wszystko w porządku - usłyszałam jak w jego głosie rośnie niepokój. - Angie, jesteśmy przyjaciółmi... Kocham Cię. Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć.
- Wiem, ale to wymaga czegoś więcej. - spojrzałam mu głęboko w oczy i już wiedziałam, że nabrałam odwagi. - Jestem w ciąży. - schowałam twarz w dłoniach.
- To cudownie. - cieszył się mężczyzna i zaczął mnie przytulać, a ja go odepchnełam i nerwowo rozglądałam się po parku. - Czemu się nie cieszysz?
- Cieszę się... - na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, który za chwilę znikł. Muszę mu powiedzieć prawdę. - Tylko... Wiesz... Ja... Ja nie wiem kto jest ojcem.
- Co? - miałam wrażenie, że oczy wyskoczą mu za chwilę na wierzch.
- Nie wiem kto jest ojcem dziecka. - powiedziałam tym razem już odważniej. - Ale wolałabym, gdybyś to był ty. Z dwóch możliwości... Wolałabym Ciebie.
Patrzyłam na jego twarz i widziałam jak z sekundy na sekundę pokazywała jakąś emocje. Zaczynając od złość, zdziwienia, radości i.... miłości?
- Bez względu na to kto będzie ojcem dziecka.. - przełknął ślinę. - Będę je kochał.
- Wiem, Pablo.

**Francesca**
Z samego rana do mojego domu wparował Marco w okularach przeciwsłonecznych i rozkazał mi brać swój kostium kompielowy. Nie wiedziałam o co chodzi, a chłopak nie chciał mi powiedzieć. To niespodzianka. Tylko z jakiej okazji? I po co? Dla mnie?
Nawet nie zaprotestowałam kiedy kazał mi założyć opaskę na oczy i jej nie zdejmować. Po prostu chciałam być otwarta na jego plany, a też ciekawość mnie zżerała co zaplanował, a doskonale wiedziałam, że nie jakbym ją zdjeła to by się wkrzył i by mógł zrezygnować z tego.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam z zaciekawienia już po raz setny.
- Niespodzianka. - usłyszałam po raz kolejny tą samą odpowiedź.
Rozłożyłam się na fotelu samochodowym i zaczełam się opalać. Miałam ku temu idealną sposobność, bo dach był rozsuwany.
Usłyszałam w radiu nutę jednej z piosenek, która mi się bardzo podobała i od razu zaczeła śpiewać. Do moich uszu dobiegł śmiech Marco.
- Co Ci? - wyraźnie można było poznać, że próbowałam udawać oburzoną.
- Nic, nic. - odpowiedział i zaczął śpiewać wraz z radiem. - But I don't care what they say. I'm in love with you. They try to pull me away.
W pewnym momencie czułam się jakby te słowa były skierowane do mnie, ale doskonale wiedziałam, że on ma dziewczynę. No i ja mam chłopaka.
- I co się śmiałeś? - walnełam go delikatnie pięścią w ramię. - Sam śpiewasz.
- Lubię tą piosenkę. Opowiada o moich uczuciach.
Czyżby moja intuicja mi dobrze podpowiadała, a ja mu się podobam? To jest niemożliwe. Mieliśmy szanse, by być razem, ale się rozeszło szybko wraz z wiatrem.
- Keep bleeding, keep, keep bleeding love. - śpiewaliśmy razem
Po dłuższym czasie jazdy zaczęłam wiercić się na swoim siedzeniu. Głównie z tego powodu, że siedzieliśmy słowa od kilkudziesięciu minut, a co mogę innego robić w opasce.
- Daleko jeszcze? - narzekałam.
- Daleko.
- Daleko jeszcze?
Oboje wybucliśmy śmiechem, a chłopak mnie szturchnął:
- Ośle, daleko jeszcze. - zaśmiał się.
Nagle poczułam jak samochód się zatrzymuje i że Marco wychodzi z pojazdu.
- Już jesteśmy na miejscu? - zapytałam zdziwiona, miało być daleko. Czy to taka zmyłka? Sama nie wiem. Siedziałam nadal grzecznie na swoim miejscu.
Drzwi obok mnie ktoś otworzył i chwycił mnie za rękę.
- Ufasz mnie? - zapytał, a jego głos brzmiał.. uwodzicielsko?
- No oczywiście.

**Violetta**
Uważnie przyglądałam się Leonowi, który z podziwem oglądał instrumenty w sali muzycznej w studiu. Zobaczyłam jego błysk w oku na widok keyboardzu.
Podszedł do niego i zaczął odgrywać pierwsze dźwięki. Zauważyłam coś w nim... Jakby nagle coś mu się przypomniało. Dotknął pierwszego z klawiszy.
- Graj śmiało. - uśmiechnełam się.
- Sam nie wiem, co to jest... Ale pamietam taką melodie. - w moich uszach rozbrzmiał dźwięk "Voy por Ti", a ja zaczełam śpiewać tą piosenkę. - Pamiętasz?
- Chyba... Raczej - mamrotał przy okazji mierzwiąc włosy.
- Na pewno pamiętasz. - uśmiechnełam. - Daj mi coś zagrać.
Chłopak odsunął się od instrumentu, a ja zbliżyłam się do niego i odegrałam pierwsze akordy. Zauważyłam, jak nagle coś się w nim zmienia.
Gdy usłyszałam jak zaczął śpiewać naszą piosenkę byłam zadowolona. Myślałam, że już udaje mi się go odzyskać. Koniec piosenki zbliżał się już, a mi zaczeło się wydawać, że on nagle się ode mnie oddalał. Leon dotknął mojego policzka.
- Ser la letra en mi canción, Y tallarme en tu voz. - doszło do końca.
Minałam keyboard i podeszłam do niego, a on zaczął mnie głaskać po policzku. Zbliżyliśmy się do siebie, a ja poczułam znów jego cudowny smak. Całowaliśmy się jak zawsze.. Delikatnie, było w tym sporo swobody. Teoretycznie - chwila idealna.
Poczułam jego silne dłonie na moich ramionach i odepchnął mnie od siebie. Wpatrywałam się w niego. Jak nagle blednie i staje się dla mnie obcy.
- Kim jesteś? - zapytał z słyszalnym niepokojem w głosie.
- Violetta. - odpowiedziałam spokojnie.
- Dlaczego my się całowaliśmy? - wyglądał jakby miał się zaraz na mnie rzucić ze wściekłości. Jakbym była osobą, która go wykorzystała. - Odpowiesz mi?
- Jestem twoją dziewczyną. - przybliżyłam się do niego i chwyciłam jego za rękę, ale natychmiast się wyrwał. Nie spodobał mu się ten gest.
- Moją dziewczyną jest Ludmiła. - rzekł z dumą.
- To.. w takim.. razie kim je..stem. - płakałam. Nie wiedziałam co się dzieje.
- Nie wiem. - pustka w jego głosie przenikneła mnie, aż do kości. Trzęsłam się ze zdenerwowania. Czy jego pamięć wróciła do momentu, gdy był z Ludmiłą? - Na pewno nikim ważnym dla mnie. - łzy popłyneły z moich oczu. Leon zaczął kręcić głową, jakby wybudził się z okropnego snu i dopiero co zauważył, że płacze.  - Violetta... Co się dzieje?
Zemdlałam.

**Francesca**
Poczułam jak nagle podłoże pod moimi stopami się trzęsie, a ja nie panuje nad swoim krokiem. Na szczęście Marco szedł koło mnie i podtrzymował, bym się nie wywróciła.
- Czy nie mogę już zdjąć tego czegoś z oczu? - narzekałam, że nie widzę co się ze mną dzieje. Chłopak miał teraz dostępność zrobić co tylko chce.
Doskonale wiedziałam, że nie wykorzystałby mnie. Wierzyłam mu. Był moim najlepszym przyjacielem i na prawdę mi się po... Go lubiłam.
- Dobra.
- Co dobra? - zapytałam siedząc. Wydawało mi się, że jestem na łódce, ale gdzie on by mnie musiał zabrać, żebym się tak czuła.
- No zdejmij  tą opaskę. - gdy zdjęłam ją z oczu zauważyłam go jak uśmiechał się od ucha do ucha. - Pamiętam jak opowiadałaś mi, że twój ojciec co roku pod koniec wakacji zabierał Cię na taką łódkę. Pomyślałem, że Ci się spodoba, ponieważ...
- Ale z jakiej to okazji?
- No jak to z jakiej? - popatrzył na mnie z wymuszonym wyrzutem w oczach. Próbowałam wysilić swój mózg do pracy, ale to nic nie dawało. - Znamy się już rok.
- Co? - zorganizował to wszystko tylko dlatego, że znamy się już rok? To ... To urocze. - było jedynym co wpadło mi do głowy po tym wyznaniu. - To dla Ciebie takie ważne? - zapytałam z niedowierzeniem. - Ty pamiętasz tą datę?
- No.... Tak jakby... Tak wyszło. 
Zaśmiałam się i rozłożyłam na białej łódce, która była niewielkiej wielkości. Myślałam nad każdą moją możliwą reakcją na to, że tak dba o to... O mnie.
Dla niego ważną datą jest dzień, w którym mnie poznał. To rzadkie. Zazwyczaj każdy chłopak, który mi się podoba leci na Violettę. I tym razem nie mogę się ukryć z tym, że imponuje mi fakt jak wiele dla mnie robi. Tylko tym razem znów jest problem. Jest z moją inną przyjaciółką.
Westchnełam głośno, gdy zdejmowałam sukienkę, którą miała na sobie i zostałam w samym kostiumie. Czułam jego spojrzenie na całym swoim cielę.
Tak jakby badał każdy jego cal, ale nie odważyłam się tego sprawdzić. Wiedziałam, że jakbym to zrobiła to odwróciłby wzrok, a mi się podobało, że z taką bacznością mi się przyglądał.
Nałożyłam na siebie ciemne okulary przeciwsłoneczne i wpatrywałam się w słońce, które mocno przypiekało każdy kawałek mojego ciała.
Zanurzyłam ręce pod wodę i jednym zamachem oblałam chłopaka.
- Ej! - zawołał.
- No co? - przybliżyłam się do niego. - Nie jesteś z cukru. - uśmiechnełam się. - Przynajmniej tak mi się wydaje, ale mogę to sprawdzić.
Prawą rękę zanurzyłam w jego ciemnych lokach, a drugą głaskałam jego policzek. Jego wargi był już coraz bliżej, ale pomyślałam, że trochę nim zabawię i mój pocałunek spoczął na jego czole. Nie spodobało się to jemu, bo chyba wolała jak nasze usta się spotkają.
Czułam jak przeczesuje mi włosy dłonią. Podniosłam tą drugą i zaczełam ją głaskać, po czym położyłam na niej swoją dłoń i wydało mi się, że są identyczne.
Chłopak spojrzał mi w oczy i zobaczyłam jak się cały gotuje. Z całą siłą przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował, a ja... Byłam mu całkowicie posłuszna.
Jednak to nie jest dla mnie to ja zawsze rządzę. Odepchnełam go, tak że leżał, a ja byłam nad nim. Zbliżyłam się do niego, a on chciał mnie wywrócić, ale razem ze mną łódka się obkręciła i znaleźliśmy się pod nią. Na środku jeziora.
Podrzucił ją znad naszych głów i już chciał do niej wsiadać, ale ja go przyciągnełam i odchyliłam szyje do tyłu, gdzie spoczął jego pocałunek.
- Kocham Cię.

**Leon**
Siedziałem w szpitalu nad śpiącą Violettą, która zemdlała. Odzyskałem pamięć, ale w najbeznadziejniejszym momencie. Przyglądałem się jej jak leżałam spokojnie.
Wyglądała tak niewinnie i krucho. Jakby cała krew odpłyneła z jej bladej twarzy.
Ta sala to nie zbyt przyjemne dla oka pomieszczenie. Całe białe. Biała ściana, białe siedzenia, biała szafka, białe łóżko szpitalne wyglądają jakby miał przygnębić człowieka.
Podniosłem się na widok Violetty, która poruszyła się na łóżku.
Rozchyliła ledwo przytomne powieki i spojrzała na mnie przestraszonym wzrokiem. Wydawało mi się, że mnie nie kojarzy, ale przecież tylko zemdlała.
Usiadłem obok niej i dotknąłem jej policzka, ale dziewczyna odsuneła się. Na jej twarzy pojawiło się oburzenie tym gestem.
- Jest pan lekarzem, więc nie może się tak zachowywać. - powiedziała z pełną pogardą w głosie, a ja zacząłem się zastanawiać czy to prawda.
Czy ona mnie nie pamięta, czy jestem w jej wspomnieniach lekką chusteczką, którą może odepchnąć delikatny wiatr i już jej nie ma.
W końcu - wydawało mi się, że tylko zemdlała, a to miało by być coś poważnego. Moja twarz była z pewnością martwa i nie było na niej żadnej emocji.
- Violu....
- Kim jesteś? - zapytała ze spojrzeniem, w którym nie było żadnego uczucia. Przynajmniej nie mogłem go odczytać. Ukrywała to co teraz czuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz