**Camila**
Kiedy wszyscy zakwaterowali się i ogarneli każdy kąt domku był już późny wieczór, więc Marco zabrał nas do pobliskiego klubu, a ja przyglądałam się moim przyjaciołom doskonale się bawiącym.
Violetta nie opuszczała Leona na krok, nawet do toalety by zanim poszła.. Była na prawdę zazdrosna, ponieważ jej przystojny chłopak rzucił się w oko większości dziewczyn na sali. Ludmiła tymczasem zajęła się podrywem jakiegoś wysokiego blondyna. Naty i Maxi kłócili się, w którymś kącie, potem całowali, taćzyli i znów się kłócili. Diego.. Z nim to nawet nie chciałoby się rozmawiać, jest przyjacielem meksykanina, więc stwierdziliśmy że powinien pojechać tu z nami. Dj zniknął gdzieś z mojego punktu widzenia.
Pozostała mi tylko Francesca gapiąca się w spis drinków.
- Ej, ty! - zawołała barmana, który uśmiechnął się do nas uwodzicielsko, ale dziewczyna zdawała się nie zwracać na niego uwagi. - Daj coś mocnego. Bardzo mocnego, ale nie najmocniejszego. - położyła głowę na ladzie od baru.
- A dla Ciebie, ślicznotko? - mrugnął do mnie.
- Nie wiem.. - wahałam się nad wyborem. - Coś delikatnego, nie chce się zatoczyć.
Mężczyzna odwrócił się, a ja spojrzałam na przyjaciółką, której nie widziałam twarzy tylko ciemne, czarne włosy. Wyglądała jakby spała w tym barze. Jakby już się upiła i padła.
- Francesco.. - szturchnełam ją, a ona podniosła wzrok na mnie. - Co się dzieje? Wyglądałaś na strasznie smutną jak wysiadałaś z samochodu. - barman podał nam nasze drinki, a włoszka od razu wypiła całego. - Zwariowałaś?
- Za delikatny. - zwróciła się do mężczyzny, który nas obsługiwać. - Camilo, czy jeżeli nie będę mogła wstać to zaciągniesz mnie spowrotem do domku? - zapytała, a potem zwróciła się do rudego za ladą. - Coś mocniejszego.
Podeszli do nas jacyś dwaj chłopacy i ucałowali na powitanie, jakbyśmy się znali już wiele lat.
- Jestem Pedro, a to Rodrigo. - wskazała na przyjaciela, który uśmiechnął się delikatnie. - Czy możemy się do was dołączyć, bo czemu marnować tak piękny wieczór same?
- Oczywiście. - odpowiedziałam i wskazałam na miejsce obok siebie.
Przyjaciółka wyprostowała się i zaczęła rozglądać po sali, aż jej wzrok skupił się na jednym ruchomym punkcie. Od razu zauważyłam, że był to Marco flirtrujący z jakąś blondynką.
- Suka. - sykneła pod nosem, a potem odwróciła do nas. - Pozwolicie, że Was opuszczę i pójdę się upić, by nie było widać w jak żałosnym jestem stanie? - podniosła się i usiadła przy drugim końcu baru.
- Chyba nas nie polubiła. - powiedział sam do siebie Rodrigo.
- Nie.. - zaprzeczyłam i machnełam przy okazji gestykularnie ręką. - Ona tak okazuje zainteresowanie.
**Leon**
Kręciło mi się w głowie, ale nadal miałem wrażenie, że trzeźwo myślę. Objąłem Violettę w talii i wyprowadziłem na zewnątrz, gdzie dopiero wtedy dosłyszałem jej pytania.
- Gdzie idziemy? Co planujesz? Nie powinniśmy się oddalać od reszty. - skarciła mnie szatynka, a ja stanąłem na przeciwko niej i zatrzymałem ją w pół kroku.
- Ufasz mi. - skineła głową na znak, że mi ufa. - No właśnie... To idziemy.
Kiedy znaleźliśmy się na plaży czułem jak piasek muska mi stopy, a mnie interesowała głównie Violetta skąpana w świetle księżyca, który dziś był idealnie widoczny.
- No proszę... - skakała zniecierpliwiona Viola przy okazji jej włosy układały się w locie jak dar natuy, który został złożony do moich stóp. Mogłem go podziwiać codziennie i nie musiałem nic za to płacić. - Nie możesz mi powiedzieć, o co chodzi? - nic nie odpowiedziałem, więc i dziewczyna milczała.
Weszliśmy na molo, do którego była przyczepiona mała łódeczka, na którą wraz z dziewczyną wsiedliśmy.
Odpłynąłem od brzegu, a dziewczyna wpatrywała się we mnie z podziwem.
- Sam to zaplanowałeś? - zapytała zaskoczona.
- Może od szpitala nie wykazywałem się tak bardzo, ale pora to nadrobić. - odpowiedziałem, a Violetta zaczęła rozglądać się dookoła podziwiając piękno wody nocą.
- Piłeś. - szepneła i spojrzała na mnie zirytowana. - Nie powinniśmy teraz płynąć. Powinieneś najpierw wytrzeźwieć. - rzekła szatynka z pouczającym tonem.
Zatrzymałem się na środku wody, a dziewczyna wlepiła we mnie swoje śliczne oczy.
Nadeszła ta pora. - pomyślałem zdejmując z siebie spodnie, a ona wyglądała jakby miała za chwilę wypaść z łódki, kiedy z "seksownymi" ruchami moje jeansy wylądowały w wodzie.
- Co ty robisz? - chwyciła za wiosła i chciała dopłynąć do mojej dolnej części garderoby, ale zabrałem jej to i rzuciłem gdzieś daleko od nas. - Ciebie już totalnie pojebało? - waliła się ręką w głowę.
- Zwariowałem na twoim punkcie. - krzyknąłem stojąc bez spodni przed dziewczyną, która walneła mnie w pośladek. - A to striptiz dla Ciebie. - uśmiechnąłem się uwodzicielsko.
- Opanuj się chłopaku i siadaj na dupie, bo nie myślisz co robisz! - zakomendowała, ale ja uznałem to jako rozkaz do dalszego mojego tańca podczas którego gubiłem coraz to inne ubrania.
- Gotowa na finał? - zapytałem stojąc w samych bokserkach.
- Nie! Siadaj! - szarpneła mnie, a wtedy moja bielizna wylądowała w wodzie. - No i patrz! Stoisz nago na środku jakiejś wody. - skrzyżowała ręce na piersi, a ja czworakach zbliżyłem się do niej i ją pocałowałem.
Pocałunek robił się coraz namiętniejszy, a w pewnym momencie zauważyłem, że oboje jesteśmy nago.
- Jesteś na to gotowa? - zapytałem, a ona poruszła twierdząco głową.
**Marco**
Wracałem do swojego domku z Francescą zawieszoną przez ramię, która kopała mnie i wierciła się w moich rękch, co tylko zwiękaszało siłe uchwytu, którym ją trzymałem.
- Puść mnie! - krzykneła. - Sama trafię spowrotem.
- Wypiłaś tyle, że wątpie w to. - szedłem przed siebie nie zwracając uwagi na jej protesty, a dziewczyna z chwili na chwili miałam coraz mniej siły na atak.
- Postaw mnie na ziemi. - wrzasneła, a ja zrobiłem jak kazała.
Od razu dziewczyna zatoczyła się i wylądowała tyłkiem w zielsku, które obrastało ścieżkę dookoła. Wybuchłem śmiechem, a włoszka skrzyżowała ręcę na piersi, kiedy podałem jej dłoń, by się podniosła.
- Mogę tu nawet spać, ale nie chcę twojej litości! - zawołała, a ja w tym samym momencie podniosłem ją i trzymając w ramionach skierowałem się do punktu, do którego zmierzałem od początku.
- A ja nie mam zamiaru cię słuchać. - odezwałem się, ale właśnie zauważyłem że wyczerpała resztki sił, które jej został i zasneła. Wyglądała uroczo, gdy spała. Chciałem ją sobie zatrzymać, ale wiedziałem, że to by było nie właściwe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz