**Leon**
Tego mi tylko brakuje. Jakiegoś chłopaka ze wsi kręcącego się za Violettą. On tu miałbyć za nasza pomoc, ale coś czuję, że niedługo będę musiał płacić za chirurga plastycznego jak mu zmasakruje twarz.
Viola chwyciła mnie za ramię.
- To co to za niespodzianka? - popatrzyła na mnie błagalnym wzrokiem, a ja z początku nie usłyszałem co do mnie mówiła, bo byłem zajęty analizowaniem odległości między mną a Juanem.
- Zaraz zobaczysz. - pociągnałem ją w stronę zagrody z koniami. - Jednak nie będziesz nam potrzebny. - machnąłem na chłopaka stojącego z boku. - Umiem jeźdźić konno.
- Na prawdę? - Violetta i chłopak stojący obok niej wyglądali na zaskoczonych.
- Tak. - potwierdziłem dumnie i popatrzyłem na zwierzę stojące na przeciw mnie. - Jeździłem konno jak miałem siedem lat, a że nie praktykuje tego od dziesięciu lat to nie szkodzi.
- No dobrze. - rzekł chłopak i rzucił zalotne spojrzenie do Violi. - Do zobaczenia.
Ten koleś myśli sobie, że ma jakieś prawo. Co moje, to nie twoje. Święte prawo porządnego faceta. Jak coś się chce to trzeba zapłacić. A i tak nie jest się pewnym, czy się tego dostanie.
- Halooo... - machała Violetta ręką przed moją twarzą, a ja odwróciłem się w jej stronę. - Na prawdę umiesz jeźdźić konno, bo jak nie to...
- No oczywiście. - odpowiedziałem, bo jakbym nie umiał to przyszedłby jakiś podły wieśniak imieniem Juan i niby by nas uczył, a tak to próbowa
łby mi odebrać dziewczynę. Już ja się znam na takich tanich podrywaczach.
- Chciałam zaproponować, że....
- Oj no już się tak nie martw.
Wsiedliśmy na naszego konia i wybraliśmy jakąś dróżkę przez las. W pewnym momencie straciłem kontrolę nad zwierzęciem i spadłem z niego, a dziewczyna nadal się utrztymywała na nim. Po kilku minutach uspokoiła go i zerkneła na mnie, śmiejąc się z mojej sytuacji, a ja czułem straszny ból w nodze.
- Dlaczego... - stękałem podnosząc się, ale noga strasznie mi uciążała. - Dlaczego... Nie powiedziałaś, że umiesz jeździć. - szatynka stanęła obok mnie i pomogła mi się podnieść.
- Chciałam, ale nie dałeś mi skończyć. - nie mogłem utrzymać się i uginała się pode mną lewa noga. - Wszystko w porządku? - usłyszałem troskę w jej głosie.
- Nie... - odpowiedziałem. - Chyba zrobiłem coś sobie w nogę.
- Poczekaj tu! - zawołała wsiadając na konia. - Za chwilę sprowadzę pomoc.
- Co? - zapytałem wkurzony, kuśtykajać na jednej nodze. - Już mogę iść. Widzisz?
Dziewczyna zbliżyła się do mnie i pocałowała w policzek.
- Żartujesz? Zaraz przyprowadzę tu kogoś, kto pomoże mi ciebie stąd zabrać.
Tak, tak. Oczywiście. Może Juana, a potem w dowód wdzięczności za pomoc go pocałujesz. A może co innego zrobisz? Ja sobie poradzę, ja sobie poradzę. Dojdę na miejsce, nawet utykając na tą nogę.
Gdy zrobiłem jednak pierwszy krok runąłem jak długi na ziemie i tak leżałem, aż do przyjazdu dziewczyny. Na szczęście była z nią jakaś niewysoka blondynka. Jak widać wieśniak ruszył na łowy innej panienki.
Kobieta wraz z Violettą posadził mnie na jej koniu.
- Wiesz... - zwróciła się blondynka do mojej dziewczyny. - U nas to taki chłopak, by się do niego nie przydał. - tak, tak, tak. Może jej jeszcze doradź, by wybrała zamiast mnie Juana?
- Gwarantuje Ci... - zwróciła się szatynka do tej, która wiozła mnie spowrotem do ich domku. - Leon ma swoje zalety i mi one straczają. - od razy zrobiło mi się lepiej.
Na miejscu dziewczyna wrzuciły mnie na tylnie siedzenia samochodu, kładać bolącą nogę prosto i by leżała trochę w górze, a Viola usiadła za kierownicą pojazdu.
- Kochanie... Jakie są te moje zalety? - zapytałem z ciekawości.
- A może chcesz znać wady? - miałem wrażenie jak dziewczyna się uśmiecha.
- Nie, nie. - odmówiłem jej propozycji. - Wolę zalety.
- No dobrze. - zgodziła się. - Jesteś uroczy, wspaniały, inteligentny, zabawny, masz dziwne lęki, a potem wołasz mamusie. - wybuchła śmiechem, a ja poczułem się urażony. - Mądry, przystojny, dobrze całujesz...
- Tylko dobrze? - przerwałem jej oburzony.
- Niech Ci będzie. Niesamowicie.
Szatynka zamilkła i przestała wymieniać moje zalety.
- Tak mało? - w końcu przerwałem ciszę. - Powinno być tego conajmnie pięćdziesiat razy więcej.
- A no tak. - zawołała, jakby coś sobie przypomniała. - Jesteś na prawdę bardzo, bardzo skromny.
- No oczywiście. Jak mogłaś zapomnieć. - żachnąłem się.
Następnego dnia...
**Marco**
Obudziłem się nie w swoim pokoju. Podnosząc się z łóżka zobaczyłem jak Francesca biega po całym pokoju w samej bielźnie i cały czas czegoś szuka. Wyglądała na wkurzoną na siebie i jakby czegoś zapomniała.
- Gdzie się tak spieszysz? - zapytałem wpatrując się jak włoszka ubiera się w sukienkę.
- Wreszcie się obudziłeś! - zawołała wkurzona. - Za chwilę początek roku.
- No i? Przecież skończyłem szkołe. - powiedziałem podnosząc się z posłania, a ona pokręciła głową. - Co jest? - byłem zdziwiony, ale chwile później przypomniałem sobie. - O nie! Jestem nauczycielem. - zacząłem zakładać na siebie ubrania, w których wczoraj byłem, a dziewczyna nadal była niezadowolona. - O co chodzi?
- Idź do siebie do domu i załóż coś innego. - zakomendowała, wskazując na drzwi.
- Czemu? - popatrzyłem na nią zaskoczony.
- Nie będę się za Ciebie wstydzić. - powiedziała, a ja poczułem się oburzony. - Wyglądaj jak nauczyciel, a nie jakbys dopiero co wstał z łóżka. - sprowadziła mnie po schodach i zaprowadziła do wyjścia.
- No, ale co ci nie pasuje?
Wypchneła mnie za drzwi i zatrzasneła je, a ja walnąłem w nie.
- Nawet się nie pożegnasz? - uchyliła drzwi i pocałował mnie w policzek, a potem znów je zamkneła.
No jasne. - pomyślałem sobie. - Dopiero co się pogodziliśmy, a ona już mi rozkazuje.
**Camila**
Siedzę w studiu już od pół godziny. Tak bardzo cieszę się z tej pracy, że już na prawdę nie mogłam wytrzymać z przyjściem tutaj i podziwianiem go, ale już z innego punktu. Nie jestem już uczniem, jestem nauczycielem.
Zauważyłam mężczyznę, który już tu stał i zajmował się przygotowaniem mikrofonów. Jakoś od tego momentu w sali, jak się wywróciłam i spojrzałam mu w oczy... spodobał mi się.
- Dzień dobry. - przywitałam się, a on odwrócił się do mnie. - Pomóc w czymś?
- O, witaj Camila. - uśmiechnął się i wrócił do swojej pracy. - Nie trzeba już kończę.
Chyba miałam rację ze zmianą poszukiwań w mojej grupie grupy wiekowej.
Chciałam już coś powiedzieć, ale do sali weszła Angie ze sporym brzuchem. Czyli miałam rację, jest w ciąży.
- Pablo... - mężczyzna podbiegł do niej od razu po tym jak weszła do sali i pocałował w policzek. - Wiesz... Ta mała nie daje mi spokoju, co chwilę muszę biegać do toalety, ponieważ kopnie mnie w pęcherz.
No super. To jest powód, by wdzierać się w moją konwersacje z mężczyzną. Właściwie to nie rozmawialiśmy, ale już miałam zamiar, a ta z dzieckiem przychodzi.
- Camila! - usłyszałam zza pleców głos Francesci i odwróciłam się do niej, a dziewczyna podbiegła mnie przytulić. Gdy się ode mnie odsuneła, zapytała: - Czemu jesteś smutna? Przecież tak cieszyłaś się z nauki w studiu...
- A... No wiesz... - zaczęłam nerwowo przeczesywać włosy, by coś wymyślić. - Trochę teraz się wkurzyłam na myśl, że nie będę uczyć spiewu, ale jakoś mi przechodzi. - na całe szczęście moje kiepskie wymówki przerwał mi Marco, który podbiegł do włoszki pd tyłu i objął ją w pasie.
- Tęskniłaś? - zapytał.
- Co ty zrobiłeś? - dziewczyna oburzyła się, nie wiedziałam o co jej chodzi. - Jak ci mówiłam, że masz się przebrać to chodziło mi też byś wcześniej uprasował ubranie!
- Francesca, nie przesadzaj. - uspokajałam dziewczynę, która wymachiwała rękami. - Nie widać tego. Ja bym tego nie zauważyła, gdybyś nie zwróciła mu uwagi.
- Ale ja to widzę! - odpowiedziała mi. - Zresztą... Ja się do Ciebie nie przyznaje. - wymachiwała rękami.
- Oj daj spokój. Nie jest tak źl... - oddaliłam się od tej dwójki, bo nie chciałam się mieszać w ich kłótnie. W końcu to nie moje sprawy, ale włoszka zbyt przesadza. Zachowuje się jak jego żona albo matka.
Usiadłam na scenie i machałam nogi, kiedy podeszła do mnie Naty z Maxim.
- Powiedz mu, by ściągnął tą czapkę. - prosiła hiszpanka.
- Maxi, zdejmij czapkę. - chłopak pokręcił głową, a wtedy Natalia zdjęła mu ją.
- Oddaj mi ją! - zawołał.
- Nie! - krzykneła na niego, a ja miała wrażenie, że po tym ogłuchnę. - Jesteś nauczycielem i oddam ci ją po zakończeniu zajęć. - Maxi próbował odebrać jej czapkę, a ona wyrzuciła mu ją przez oknem i pomachała pouczająco placem przed twarzy. - Byłeś niegrzeczny, więc teraz, by ją odzyskać będziesz musiał zanurkować w krzakach.
- Dobry rzut. - pokazałam dwa kciuki w górę do Naty i oddaliłam się od nich. Co im wszystkim zbiera się na kłótnie przy mnie. Jestem jedyną singielką w grupie i zaczynam tego żałować.
Do sali wbiegła wściekła Ludmiła, a za nią Tomas.
- Przepraszam cię, kochanie. - przybliżyłam się do nich, by podsłuchać ich kłótni.
- Co? Ty lepiej mi powiedz, jak mam się z tobą pokazać i tym czymś. - wskazała palcem na plamę na koszuli chłopaka, a ja stwierdziłem, że one chyba tak odreagowują stres. Na swoich drugich połówkach.
- No daj spokój.... - brunet zbliżył się do niej, ale ta się odsunęła.
- Nie! - krzyczała blondynka. - Ja dziś się z tobą nie pokazuje.
Wyszłam na zewnątrz, bo już miałam dość wsłuchiwania się w kłótcnie tych ludzi.
Są młodzi, zakochani, a zachowują się jak stare małżeństwa.
Gdy zauważyłam Violettę i Leona już chciałam się schować, ale było za późno, bo szatynka zauważyła, podbiegła i przytuliła mnie.
- Cześć, kochana. - powiedziała na przywitanie, a ja odsunełam się od niej.
- Jeżeli masz zamiar zarzucać Leonowi, że ubrał się niestosownie, czy coś w tym stylu to ja się oddalam. - moja przyjaciółka wybuchła śmiechem.
- Czemu miałabym? - zapytała, kiedy podszedł do niej jej chłopak. - Może powinien jeszcze poprawić fryzurę, ale nie będę się znęcać nad niepełnosprawnym. - wybuchła śmiechem, a on zaczął ją naśladować.
- To nie jest takie zabawne, że spadłem z tego konia.
- A czemu pytałaś, czy mam zamiar narzekać na Leosia? - zapytała ciekawa Viola.
- Dziś każda narzeka. - odpowiedziałam krótko.
Razem z Violą zmieniłyśmy temat rozmowy, a Leon odegnałyśmy na jakąś ławkę, mówiąc że nie może obciążać nogi, a tak na prawdę chodziło o to, że chciałyśmy się z niego ponabijać - niewinne żarciki.
Ze studia wybiegła wkurzona Francesca i zatrzymała się koło nas.
- Ja już nie wytrzymuje. - wskazała na wychodzącego za nią Marco.
- Mówiłam. - zwróciłam się do Violetty. - Dziś każda narzeka.
- Może ja też powinnam. - odwróciła się do Leona i pomachała do niego.
- Dobra, ja spadam.
- ... Nasza placówka poszerzyła swoją działalność i otworzyła akademik, ponieważ wiemy, że talenty chowają się nawet w dalekich rejonach kraju. - kontynuował swoją przemowę. - Mam też dobrą wiadomość dla nauczycieli. Przynajmniej tak myślę. Nie daleko akademiku powstał hotel specjalnie dla pracowników studia, więc jeżeli ktoś ma ochotę może tam zamieszkać. - zadowoliłam się. Wreszcie wyprowadzę się od rodziców i to bez ich pomocy. - Jak już jesteśmy przy nauczycielach, chciałbym wam ich przedstawić. Nauczyciele muzyki - Beto, Marco oraz Tomas. - cała trójka się podniosła. - Pragnę Wam również przedstawić nauczycieli aranżacji scenicznej. - Camile, Leona oraz mnie. - wstałam dumnie, słysząc brawa. Każdy powtarzał taki gest. - Nauczyciele tańca - Gregorio, Maxi i Naty oraz nauczycieli śpiewu - Francescę, Violettę i Ludmiłe. W tym roku Angie nie będzie uczyć. - kobieta podniosła się, ale za chwilę upadła. Wszyscy od razu do niej podbiegli.
- Co się dzieje? - zapytała zaniepokojona Viola.
- Nie wiem.... - chwyciła się za brzuch. - To dopiero szósty miesiąc.
Gregorio opanował tłum nie zorganizowanych uczniów.
- Grupa 1A odejdzie wraz z nauczycielką Camilą Torres. - machał na uczniów.
- Niech ktoś zadzowni po karetkę.
- Grupa 1B z Violettą Castillo. - Gregorio postanowił się strszczać i jak najszybciej to zakończyć. - Grupa 1C, Ludmiła; Grupa 1D - Naty; Grupa 2A - Francesca, Grupa 2B - Marco, Grupa 2C - Leon - po sali rozległ się krzyk Angie, który na chwilę zbił mężczyznę z tropu. - Grupa 2D ze mną; Grupa 3A - Maxi; Grupa 3B - Roberto; Grupa 3C - Tomas oraz grupa 3D - Pablo... Z powodu, że Pablo jest teraz zajęty grupa 3D uda się ze mną.
Pierwszy raz nabrałam szacunku do Gregoria, który opanował dziki tłum od nadmiernych krzyków.
- To od dzisiaj Wasi wychowawcy. - wskazał na drzwi. - A teraz zbierzcie swoje gru... - na salę wbiegli lekarze. - Zbierzcie swoje grupy i zaprowadźcie do swoich sali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz