**Francesca**
Miotałam się w jego ramionach, aż mnie wypuścił. Usiadłam na trawię, która była wszędzie i położyłam głowę na dłoniach. Jak on może w ogóle mi nie ufać? Jeszcze mówi takie słowa, jakbym była puszczalska i nie można mi ufać. Ja też chcę być kochana. Ja te chcę umieć kochać, ale na razie wygląda na to, że mi to nie wychodzi. Mógłby mnie nauczyć tego, a nie od razu mnie skreśla.
- Nie powiedziałam mu... - odpowiedziałam na wcześniej zadane pytanie, a po moim ciele przeszły dreszcze, które sprawiły że dopiero wyczułam prawdę o sobie. - Ale to nie jest ważne. Nie porównuj tamtego do tego, co nas łączyło.
- A co nas łączyło? - wdarł się w moje słowa, z czymś co wbiło się we mnie jak tysiąc sztyletów jednoscześnie i rozdzieliło mnie na małe, słabe kawałeczki, które nie mogły, bądź nie wiedziały co robić. - Mi się wydaje, że nic. Związek oparty na kłamstwie nie może istnieć, a stworzyło go kłamstwo.
- Powtarzasz się... - warknełam na niego, ale to było celowe. Miało zabrzmieć łagodnie. - Mówiłeś już to za poprzednim razem. Nie rozumiesz, że to że cały czas się rozstajemy, a potem schodzimy to jest znak... - przełknełam ślinę i podniosłam wzrok na niego, tak że widziałam idealnie jego oczy, a on tym razem się nie odwracał. - To jest! Mimo wszstko! Mimo mnie! Mimo tego jak okropna jestem! Mimo, że zdradzam! Mimo, że nie panuje nad sobą! Mimo, że tobą rządzę! Mimo, że chce być silniejsza! - chłopak przykucnął koło mnie i zbliżył swoją twarz do mojej, a ja dalej uparcie wymieniałam. - Mimo, że jestem samolubna. - czułam już oddech chłopak. - Mimo, że jesteś wspaniały i tak o mnie dbasz.
Marco przeczesał moje włosy i sprawnym ruchem przyciągną mnie do siebie, a nasze wargi spotkały się w namiętnym pocałunku, co w mojej głowie zmieniło sie w szalony taniec zmysłów, z czego każdy wyczulił się na niego.
Po moich myślach plątała się masa opisów tej sytuacji, ale za każdym razem sprowadzało się to do namiętności, jaką wyczuwałam z każdego jego dotyku. Mój umysł się nim żywił i doskonale w tym momencie wiedziałam, że to miłość mojego życia, mimo ciągłych sprzeczek - zawsze sprastamy rzuconemu zadania, bo na tym chyba będzie polegać nas związek.
Ktoś tam na górze doskonale bawi się naszymi rozterkami, mając przed sobą swoją własną telenowele, a ja też się w nią wczuwam jak główna bohaterka.
Nigdy nie czułam się w pełni kochana, tak jak teraz. W ramionach Marco. Zawsze wiedziałam, że rodzice mnie kochają, ale to nie była ta miłość, która była mi potrzebna do życia. Zresztą od niepamiętnych czasów wydawało mi się, że to Luca jest ich kochanym synkiem, a ja nie udanym wyrobem, które najlepiej by było usunąć.
Chłopak zawsze miał lepsze wyniki w nauce, zawsze był lepsze, we wszystkim. Cieszyłam się, kiedy odkryłam w sobie pasję do muzyki, bo było to coś, co dzieliło mnie od brata, jednak i ten musiał znaleźć w sobie taki talent.
Dopiero, kiedy zobaczyła moich rodziców, stojących przed sceną, na której występuje i bijących brawo po moim występie zdałam sobie sprawę, jak bardzo się cieszą, że mnie mają.
Mam ten widok nawet przed oczami.
Tłum rozwrzeszczanych dzieciaków, które czekają by zobaczyć całe przedstawienie i wśród szykujących się do występu osób byłam ja.
Znajdując się na scenie, przed masą ludzi nie wiedziałam, czy podołam zadaniu, które zostało mi powierzone, ale z sekundy na sekundę
melodii coraz bardziej mnie ponosiło tak, że przy pierwszy dźwięku przeze mnie wydanym, pierwszym słowie, na sali rozległy się wiwaty, a ta moc sama mnie poniosła, że mój występ został uznany za jeden z najlepszych fragmentów wieczoru.
- Nad czym się zastanawiasz? - z moich rozmyślań wyrwał mnie niosący mnie Marco i dopiero sobie zdała sprawę, że to co się działo było tylko moim złudzeniem i fragmentem mojej wybujałej wyobraźni. - Nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie. - dodał po chwili, gdy nadal milczałam, a ja wywróciła oczami.
- Na prawdę to dla ciebie takie ważne? - chłopak kiwnął twierdząco głową, a westchnełam głośno. - Myślę, że nie powinno być. Nie powiedziałam Tomasowi o ani jednym naszym pocałunku podczas tamtego nieudanego związku, a wiesz dlaczego? - zapytałam się i starałam zwrócić jego uwagę, aby spojrzeć mu w oczy, jednak nie uraczył mnie swoim spojrzeniem, tylko dalej szedł przed siebie. - Dlatego, że nie obchodził mnie w ogóle, bo miałam ciebie.
Marco postawił mnie naprzeciw siebie, a ja w końcu mogłam złapać kontakt wzrokowy. Starałam się utrzymać w miejscu, w ktorym stałam, ale było to ciężkie, ponieważ kręciło mi się w głowie. To nie był najlepszy pomysł, by biegać w taki upał.
- Wiesz, że bardzo chciałbym ci wybaczyć i być z tobą. - pogłaskałam go po policzku, a kiedy on przybliżał swoją dłoń do mojej myślałam, że ją odepchnie, ale zamiast tego on dalej kontynuowałam gest. - Ale nie mogę cię blokować na prawdziwą miłość jaka z pewnością spotka cię w życiu.
- Już mnie spotkała. - uśmiechnełam się. - Dlatego nie mogę jej wypuścić tak łatwo. - położyłam drugą rękę mu we włosach i przyciągneła go do siebie, co złączyło nas w pocałunku.
**Tomas**
Siedziałem na swoim łóżku i nie mogłem uwierzyć w to, że Ludmiła ze mną zerwała tylko, dlatego że ją zdradzałem. Przecież taki chłopak jak ja nie może się przytrafić drugi raz, więc trzeba chwytać rękami i nogami i nie wypuszczać.
Jechałem swoim samochodem w kierunku domku, w którym mieli teraz znajdować się moi znajomi. Adres wyłudziłem przez telefon od Andresa, mówiąc że jestem dalekim kuzynem Marco i chciałem go zobaczyć, a nie ma go w Buenos Aires. Chłopak z początku nie dał się nabrać, ale jak mu powiedziałem że obiecałem przywieźć kuzynowi dużą pizzę, uznał to za prawdopodobne i podał mi adres.
Gdy zatrzymałem się pod miejscem ich pobytu miałem tylko nadzieję, że moje światło nie porazi ich i nie zauważą, że przyjechałem.
Kiedy wybiegający z domku Diego mnie nie zauważył stwierdziłem, że doskonale maskuje swoją boskość oraz że muszę go śledzić, bo tylko on doprowadzi mnie do Ludmiły.
Chłopak zmierzał w kierunku jakiegoś klubu, a ja stwierdziłem że przy okazji mogę się zabawić, a dziewczyna poczeka chwilę na moją niesamowitość, jednak moim oczom ukazał się straszny widok.
Diego mówił coś do Ludmiły, pijącej drinka, a ona z chwili na chwile coraz bardziej się uśmiechała i rumieniła. Usiadłem bliżej, by cokolwiek usłyszeć i dla zamaskowania założyłem okulary przeciwsłoneczne.
- Jesteś najcudowniejszym, co mnie spotkało. - powiedział brunet i przy okazji przysunął się do niej, a ta wydawała się zauroczona tanim tekstem chłopaka, który niczym nie równał się z moim "Uważaj, złotko bo Tomasek cię złapie nim wpadniesz w błotko" czy innymi z serii na podryw. - Kocham cię od praktycznie, kiedy cię poznałem, ale dopiero teraz odważyłem się to powiedzieć.
Blondynka jak głupia rzuciła się mu na szyje, a potem go pocałowała.
Wiedziałem, że muszę wkroczyć do akcji, ponieważ ona jest moja, a ten bezprawnie jej dotyka i myśli, że może sobie na zbyt wiele pozwolić po zwyczajnym "Kocham cię".
- Czemu tak piękna dama całuje takiego chama? - rzuciłem jeden ze swoich tekstów, a Ludmiła od razu odskoczyła od razu od gbura obok. - Dlaczego mnie zdradzasz jak mnie chwilkę nie ma?
- To ty mnie zdradzałaś, przypominam ci! - krzykneła i ruszyła stronę wyjścia, a ja chciałem iść za nią, ale ktoś chwycił mnie za nadgarstek i wykręcił mi rękę. Odwróciłem się i oczywiście moim oczom ukazał się amant mojej dziewczyny, który patrzył złowrogim wzrokiem.
Chciałem być odważny, ale przez nie uwagę ssikałem się w majtki, na co on wybuchł śmiechem.
- Nie rań jej więcej. - Zagroził mi, wymachując przy okazji gestykularnie palcem, po czym wybiegł za ślicznotką, a moim oczom udała się ruda powyżej trzydziestulat kobieta paląca fajkę przy barze.
- Masz ochotę na gorącą noc? - spojrzałem zalotnie na kobietę, która uśmiechneła się kokieteryjnie.
**Violetta**
Wszyscy powoli opuścili salon i zostałam w nim sama z Leonem. Włączyliśmy telewizor, w którym akurat leciały popołudniowe wiadomości. Spiker stał na plaży koło której mieszkaliśmy.
- Dzień dobry państwu. - uśmiechnął się mężczyzna w telewizorze i podniósł ubranie Leona, w którym chłopak wczoraj był. - Wczoraj można było zaobserwować niesamowte widowisko na wodzie, na które zwrócił uwagę każdy przechodzień. - na ekranie pokazał się nie wyraźny filmik, z którego było widać ludzika minimalnej wielkości wymachującego ubraniem. - Mężczyzna bądź kobieta, który postanowił się tak zabawić jest poszukiwany przez policję za obnażanie się publiczne.
Leon wyłączył telewizor, a ja wybuchłam śmiechem.
- Ty kryminalisto. - powiedziałam żartobliwie, ale szatyn wyglądał na poważnie zamyślonego. - Nie martw się.. - pogłaskałam go po ramieniu i próbowałam pocieszyć. - Chcą tylko nastraszyć ludzi, którzy będą próbowali zrobić coś podobnego do ciebie. - cmoknełam go w policzek, a on trochę się rozchmurzył.
- Masz rację. - objął mnie w pasie i zapytał: - A tak w ogóle... Czemu byłaś taka wkurzona po wizycie w domu? - od razu przed moje oczy powróciła ta okropna wizja tego, co wydarzyło się w salonie.
Wolnym krokiem zmierzałam w dół po schodach, kiedy usłyszałam śmiechem i chichoty dochodzące z salonu. Myślałam, że o tej porze nie ma nikogo w domu, jednak mój ojciec chyba też tak myślał.
Siedział na kanapie i całował się z półnagą dziewczyną, która mogła być w moim wieku. W tamtym momencie wydawało mi się to najgorszym, co mogłam w swoim życiu zobaczyć.
Wybiegłam z domu, ale usłyszałam że mężczyzna też pobiegł za nią.
Zatrzymałam się przy ogrodzeniu i odwróciła w stronę mojego taty.
- Dlaczego to robisz? - zapytałam, a po moich policzakch spływały łzy na myśl, że mój ojciec jest tak obleśnym mężczyzną. Wzruszył ramionami, jednak ja czekałam na słowa, które w końcu wypowiedział:
- Muszę mieć coś od życia.
Skuliłam się na kanapie w salonie i wtuliłam w chłopaka siedzącego obok.
- To straszna wizja. - powiedziałam, łkając.
- Opowiedz mi. - pogłaskał mnie po włosach, a ja przełknełam ślinę i opowiedziałam wszystko, co wydarzyło się tego feralnego dnia, a chłopak wyglądał na niewzruszonego, po czym powiedział: - Twój ojciec ma prawo się zabawić. Jeżeli do gustu przypadł
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz