**Marco**
Viola siedziała na przednim siedzeniu w samochodzie i co chwile się do nas odwracała jakby chciała zobaczyć, czy może nie postanowimy zrobić tego na tylnich siedzeniach. W końcu nie wytrzymałem i zawołałem na nią:
- Możesz to zrobić z Leonem, a nie oczekiwać, że inni to zrobią na twoich oczach.
- Nie oczekuje tego. - zaprzeczyła poruszając przy okazji przecząco głową. - Ale fajnie by było. - szturchneła Leona i zwróciła się do nas. - Myśleliśmy z Leosiem nad naszym pierwszym razem, ale na razie poczekamy.
- Może chcesz byśmy Ci opowiedzieli jak było? - zapytałem z ironią, a w oczach dziewczyny pojawiły się światełka.
- Możecie? - popatrzyła na mnie błagalnie.
- Dobra, Viola. - Leon chwycił ją ręką i posadził na siedzeniu. - Oni Ci nie opowiedzą, to ich sprawa i nie wnikaj w to.
Violetta złożyła dłonie na piersiach i zrobiła naburmuszoną minę. Dotknąłem delikatnie Fran i pokazałem jej na szatynkę miejąc nadzieję, że zrozumie, że chodzi o to, by poprawiła humor swojej przyjaciółce.
Brunetka chyba ogarneła o co chodzi, bo podniosła się ze swojego miejsca i szepneła coś dziewczynie do ucha, a ta uśmiechneła się.
Gdy usiadła obok mnie moja dziewczyna chciałem wiedzieć o co chodzi, co jej powiedziała.
- Co jej powiedziałaś?
- Nic, nic. - uśmiechneła się włoszka, a wtedy Violetta wybuchła śmiechem.
**Camila**
Francesca i Marco znalezieni. Możecie już wszyscy wracać do ogniska. My ich dowieziemy :) - przeczytałam sms'a od Violi i od razu zadzwoniłam do wszystkich, że mogą wracać na działkę.
Zebrali się niemal od razu, jakby nikt z nich stamtąd nie odchodził.
Od dwudziestej nas skład powiększył się o Napo, Braco, Diega i Broduey'a. Tego ostatniego się dzisiaj nie spodziewałam, ale skoro raczył się zjawić, to niech robi co chce.
Kiedy juz wszyscy siedzieli przy ognisku, a jego płomienie sprawiały, że czułam się opiekana jak te kiełbaski przy nim wziełam się za swoją przemowę:
- Po imprezie powitalnej dla Leona. - pokazałam na chłopaka, a on się uśmiechnął. - Spotkałam po drodze do domu Pablo. - wszyscy skupili swój wzrok na mnie, a ja wziełam głęboki oddech. - Rozwineła się pomiędzy nami rozmowa i jakoś doszło do....
- Do czego? - zapytał zniecierpliwiony Maxi.
- Do tego, że zaproponował nam pracę w Studio. Nie wiem, ile jest miejsc. Wiem, że poprosił mnie, bym Wam to przekazała. - Rozłożyłam dłonie w geście zapytania. - Kto ze mną chętny?
- Ja! - usłyszałam stado głosów się przekrzykiwały.
- My z Braco nie możemy. - odpowiedział smutnie.
- Czemu? - znów tłum jednocześnie się na nich popatrzył.
- Wyjeżdzamy za miesiąc na studia do Brazyli. - nagle każdy zerwał się z miejsc i ruszył, by przytulić chłopaków.
Przyglądałam się temu wszystkiemu z boku i czułam się dumna, że jesteśmy tak zżytą, wielką paczką.
Byłam z nas dumna i z tego jaką jestesmy grupą.
- Hej. - wyrwałam ich wszystkich z rozmów prowadzonych z Napo i Braco. - Mam nadzieję, że się nie zdenerwujecie jak wam pokaże kto tu przyjechał, by Wam dokładniej przybliżyć o co będzie chodzić. - wskazałam na Pablo i Angie, którzy wyszli z mojego domku letniskowego, a wtedy rozległy się oklaski i wiwaty.
- Witam Was wszystkich. - przywitał się Pablo, a stojąca obok niego Angie cały czas trzymała się za brzuch. Oni są razem? Ona jest w ciąży? - rozmyślałam, ale przerwał mi głos mojego byłego nauczyciela. - Potrzebujemy dwóch nowych nauczycieli muzyki, dwóch nauczycieli tańca, bo niestety Jackie odeszła, dwóch nowych nauczycieli od pracy na scenie oraz dwóch... - popatrzyłam na stojącą obok niego kobietę. - Właściwie to trzech nowych nauczycieli śpiewu.
- To super! - Cieszyli się wszyscy zebrani.
trzy dni później ...
**Marco**
Stałem z Francescą na lotnisku. Za chwilę miała lecieć do Włoszech, a ja chciałem ją zatrzymać tutaj. Przy sobie. Wiedziałem jednak, że musi lecieć. To jej babcia. To ona jest chora.
- Kiedy wrócisz? - zapytałem, a dziewczyna chwyciła mnie za rękę.
- Za dwa tygodnie zaczyna się rok szkolny i mam uczyć... - zaczęła swoją wypowiedź, a przerwało jej, kiedy spojrzała mi w oczy. Poczułem jak spływają mi łzy po policzkach. - Czemu płaczesz?
- Bo nie będzie Cię aż dwa tygodnie. - pogłaskała mnie po policzku.
- Zleci jak z bicza strzelił. - zerkneła na zegarek, a potem powiedziała do mnie: - Jakby miała przylecieć trochę później to Pablo powiedział, że przez pierwszy miesiąc nie poszukają dla mnie zastępstwa, tylko Angie jeszcze popracuje. - przybliżyła się i pocałowała mnie w policzek. - Będziesz świetnym nauczycielem muzyki.
- Będziesz świetną nauczycielką śpiewu. - popatrzyłem na wielki zegar na ścianie, a potem ją popchnełem. -Już późno. Biegnij, bo spóźnisz się na odprawę. - odbiegła ode mnie.
W pewnym momencie zauważyłem, że mam jej walizkę. Dziewczyna właśnie stała i podawała paszport oraz bilety.
- Zapomniałaś czegoś. - Francesca popatrzyła na mnie. Przbliżyła się i pocałowała.
- Bez Ciebie bym się zgubiła. - chwyciła walizkę i ruszyła w stronę odprawy.
Spojrzałem na panią pracującą na lotnisku i podałem paszport:
- Jeden bilet na lot... - odwróciłem wzrok na moją ukochaną i utwierdziłem się, że muszę to zrobić. - Na lot do Włoszech. - kobieta zajrzała do mojego dokumentu, a potem pokręciła przecząco głową.
- Pański paszport jest nie ważny. - oddała mi go, a ja zajrzałem do środka. Jak mogłem zapomnieć o tym.
- Nie może pani trochę nagiąć regulamin? - popatrzyłem na nią błagalnym wzrokiem, a ona znów pokręciła głową. - Zapłacę trzy razy więcej... - Cały czas się nie zgadzała. - Pięć razy więcej....
- Po co Ci ten lot?
- Bo muszę tam być... Bo tam leci moja ukochana. - Kobieta coś wstukiwała na komputerze.
- Zapłać tyle, co za zwykły bilet.... - zaczęła, a ja skakałem z radości. - A będziesz miał dla niej wyjątkową niespodziankę. Usłyszy twój głos w samolocie, przed odlotem, kiedy piloci podają, żeby zapiąć pasy, ja włączę chwilę wcześniej Ciebie. - uśmiechneła się. - Będzie romantycznie.
- Hmm.. - wahałem się, ale w końcu się zgodziłem.
**Francesca**
Wysiadając z samolotu cały czas myślałam o tym co usłyszałam w samolocie. To było niesamowite. Kiedy wyszłam z lotniska rozglądałam się za rodzicami, bratem, kimkolwiek mi znajomym. I zobaczyłam go. Był ubrany w czarną skórę, miał na sobie czarne, markowe okulary przciwsłoneczne.
Znaliśmy się od dawna. Można by powiedzieć, że od urodzenia. W pewnym momencie tak mi zawrócił w głowie, że byłam na każde skinenie, a to trudne. Kochałam się w nim i nie mogłam znieść, kiedy rodzice kazali mi wyjechać do Argentyny.
Zaproponował, że odwieziemy moje rzeczy i zabirze mnie w pewne miejsce, ale gdzie...
To niespodzianka.
I tak się stało, że siedziałam teraz w gondoli, w Wenecji. Ledwo co przyjechałam do rodzinnego miasta to mnie do innego przewożą, ale prawdę mówiąc.... Spodobało mi się to.
Chłopak nigdy nie odwazajemniał moich uczuć, więc nie miałam się czego martwić. Chyba. Nie chciałabym mu się rzucić w ramiona i zapomnieć o wszystkiem, co pozostawiłam w Buenos Aires.
- Dlaczego mnie tu zabrałeś? - zapytałam z ciekawości. Nigdy nie fundował mi takich niespodzianek. Jedyne do czego mu się przydawałam to do grania w piłkę, czy wyciąganie chłopaków, bo jakoś ze mną szli.
- Bo wyglądałaś olśniewająco na lotnisku. - powinnam teraz może się na niego rzucić i pokazać, że go ubóstwiam. - Jak byłem młodszy nie doceniałem twojego uroku. Nie doceniałem żadnej dziewczyny.
- Dobra, Carlo... - nagle głos mi stanął w gardle. Chłopak przybliżył się do mnie i pocałował mnie, a we mnie obudził się żaden odruch. Mózg kazał mi go odepchnął. Powedzieć "Nie, jestem zajęta. Twoja szansa mineła już dawno temu", jednak serce i ja sama blokowałam odepchnięcia go od siebie.
Gdy się ode mnie odsunął poczułam jak nagle w moich uczuciach coś się zmienia. Zniknął Marco, znikneły jego pocałunki, zniknął nasz pierwszy raz. Liczył się tylko mój przyjaciel, który siedział naprzeciw mnie.
- Wracajmy do domu. - powiedziałam do niego, bo to było jedynym co mogłam z siebie wyrzucić.
Siedząc w samochodzie chłopaka nie mogłam przestać myśleć nad tym co zrobiłam. Marco jest ważną osobą. Jest częścią mojego życia, jednak widać jak jestem beznadziejna. W ciągu kilku sekund Carlos ściągnął go na drugi plan, samemu wcielając się w główną rolę w mojej głowie.
W domu czym prędzej pobiegłam do swojego pokoju i z walizki wyciągnełam laptopa.
Zerknełam na skype i na szczęście Viola była aktualnie dostępna.
- Cześć, kochana. - odebrała moja przyjaciółka, a ja momentalnie się rozkleiłam. - Co się dzieje?
- Marco mówił do mnie "kochana". - dziewczyna po drugiej stronie monitora nie wiedziała o co mi chodzi.
- Na pewno jeszcze nieraz cię tak nazwie. - zapewniała.
- Nie. - parsknełam, a Violetta wyglądała na przestraszoną tym, co się ze mną dzieje. - Zdradziłam go. Dałam się pocałować Carlosowi i nawet go nie odepchnełam. - płakałam do kamerki.
- Są dwa wyjścia z sytaucji... - rozpoczeła Viola, a ja na nią zerkneła. - Możesz mu powiedzieć o tym, a on że Cię kocha to Ci wybaczy, albo drugie wyjście... - zawahała się przed wypowiedzeniem swoich słów. - Możesz to zataić przed nim... Co się stało we Włoszech to do niego nie dotrze. Potraktować to jak... Chwilową adrenalinę.
Obie zamilknłyśmy, ale po chwili Violetta się odezwała.
- Gdybym była w twojej sytuacji, wybrałabym pierwsze wyjście, bo...
- Nie powiem mu. - przerwałam przyjaciółce, a ona popatrzyła na mnie z wyrzutem, jednak nic nie powiedziała. Chciała, bym zrobiła jak chcę. - Nie powiem mu i koniec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz