Licznik wyświetleń :

piątek, 21 czerwca 2013

Historia Violetty xd cz.25

**Violetta**
Spojrzałam na zmartwioną przyjaciółke i przyciągnełam ją do siebie z całej siły, by ją pocieszyć. Spoglądała na test ciążowy trzymany w dłoniach i kręciła nim, martwiąc się, co będzie.
- Nie martw się. - pocieszałam dziewczynę i pogłaskałam po plecach. - Będzie dobrze?
- Myślisz? - odsuneła się i starła łzy z policzków.
- Myślę.. - powiedziałam , a następnie wepchnełam ją do toalety. - Zrób ten test i będziesz pewna jak jest. - usłyszałam jak drzwi się zatrzaskują i już jej nie widziałam.
Ku mojemu zdziwieniu w jednym momencie w salonie pojawili się wszyscy przyjaciele, a ja przygryzłam niższą wargę i zastanawiałam się, jak ich wyrzucić stąd, ponieważ nie znałam reakcji Francesci po zobaczeniu wyniku. Może się wkurzyć i wyjść z krzykiem, a wszyscy będą patrzeć na nią jak na wariatkę.
Koło mnie stanął Dj.
- Toaleta zajęta? - zapytał, a ja kiwnełam twierdząco głową. Chłopak westchnął i stanął koło mnie, a wtedy drzwi się otworzyły i wybiegła z nich szczęśliwa włosza.
Nie zauważyła naszych przyjaciół, tylko podbiegła do mnie i rzuciła się na szyje.
- Jak mi ulżyło. - zawołała, a wszyscy wybuchli śmiechem i dopiero teraz zauważyła, że nasi przyjaciele siedzą w salonie. Przeczesała włosy i przełkneła ślinę. - No co? Nigdy się nie cieszycie po wyjściu z toalety.
- Fran... - szturchnełam przyjaciółkę w rękę i szepnełam do ucha: - Gdzie test? Powinnyśmy go wyrzucić na zewnątrz, a nie tu do śmietnika w toalecie, bo może ktoś zauważyć.
- O boże! - krzykneła brunetka i zaczeła walić w drzwi: - Otwieraj! Muszę wejść!
-  Żeby sobie ulżyć? - zapytał Andres, a to zabrzmiało dwuznacznie, co zauważyła brunetka i odwróciła się w jego stronę, by go uderzyć, ale ją zatrzymałam, chwytając za nadgarstki. - Przepraszam... Tylko żartowałem. - uśmiechnął się brunet. - Nie sądziłem, że się wkurzysz. Na prawdę przepraszam.
Drzwi otworzyły się, a zza nich wyszedł Dj, po czym Francesca od razu wbiegła do toalety, a chłopak podszedł do reszty i przy stoliku kawowym coś im pokazał, a ja podeszłam, by zobaczyć, co on ma. Zdałam sobie sprawę, że to test z wyraźnie widoczną jedną kreską. Zastanawiałam się, jak oni to zinterpretują.
Nikt nie zdążył nic powiedzieć, ponieważ włoszka  podbiegła do nas, wyrwała mu to z ręki i wbiegła po schodach do pokoju. Chciałam za nią iść, ale zatrzymał mnie Marco, który sam ruszył za nią.
- Dlaczego mi nic nie powiedziałyście? - spytałam oburzona Camila i usiadła po turecku na kanapie, krzyżując przy okazji ręcę na piersi. - Myślałam, że sobie ufamy. - zrobiła smutną minę.
- Ufamy. - pogłaskałam ją po plecach. - Nie było cię, więc postanowiłyśmy to same sprawdzić... Zresztą... Jakby wyszedł pozytywny to byś jako pierwsza o tym się dowiedziała. - przytuliłam ją, a ona się uśmiechneła. Podniosłam się i zobaczyłam obrażoną minę Leona.
- A tobie co się stało? - zapytałam i usiadłam mu na kolanach, po czym pocałowałam go w policzek.
- Nic. - odpowiedział, już wesoły. - Chciałem byś mnie pocałowała. - połaskotał mnie, a potem przytulił.
- Ej... - wdarła się Ludmiła w nasze czułości. - Powinniśmy się już pakować. Jest niedziela, a z tego co pamiętam to wszyscy jesteśmy nauczycielami i jak nas tyle nie będzie to kto nas zastąpi.
Wszyscy stwierdziliśmy, że ma rację i ruszyliśmy się pakować, w czym bardzo przeszkadzał mi Leon, który co chwilę zachodził mnie od tyłu i ściskał mocno, aż za którymś razem się wywróciliśmy, a z mojej walizki wyleciały wszystkie ubrania i musiałam zaczynać od nowa.
- Im szybciej to skończę, tym szybciej zajmę się tobą. - odwróciłam się do niego i pogłaskałam po policzku, a chłopak mnie pocałował, co prawie wyrwało mój zdrowy rozsądek powodując, że się w tym zatracę i nie będę pakować.

**Francesca**
Jak zawsze siedząc w samochodzie chłopaka nałożyłam okulary przeciwsłoneczne, po czym zamknełam oczy i oddaliłam się od wszystkiego, co działo się wokół, aż odezwał się Marco:
- Powiesz mi o co chodzi? - zatrzymał pojazd, a ja otworzyłam oczy i zobaczyłam, że stoimy na poboczu. Zdjełam okulary i zerknełam na chłopaka, który czekał na odpowiedź. - Jesteś w ciąży? Ja jestem ojcem?
Ostatnie pytanie bardzo mnie uraziło, co spowodowała, że wysiadłam i stanełam tyłem do niego, przyglądając się jak radośnie tańczy trawa w ramionach delikatnego wiatru, który wiał.
- A co Cię to obchodzi? - poczułam jego ręcę w talii i lekko drgnełam, ale postanowiłam udawać, że jego dotyk nie robi na mnie żadnego wrażenia. - W końcu... To nie ty możesz być ojcem.
Wydawało mi się, że musnął moje włosy wargami, ale nadal nie odwracałam wzroku w jego stronę, bo nie mógł zobaczyć jak bardzo jestem zdenerwowana. Mogłoby się też okazać, że jakbym się odwróciła to rzuciłabym mu się na szyję a tego nie chciałam.
- Ale myślę, że jestem... - na mojej twarzy pojawił się grymas i trochę się skrzywiła, odsłaniając szyję, którą zaczął całować, co muszę przyznać, ale bardzo mi się podobało, więc postanowiłam nie odsuwać się, tylko dalej prowadzić rozmowę. - Czyli jesteś w ciąży? Bo tak mi się wydaje... - pomasował mnie po brzuchu.
- Być może. - powiedziałam i uśmiechnełam się sama do siebie z tego, co robię i jak unikam odpowiedzi na jego pytanie. - Ale myślę, że powinniśmy już wracać, bo nasi przyjaciele czekają.
- Przecież ci się podoba, to po co przerywać? - zapytał, a ja odsunełam się od niego i wsiadłam do samochodu, nakładając okulary i rozłożyłam dach, aby mieć jak się opalać. Rozłożyłam nogi przed sobą.
- Tak, podoba mi się dzisiejsza pogoda.
Nagle do mojej głowy przyszło, że to może być tylko moje wyobrażenie, ponieważ często myślę, że jestem taka sprytna, a to dzieję się tylko w mojej wyobraźni.
Stwierdziłam, że w takim razie mogę się zabawić.
Wyszłam i stanełam przed nim, a on patrzył się na to, co zrobię.
Przybliżyłam się do niego i pocałowałam, a po moim ciele jak zawsze rozeszła się fala rozkoszy, objawiając się w postaci dreszczy, ponieważ trzęsła się cała przy każdym jego dotyku.
Odsunełam się i nie mogłam złapać oddechu więc usiadłam na drzwiach od samochodu, gdzie wcześniej opuściłam szyby.
Chłopak zblizył się i ujął moją twarz w dłonie, a następnie musnął wargami moje usta i schodził w pocałunkach coraz niżej, a ja zdjełam z siebie bluzkę, uznając ją za nieprzydatny w tym momencie dodatek.

- Nie będzie Ci chłodno? - usłyszałam głos, który wybudził mnie ze snu, a ja poczułam się głupio i od razu się ubrałam i trochę zarumieniłam. - Co od razu taka czerwona? Widziałem cię już bez bluzki.
- Dziękuje, bardzo mnie pocieszyłeś. - uśmiechnełam się krzywo i dodałam: - Chciałeś mi przez to przekazać, że jestem łatwa i przed każdym się rozbieram? - skrzyżowałam ręcę na piersi.
- Nie sądzę... - odpowiedział i wpatrywał się na drogę, nie odwracając na mnie wzroku, ale wiedziałam, że mi się przygląda inaczej nie spostrzegłby od razu, że się rozebrałem. - Dlaczego zawsze uważasz, że mam o tobie tak kiepskie zdanie?
- A nie masz?  - rozłożyłam się w fotelu i czułam jak słońce zaczyna działać na moją skórę.
- Nie. - mruknął i chyba go miałam ledwo, co usłyszeć. - Zauważyłem wynik testu. - zmienił temat, a ja podniosłam okulary, które znalazły się teraz na moich włosach. - Negatywny. Zastanawiam się tylko, po co go robiłaś. Masz jakieś przypuszczenie, bo wiesz... Jest możliwość, że źle go wykonałaś.
- To nawet tego nie umiem? - syknełam wkurzona.
- I znów odbierasz to jako atak...
- Bo to był atak! - przerwałam mu i zauważyłam jak bardzo się do niego zbliżyłam, kiedy na niego krzyczałam. Trochę mnie to speszyło, ale by nie wyglądało, że się przestraszyłam nie oddalałam się, aż sam mnie nie pogonił.
- Ja tu prowadzę! - zawołał, po czym  zakomendował: - Usiądź.

**Violetta**
Szperając po swojej torebce znalazłam telefon Leona. Jakaś część mnie rozkazała mi do niego zajrzeć i przejrzeć jego zawartość, natknełam się na zdjęcia jakiejś dziewczyny, która nie była mną.
Czekałam przed hotelem dla nauczycieli, aż przyjedzie samochód chłopaków i będę mogła mu zrobić awanturę, ponieważ nie wiem kto to jest. Nigdy mi o niej nie mówił.
Kiedy zauważyłam, że chłopaki podjechali poprosił każdego, czy mógłby odnieść nasze rzeczy, ponieważ mam ważną rzecz do przedyskutowania z Leonem. Nasi przyjaciele popatrzyli się po siebie i na ich twarzach pojawiły się dziwne uśmieszki, po czym się zgodzili.
Szłam z Leonem ścieżką, która prowadziła do lasu w milczeniu, a kiedy chłopak próbował mnie przytulić odsunełam się od niego natychmiast, co zdziwiło go od razu i zatrzymał mnie, chwytając za nadgarstek.
- O co chodzi? - zapytał, wpatrując mi się w oczy, a ja spuściłam wzrok, ponieważ bałam się, że jego spojrzenie odbierze mi odwagę, by zakończyć to wszystko.
- Masz. - podałam mu telefon, który odblokował i zauważył, że jest na zdjęciu dziewczyny. Uśmiechnął się do siebie, pewnie cieszy się na jej widok, a potem pogłaskał mnie po policzku, na co ja cofnełam się o kilka kroków w tył. - Kim ona jest? I kim jest ta Noemi, z którą tak często piszesz? - zapytałam prosto z mostu, nie ukrywając, że to o nią mi chodzi i że to dlatego jestem zła. Wybuchł śmiechem. - To takie zabawne?
- Tak. - przybliżył się do mnie, a ja od razu cofnełam się. - Dobra... - zaczął swoją wypowiedź i zatrzymał się w bezpiecznej odległość, bo zauważył że nie chcę, by był blisko mnie. - Widzę, że się obraziłaś.
- No, a ty byś się nie obraził, gdybym ja kolekcjonowała zdjęcia jakiegoś chłopaka? - ręcę schowałam w kieszeniach i starała nie patrzeć mu się w oczy, ale dumnie wpatrywałam sie przed siebie. - Jeszcze dwie masz na boku... - mruknełam, a on się zaśmiał. - Co w tym zabawnego?! -  wybuchłam i krzyknełam tak głośno, że ptaki zaczęły uciekać w obawie przed atakiem i dobrze postąpiły, bo ja już prawie wybuchałam.
- Na zdjęciach jest Noemi. - powiedział, ale chwilę potem się uciszył.
- Czyli ta Noemi, z którą piszesz, która nazywa cię "Misiem" i dziewczyna ze zdjęć to jedna osoba? - zapytałam, a mu już nie było do śmiechu.
- Oj, daj spokój. - podszedł do mnie i chciał pogłaskać, ale ja znów zrobiłam kilka kroków w tył. - Noemi to przyjaciółka. Znamy się praktycznie od zawsze. Nasze mamy poznały się w szpitalu, jak były w ciąży.
- Romantycza historia. - stwierdziła krótko.
- Violetta... - zaczął cicho i znów chciał się przybliżyć. - My chodzimy po prostu razem na sesję, zdjęcia sobie robimy. Ona też ma sporo moich. - strasznie mnie wkurzył fakt, że ona kolekcjonuje jego zdjęcia, a on jej. - A to "Misiu" to wzieło się od ról w przedstawienie w szkole podstawowej.
- Czyli ty grałeś misia, a ona pszczółka? - zapytałam ironicznie przypominając sobie, jak się nazywali.
- Tak. - odpowiedział, a ja wybuchła śmiechem. - No, Viola... - znów próbował do mnie podejść, a ja cofnełam się i wylądowałam w rzece płynącej nieopodal. Od razu do mnie podbiegł i chciał pomóc, jednak nie przyjełam jego dłoni.
Sama wstała i ruszyłam w stronę hotelu, a szatyn poszedł za mną. Odwróciłam się do niego i rzekłam:
- Leon... To koniec... - popłakałam się i odwróciłam do niego przy okazji na pożegnanie pokazując środkowy palec.
- A gdzie będziesz mieszkać? Wrócisz do ojca? - dopytywał nie miejąc nic na swoją obronę.
- Camila i Francesca dzielą pokój to mnie przeżyją. A jak nie to mam jeszcze Ludmiłe i Naty. Może któreś mnie przyjmą. - odpowiedziałam i szybkim krokiem pobiegłam w stronę hotelu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz