**Francesca**
Marco niósł mnie do domku, a ja czułam się traktowana jak ksieżniczka. Cały czas wyczuwałam jego spojrzenie na mnie i miałam ochotę rzucić mu się na szyje. Stwierdziłam, że najleszpym rozwiązaniem jest udawać, że się śpi.
Zatrzymał się, po czym odgarnął włosy z mojej twarzy.
- Jestem beznadziejny. - szepnął sam do siebie, a następnie położył mnie na ziemi i zaczął się kręcić nerwowo dookoła mnie. - Kocham ją. - pochylił się i pogłaskał mnie w policzek.
Podniosłam się na rękach złapaliśmy kontakt wzrokowy. Z całej siły go przyciągnełam do siebie i pocałowałam, a on nie cofną się, a ja byłam coraz bardziej w pozycji leżącej.
- Francesca! - szturchneła mnie Camila, a ja leniwie rozciągnełam się na łózku i zrozumiałam, że to co widziałam to był tylko sen. - Wstawaj! Już czternasta, a ja nie chce byś przespała cały dzień.
- Daj spokój! O co ci chodzi? - zapytałam, układając się spowrotem do snu. - Jeśli nie masz ważnego powodu to proszę cię wyjdź stąd i nie przerywaj moich marzeń.
- Pamiętasz Pedro i Rodrigo z wczorajszej imprezy. - usiadła obok mnie, a ja podniosłam się i pokręciłam przecząco głową. - No jak to nie pamiętasz? Podeszli do nas, byśmy nie spędziły samotnie nocy.
- Aaa... - zamruczałam pod nosem. - Obserwowałam wtedy tą dziwkę z Marco.
- Francesca! - Camila uderzyła mnie otwartą dłonią w głowę. - To, że flirtrowała z nim nie znaczy, że możesz ją od razu tak nazywać. - pouczała przyjaciółka, a ja tylko przewróciłam oczami. - Pies ogrodnika. - powiedziała, co chyba miało oznaczać jakieś określenie do mnie. Gestykularnie podnosząc ramiona i unosząc ręcę pokazałam, że nie wiem o co chodzi. - Sam nie weźmie, a drugiemu nie da też.
- A co to ma się do mnie? - zastanawiałam się na głos.
- Zdradzałaś go.. - zaczęła, a ja przewróciłam się i schowałam twarz w poduszce. - Odpuściłaś go sobie, czyli sama nie weźmiesz, ale najchętniej rozwaliłabyś mu każdą znajomość z inną dziewczyną, ponieważ uważasz że jest twój i innej go nie oddasz. - wyjaśniła Camila.
- Czyli uważasz mnie za osobę bez serca, która się tylko nad sobą użala? - spojrzała na mnie wzrokiem, który wskazywał że nie chce tego mówić, ale tak jest. - Wiesz... Mówisz, że muszę walczyć to będę...
Podniosłam się i założyłam sandałki, po czym zbiegłam po schodach.
- Oj Fran... - dziewczyna próbowała mnie zatrzymać, bo nie wiedziała co planuje. Sama nie wiem, co planuje.
- Którego chcesz Rodrigo czy Pedro, ja wezmę drugiego? - na mojej twarzy z pewnością pojawił się chytry uśmieszek.
**Violetta**
Kiedy się obudziłam zauważyłam, że leżę na łódce na środku jeziora, a obok mnie był Leon. Oboje zupełnie nagi. Moje ubrania były suche, ale za chłopaka musiałam się sporo rozglądać, by zauważyć bluzkę pływającą kilka metrów od nas.
Z początku nie mogłam sobie przypomnieć jak się tu znalazłam i co się działo, ale powoli docierał do mnie każdy fakt dzisiejszej nocy i ze zdziwieniem przyjełam to, że mogłam mieć swój pierwszy raz na środku dużego zbiornika wodnego.
Szatyn podniósł się i spojrzał na mnie zaszkoczony.
- Co się stało? - zapytał przyglądając się bacznie sytuacji, w której się znajdujemy.
- Zrobiłeś striptiz tutaj. - odpowiedziałam przy okazji wybuchając śmiechem. Zaczęłam się ubierać i dodałam: - A potem sytuacja sama się potoczyła do tego, że nasze kontakty się pogłębiły.
- Ale co? - wyglądał jakby nie dochodziły do niego moich słów.
- To był głęboki kontakt. - powiedziałam, a on chyba już zrozumiał o co mi chodzi.
Gdy już byłam ubrana zauważyłam jak nerwowo rozgląda się dookoła.
- Gdzie moje ubrania? - podniosłam rękę i wskazałam na dryfującą bluzkę po wodzie. - Mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś, bo chyba po tym wszystkim będę musiał wrócić nago.
- Bawiłam się świetnie. - uśmiechnełam się zdejmując swoją spódnice. - Weź to załóż, będziesz miał się chociaż czym zasłonić. - spojrzał na mnie.
- A ty będziesz wracać w bluzce i bieliźnie? - zapytał i odsunął od siebie moje ubranie. - To ja już wolę wracać nago. Trzeba płacić za swoje pomysły albo będę łowił je.
- A czy widzisz tu gdzieś jakąś część swojej garderoby. - wskazałam palcem wskazującym w każdą stronę świata, a na wodzie było widać tylko unoszącą się bluzkę. - Załóż to, bo tylko ja mam prawo widzieć cię nago. - rozkazałam, wpychając mu spódnicę w ręcę. - Zakładaj, bo zabije każdą mijaną dziewczynę po drodzę, chłopaka, psa, kota, drzewo, krzak. - zaczeła wymieniać, kiedy chłopak ubierał moje ubranie. - Samochód, trawę, pójdę siedzieć przez ciebie. Czy ty to rozumiesz?
- Wyglądam w tym idiotycznie. - skomentował chłopak podnosząc się na łódcę w spódnicy z koła w kwiaty. - Tak w ogóle to gdzie są wiosła? - zapytał, a ja pokazałam na unoszący się na wodzie kawałek drewna. - No super. - zamruczał pod nosem. - Nawet wiosła nieoszczędziłem?
- Mnie się pytasz? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. - Ja Ci mówiłam byś się uspokoił, ale nie siedzę w twojej głowie. W ogóle w tamtym momencie zastanawiałam się czy coś tam siedzi.
**Camila**
Wraz z Francescą zmierzałyśmy w kierunku pokoju hotelowego, który wynajmowali Pedro i Rodrigo, fajnie że chłopcy też są z Buenos Aires, tylko obawiałam się, że po tym, co planuje moja przyjaciółka nie będą chcieli utrzymywać kontaktów. Nawet jako znajomy.
Chciałam się dowiedzieć, co ona wymyśliła, ale cały czas milczała i zachowywała się, jakby mnie obok nie było, ale musiała mnie zauważać, bo inaczej nie doszła by tutaj.
- Co planujesz? - przerwałam tą niezręczną ciszę, pytaniem prosto z mostu, a włoszka się zatrzymała, jakby zastanawiała się nad właściwą odpowiedzią. - Nie chcę byś zrobiła coś głupiego.
- Nie jestem dzieckiem. - odpowiedziała z przekąsem i usiadła na piasku na plaży. - Po prostu... Sama nie wiem, czego chcę. Chcę, by Marco cierpiał jak ja teraz.
- Myślę, że cierpi bardziej. - pogłaskałam ją po plecach i przysiadłam się koło przyjaciółki. - Przypomnę Ci, że to on był zdradzany i nie mógł czuć się zdrowo w tym związku.
- Ale nie musi się od razu pocieszać i zabawiać z jakąś blondynką. - rozpłakała się Francesca, a ja objełam ją ramieniem. - Zresztą... Ty wiesz, że go nie zdradzałam... To Luis mnie pocałował, on chciał wszystko rozwalić. Chciał, żebym płakała i mu się to udało. Nie wiem co sobie myślał. Że rzucę mu się wdzięczna w ramiona i podziękuje za rozwalenie mojego związku? In your eyes is... - wybuchła ochrypłym śmiechem, gdy tylko zaczęła to śpiewać.
- To było dawno temu. - uśmiechnełam się do dziewczyny. - Jeszcze za pierwszym razem jak daliście sobie szansę, teraz nie płacz. - powiedziałam, a ona nadal płakała. - Nie umiem pocieszać. Secretos entre melodias... Pamiętasz to?
- Tak, tak, tak. - odrzekła, ale nadal dało się zauważyć spływające łzy po jej policzkach.
Siedziałyśmy wtulone na plaży i trzeba było przyznać, że musiało to trochę dziwnie wyglądać, bo przechodzący obok nas odwracali się, by popodziwiać. Pewnie wyglądałyśmy jak para, ale nie rozumiem, czemu homoseksualność miała by być dla innych dziwna.
Sama nie mogę się ogarnąć, czego chcę. Myślałam, że jak nie mogę ogarnąć chłopców w moim wieku, to potrzebuje starszych, ale jak zobaczyłam Pablo latajacego za Angie to mi się znudziło. Może powinnam zmienić zainteresowanie płcią.
- Chyba przerzucę się na dziewczyny... - odezwała się Francesca, jakby myslała dokładnie o tym samym co ja. - Skoro nie potrafię sobie poradzić z chłopakami, może lepiej poradzę sobie z kimś mojej płci.
- Co nie? - zapytałam, potwierdzając jej hipotezę. - Byłoby to coś nowego i ciekawego. - pogłaskałam włoszkę po włosach. - Zresztą ty nie masz na co narzekac... Ja od zawsze jestem sama. - rozpłakałam się, a wtedy dziewczyna spojrzała mi w oczy.
- Wiesz co? - powiedziała, podnosząc się i podając mi rękę, bym wstała. - Nie mamy co się nad sobą użalać, bo jeszcze wpadnie nam coś głupiego do głowy. Zostaniemy feministkami albo się zejdziemy.
**Maxi**
Siedziałem na kanapie tuląc w ramionach Naty, która co jakiś czas wierciła się i kręciła, mrucząc przy okazji jak mały kotek, który przeciąga się leniwie na kominku, kiedy do środka weszli Violetta i Leon. Na widok ich dwojga od razu wybuchłem śmiechem. Chłopak stał tylko w spódnicy dziewczyny.
Musiała to być interesująca noc.
- Gdzie zgubiłeś ubrania? - zapytałem z chytrym uśmieszkiem na twarzy, a zżerała mnie ciekawość odpowiedzi tej dwójki. Szatynka zaczęła się nerwowo śmiać.
- W wodzie. - odpowiedział wymijająco Leon, a potem dodał: - Z rana wyszliśmy popływać no i chyba ktoś zabrał moje rzeczy.
- My tu jesteśmy całą noc i całe rano i nie usłyszałem byście wracali ani byście wychodzili. - powiedziałem, a Naty w moich ramionach przekręciła się, by zobaczyć Leonettę i wybuchła śmiechem.
- Chyba jesteśmy jedynymi, którzy czekają z tym do ślubu. - pocałował mnie w policzek.
- Ślub już niedługo. - powiedziała Violetta, podchodząc do Naty i coś szepneła jej do ucha, a potem zwróciła się do Leona. - Chyba nikt nie uwierzył w twoje kłamstwo, skarbie.
Usiedli koło nas na kanapie, Leon cały czas w spódnicy szatynki.
- Może byś się przebrał? - zasugerowała wypychając go do ich pokoju, a później odwróciła się do nas i dziwnie się uśmiechała. - Czyli czekacie do ślubu? - nie wiedziałem jak na to zareagowac, ale Naty kiwneła twierdząco głową. - A kiedy ślub, bo jeszcze zaproszenie nie dostałam, a na zaręczynach byłam?
- Właśnie! - zawołała moja narzeczona, wstając z kanapy i wbiegła po schodach do naszego pokoju, nawet nie miałem czasu, by się odezwać, kiedy wróciła z kremową kopertą. - Od razu dla ciebie i Leona.
Violetta szybko rozererwał papier, oddzielający ją od zaproszenia i zaczęła czytać, co tam jest napisane.
- Przecież to za trzy tygodnie! - krzykneła, a usłyszał to wracając szatyn i od razu podbiegł do swojej dziewczyny, jakby obawiał się, że mogło coś się jej stać. - Jak Wam udało się załatwić tak wczesny termin? Zdążycie ze wszystkim na czas? Przecież to sporo roboty! - wypytywała o wszystko, o to czy mamy już zamówiony tort, czy mamy już zamówiony tort, jaką mafię wynajeliśmy, by pozbyć się ludzi, którzy mieli mieć ślub w tym terminie.
- Nikogo nie musieliśmy wynajmować. - Naty położyła dłoń na kolanie dziewczyny. - Poprzednia para, która miała mieć w tym terminie ślub zrezygnowała, więc my przejeliśmy to miejsce.
- Nie boicie się, że to jakiś pechowy termin? - pytała przyjaciółka, a wszyscy wybuchli śmiechem, że wierzy w coś takiego, jak "pechowy termin". Chyba coś takiego nie istnieje.
- Mamy plan, jak połączyć Fran i Marco. - odezwała się Natalia. - Przez ten ślub.
- Oj, daj spokój. - machneła ręką Violetta. - Oni do tego czasu zdążą się pogodzić i pokłócić ze dwa razy. - wszyscy wybuchliśmy śmiechem, ale rzeczywiście. Miała z tym rację. - Wątpicie?
W momencie tego pytania do domku weszła Francesca i Camila, które się trzymały za ręcę, co z mojego punktu widzenia wyglądało jak przyjacielski gest, ale zauważyłem że dziewczyny siedzące obok mnie wyglądały, jakby coś ich wystraszyło, a Naty szepneła coś do Violi, na co ta kiwneła twierdząco głową. Chyba stwierdziły, że nasze przyjaciółki postanowiły stworzyć parę, w co ja szczerzę wątpiłem.
Po pierwsze - Camila zawsze szukała tylko chłopaka, a nie dziewczyny, a po drugie to wszyscy doskonale wiedzieli jak Fran mocno kocha Marco, więc chyba nie wykorzystałaby przyjaciółki, by on był zazdrosny?
- Chciałyśmy wam ogłosić coś bardzo ważnego. - zaczeła Francesca uśmiechając się do stojącej obok niej szatynki. - Stwierdziłyśmy, że będziemy razem chodzić.
- Nie żartujcie sobie! - zawołałem, a wtedy wszystko zdarzyło się tak szybko.
Włoszka przyciągneła do siebie Camile i ją pocałowała, a w tym momencie wszedł Dj, Diego i Marco, którzy wracali z zakupów. W jednym momencie meksykanin wybiegł stąd, a Francesca pobiegła za nim.
- To miał być żart. - uśmiechneła się dziewczyna, która nadal stała w drzwiach. - Chciałyśmy was nabrać, ale nie spodziewałyśmy się takiego obrotu sytuacji. - wytłumaczyła.
- Nas już nabrałyście. - powiedzieli chórem Naty, Violetta, Leon i Diego, a ten ostatni dodał:
- Widzieliście gdzieś Ludmiłe? - zapytał. - Czekam od wczoraj, by móc z nią porozmawiać, ale ona znikneła gdzieś i nigdzie nie mogę jej znaleźć. - powiedział wychodząc od nas.
- Chyba przerzucę się z tych telenoweli na normalne życie, bo dzieje się tu więcej niż w serialach. - stwierdził żartobliwie Leon. - Chyba poszukam Andresa, bo też go dawno nie było.
**Marco**
To było najgorsze co mogłem w swoim życiu zobaczyć. Zobaczyłem osobe, która wydawała mi się od zawsze najważniejszą dla mnie osobą, najcudowniejszym co mnie spotkało, która ledwo po naszym zerwaniu całuje się już z kimś innym. I to jeszcze z dziewczyną.
To jest dla mnie poniżenie, mimo że nie mam nic do homoseksualizmu, ale ktoś mógł ze mną chodzić z jakiegoś zlitowania, a tak na prawdę ciągneło go do innej płci to jest straszne.
- Zatrzymaj się! - usłyszałem zdyszany głos Francesci za swoimi plecami i tylko przyśpieszyłem tempa, a ona nadal biegła za mną. - Co ci nie pasuje? Nie jesteśmy już razem. - krzyczała, a ja z każdym słowem coraz szybciej szedłem. - Pies ogrodnika! - zawołała za mną. - Tak dziś mnie określiła Camila, ale to ty nim jesteś.
Nie zwracałem na nią uwagi i starałem sie utrzymać od niej w bezpiecznej odległość. Kiedy nie słyszałem już jej głosu zaniepokoiłem się i odwróciłem się w kierunku włoszki, która leżała kilka metrów ode mnie i wyglądał jak siedem nieszczęść.
Jakaś część mnie zmusiła mnie, że zawróciłem się w jej stronę, by pomóc dziewczynie.
Przysiadłem koło niej, a ona szybko oddychała i ledwo mogła złapać oddech.
- Dlaczego to robisz? - zapytała i w tym momencie złapaliśmy kontakt wzrokowy, ale nie na długo, bo podniosłem się i chwyciłem ją w ramiona. - Mogłabym tu zostać i umrzeć z przemęczenia.
- Nie umarłabyś. - odpowiedziałem krótko, a potem dodałem. - Może byś zemdlała, choć i w to wątpie.
- A ty jesteś lekarzem, by oceniać mój stan zdrowia? - zapytała i chyba chciała się wyrwać z moich objęć, ale była na prawdę bardzo zmęczona i nie udawało jej się to. - Super! - krzykneła, kiedy zdała sobie sprawę, że ma za mało siły. - No to mamy czas, by porozmawiać. Dlaczego mi nie ufasz?
- A dlaczego miałbym? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
- Dlatego, że za pierwszym razem, gdy cię zdradziłam to się przyznałam? - znów zaczeła się wiercić, ale na darmo. - A teraz cały czas zaprzeczam? To nie jest dziwne?
- Tomasowi też powiedziałaś o tym, ile razy jak byliście razem się ze mną całowałaś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz