Licznik wyświetleń :

sobota, 8 czerwca 2013

Historia Violetty xd cz.14

Dwa tygodnie później ...
**Leon**
Zbliżyłem się do drzwi wejściowych od domu Violi i chciałem już zadzwonić, ale w drzwi uchyliły się i zobaczyłem uśmiechniętą twarz dziewczyny.
- Znów w tym samym momencie. - uśmiechnąłem się, a ona pocałowała mnie w policzek. - Musimy iść na pocztę. - Chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę centrum miasta.
- Ale po co? - zapytałem zdziwiony, ale ledwo się objerzałem, a już staliśmy w jakiejś kolejce.
- Chce pomóc Francesce. - zwróciła się do mnie, kiedy zabierała paczkę z lady. - Ona we Włoszech, on w Argentynie. I jeszcze ten Carlos.... - urwała.
- Jaki Carlos? - chwyciłem Violettę za rękę, ale ta odwróciła wzrok. Nie chciała zdradzić przyjaciółki, a ja zastanawiałem się co ona mogła w innym kraju namieszać. - Violetta. - przyciągnąłem ją do siebie. - Kto to Carlos?
- Wiedziałam, że jak ja o tym wiem to to się wyda.. - wymamrotał szatynka. - Carlos to stary przyjaciel Fran, w którym się ona kiedyś kochała. - dziewczyna zaczęła bawić się pasmem włosów. - Czuje się współwinna temu wszystkiemu.
- Co? - nie rozumiałem o co chodzi. - Powiedz, co Francesca zrobiła.
- Oj, ona go pocałowała. - odpowiedziała mi, a potem posmutniała. - A potem jak usłyszała mój wykład o adrenalinie to to się nie raz zdarzyło.
- Nie rozumiem jednego... - spojrzałem na paczkę, którą trzymała w dłoniach. - Po co szliśmy na pocztę?
- To prezent. - Violetta pogładziła pudełko. - Dla Marco.
- A dlaczego ty się interesujesz bardziej ich związkiem niż naszym... - wypaliłem to niechcący. Zastanawiało mnie to, ale nie chciałem jej o to pytać.
Jesteśmy ze sobą już od dawna, ale nic ostatnio razem nie robimy. Widzę, że bardziej ją interesuje, żeby nie rozpadł się związek jej przyjaciółki niż jej samej.
- My nie przeżywamy żadnego kryzysu...
- Właśnie, że przeżywamy. - przerwałem jej i skrzyżowałem ręcę na piersiach. - Bardziej Cię interesuje zajmowanie się ich związkiem niż naszym.
- Nie sądziłam, że tak to widzisz. - dotkneła mojego ramienia, ale ja się odsunełem. Zauważyła, że powinniśmy coś razem robić, dopiero jak zwróciłem jej uwagę.
Zbliżyła się do mnie i próbowała mnie pocałować.
- Daj mi się zabrać w jedno miejsce.  - popatrzyłem na nią błagalnym spojrzeniem.
- No dobra... - wymamrotała niepewnie. - Ale nie dzisiaj.... Obiecałam Francesce, że przyniosę to - podniosła do góry pakunek.  - Wybaczysz mi tym razem?
- Oczywiście. - zbliżyłem się do dziewczyny i ją pocałowałem.

**Francesca**
Kolejna z niespodzianek Carlosa. Zabrał mnie na to boisko, na którym zawsze się bawiliśmy jak byliśmy mali. Wróciło z tym miejscem sporo wspomnień.
- Dlaczego tu przyszliśmy? - zapytałam nieświadoma tego co planuje.
- Chodź za mną, a zobaczysz. - pociągnął mnie w stronę rozległej polany nie daleko miejsca, gdzie zawsze grałam z nim w piłkę.
Na miejscu był już rozłożony koc i jedzenie. Piknik. No w sumie... Czemu nie.
Usiadłam i zaczęła przyglądać się chłopakowi, który coś wyjmował z koszyka. Dlaczego jego czarne włosy wywołują u mnie wyrzuty sumienie. Marco miał takiego samego koloru włosy. To nie jest jednak powód do wyrzutów. Nie robię nic złego spotykając się z nim.
Odwrócił swój wzrok w moją stronę, a mnie zalała fala czerwoności. Zarumieniłam się, a chłopak od razu to zauważył i wybuchł śmiechem. Nie mogłam skupić swoich myśli na niczym innym, niż na moim chłopaku, którego zdradzałam tyle kilometrów dalej.
- To dla Ciebie. - przysunął małe czarne pudełeczko teoretycznie pod mój nos. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nie wiedziałam, co się tam kryję. Nie wiedziałam, jaka będzie moja reakcja, jak zobaczę co się tam kryję.
- Dla mnie? - zapytałam i niepewnie otworzyłam swój prezent. W środku zobaczyłam kolczyki z białego złota. - To było drogie...
- Daj spokój. - chwycił mnie za dłoń i zaczął jeździć po niej palcem. - Zarabiam, a tak w ogóle. Twój uśmiech jest droższy niż ten prezent, a widzę go codziennie.
To był impuls. W jednym momencie rzuciłam mu się na szyję, a w drugim odsunełam się od niego i uderzyłam go "z liścia". Nie mogłam tego robić. Dłużej nie!
- Mam chłopaka.
- Co? - wyglądał na zaskoczonego tym, co mówię, ale stwierdziłam, że może dzięki temu on się opamięta, co doprowadzi, że i ja będę musiała. - Zresztą... Wcześniej to Cię nie interesowało, to czemu teraz.
- Dlatego, że przyjechałam tu do chorej babci, a nie by miziać się z moją dawną miłością. - podniosłam się ze swojego miejsca. - Mimo wszystko. Będę mu wierna.
- Jak już się całowaliśmy tyle razy od twojego przyjazdu to taka wierna nie jesteś.
Ma rację. Jestem podła. Marco chciał ze mną tu przylecieć i być przy mnie, jakbym płakała nawet przy babci. Ja zamiast siedzieć przy chorej kobiecie biegam po łąkach z Carlosem.
Poczułam jak zimna dłoń chwyta mnie i odwraca w swoją stronę.
- Weź chociaż swój prezent ode mnie. - wsunął mi pudełko do ręki i odepchnął, a ja byłam w szoku i wywróciłam się. Następnie rzuciłam w niego pudełeczkiem.
- Nie wezmę. - krzyknełam na przyjaciela. - Jakbym wzieła to to by mnie do czegoś zoobowiązywało. Przyjaciel nie dałby czegoś takiego przyjaciółce.

***Marco***
Siedziałem na komputerze i przeglądałem zdjęcia moje i Francesci. Tęsknie za nią. Za jej uśmiechem. Jej dotykiem. Jej rozkazami. Za  nią całą.
Usłyszałem dzwonek do drzwi, a w nich stała Violetta i Leon z jakimś pudełkiem w ręku.
- Możemy wejść? - zapytałam szatynka, a ja zaprosiłem ich do środka. Dziewczyna szybko podbiegła do mojego komputera i zadzwoniła do Francesci.
- O co chodzi? - przyglądałem się wszystkiemu z przerażeniem. 
- Niespodzianka! - krzykneła włoszka z komputera, a Viola podała mi pudełko. - To taki prezent.... Ode mnie. Z okazji naszej miesięcznicy. Przyszedł trochę za wcześnie z Włoch, ale w takim celu. Viola nie mogła wytrzymać i chciała Ci go dzisiaj przekazać.
- Czyli... - zacząłem i popatrzyłem w monitor. - Nie wracasz jeszcze?
Usłyszałem jak przychodzi sms do brunetki. Popatrzyła na telefon westchneła i zwróciła się do mnie.
- Wiesz co.... - powiedziała, jeszcze chwile się zastanawiając. - Wsiadam w najbliższy samolot do Argentyny i jutro się widzimy. Akurat będę mieć jeszcze trzy dni do początku roku.
Jej telefon zaczął dzwonić. Spojrzała na wyświetlacz i znów się do mnie zwróciła.
- Cieszysz się?
- Czemu nie odbierzesz? - wydawało mi się dziwne jej zachowanie.
Włoszka od nie chcenia podniosła słuchawkę i powiedziała:
- Carlos, nie mogę teraz rozmawiać. - odwróciłem się w stronę Violetty, która wybiegła z pokoju, a Leon za nią. To było dziwne. Wsłuchałem się w rozmowę mojej dziewczyny, która szybko się zakończyła. - Nie mam teraz czasu. Już się nie spotkamy. - zrobiła przerwę i słuchała tego co ktoś do niej mówił. - Wracam do Argentyny. - zakończyła rozmowę, a potem zwróciła się do mnie. - Stary znajomy... - powiedziała speszona i zaczęła się rozglądać, co spowodowało, że wiedziałem - ona mnie okłamuje.
- Kto to Carlos? - zapytałem, a dziewczyna zadała inne pytanie, udając że nie usłyszała mojego.
- A gdzie Leon i Viola?
- Wyszli. - wkurzyłem się, że nie ma odwagi powiedzieć mi prawdy. - Wiesz, że tym sie pogrążasz. Powodujesz, że wiem że mnie okłamujesz. Kto to Carlos?
- Mówiłam.... - zawahała się. - Stary znajomy.
Podniosłem się z miejsca, na którym siedziałem. Krążyłem po pokoju nie mogąc znaleźć słów, by nie wybuchnąć złością.
- Znoszę wszystko. - machałem rękoma, aż w końcu położyłem je na głowie. - Jak mną rządzisz. Rozkazujesz. Nie zniosę jednak tego, że mnie okłamujesz.
- Jesteś pewien, że zniózłbyś wszystko? - przeczesała włosy, a ja usiadłem na siedzeniu przy komputerze. Kiwnąłem twierdząco głową, a ona spojrzała w sufit. - Pocałowałam go.
- Co? - był to dla mnie szok.
- Gorsze, że nie raz. - po jej policzkach zleciały łzy. - Ale zakończyłam to.
Kliknąłem guzik na komputerze i zakończyłem połączenie.

**Violetta**
Szliśmy z Leonem w milczeniu wzdłuż stawu w parku. Nie odzywał się do mnie. Myślał nad czymś i nie reagował na moje zaczepki. Postanowiłam, że sama poczekam aż zwróci się do mnie.
Zatrzymał się przy pewnym drzewie i oparł się na nim dłońmi. Pokręcił przecząco głową, a potem spojrzał na mnie.
- Mówiłaś coś, że jesteś współwinna temu, że Francesca zdradzała Marco. - pokręciłam twierdząco głową. Obawiałam się nad czym się tak zastanawia. - Coś z adrenaliną. Nie wiem, może uważasz, że jest fajna adrenalina kiedy się kogoś zdradza i....
- Nie zdradzam Cię. - szybko mu zaprzeczyłam.
- Sam nie wiem, czemu tak pomyślałem. - popatrzył w niebo i rozłożył ręce. - Może dlatego, że nie chcę by nas związek się rozpadł. - nie wiem sama czemu, ale zaczełam płakać.
Chłopak szybko to zauważył i dotknął mojego policzka ocierając łze.
- Dlaczego płaczesz?
- Ponieważ mi nie ufasz? - odpowiedziałam mu pytaniem na pytanie, a on mnie objął.
- Ufam. - powiedział, a ja stwierdziłam, że nie mam co się nad sobą użalać. - Ale ta chwila robi się bardzo ckliwa.
- No i? - spojrzałam na niego spode łba.
- Nic, nic. - poklepał mnie po głowie.

**Camila**
Siedziałam w studiu i rozpakowywałam swoje rzeczy na biurku, które niedługo będzie moje. Będę nauczycielką. Kto by się tego spodziewał? I to jeszcze aranżacji scenicznej.
Spojrzałam na zdjęcie, które miał wśród kartonów z rzeczami do mojej sali. Nie wiem jak ono się tam zaplątało. Byliśmy tam my. Całą grupką. Uśmiechnięci.
Przyłożyłam je do piersi i zaczęłam się kręcić w kółko. Sama nie wiem czemu. Byłam szczęśliwa, że mimo wszystko zostaniemy razem.
Drzwi się uchyliły, a ja wywróciłam się jak długa na ziemię. Mężczyzna od razu do mnie podbiegł i pomógł mi się podnieść. Wtedy nasze oczy się spotkały i wydawało mi się, że coś poczułam.
- Wszystko w porządku? - zapytał z chyba nie udawaną troską w głosie.
- Tak, tak. - odpowiedziałam puszczając mężczyznę i znów się wywróciła, po czym wybuchłam śmiechem. - Trochę rozkojarzona jestem, jak myślę, że miałabym uczyć innych.
- Każdy z nas to kiedyś przechodził. - uśmiechnął się i zerknął na zegarek. - Przepraszam Cię, ale jestem już spóźniony. - powiedział, podbiegając do drzwi, które przy jego popchnięciu wywróciły stojącego za nimi Dj'a.  - Przepraszam, - podał mu rękę.
- Już lepiej biegnij jak się tak śpieszysz. - zawołałam. - Ja mu pomogę wstać.
Mężczyzna wybiegł, a Dionisio nadal siedział na podłodze.
- Dlaczego nie wstajesz? - zaśmiałam się, a chłopak nie podnosił.
- Powiedziałaś, że mi pomożesz.
- Rączki i nóżki zdrowe masz to sam jesteś w stanie wstać. - powiedziałam podając mu rękę, by się podniósł, a chłopak pociągnął mnie, że wylądowałam obok niego. Szturchnełam go delikatnie. - Ja Ci chcę pomóc, a ty tak mi się odpłacasz.
Nasze twarze się zbliżyły, ale ja odwróciłam głowę w inną stronę.
- Będę uczyć! - stanęłam dumna jak paw.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz