**Tomas**
Kolejny nudny film z serii nudnych filmów, a te dziewczyny się tak ekscytują.
Zerknąłem na zegarek. Już 20. Muszę czym prędzej stąd wyjść. Chce spotkać się z najcudowniejszą, jak się okazało po bliższym poznaniu dziewczyną.
Przybliżyłem się do Francesci i szepnąłem jej do ucha:
- Kochanie, źle się czuję. - dziewczyna zerkneła na mnie. - Będziesz zła, jeśli stąd pójdę?
Z początku nie wiedziała jak na to odpowiedzieć, ale po chwili odezwała się:
- Oczywiście. - nie wyglądała na szczęśliwą. Zresztą ... Co mnie to obchodzi?
Pocałowałem ją w policzek, wstałem i chciałem wyjść, ale złapał mnie za rękę Marco.
- Co ty robisz? - zapytał.
- Wychodzę.
- Jeżeli przez Ciebie Fran będzie załamana zabije Cię. - obiecał, a ja wyrwałem mu się z ręki.
On mi nic nie może zrobić. - pomyślałem wychodząc z kina. - W końcu ... To ja jestem najseksowniejszym i najprzystojniejszym chłopakiem na świecie. - uśmiechnąłem się do swojego odbicia w samochodzie, który mijałem po drodze.
Kiedy już zbliżałem się do parku, zobaczyłem że wychodzi z niego wkurzona Ludmiła.
- Jak mogłeś się spóźnić 3 minuty! - krzyczała, kochałem jak się złości.
**Leon**
Próbowałem usnąć. Nie mogłem, ale chociaż udawałem, że śpię. Nie miałem ochoty rozmawiać z dziewczyną, która siedzi koło mojego łóżka. Może to dlatego, że jak na nią patrzę to przypominają mi sdię tylko złe chwile. Ale gdy ją widzę to czuję... Jakbym mógł latać bez skrzydeł? Jakbym malował wraz z nią kolorami tęczy? Nie wiem czemu, ale takie dziwne zwroty mi się z nią kojarzą.
Za oknem zaczeło grzmieć, a po chwili zaczeło padać. Kiedy rozbłysneła pierwsza błyskawica Violetta (bo z tego, co mówiła tak się nazywa) podskoczyła, a zaraz po tym zwineła w kłębek wełny.
Z jakiegoś dziwnego powodu nie mogłem na to patrzeć.
- Co się dzieję? - zapytałem głosem pełnym troski, a dziewczyna wysuneła głowę spomiędzy nóg, spojrzała na mnie i zaczeła płakać. - Czemu płaczesz?
- To ze szczęścia. - otarła policzek prawą ręką. - Pierwszy raz od dawna odezwałeś się do mnie tak troskliwym głosem.
Uśmiechnełem się mimo wolnie, dziewczyna chwile po mnie odwzajemniła się tym samym.
Nagle coś błysneło za oknem, a dziewczyna znów schowała głowę. Cała się trzęsła. Dopiero teraz zrozumiałem, że Violetta najwyraźniej boi się burzy.
- Boisz się burzy? - dziewczyna tylko skineła głową zasłaniając ją rękoma. Nagle coś mnie poniosło i nie mogłem się powstrzymać, by zapytać: - Chcesz położyć się obok mnie?
Popatrzyła na mnie otwierając szeroko oczy, po czym wślizgneła się pod kołdrę obok mnie i wtuliła mocno. Nie wiedziałem jak na to zareagować.
- Tak długo na to czekałam. - rzekła coraz bardziej promieniejąc. - Tak długo czekałam, aż znów mnie przytulisz. Aż znów poczuje się bezpieczna w twoich rę.. - za oknem znów strzeliła błyskawica, a ona podskoczyła. Wiedziałem co robić, objąłem ją jak najmocniej potrafiłem. Bałem się, że ją stracę, musiałem ją trzymać.
Po jakimś czasie Viola już spała w moich ramionach, a ja tylko się w nią wpatrywałem. Moja ręka sama powędrowała do jej włosów i pogładziła je.
Weszłem do jednej z sal w Studiu 21. Stała tam ona i grała coś na keyboardzie. Był tak zasłuchana i tak wczuła się w muzykę, że nie zauwżyła mnie zbliżającego się do niej. Delikatnie dotknąłem jej włosów, ale natychmiast stamtąd uciekłem. - znów w mojej głowie pojawiło się wspomnienie z tą dziewczyną.
Znów zdałem sobie sprawę jak bardzo ją kocham.
- Kocham Cię. - szepnąłem myśląc, że ona śpi.
Dziewczyny powieki rozsuneły się, spojrzała głęboko mi w oczy.
- Ja Ciebie też.
- Myślałem, że śpisz. - byłem zdziwiony.
Z jednej strony chciałem, by wiedziała co do niej czuję. Z drugiej trochę się wstydziłem, że dowiedziała się tego w taki sposób. Zresztą.. Już tego nie zmienię.
- Myślisz, że jak czuwam tu cały czas to teraz bym usneła. - jej usta zbliżyły się do moich. Chciała mnie pocałować. Spanikowałem.
- No.. - dziewczyna oddaliła się. - Po wypadku nie myślę.
Zaśmiała się szczerym śmiechem.
Tak szczerym, że aż pięknym.
- Dlaczego się tak bacznie mi przyglądasz? - nawet tego nie zauważyłem, ale to prawda. Lustrowałem ją od głowy, aż po stopy i z powrotem.
- Nie mogę uwierzyć, że odrzucam taki cud.
Zarumieniła się, ale po chwili zrobiła się odważniejsza.
- To nie odrzucaj. - wtuliła się we mnie mocniej i chyba tym razem na prawdę usneła.
Kiedyś na prawdę mnie pokochasz. - powiedziałem do Violetty stojąc w Studiu 21 - a teraz nie mam zamiaru blokować Ci być z Tomasem.
**Marco**
Stałem przed kinem z Francescą i Camilą. Jak Tomas mógł zostawić tak cudowną dziewczynę samą usprawiedliwiając się, że źle się czuję.
Najchętniej bym się z nim pobił, ale wiem że wtedy Fran znienawidziłaby i najprawdopodobniej już nie zobaczyłbym tych cudownych kruczoczarnych włosów.
- Muszę lecieć, Marco. - odezwała się Camila, całując mnie w policzek. - Śpieszę się, bo.... Bo... Przyjeżdża babcia do mnie.
Odeszła. Zrobiła to specjalnie, by zostawić mnie samego z Francescą.
- To może mnie odprowadzisz? - uśmiechneła się uroczo brunetka.
- Z miłą chęcią. - odpowiedziełem.
W drodze do jej domu sporo rozmawialiśmy, wydłużając sobie drogę co chwile wchodząc w boczną uliczkę, by wydłużyć sobie naszą wycieczkę.
- Mój brat wyjeżdża za tydzieć do Włoszech do chorego dziadka i nie chcię mnie ze sobą zabrać. Powiedział, że mam co jakiś czas zaglądać jak tam w Resto Bandzie. - narzekała. - Teraz nie będę miała z kim się kłócić i przez to się nudzę.
Oboje po tych słowach wybuchneliśmy śmiechem i przez przypadek chwyciliśmy się za ręcę. Od razu puściliśmy dłoń drugiej osoby. Niby taki zwykły gest, ale strasznie nas speszył.
- Hmm.. To ja może wrócę sama. - zaczeła i nagle z nieba runął deszcz. Francesca zaczeła się śmiać, a ja podbiegłem i nałożyłem na nią swoją bluzę.
Szliśmy nic nie widząc przez ulice, a wszystko było rozmazane od deszczu.
Wyprzedziłem dziewczynę nie zauważając tego, a gdy ona przyśpieszyła wylądowaliśmy na ulicy i tak leżeliśmy. Ona na mnie.
- Trochę krępująca sytuacji. - powiedziała dysząc mi w ucho.
Nagle piorun walnął tuż obok nas.
- Wyłącz telefon. - rozkazałem. - inaczej ściągamy na siebie błyskawnice.
- Nie wiedziałam, że jesteś taki mądry. - po czym wyłączyła telefon.
- To jeszcze sporo rzeczy o mnie nie wie.... - przerwało mi uderzenie kolejnej błyskawnicy. Rozejrzałem się po zasięgu, który mogłem zobaczyć. W pobliżu nie było żadne metalu. To dobrze.
Nawet nie zauważyłem, kiedy wraz z uderzeniem błyskawicy dziewczyna wtuliła sie we mnie, kładąc swoją głowę na mojej klatce piersiowej.
Kiedy już zaczeło przechodzić zobaczyłem parę brązowych oczu wpatrujących się w moją twarz. Dziewczyna podniosła się i przysuneła swoją twarz do mojej zbliżając przy okazji nasze usta, które prawie się stykneły, ale Fran rzuciła we mnie piaskiem.
Dopiero teraz zauważyłem, że jesteśmy na plaży.
Zaczeło się rozjaśniać i wszystko było idealnie widać. Podniosłem się, a brunetka zaczeła uciekać. Hmm.. No nic nie szkodzi się poganiać.
Ruszyłem za nią i kiedy ją złapałem podniosłem ją do góry, trzymając w talii i zacząłem się z nią kręcić w kółko niczym zabawa z dziećmi w karuzele.
Nie spodziewałem się, że jest taka lekka. - pomyślałem wbiegając z nią w rękach do wody. Po chwili trzymałem ją w ramionach na takiej wysokości, by się nie zmoczyła.
- A teraz utopię Cię! - krzyknąłem.
- Nie wierzę Ci. - powiedziała, lecz gdy zaczełem nią huśtać przyczepiła się mocno mojej szyji. Oblizała swoje wargi po czym zbliżyła je do moich i pocałowała.
Z początku był to niewinny pocałunek, ale z sekundy na sekunde stawał się coraz namiętniejszy. Dziewczyna nie odrywała się ode mnie, a mi to nie przeszkadzało. W końcu moje całe ciało zaczeły przechodzić dreszcze, a ja postawiłem ją w wodzie.
Odsuneła się i już myślałem, że to koniec, aż zobaczyłem jej chytry uśmieszek na twrzy. Przyciągneła mnie z całej siły do siebie. Wskoczyła na mnie i oplątała nogami moje biodra. Zacząłem się cofać. Gdy woda ledwo sięgała moich kostek wywróciłem się i wylądowałem tyłkiem na piasku.
Całowaliśmy się coraz namiętniej, a Francesca coraz bardziej na mnie naciskała, że w końcu leżałem na piasku, a woda dookoła mnie obmywała.
Nagle coś we mnie strzeliło. Nabrałem więcej odwagi i przewróciłem dziewczynę, że teraz to ja byłem na górze. Nie przeszkadzało to jej.
Moje usta zeszły niżej i zaczeły całować jej szyje, a dziewczyna nierówno dyszała. Nie wiedziałem, co robić dalej.
Nagle oddaliłem się od niej, a ona wyglądała na zawstydzoną.
- Przepraszam, nie powi... - zaczeła, ale jej przerwałem.
- Nie, to ja nie powinienem. - powiedziełem. - Masz chłopaka.
- A ty dziewczynę. - po tych słowach chciałem powiedzieć całą prawdę, ale nie mogłem. Znienawidziłaby wtedy najprawdopodobniej i mnie, i Camilę.
- To prawda. - odpowiedziałem z wahaniem. - Oboje nie powinniśmy.
- Nie... Ja wiem, że to wszystko to tylko wytłumaczenie. - zapłakała. - Po prostu nie podobam Ci się, a na siłe naciskałam i wpychałam się na Ciebie..
- To nie prawda.
- Nie przerywaj mi. - starła łze z policzka. - Przecież jestem z Tomasem, ty z Camilę. Ja chciałam zniszczyć obydwa te związki. Nie powinnam. - przyglądałem się jej, która coraz bardziej płakała. Gdy chciałem ją przytulić odsuneła się i wstała. - Powinna już pójść.
Powiedziała po czym odbiegła, a ja ruszyłem za nią. Zatrzymałem ją kilka uliczek od plaży.
- Obiecałem, że Cię odprowadzę, więc pozwól mi spełnić obietnice.
- Nie gniewasz się? - uśmiechneła się.
- Za co? - odpowiedziałem pytaniem na jej pytanie, po czym odeszliśmy razem w kierunku jej domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz