Licznik wyświetleń :

środa, 26 czerwca 2013

Historia Violetty xd cz.31

**Violetta**
Leon niósł mnie na rękach, a ja w pewnym momencie odpłynełam. Nie myślałam już o naszym zerwaniu, nie myślałam już o tym, że całował się z Francescą, nie myślałam już o Noemi. Po prostu poczułam się jak księżniczka, kiedy trzymał mnie w ramionach.
Musiałam jednak szybko ocknąć się z tego stanu, ponieważ chłopak jeszcze uznałby, że jestem łatwa i że może mnie ranić ile chce, ale ja mu wybaczę. Co to to nie.
- Postawisz mnie wreszcie? - zapytałam wkurzona.
- Już prawie jesteśmy. - powiedział i zasłonił mi oczy.
- Ty mnie jedną ręką niesiesz? - wkurzyłam sie, ale dzięki temu zauważyłam, że stoimy na moście. Chłopak stanął przy barierce, a ja zatrzymał się na środku niego, byle by być jak najdalej od niego.
- Wybaczysz mi? - zaczął bez owijania w bawałne.
- Nie. - odmówiłam jego niekorzystnej propozycji i skrzyżowałam ręcę na piersi, a potem dodałam. - Prędzej świnie zaczną latać niż się na to zgodzę.
- Okej. - powiedział i stanął na barierce. - Wypróbujmy, czy przeżyje. Jestem taką świnią i jeżeli umiem latać to przeżyje. - stwierdził, a mnie trochę zmartwił jego pomysł.
- Złaź z tego! - rozkazałam, wskazując mu na miejsce obok mnie. - Chodź tu! - zakomendowałam wkurzona. - Zły piesek... - odwrócił się i pokazał mi język, a potem znów spojrzał przed siebie.
- Nie słyszę Ciebie. - powiedział, wpatrując się w coś pod nim.
- Powiedziałam złaź z tego! - krzyczałam na chłopaka i do moich uszu dotarł jego szyderczy śmiech, blefuje. Nie skoczyłby, ale to i tak nie zmienia, że będę się martwiła.
 - Nie słyszę Ciebie! - zawołał i wyraźnie go bawiła ta sytuacja. - Ja odbieram tylko "Nie skacz, Leon! Kocham Cię!" albo "Jesteś boski! Nie skacz!" - zaśmiał się ze swoich słów.
- Jesteś głupi! Nie skacz! - krzyknełam, a on odwrócił głowę i uśmiechnął kokieteryjnie.
- Przepraszam, ale nadal Cię nie słyszę. - powiedział. - Chyba będę musiał skoczyć.
- Nie skacz! Kocham Cię! - krzyknełam w momencie, gdy zobaczyłam jak skacze i podeszłam do brzego mostu. Dopiero teraz spostrzegłam na jak małej wysokości jest most.
Pod nim leżał rozłożony koc i jakiś kosz, gotowy na piknik. Leon ukłonił się podał mi rękę, a potem sprowadził z mostu i zaciągnął, bym usiadła obok niego.
- Violetto... Przepraszam Cię. - powiedział i przysunął się do mnie, by złożyć pocałunek na moich ustach, ale ja w ostatniej sekundzie odsunełam się i podniosłam.
- Myślisz, że co? Pocałujesz mnie i będzie po sprawie? - krzyknełam na Leona, który siedział tuż przede mną. - Urządzisz piknik i już będzie wszystko jasne? - odwróciłam się na pięcie i stałam plecami do niego. - To niej jest takie proste! - krzyknełam i oddaliłam się od niego.
Kiedy zdałam sobie sprawę, że nie biegnie za mną, że został już daleko ode mnie zatrzymał się i oparł o drzewo, a z moich oczu zaczęły spływać łzy rozczarowania. Rozczarowania, że nie walczy, że nie biegnie za mną, że tak powoli do niego dociera, że chciałam mu przekazać, że musi o mnie walczyć, jeśli chce mnie odzyskać.

**Francesca**
Obudziłam się w ramionach Marco w środku nocy i od razu poczułam mdłości i pobiegłam do toalety. Gdy weszłam spowrotem do jego pokoju już nie spał i siedział na brzegu łóżka. Usiadłam obok niego, a on objął mnie ramieniem. Uśmiechnełam się, ponieważ zawsze mi się podoba, kiedy mnie przytula.
- Zrób test ciążowy! - zakomendował chłopak, a ja zerwałam się na równe nogi.
- Po co? - zapytałam zdziwiona, ale od razu pobiegłam do toalety, ponieważ niedobrze mi się zrobiło. Odwróciłam się w stronę drzwi, które dzieliły mnie z chłopakiem i zauważyłam, że stoi tam ze skrzyżowanymi rękoma na piersi. - To jeszcze nic nie znaczy.
- Ale jak to zrobisz to będzie coś znaczyć? - podał mi pudełeczko. - Już kupiłem wieczorem jak wyszedłem po picie, które się skończyło. Tak... Jakby Ci nie przechodziło.
- Przecież... To tylko zatrucie pokarmowe. - mruknełam, ale zobaczyłam jego błagalne spojrzenie, więc wyrzuciłam go z toalety. - Dobra, zobaczymy.
Niemal po kilku sekundach na teście zobaczyłam dwie kreski, a po moich policzkach spłyneły łzy. Przecież to niemożliwe... Nie mogę być w ciąży, ja nie umiem się nikomu poświęcić, zajmować się nim w kółko.
Jestem niedpowiedzialna. Mam dopiero dziwiętnaście lat.
- Mniejsza z tym... - odepchnełam go i usiadłam na kanapie, a potem sięgnełam po zeszyt Naty, z którego miałam pozałatwiać rzeczy. Zajrzałam do środka i otworzyłam ze zdziwienia usta. - Załatwiłeś wszystko?
- No... - sięgnął ręką do głowy i za chwylę przysiadł koło mnie. - Jakoś się udało, jak przyniesiemy zaliczkę za muzykę na żywo to będzie wszystko załatwione. - uśmiechnął się.
- Twoja narzeczona będzie zadowolona. - stwierdziłam i przytuliłam go, popatrzyłam mu w oczy.
- Będziesz zadowolona? - zapytał zdenerwowany, a ja zarumieniłam się.
- No wiesz... Nie wiado... Nie wiadomo, czy wytrzymamy... ze sobą... Tyle czasu ze sobą... - wyjąłam, a chłopak wyglądał jakby się na mnie wkurzył. - No, ale mam nadzieję, że to ja będę. Nie gadajmy o tym, bo się pośpieszymy i w tak młodym wieku odpalimy ślub.
- Chyba masz rację. - pocałował mnie w policzek. - Na razie jesteśmy za młodzi na ślub, na dzieci, na zakładanie rodziny. - uśmiechnął się chłopak, a ja wtuliłam w niego.
Przypomniała mi się moja rozmowa z Marco i od razu przestraszyłam się, co będzie. Nie mogę mu o tym powiedzieć. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Francesco, wszystko w porządku? - zapytał, a ja wybiegłam jak poparzona z pokoju i wbiegłam do Camili i Violetty. Były wściekłe, ale nie dziwiłam im się.
- Co się dzieje? - przeciągneła się leniwie Violetta na łóżku, a ja podbiegłam do Camili.
- Zrobisz to? - podałam jej jeszcze nie używany test, ponieważ w pudełku były dwa. Przyjaciółka wyglądała na zdziwioną, a ja tylko szybko podbiegłam do drzwi, by je zamknąć.
- Po co? - zdziwiła się szatynka, ale popchnełam ją do toalety. - Ja na razie nie mam szansy na bycie w ciąży.
- No i oto chodzi. - zamknełam za nią drzwi i stanełam przytrzymując je. - Nie wypuszczę Cię stamtąd póki go nie zrobisz. - zagroziłam przyjaciółce.
- Ale ja nie umiem... - wymamrotała.
- Masz instrukcje! - krzyknełam na Camile. - Pośpiesz się!
Po chwili przyjaciółka kopneła w drzwi, a ja je otworzyłam.
- Negatywny. - powiedziała, a ja rzuciłam jej się na szyje. - No i po co Ci to było? Wiesz doskonale, że nie mam chłopaka, więc chyba nie spodziewałaś się, że na jakiejś imprezie sobie dziecko zrobiłam.
- Wytłumaczę Wam to innym razem. - obiecałam, wychodząc z ich pokoju. Gdy zamknełam drzwi i odwróciłam się wpadłam na Marco, który zabrał mi test trzymany w ręku.
Przyglądał mu się uważnie i zdziwił się wynikiem, ale chwilę potem spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się. Był zadowolony, że nie jest ojcem. To pewne.
- Negatywny. - podał mi test i chwycił za rękę, ciągnąc do swojego pokoju. - Dlaczego tak uciekłaś? Już myślałem, że jesteś w ciąży i się przestraszyłaś, więc uciekłaś. - trafił idealnie, jakby doskonale wiedział co zrobiłam, a ja tylko wzruszyłam ramionami. - Francesco... Nie musiałaś się martwić tym, że jeżeli wyszedłby pozyty...
- Boże, my śpimy na jednosobowym łóżku. - zmienił temat, bo obawiałam się, że przez przypadek powiem coś, co nie powinnam, że wszystko się wyda. - To dlatego tak tu niewygodnie.
- Nie masz na co narzekać. To ty zajmujesz większość spychając mnie na ścianę. - uśmiechnełam się delikatnie, a chłopak przysunął się do mnie i pocałował.
Jedną rękę położył na mojej piersi, a ja poczułam że boli ten dotyk, jednak nic nie mówiłam, bo zachowałabym się podejrzanie.
- Pójdę wziąźć prysznic. - odsunełam się od niego, a po mojej głowie wciąż chodziło jak ja to przed nim ukryje. W końcu przecież będzie coś widać. W końcu zacznę latać z brzuchem.

**Camila**
Siedziałam na ławce przed Studio i przeglądałam dziennik, wystawiając oceny za ostatnią pracę moich uczniów, gdy podszedł do mnie jakiś wysoki blondyn, który rzucił cień na to na czym pisałam. Odłożyłam na bok notatki, w których miałam zapisane opisy występów uczniów.
- Mógłbyś się przesunąć, ponieważ przeszkadzasz mi w wystawianiu ocen? - zapytałam i podniosłam wzrok na chłopak i wtedy nasz wzrok się spotkał, a ja niemal od razu zatopiłam się w jego niebieskich oczach.
- Cześć, jestem Lukas i przyjechałem z Meksyku. - uśmiechnął i podał mi rękę na powitanie, którą od razu uścisneła. - To ty jesteś Camila?
- Tak, to ja. - dodatkowo kiwnełam twierdząco głową. Chciałam jakoś rozwinąć temat. - Nie masz urody meksykanina. - stwierdziłam, nawet nie wiem czemu.
- Bo jestem niemcem. - odpowiedział i usiadł koło mnie. - Bystra jesteś, co jeszcze u mnie spostrzegłaś nie pasującego? - na jego twarzy pojawił się uwodzicielski uśmieszek.
- Że wiedziałeś jak się nazywam. - powiedziałam, zdziwiona tym faktem. Pierwszy raz nieznane mi osoby zna moje dane, a w dodatku - żadnego niemca nie znam.
- Dowiedziałem się, że szukają tutaj jakiegoś nauczyciela do muzyki, bo jakiś odchodzi, więc się zgłosiłem. Chciałem poznać kraj mojej babci, która pochodziła z Argentyny, a teraz mieszka w Niemczech z dziedkiem. - zaczął opowiadać historie swojej rodziny, z której nie wiedziała, co ona się ze mną wiąże. - Babcia powiedziała, że miała tutaj taką przyjaciółkę, z którą nadal się kontaktuje i mógłby u niej zamieszkać przez pewien czas, jeśli nie dostanę tu pracy. - mówił dalej, a coś powodowało, że ja chciałam by właśnie tak rozciągał tak opowieść i bym mogła się w niego wpatrywać. - Kiedy odwiedziłem tą panią i opowiedziałem jej, że będę pracował w tym studiu, kobieta powiedziała mi, że pracuje tu jej wnuczka i nazywa się Camila Torres.
- Czyli twoja babcia znała moją babcię? - zapytałam z nadzieją, że znów zacznie o czymś opowiadać, bo cudownie wyglądał, gdy mówił jakąś historie z życia.
- Tak, tak. - odpowiedział twierdząco na moje pytanie. - Śpiewały w jednym zespole.
- Moja babcia śpiewała w zespole? - zdziwiła mnie nowa wiadomość o osobie z mojej rodzine, o której wydawało mi się, że wiem wszystko.
- No tak. Nie wiedziałaś? - zapytał zdziwiony, a ja pokręciłam przecząco głową. - Babcia śpiewała mi sporo ich kawałków, jakbym miał gitarę to bym Ci jeden z nich zaśpiewał. - uśmiechnełam się i chciałam go zaciągnąć do sali z instrumentami, kiedy się odezwał. - Twoja babcia miała racje?
- Z czym? - położyłam ręcę na biodrach i byłam gotowa na jakąś kolejną nowość, o kobiecie, która niby nigdy nie miała przede mną żadnych sekretów.
- Że jesteś ładna. - zarumienił się, ale ja chyba też. - I mówiła coś jeszcze o tym, że na razie nie masz narzczonego i byłbym idealnym kandydatem.
- To jeszcze jest swatką? - wybuchłam śmiechem. - Sporo się o niej dowiaduje.

*******************
No to jak? Podobał się dzisiejszy rozdział?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz