Licznik wyświetleń :

sobota, 8 czerwca 2013

Historia Violetty xd cz.11

**Camila**
Kiedy wczoraj Violetta wróciła do domu cały czas się śmiała. Jak zawsze - jestem jedyną z przyjaciółek, która nie ma chłopaka. To znaczy... Nie wiem, co u Francesci, ale z tego co mi się wydaje to będzie razem z Marco.
Rano , gdy dopiero co wstałam, wymacałam telefon na szafce nocnej. Przechodząc po liście doszłam do numeru "Francesca". Popatrzyłam na wyświetlacz i wybrałam numer.
- Cześć. - przywitała się radośnie dziewczyna. - Co tam? - wybuchła śmiechem i krzykneła: - Nie łaskocz, rozmawiam przez telefon.
- Widzę, że już dobrze po zerwaniu z Tomasem... - powiedziałam z przekąsem.
- Tak, tak... Tak - odpowiadała pewnie. - Przepraszam, ale ktoś mi nie chce dać spokoju.
- Bo nie zjadłaś do końca. - w słuchawce zabrzmiał męski głos, a dziewczyna znów wybuchła śmiechem.
- Dobra, zadzwonię później. - burknełam, ale zdałam sobie sprawę, że nie mogę być zła na to, że mojej przyjaciółce się dobrze układa w związku. W końcu... To wspaniale po Tomasie.
Podniosłam się z łóżka i wolnym krokiem ruszyłam w stronę toalety, by jak zawsze co rano zrobić to samo - uczesać włosy, umyć zęby.... I tak dalej by wymieniać.
Gdy weszłam do swojego pokoju popatrzyłam na zdjęcie ze znajomymi i przypomniałam sobie, że  muszę ich powiadomić o tym, że możemy pracować w Studio.
Z pewnością ucieszą się na tą wiadomość.
Na klawiaturze telefonu napisałam im, czy moglibyśmy się dziś spotkać o dwudziestej.

**Francesca**
Patrzyłam jak Marco rozkłada koc na zielonej trawie pod lasem.
Jednym susem podbiegłam do niego i wywróciłam go. Leżeliśmy na rozłożonym kocu. Chłopak patrzył mi w oczy z taką intensywnością we spojrzeniu, że aż ciarki mnie przeszły.
- Chciałem zrobić coś oryginalniejszego, ale... - delikatnie go pocałowałam, a brunet się uśmiechnął. - ...ale niestety nie ma już na dzisiaj miejsc, więc musimy poczekać do piątku. Mamy rezerwacje.
- Na co? - zaciekwaił mnie temat oryginalnej randki.
- Nie mogę Ci powiedzieć. - pogłaskał mnie po policzku, a ja zrobiłam naburmuszoną minę.
- Dlaczego? - zapytałam siadając na leżącym chłopaku. - Nie zejdę z Ciebie, aż mi nie powiesz. - usiadłam okrakiem na nim, a on się uśmiechnął. - Co się stało?
- Nie... - wymamrotał. - Miłe wspomnienie.
Popatrzyłam na to w jaki sposób na nim siedzę, a potem powiedziałam:
- Takich wspomnień może więcej nie być. - burknełam, a Marco wybuchł śmiechem. - No co? Wątpisz? Czy może coś ci się nie podoba? - szturchnełam go, a on popatrzył mi w oczy.
- Wszystko jest idealnie. - Podniósł się na rękach i zbliżył swoje wargi do moich, a ja odwróciłam głowę w onną stronę, że miał tylko styczność z moimi włosami. Przechylił ją pod dziwnym kątem i zaczął całować moją szyję.
- Nie.. - próbowałam mu przerwać, ale on dalej składał na mnie swoje pocałunki. - Stop! Ja cały czas chce wiedzieć, co ty planujesz. - powiedziałam i obróciłam twarz w jego stronę.
- Wiesz... - uśmiechnął się chłopak. - Załatwię, by ten mój pomysł wypalił już dzisiaj.
- Ale.... - mówiłam cicho jakby sama do siebie, kiedy zbierał nasze rzeczy. - Ale jak to... Skoro miejsca są tylko na... Na piątek to jak ty... Jak ty to zrobisz?
Chłopak pociągnął mnie za rękę i razem wsiedlimy do samochodu, do którego musieliśmy się przejść kawałek.
Jechaliśmy samochodem, a gdy dojechliśmy na miejsce musiałam stwierdzić, że wymyślił taką niespodziankę, której nie domyślałam się o co chodzi. Nigdy wcześniej tu nie byłam.
Podeszłam do jednej z barierek i podziwiałam widok, który był w zasięgu mojego wzroku.
- Możemy iść. - podał mi dłoń, a ja ją chwyciłam i ruszyłam za nim pod górę po szlaku, który prowadził tuż koło lasu.
Wraz z końcem lasu znaleźliśmy się na otwrtej przestrzeni, gdzie była masa balonów.
Takich do latania. Już wiedziałam, co chłopak planuje, ale wolałam poczekać na rozwój sytuacji. Wsiadając do wielkiego "kosza" pod balonem po głowie cały czas chodziła mi nadzieja, że coś jeszcze dla mnie przyszykował. Nie pomyliłam się, bo okazało się to jednak później prawdziwe.
Kiedy balon zaczął się podnosić do góry na niebie zobaczyłam fajerwerki, które ułożyły się w napis "Francesca", popatrzyłam na niego, a on tylko się uśmiechnął i rozłożył ramiona, bym go przytuliła.
- Chciałem to zrobić w piatek, w nocy. Byłoby wszystko dopięte na ostatni guzik i w nocy lepiej by wyglądały fajerwerki. - powiedział. - Ale jak się cały czas dopytywałaś co to za niespodzianka wiedziałem, że nie wytrzymam i Ci powiem o co chodzi, a więc musiałem to zrobić dzisiaj.
- No i dobrze, bo nie wiem, czy w piątek mogłabym jeszcze z Tobą tu być. - wykrztusiłam to niechcący. Chciałam mu o wszystkim powiedzieć później zbliżyłam się i oparłam dłonie o brzeg balonu.
Marco stanął za mną i objął mnie dłońmi, a potem wyszeptał do ucha:
- Jak to?
- No... - zaczęłam speszona i odwróciłam się w jego stronę tak, że stał przede mną. Zadarłam głowę do góry, by popatrzeć mu w oczy, a on przeczesał moje włosy dłonią. - Kiedy weszłam do toalety, by się przebrać... Zadzwonił mój brat... Wszyscy tam płaczą, ponieważ babcia jest w kiepskim stani, no i jeżeli mam jej już więcej nie zobaczyć, to chce być przy niej... Chociaż miałaby... Gdybym miała jej już więcej nie zobaczyć. - rozpłakałam się i wtuliłam w chłopaka.
Przyciągnął mnie do siebie i objął z całej siły, a ja czułam jak odpływam. Jego ciepło było takie miłe i kojące.
- Chce pojechać z Tobą do Włoszech. - otarłam łzy i popatrzyłam na niego.
- Nie pozwolę na to...
- Jak to ktoś wczoraj powiedział "Jestem dorosły, więc mogę robić co chcę". - zacytował moje słowa i przybliżył swoje usta jakby liczył na to, że go pocałuje, ale zamiast tego oberwał z całej siły po policzku, że aż się zaczerwienił, a jego ręka odruchowo poleciała do miejsca, w którym go udurzyłam.
- Ja... Mar.... Marco, przepraszam cię. - wymamrotałam.
- Dobra.... - cały czas trzymał się w zaczerwienionym miejscu, a jego głos brzmiał jakoś wrogo i obco. - Nic się nie stało. Jakoś z tym przeżyje... - i nagle jego głos złagodniał. - Jak cię kocham to będę musiał się do tego przyzwyczaić, jak się na coś sprzeciwie.
- Najprawdopodobiej. - stanęłam na palcach i musnełam wargami jego policzek. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jest ode mnie o trochę wyższy. - Chodzi o to... To sprawa rodzinna i na razie nie chcę Cię w to mieszać. Zwłaszcza, że będzie tam Luca to od razu zacznął się dziwne pytania.
- Wstydzisz się mnie? - zapytał.
- Nie.... - odpowiedziałam z lękiem w głosie. - Po prostu.... Jesteśmy ze sobą kilka godzin, nie licząc tego co było kiedyś. Nie chcę ich do czegoś przyzwyczajać, zwłaszcza że szybko się przyzwyczajają się do ludzi i trudno im się z nimi rozstać.
- Dobrze.... - szepnął mi do ucha. - Jeśli nie życzysz sobie mojego towarzystwa postaram się wysłuchać twojego zdanie. Nie jestem tylko pewny czy zrobię jak chcesz.

**Violetta**
Podnosząc się z łóżka zauważyłam, że już jest sporo po czternastej. Zerknełam na swój telefon. Dwa nieodebrane połaczenia i jedna nowa wiadomość.
Otworzyłam sms, który okazał się być od Camili. Chce się spotkać... Cóż, to może być dobry pomysł na dzisiejszy koniec dnia. A właściwie dla mnie to chyba środek dnia, jak dopiero co wstałam.
Czym prędzej się przebrałam i zbiegłam po schodach. Chciałam jak najszybciej spotkać się z Leonem.
Gdy otworzyłam drzwi chłopak stał za nimi i akurat miał zadzwonić dzwonkiem.
- Jak my jesteśmy idealnie zgrani. Chyba czytamy sobie w myślach, bo też miałam zamiar do Ciebie pójść. - wywołało to uśmiech na twarzy szatyna. - Co robimy?
- No cóż... Na pewno o dwudziestej Camila organizuje jakieś ognisko. - powiedziała, a ja kiwnełam głową na znak, że już wiem. - Chciałem wymyślić coś romantycznego, ale na nic nie wpadłem.
- Jesteśmy kreatywnymi osobami. - mrugnełam do chłopaka, zamykając drzwi od domu. - Na pewno coś wymyślimy po drodze.
- A może chodźmy do Ciebie? - zaproponował, a ja nie mogąc wymyślić nic lepszego zgodziłam się.
Usiedliśmy na moim łóżku, z którego było widać, że niedawno ktoś wstał, ponieważ rządził na nim nieład i porozrzucane poduszki. Przysunełam się do chłopaka i zaczeliśmy się całować.
Odsunął się ode mnie i zapytał:
- Myślałaś o tym... Czy może my... kiedyś... - mamrotał, ale zrozumiałam o co chodzi.
- Chcę, żeby mój pierwszy raz był z Tobą. - uśmiechnęłam się, a wtedy drzwi od pokoju się uchyliły.
Stał w nich nie kto inny jak mój tata i od razu było widać, że podsłuchiwał.
- Co?! - zapytał ze słyszalnym gniewem w głosie. - Pod moim dachem.
- Przepraszam... - zaczął łagodnie Leon, który chciał go uspokoić.
- Kto Ci powiedział, że koniecznie pod twoim dachem? - postanowiłam, że zdenerwuje mężczyznę. Nie wolno podsłuchiwać! Sam mnie tego uczył, a teraz co robił? - Możemy nawet na ulicy, w parku, w samochodzie.... - w tym miejscu wzięłam się za wymienianie miejsc i miałam wrażenie, że mój ojciec zaraz wybuchnie.
- Violetta! - zawołał, co chyba miało zabrzmieć, że powinnam przestać.
- ... na plaży. Można wynająć pokój hotelowy... - nie przestawałam wymieniać.
German miałam wrażenie, że zaraz dostanie dusności albo zawału i trzeba będzie wezwać karetkę, ale ostatecznie zatrzasnął drzwi od mojego pokoju i zniknął, a ja na zawołanie tylko krzyknełam jego słowa:
- Jak wywalisz drzwi to nie będę za nie płacił.
Leon wybuchnął śmiechem i objął mnie w pasie.
- Podziwiam Cię. - powiedział. - Niby dziewczynka trzymana pod kloszem, a jednak umię pokazać pazurki. - chłopak popatrzył na swój telefon, którego dźwięk rozległ się przed chwilą. - Muszę iść. - pocałował mnie w policzek. - Przyjdę po Ciebie o dziewiętnastej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz