Witajcie moim drodzy.Na MSP utworzyłam konkurs , w którym można było wygrać 3,2 lub 1 specjalne pozdrowienie!Chciałam napisać w tym poście osoby , które wygrały specjalne pozdrowienie.
Najpierw co można było wygrać :
1 miejsce - 3 specjalne pozdrowienia
2 miejsce - 2 specjalne pozdrowienia
3 miejsce - 1 specjalne pozdrowienie
Teraz podam nazwy użytkowników , którzy wygrali konkurs.
1 miejsce - donia1r
2 miejsce - anka1548265
3 miejsce - dawisia
Jeżeli napisałam jakiegoś użytkownika nick źle...To proszę mi natychmiast zgłosić!!!Dla mnie jest bardzo ważne napisać nick , ponieważ mam szacunek do innych.Jeżeli jesteś użytkownikiem MSP i Twoje konto wygrało , a nie chciałeś już uczestniczyć , proszę zgłosić!Jeżeli nie mam Cię w znajomych , a wygrałeś jedną z obiecanych nagród to proszę , zaproś mnie do znajomych , bo jeżeli mnie nie zaprosisz...Będę musiała wybrać innego użytkownika , który uczestniczył w konkursie i On dostanie Twoją nagrodę.
Wygrałeś w konkursie , a nie otrzymałeś nagrody?Wtedy musisz mi napisać kiedy będziesz na MSP i o której godzinie , bo inaczej mogłabym Cię nie spotkać i mógłbyś nie otrzymać obiecanej nagrody.
Chciałeś uczestniczyć w konkursie , ale nie mogłeś napisać komentarza w ArtBook-u?Nie wszyscy użytkownicy mają e-mail który jest bardzo ważny dla pracowników MovieStarPlanet. A kiedy użytkownicy MovieStarPlanet nie wpiszą e-mail-u na MovieStarPlanet - nie mogą pisać komentarzy.Niestety nie będę mogła dodać Cię do konkursu , ponieważ w moim konkursie był wymagany komentarz.
Przykro mi , że użytkownicy którzy nie wygrali są smutni.Może w następnym konkursie wygracie!Trzymam za was kciuki!!!Nowy konkurs będzie już niedługo...
! Specjalne pozdrowienia zostaną wysłane , kiedy będę mieć VIP na rok na MovieStarPlanet !
To tyle. Bye ;****
Licznik wyświetleń :
czwartek, 26 grudnia 2013
środa, 6 listopada 2013
Świąteczny konkurs ☻
Hej!Mam dla was świetną wiadomość!Oto nowy konkurs!Co jest do wygrania?Zaraz powiem ;p Ale najpierw o co w nim chodzi.To tak...Musicie mi pomóc dobić 14 Level na MSP (P.S kliknij aby wejść na tą stronę xd) . A nagrody to...
1 miejsce - Dwa specjalne pozdrowienia,dwa prezenty z listy życzeń + Unikat !!!
2 miejsce - Jedno specjalne pozdrowienie,dwa prezenty z listy życzeń + Graf !!!
3 miejsce - Dwa prezenty z listy życzeń,graf
A jak wygląda ten unikat?Zobaczcie.Oto screen: (P.S sory że nie jest pokazany cały ale za duże to było w programie Paint
1 miejsce - Dwa specjalne pozdrowienia,dwa prezenty z listy życzeń + Unikat !!!
2 miejsce - Jedno specjalne pozdrowienie,dwa prezenty z listy życzeń + Graf !!!
3 miejsce - Dwa prezenty z listy życzeń,graf
A jak wygląda ten unikat?Zobaczcie.Oto screen: (P.S sory że nie jest pokazany cały ale za duże to było w programie Paint
sobota, 12 października 2013
Nowe zasady
Witajcie ;3 Dzisiaj nowy post o...zasadach!oto one :
Zasady naszego bloga:
•Nie podawaj linków - kick,ban
•Nie spamuj bez pozwolenia - kick
•Nie klnij - kick,kick,kick,ban
•Nie mów o seksistowskich rzeczach lub rasistowskich - ban
•Nie romansuj na chat.Możesz romansować na prywatnej rozmowie - kick
•Używaj 1-10 emotikon na chat - kick
•Nie podawaj hasła - kick,kick,ban
•Nie podawaj adresu e-mail - kick,kick,ban
•Nie obrażaj właściciela chat-u - Ban Forever
Zasady dla moderatorów:
•Jeżeli ktoś Cię/Was obrazi - kick,kick,kick,ban
•Nie podawaj linków bez zgody - ban
•Nie spamuj bez pozwolenia - kick
•Nie klnij - kick,kick,kick,ban
•Nie mów o seksistowskich lub rasistowskich - ban
•Nie obrażaj ownera - Ban na 24 godz.
To tyle ;P Bye ;***
piątek, 27 września 2013
Witajcie ;)
Dzisiaj post o.... szybkim zdobywaniu SC.
Jak zdobyć SC (StarCoins)?
Musisz stworzyć konto.Musi mieć 0 Level oraz , żeby nie miało e-maila.Ogl. sobie z niego filmy a zarobisz dużo SC!
1 film = 200sc
Czyli kilka filmów to będzie nawet pare tysięcy!:D
Dzięki temu sposobie zdobyłam aż 2000 tysiące (!!!) SC!!!To tyle.
Z pozdrowieniami Roxi
Jak zdobyć SC (StarCoins)?
Musisz stworzyć konto.Musi mieć 0 Level oraz , żeby nie miało e-maila.Ogl. sobie z niego filmy a zarobisz dużo SC!
1 film = 200sc
Czyli kilka filmów to będzie nawet pare tysięcy!:D
Dzięki temu sposobie zdobyłam aż 2000 tysiące (!!!) SC!!!To tyle.
Z pozdrowieniami Roxi
sobota, 21 września 2013
Jak zabezpieczyć swoje konto?
Witajcie.Dzisiaj post o zabezpieczeniu konta.
To tak...
Nie podawaj NIGDY swojego hasła.Nawet jeśli ktoś powie , że daje darmowe VIP-y,SC lub Fame , ponieważ to KŁAMSTWO!!!
Nie podawaj swojego e-maila.
Musisz mieć długie i trudne hasło żeby nikt Ci się nie wkradł.Bo jeżeli będziesz miał krótkie hasło to ktoś po drugiej stronie może je łatwo zgadnąć.
Hasło powinno zawierać małe i duże litery np. - MartinaLilka231,LiLkAmIlKA4567
To tyle.Z pozdrowieniami Roksana.
To tak...
Nie podawaj NIGDY swojego hasła.Nawet jeśli ktoś powie , że daje darmowe VIP-y,SC lub Fame , ponieważ to KŁAMSTWO!!!
Nie podawaj swojego e-maila.
Musisz mieć długie i trudne hasło żeby nikt Ci się nie wkradł.Bo jeżeli będziesz miał krótkie hasło to ktoś po drugiej stronie może je łatwo zgadnąć.
Hasło powinno zawierać małe i duże litery np. - MartinaLilka231,LiLkAmIlKA4567
To tyle.Z pozdrowieniami Roksana.
Hej ;)
Dzisiaj pogadamy o punktach Fame na MovieStarPlanet.
Co to są punkty Fame?
Punkty Fame to sława na MovieStarPlanet.Na MovieStarPlanet trzeba się dobrze starać , żeby je zdobyć.
Jak zdobyć Punkty Fame?
Wystarczy że ktoś obejrzy Tobie film,polubi Look-a lub ArtBook-a i już zdobędziesz jeden punkt albo więcej ;)
Do czego służą punkty Fame?
Punkty Fame służą do zdobywania wyższych Level-i.Level-i jest tylko 25 a Level na MovieStarPlanet jest trudno zdobyć ;c
Ile potrzeba punktów Fame aby zdobyć jakiś Level?
Ojojoj trzeba sporo zdobyć.Pokaże wam.
0 - 0 Fame
1 - 100 Fame
2 - 1000 Fame
3 - 5000 Fame
4 - 20 000 Fame
5 - 40 000 Fame
6 - 70 000 Fame
7 - 110 000 Fame
8 - 160 000 Fame
9 - 220 000 Fame
10 - 300 000 Fame
11 - 420 000 Fame
12 - 600 000 Fame
13 - 850 000 Fame
14 - 1 100 000 Fame
15 - 1 500 000 Fame
16 - 2 000 000 Fame
17 - 2 700 000 Fame
18 - 3 500 000 Fame
19 - 4 500 000 Fame
20 - 7 000 000 Fame
21 - 10 000 000 Fame
22 - 15 000 000 Fame
23 - 25 000 000 Fame
24 - 40 000 000 Fame
25 - 60 000 000 Fame
No to tyle.
Z pozdrowieniami Roksi ;)
Co to są punkty Fame?
Punkty Fame to sława na MovieStarPlanet.Na MovieStarPlanet trzeba się dobrze starać , żeby je zdobyć.
Jak zdobyć Punkty Fame?
Wystarczy że ktoś obejrzy Tobie film,polubi Look-a lub ArtBook-a i już zdobędziesz jeden punkt albo więcej ;)
Do czego służą punkty Fame?
Punkty Fame służą do zdobywania wyższych Level-i.Level-i jest tylko 25 a Level na MovieStarPlanet jest trudno zdobyć ;c
Ile potrzeba punktów Fame aby zdobyć jakiś Level?
Ojojoj trzeba sporo zdobyć.Pokaże wam.
0 - 0 Fame
1 - 100 Fame
2 - 1000 Fame
3 - 5000 Fame
4 - 20 000 Fame
5 - 40 000 Fame
6 - 70 000 Fame
7 - 110 000 Fame
8 - 160 000 Fame
9 - 220 000 Fame
10 - 300 000 Fame
11 - 420 000 Fame
12 - 600 000 Fame
13 - 850 000 Fame
14 - 1 100 000 Fame
15 - 1 500 000 Fame
16 - 2 000 000 Fame
17 - 2 700 000 Fame
18 - 3 500 000 Fame
19 - 4 500 000 Fame
20 - 7 000 000 Fame
21 - 10 000 000 Fame
22 - 15 000 000 Fame
23 - 25 000 000 Fame
24 - 40 000 000 Fame
25 - 60 000 000 Fame
No to tyle.
Z pozdrowieniami Roksi ;)
niedziela, 15 września 2013
Już wkrótce...
Już wkrótce na tym blogu będą zmiany ! Mam nadzieje , że blog będzie jeszcze lepszy niż dotychczas!
Z pozdrowieniami wasza Roksi ;)
Z pozdrowieniami wasza Roksi ;)
Odchodzę z MSP ;x
Witajcie.Chciałam was poinformować , że odchodzę z MSP.Cóż ta gra jest nudna i się baardzo zmieniła.W 2011 roku było super a potem tak sobie a teraz okropnie!No dobra nie będę już więcej pisać xdd
PS:Konto przejmuje SAMOTNOSC231
Z pozdrowieniami wasza Roksi ;)
PS:Konto przejmuje SAMOTNOSC231
Z pozdrowieniami wasza Roksi ;)
niedziela, 18 sierpnia 2013
wtorek, 13 sierpnia 2013
Konkurs Wakacje z MSP
Witajcie!Jak zauważyliście mamy dla was pewien konkurs!Nazywa się "Wakacje z MSP".Konkurs trwa do 24 sierpnia!To tak : Stwórz Look na MSP inspirowany WAKACJE Z MSP.Prześlij swój Look na e-mail rokseena@gmail.com.Wyniki będą 26 lub 27 sierpnia ;) To tyle mogę wam dać przykład i P.S nie kupujcie czyiś lub moich Looks bo to w konkursie,się nie liczy.Przykład:

środa, 24 lipca 2013
poniedziałek, 22 lipca 2013
Dałam się nabrać... Jestem nienormalna :c
Hej dam wam screen'a ale i tak wiem,że nikt nie wchodzi na mojego bloga.P.S. proszę mnie zgłaszać i blokować bo jestem najgorszą osobą na całym MovieStarPlanet.
czwartek, 11 lipca 2013
ALAKINGA oddała już konto
Hej ;3 ALAKINGA już oddała konto pewnej osobie.Nazywa się ona Diana008v.A tu macie pokazany status alakingi ;3
niedziela, 30 czerwca 2013
Historia Violetty xd cz.33
**Francesca**
Siedziałam sama na kanapie i jadłam słoik kiszonych ogórków w zestawie z kwaśnymi cukierkami i jakąś czekoladą, którą znalazłam w szafce w kuchni, kiedy do salonu weszła jakaś wysoka brunetka, trzymająca w ręku małe dziecko i rozglądała się po naszym domu - hotelu dla pracowników.
Podniosłam się ze swojego miejsca, odłożyłam trzymane rzeczy, poprawiłam ubranie i podeszłam do kobiety.
- Dzień dobry. - uśmiechnełam się i podałam kobiecie rękę na powitanie.
- Dzień dobry. - odpowiedziała i nadal rozglądała się w poszukiwaniu czegoś.
- Pomóc w czymś? - zapytałam jak najmilej to u mnie możliwe.
- Szukam syna. - powiedziała i weszła po schodach na górę, a ja poszłam za nią.
- Uczniowie mieszkają w akademiku obok. - wskazałam na budynek za oknem, a kobieta skrzyżowała ręcę na piersi i spojrzała na mnie oburzonym wzrokiem.
- Myślisz, że ja nie wiem, czy mój syn jest nauczycielem, czy uczniem? - wkurzyła się, wyglądała na kobietę z dobrej rodziny, więc idealnie pasowała do matki Leona. Zresztą mamę Tomasa i Maxiego znałam, więc tylko on został nam.
- Jest pani mamą Leona? - uśmiechnełam się i podbiegłam do drzwi od jego pokoju. - On mieszka za tymi drzwiami, ale aktualnie jest chyba na zajęciach.
- Nie jestem mamą żadnego Leona! - zawołała kobieta, a potem podała mi dziecko trzymane w rękach, ponieważ jej telefon dzwonił i nie mogła go trzymać, gdy grzebała w torebce.
Spojrzałam na dziewczynkę, którą teraz trzymałam w ręku i zauważyłam, że jest bardzo podobna do Marco, ale to nie mogło być możliwe, bo nigdy mi nie mówił, żeby miał młodszą siostrę.
Kobieta schowała telefon i zabrała ode mnie maleństwo.
- Pani jest mamą Marco? - zapytałam, ale nie musiałam pytać. Byłam już tego pewna po zobaczeniu małej dziewczynki. Byli bardzo do siebie podobni.
- Tak. - odpowiedziała kobieta i pogłaskała dziecko po policzku, a potem znów się do mnie zwróciła: - Ty jesteś Camila pewnie? Marco mi sporo o tobie opowidał.
- Marco pani sporo mówił o Cami... Znaczy o mnie? - zdziwiła mnie trochę ta wiadomość, a raczej bardzo zabolała, bo myślałam, że prędzej by o mnie powiedział mamie niż o przyjaciółce.
- Tak. - uśmiechneła się kobieta i zeszła na dół, by usiąść na kanapie. - Przepraszam, że tak uciekam, ale ta mała nie jest taka leciutka i musiałam usiąść. - usprawiedliwiła się brunetka, a ja usiadłam obok niej. - Jesteś tak urocza jak opowiadał!
Rzuciłam słoikiem po ogrórkach, który stał na stoliku kawowym w ścianę, a kobieta natychmiast podszkoczyła przerażona, ale chwilę później, gdy już się uspokoiłam już ze mną spokojnie rozmawiała.
- Jesteś tak śliczna jak sobie ciebie wyobrażała. - mówiła kobieta, a ja miałam wrażenie, że zaraz się rozpłacze. Chciałam tylko więcej wiedzieć o tym, co on myśli o mojej przyjaciółce, więc byłam na razie twarda. - A tak w ogóle to co robi teraz Marco?
- Chyba sprawdza kartkówki... - odpowiedziałam, ale w tym momencie byłam na niego tak wkurzona, że nawet nie chciałam o nim myśleć.
- Szkoda, chciałam z nim porozmawiać... - szepneła kobieta sama do siebie. No, ja też mam z nim wiele do obgadania, zaczynając od tego, że gdyby był tu w momencie rzucenia słoikiem to trafiłabym w niego. - A gdzie jest Francesca? - zapytała, a ja zdziwiłam się, że mnie szuka.
- A po co ona pani? - uśmiechnełam się i czułam, że zaraz nie wytrzymam i znów czymś rzucę. W zasięgu mam stolik, poduszkę, pilot i telewizor. No ciekawe co by było, gdyby to ostatnie wyleciało przez okno.
- Ponieważ jest dziewczyna mojego synka i pragnę ją poznać. - nagle miałam wrażenie jak drastycznie zmienia się mój humor. Czyli o mnie też jej powiedział. Szkoda tylko, że nie jestem tak urocza i śliczna jak to o Camili opowiadał.
- Ja jestem Francesca. - postanowiłam nie udawać już przyjaciółki.
- Marco nic mi nie mówił, że będzie ojcem. - stwierdziła kobieta i spojrzała na dziecko, które kołysała w ramionach, a ja ze zdziwienia otworzyłam szeroko usta.
- Jak to pani zauważyła?
- Oj, Francesco... - pogłaskała mnie po plecach, ale tylko chwilę, bo od razu wróciła do trzymania dziecka. - Sama nie dawno byłam w ciąży i jakaś intuicja mi to podpowiedziała. - odpowiedziała matka mojego chłopaka. - Marco jeszcze nie wie, że ma siostrzyczkę. Tak apropo... Czemu nie wiedziałam, że będę babcią? - ciekawiła się brunetka, a ja spuściłam głowę.
- Ponieważ on sam o tym nie wie... - mrukneła cicho, a potem podniosłam się i spojrzałam w oczy kobiety, która była tym zdziwiona. - I się o tym nie dowie, dobrze? - zapytałam błagalnym tonem.
- Nie uważam, by było dobre ukrywać to przed...
- Ale ja uważam, że tak będzie najlepiej. - przerwałam jej, a ona kiwneła twierdząco głową.
- Dobrze... - odpowiedziałam kobieta i podała mi dłoń. - Nie powiem mu, ale w zamian za to ty wrócisz z powrotem do Włoch i tam je urodzisz, tam się nim zajmiesz.
- Dlaczego pani stawia takie warunki? - zdziwiłam się. To było tak jakby ona chciała mnie odsunąć od swojego syna, jakby mnie za coś nie lubiła albo jakbym była jakimś ciężarem dla niego. Pewnie myśli, że zmarnuje mu życie z dzieckiem.
- Ponieważ jak ci się pojawi brzuch to to wszystko się wyda. - sykneła na mnie kobieta przeraźliwym głosem, że aż dreszczę mnie przeszły. - Wyda się też to, że ja wiedziałam, a mu nie powiedziałam. Zresztą skoro mu nie chcesz o dziecku mówić to znaczy, że wolisz je sama wychować. - kobieta wyprostowała się i dalej trzymała wyciągniętą w moją stronę rękę. - A we Włoszech będziesz mogła je wychowywać sama. Tam Ci chociaż rodzina pomoże i będzie Ci łatwiej...
- A tutaj mi Marco pomoże! - przerwałam kobiecie, a ona zaśmiała się.
- Myślisz, że co sobie pomyśli jak zobaczy Cię z brzuchem, a ty mu nie powiedziałaś o dziecku? - zapytała ze słyszalną ironią w głosie. - Że puściłaś się z byle kim i stąd to się wzieło. - po moim policzku spłyneła łza, którą szybko starłam. - Zresztą.... To bardzo prawdopodobne. - rzekła kobieta po zlustrowaniu mnie od stóp do głów. - Z tego co słyszałam to często go zdradzałaś.
- No super. - zawołałam wkurzona. - Nawet to powiedział mamusi?
- On całe życie był jedynakiem i dzięki temu bardzo się ze mną zżył. - powiedziała kobieta i podniosła się. - To co? Dasz spokój mojemu synowi i wrócisz do Włoch? Bo wiesz... Ja mogę jemu wszystko wmówić. On mi we wszystko uwierzy. Jak mu powiem, że widziałam Cię obściskującą się z jakimś chłopakiem to nie zawaha się, czy to kłamstwo.
Przełknełam ślinę i stanełam na przeciwko kobiety.
- Uderzyłabym Cię, gdyby nie fakt, że masz dziecko na rękach i jakbyś się wywróciła to jemu też mogłoby się coś stać. - emocje przechodziły przez każdą komórkę mojego ciała i miałam wrażenie, że zaraz wybchnę.
- Proszę bardzo. - powiedziała kobieta, włożyła dziecko do wózka i znów stała przede mną. Podniosła ręcę do góry. - Wal śmiało.
Miałam ochotę już ją uderzyć. Już się zamachnełam, kiedy coś mnie powstrzymało.
- No proszę! - zaśmiała się kobieta. - Już się nie odważysz? - prychneła na mnie, a w tym momencie ja nie wytrzymałam i uderzyłam ją pięścią w twarz.
Chwilę później zobaczyłam Marco, który wszedł już do hotelu i od razu podbiegł do matki, która leżała na kanapie i trzymała się za nos.
- Co ty zrobiłaś? - zapytał wkurzony.
- Ona mnie szantażowała! - zawołałam na chłopaka. - Powiedziała, że mam wracać do Włoszech i dać Ci spokój. - Marco spojrzał na mnie, a w jego wzroku widziałam wściekłość.
- Wyjdź stąd! - rozkazał, a ja posłusznie wybiegłam po drodze rzucając wazonem.
**Violetta**
Wracałam od Angie ze szpitala i była bardzo szczęśliwa po zobaczeniu małej Marii. Miała oczy jak moja mama i ja i była bardzo podobna do mojej rodzicielki.
Moje szczęście popsuł Leon, który podbiegł do mnie z gitarą, na której zaczął grać piosenkę, którą kiedyś dla niego napisałam od razu przyciągając uwagę przechodniów.
- Quiero mirarte, quiero sonarte. Vivir contigo cada instante. - śpiewał, a ja minełam go i ruszyłam dalej w stronę hotelu, a chłopak nadal za mną szedł i śpiewał.
- Leon, nie bądź natrętem! - krzyknełam i zaczęłam wymachiwać rękoma. - Nie rozumiesz, że z nami koniec? Co mam zrobić, żebyś to zrozumiał.
W tym momencie podeszły dwie dziewczyny i staneły po obu stronach chłopaka i głaskały go po ramionach. Chłopak wyrwał im się i dalej śpiewał dla mnie. Skrzyżowałam ręcę na piersi, ale gotowało się we mnie, gdy widziałam kręcące się wokół niego dziewczyny.
- Chłopak, słyszałeś? Nie bądź natrętem? - zachichotała niska blondynka o bardzo krótkiej i skromnej spódnicy, na której użycie chyba nie zużyto zbyt wiele materiału. - A wiesz... My... Ja i moja przyjaciółka lubimy się dzielić chłopakami i lubimy takich słodkich natrętów.
Wyrwałam gitarę szatynowi, podniosłam ją do góry i wybuchłam.
- Zowstacie go w spokoju! - krzyknełam, a dziewczyny zaczeły uciekać jak wypłoszona zwierzyna, kiedy zamachnełam się instrumentem trzymanym w ręku. - I wiecej mi tu nie wracać! - zaśmiałam się i wywróciłam, a chłopak mnie złapał. Kiedy zdałam sobie sprawę, że mnie przytula odskoczył na bok i zaczeła nerwowo mierzwić włosy.
- To co? - podniósł pytająco jedną brew. - Wrócimy do siebie?
- Prędzej świnie zaczną latać! - prychnałam.
- Mam znów skoczyć z mostu? - zapytał uwodzicielskim głosem, a ja chciałam się zaśmiać z jego tanich podrywów. - Znów będziesz krzyczeć "Leon, jesteś boski, kocham cię, jesteś moim całym światem i nie skacz, bo skoczę za Tobą"? - naśladował mój głos i musze przyznać, że całkiem dobrze mu szło.
- Nie. - skrzyżowałem ręcę na piersi. - Tym razem wracam prosto do hotelu.
Odwróciłam się na pięcie i wracałam do hotelu, a za mą jak ogon ciągnął się uśmiechnięty od ucha do ucha Leon i machał do każdej mijanej dziewczyny.
- Chcesz mnie zdenerwować? - zapytałam.
- Być może.
**Tomas**
Porzuciłem pracę w Studio na rzecz napisania książki o tym, jak to jest być takim bogiem seksu i najprzystojniejszym chłopakiem na świecie. To na prawdę ciężka praca.
Dziewczyny codziennie za tobą biegają, piszczą, chcą autografy albo byś je uraczył swoją obecnością, a ty czasami nawet nie masz czasu się do nich uśmiechnąć, poniewaź każda by chciała twój uśmiech na własność, oczywiście jak jakaś wykaże się zażartością i walecznością to może będzie mieć okazję na noc ze mną. Boskim mną w każdym calu idealnym.
Bez wady urodzony i do śmierci wiecznie pięknym i młodym.
Jestem cudem jaki można było podarować człowiekowi.
Siedziałam sama na kanapie i jadłam słoik kiszonych ogórków w zestawie z kwaśnymi cukierkami i jakąś czekoladą, którą znalazłam w szafce w kuchni, kiedy do salonu weszła jakaś wysoka brunetka, trzymająca w ręku małe dziecko i rozglądała się po naszym domu - hotelu dla pracowników.
Podniosłam się ze swojego miejsca, odłożyłam trzymane rzeczy, poprawiłam ubranie i podeszłam do kobiety.
- Dzień dobry. - uśmiechnełam się i podałam kobiecie rękę na powitanie.
- Dzień dobry. - odpowiedziała i nadal rozglądała się w poszukiwaniu czegoś.
- Pomóc w czymś? - zapytałam jak najmilej to u mnie możliwe.
- Szukam syna. - powiedziała i weszła po schodach na górę, a ja poszłam za nią.
- Uczniowie mieszkają w akademiku obok. - wskazałam na budynek za oknem, a kobieta skrzyżowała ręcę na piersi i spojrzała na mnie oburzonym wzrokiem.
- Myślisz, że ja nie wiem, czy mój syn jest nauczycielem, czy uczniem? - wkurzyła się, wyglądała na kobietę z dobrej rodziny, więc idealnie pasowała do matki Leona. Zresztą mamę Tomasa i Maxiego znałam, więc tylko on został nam.
- Jest pani mamą Leona? - uśmiechnełam się i podbiegłam do drzwi od jego pokoju. - On mieszka za tymi drzwiami, ale aktualnie jest chyba na zajęciach.
- Nie jestem mamą żadnego Leona! - zawołała kobieta, a potem podała mi dziecko trzymane w rękach, ponieważ jej telefon dzwonił i nie mogła go trzymać, gdy grzebała w torebce.
Spojrzałam na dziewczynkę, którą teraz trzymałam w ręku i zauważyłam, że jest bardzo podobna do Marco, ale to nie mogło być możliwe, bo nigdy mi nie mówił, żeby miał młodszą siostrę.
Kobieta schowała telefon i zabrała ode mnie maleństwo.
- Pani jest mamą Marco? - zapytałam, ale nie musiałam pytać. Byłam już tego pewna po zobaczeniu małej dziewczynki. Byli bardzo do siebie podobni.
- Tak. - odpowiedziała kobieta i pogłaskała dziecko po policzku, a potem znów się do mnie zwróciła: - Ty jesteś Camila pewnie? Marco mi sporo o tobie opowidał.
- Marco pani sporo mówił o Cami... Znaczy o mnie? - zdziwiła mnie trochę ta wiadomość, a raczej bardzo zabolała, bo myślałam, że prędzej by o mnie powiedział mamie niż o przyjaciółce.
- Tak. - uśmiechneła się kobieta i zeszła na dół, by usiąść na kanapie. - Przepraszam, że tak uciekam, ale ta mała nie jest taka leciutka i musiałam usiąść. - usprawiedliwiła się brunetka, a ja usiadłam obok niej. - Jesteś tak urocza jak opowiadał!
Rzuciłam słoikiem po ogrórkach, który stał na stoliku kawowym w ścianę, a kobieta natychmiast podszkoczyła przerażona, ale chwilę później, gdy już się uspokoiłam już ze mną spokojnie rozmawiała.
- Jesteś tak śliczna jak sobie ciebie wyobrażała. - mówiła kobieta, a ja miałam wrażenie, że zaraz się rozpłacze. Chciałam tylko więcej wiedzieć o tym, co on myśli o mojej przyjaciółce, więc byłam na razie twarda. - A tak w ogóle to co robi teraz Marco?
- Chyba sprawdza kartkówki... - odpowiedziałam, ale w tym momencie byłam na niego tak wkurzona, że nawet nie chciałam o nim myśleć.
- Szkoda, chciałam z nim porozmawiać... - szepneła kobieta sama do siebie. No, ja też mam z nim wiele do obgadania, zaczynając od tego, że gdyby był tu w momencie rzucenia słoikiem to trafiłabym w niego. - A gdzie jest Francesca? - zapytała, a ja zdziwiłam się, że mnie szuka.
- A po co ona pani? - uśmiechnełam się i czułam, że zaraz nie wytrzymam i znów czymś rzucę. W zasięgu mam stolik, poduszkę, pilot i telewizor. No ciekawe co by było, gdyby to ostatnie wyleciało przez okno.
- Ponieważ jest dziewczyna mojego synka i pragnę ją poznać. - nagle miałam wrażenie jak drastycznie zmienia się mój humor. Czyli o mnie też jej powiedział. Szkoda tylko, że nie jestem tak urocza i śliczna jak to o Camili opowiadał.
- Ja jestem Francesca. - postanowiłam nie udawać już przyjaciółki.
- Marco nic mi nie mówił, że będzie ojcem. - stwierdziła kobieta i spojrzała na dziecko, które kołysała w ramionach, a ja ze zdziwienia otworzyłam szeroko usta.
- Jak to pani zauważyła?
- Oj, Francesco... - pogłaskała mnie po plecach, ale tylko chwilę, bo od razu wróciła do trzymania dziecka. - Sama nie dawno byłam w ciąży i jakaś intuicja mi to podpowiedziała. - odpowiedziała matka mojego chłopaka. - Marco jeszcze nie wie, że ma siostrzyczkę. Tak apropo... Czemu nie wiedziałam, że będę babcią? - ciekawiła się brunetka, a ja spuściłam głowę.
- Ponieważ on sam o tym nie wie... - mrukneła cicho, a potem podniosłam się i spojrzałam w oczy kobiety, która była tym zdziwiona. - I się o tym nie dowie, dobrze? - zapytałam błagalnym tonem.
- Nie uważam, by było dobre ukrywać to przed...
- Ale ja uważam, że tak będzie najlepiej. - przerwałam jej, a ona kiwneła twierdząco głową.
- Dobrze... - odpowiedziałam kobieta i podała mi dłoń. - Nie powiem mu, ale w zamian za to ty wrócisz z powrotem do Włoch i tam je urodzisz, tam się nim zajmiesz.
- Dlaczego pani stawia takie warunki? - zdziwiłam się. To było tak jakby ona chciała mnie odsunąć od swojego syna, jakby mnie za coś nie lubiła albo jakbym była jakimś ciężarem dla niego. Pewnie myśli, że zmarnuje mu życie z dzieckiem.
- Ponieważ jak ci się pojawi brzuch to to wszystko się wyda. - sykneła na mnie kobieta przeraźliwym głosem, że aż dreszczę mnie przeszły. - Wyda się też to, że ja wiedziałam, a mu nie powiedziałam. Zresztą skoro mu nie chcesz o dziecku mówić to znaczy, że wolisz je sama wychować. - kobieta wyprostowała się i dalej trzymała wyciągniętą w moją stronę rękę. - A we Włoszech będziesz mogła je wychowywać sama. Tam Ci chociaż rodzina pomoże i będzie Ci łatwiej...
- A tutaj mi Marco pomoże! - przerwałam kobiecie, a ona zaśmiała się.
- Myślisz, że co sobie pomyśli jak zobaczy Cię z brzuchem, a ty mu nie powiedziałaś o dziecku? - zapytała ze słyszalną ironią w głosie. - Że puściłaś się z byle kim i stąd to się wzieło. - po moim policzku spłyneła łza, którą szybko starłam. - Zresztą.... To bardzo prawdopodobne. - rzekła kobieta po zlustrowaniu mnie od stóp do głów. - Z tego co słyszałam to często go zdradzałaś.
- No super. - zawołałam wkurzona. - Nawet to powiedział mamusi?
- On całe życie był jedynakiem i dzięki temu bardzo się ze mną zżył. - powiedziała kobieta i podniosła się. - To co? Dasz spokój mojemu synowi i wrócisz do Włoch? Bo wiesz... Ja mogę jemu wszystko wmówić. On mi we wszystko uwierzy. Jak mu powiem, że widziałam Cię obściskującą się z jakimś chłopakiem to nie zawaha się, czy to kłamstwo.
Przełknełam ślinę i stanełam na przeciwko kobiety.
- Uderzyłabym Cię, gdyby nie fakt, że masz dziecko na rękach i jakbyś się wywróciła to jemu też mogłoby się coś stać. - emocje przechodziły przez każdą komórkę mojego ciała i miałam wrażenie, że zaraz wybchnę.
- Proszę bardzo. - powiedziała kobieta, włożyła dziecko do wózka i znów stała przede mną. Podniosła ręcę do góry. - Wal śmiało.
Miałam ochotę już ją uderzyć. Już się zamachnełam, kiedy coś mnie powstrzymało.
- No proszę! - zaśmiała się kobieta. - Już się nie odważysz? - prychneła na mnie, a w tym momencie ja nie wytrzymałam i uderzyłam ją pięścią w twarz.
Chwilę później zobaczyłam Marco, który wszedł już do hotelu i od razu podbiegł do matki, która leżała na kanapie i trzymała się za nos.
- Co ty zrobiłaś? - zapytał wkurzony.
- Ona mnie szantażowała! - zawołałam na chłopaka. - Powiedziała, że mam wracać do Włoszech i dać Ci spokój. - Marco spojrzał na mnie, a w jego wzroku widziałam wściekłość.
- Wyjdź stąd! - rozkazał, a ja posłusznie wybiegłam po drodze rzucając wazonem.
**Violetta**
Wracałam od Angie ze szpitala i była bardzo szczęśliwa po zobaczeniu małej Marii. Miała oczy jak moja mama i ja i była bardzo podobna do mojej rodzicielki.
Moje szczęście popsuł Leon, który podbiegł do mnie z gitarą, na której zaczął grać piosenkę, którą kiedyś dla niego napisałam od razu przyciągając uwagę przechodniów.
- Quiero mirarte, quiero sonarte. Vivir contigo cada instante. - śpiewał, a ja minełam go i ruszyłam dalej w stronę hotelu, a chłopak nadal za mną szedł i śpiewał.
- Leon, nie bądź natrętem! - krzyknełam i zaczęłam wymachiwać rękoma. - Nie rozumiesz, że z nami koniec? Co mam zrobić, żebyś to zrozumiał.
W tym momencie podeszły dwie dziewczyny i staneły po obu stronach chłopaka i głaskały go po ramionach. Chłopak wyrwał im się i dalej śpiewał dla mnie. Skrzyżowałam ręcę na piersi, ale gotowało się we mnie, gdy widziałam kręcące się wokół niego dziewczyny.
- Chłopak, słyszałeś? Nie bądź natrętem? - zachichotała niska blondynka o bardzo krótkiej i skromnej spódnicy, na której użycie chyba nie zużyto zbyt wiele materiału. - A wiesz... My... Ja i moja przyjaciółka lubimy się dzielić chłopakami i lubimy takich słodkich natrętów.
Wyrwałam gitarę szatynowi, podniosłam ją do góry i wybuchłam.
- Zowstacie go w spokoju! - krzyknełam, a dziewczyny zaczeły uciekać jak wypłoszona zwierzyna, kiedy zamachnełam się instrumentem trzymanym w ręku. - I wiecej mi tu nie wracać! - zaśmiałam się i wywróciłam, a chłopak mnie złapał. Kiedy zdałam sobie sprawę, że mnie przytula odskoczył na bok i zaczeła nerwowo mierzwić włosy.
- To co? - podniósł pytająco jedną brew. - Wrócimy do siebie?
- Prędzej świnie zaczną latać! - prychnałam.
- Mam znów skoczyć z mostu? - zapytał uwodzicielskim głosem, a ja chciałam się zaśmiać z jego tanich podrywów. - Znów będziesz krzyczeć "Leon, jesteś boski, kocham cię, jesteś moim całym światem i nie skacz, bo skoczę za Tobą"? - naśladował mój głos i musze przyznać, że całkiem dobrze mu szło.
- Nie. - skrzyżowałem ręcę na piersi. - Tym razem wracam prosto do hotelu.
Odwróciłam się na pięcie i wracałam do hotelu, a za mą jak ogon ciągnął się uśmiechnięty od ucha do ucha Leon i machał do każdej mijanej dziewczyny.
- Chcesz mnie zdenerwować? - zapytałam.
- Być może.
**Tomas**
Porzuciłem pracę w Studio na rzecz napisania książki o tym, jak to jest być takim bogiem seksu i najprzystojniejszym chłopakiem na świecie. To na prawdę ciężka praca.
Dziewczyny codziennie za tobą biegają, piszczą, chcą autografy albo byś je uraczył swoją obecnością, a ty czasami nawet nie masz czasu się do nich uśmiechnąć, poniewaź każda by chciała twój uśmiech na własność, oczywiście jak jakaś wykaże się zażartością i walecznością to może będzie mieć okazję na noc ze mną. Boskim mną w każdym calu idealnym.
Bez wady urodzony i do śmierci wiecznie pięknym i młodym.
Jestem cudem jaki można było podarować człowiekowi.
Historia Violetty xd cz.32
**Camila**
Siedziałam i wsłuchiwałam się w rozszerzoną wersje histori o pasji chłopaka do muzyki, która zaczeła się od tego jak dostał swój pierwszy rower i miał się na nim nauczyć jeździć.
- No dobra, ale nadal nie rozumiem co ma rower na dwóch kołach do pasji do muzyki. - zaśmiałam się, a chłopak trochę się zawstydził. - Nie no... Opowiadaj dalej, ja tylko tak się nabijam.
- No więc jak dostałam ten rower to.... - i tu zaczeła się historia, która ani trochę nie łączyła mi się z muzyką, ale stwierdziłam że dobrze mi się go słucha i dzięki temu mogę się o nim więcej dowiedzieć, więc nie narzekałam tylko czekałam w skupieniu. - I kiedy wreszcie udało mi się jechać, co skończyło się wylądowaniem w krzakach wylądowałem koło jakiejś wyrzuconej gitary...
- Kto wyrzuca gitarę? - przerwałam mu.
- Skąd mam wiedzieć? - wzruszył ramionami i powrócił do swojej opowieści. - Wtedy wziełem tą gitarę i zacząłem na niej grać. Od razu mi się spodobało, mimo że jak później się okazało była zepsuta i kazali mi ją wyrzucić, ponieważ nie będę w domu trzymał jakiś śmieci z ulicy. Całą noc płakałem, ponieważ bardzo mi się spodobała i zauważyła to babcia. Wyjeła swoją starą gitarę, o której nawet nie wiedziałem i zaczęła na niej grać, a ja przyjeżdżałem do niej w każdy weekend, by mnie uczyła gry.
- Ile miałeś lat, kiedy zacząłeś się uczyć na gitarze? - zapytałam.
- Cztery! -odpowiedział szybko. - Pamiętam to idealnie, niestety po dwóch latach nie mogłem już jeździć do babci, ponieważ przeprowadziliśmy się do Meksyku. Wtedy wybłagałem rodziców o naukę gry na gitarze, a z roku na rok coraz więcej uczyłem się w szkole muzycznej, że teraz mam już za sobą naukę śpiewu, gry na pianinie, na perkusji, na skrzypcach oraz audycje słuchowe. - uśmiechnął się, a ja wtedy zobaczyłam jego piękne niebieskie oczy i znów się rozpłynełam. - Tak rozwineła się moja pasja muzyczna. Opowiedz teraz ty coś o sobie.
- Nie mam zbyt wiele do opowiedzenia. - spuściłam głowę i zaczełam przyglądać się jak poruszam nogami. - Rok temu, no trochę więcej niż rok rozstałam się ze swoim ostatnim chłopakiem i od wtedy moje życie osobiste ubolewa, ale za to moja najlepsza przyjaciółka Francesca rok temu spotkała miłość swojego życia. Śpiewali razem, a potem nam ciągle o nim opowiadała. Szybko zaczeli chodzić, ale po jakimś czasie rozstali, jednak po dłuższym okresie znów są razem, ale to nie jest już tak trwałe. Co chwilę się rozstają lub scho...
- Miałaś mówić o sobie. - skarcił mnie chłopak. - Chce się czegoś dowiedzieć o Tobie, a nie o zyciu uczuciowym twojej przyjaciółki.
- No dobrze... - zamruczałam. - Moją pasją było spiewanie, ale zawsze ktoś się znajdywał lepszy i nie mogłam się wyróżniać.
- Zaśpiewaj coś! - zakomendował, a potem dodał błagalnym głosem. - Proszę...
- Nie. - odpowiedziałam od razu i bez zastanowienia, po czym od razu wróciłam do mówienia "o sobie". - Zawsze w życiu chciałam znaleźć prawdziwą miłość i zazdrościłam moim przyjaciółkom, że mają kochających chłopaków. Pamiętam jak przechodziłam koło Francesci i Marco słuchających razem muzyki, śmiejących się i byłam zazdrosna, chciałam też tak mnie. Wtedy pocieszył mnie Dj, jednak od jakiegoś czasu nasze kontakty się pokruszyły. Byłam też zazdrosna o Violette, moją przyjaciółke i jej związek. Byli ostatnio w dość trwałym związku z Leonem, ale teraz są pokłóceniu, jednak myśle że im potrzebne jest się raz na jakiś czas porządnie pokłócić, a potem będą szczęśliwi. W przeciwieństwie do Francesci, która codziennie robi awanturę Marco. - znów zeszłam na temat moich przyjaciółek, co go chyba bawiło. - Dziwne... Dziś nie słyszałam żadnej awantury.
Nagle usłyszałam jakiś krzyk ze studia i wybiegającą włoszkę z jakimiś kartkami. Zaczęła kręcić się w kółko i rozsypywać to, co trzymała, a za nią szedł brunet, który zbierał je wszystkie.
- Wykrakałam. - zaśmiała się i przyglądałam przyjaciółce.
- Mówiłam, że mogę to zrobić! - zawołała Francesca, dalej rozrzucając trzymane przez siebie rzeczy. - To teraz mnie wreszcie wysłuchasz, czy dalej będziesz sobie przeglądał kartkóweczki. - skrzyżowała ręcę na piersi.
- To szybko minie. - chłopak dotknął jej policzka. - To tylko historia muzyki, trzy zadania i dziesięć kartkówek. Gdybyś nie rozwalił wszystkiego to bym to od razu sprawdził, a jak chciałaś szybciej porozmawiać to mogłaś mi pomóc.
- No jeszcze czego! - oburzyła się brunetka i odsuneła od niego. - To twoja praca i nie będziesz swoich obowiązków na mnie zwalał. Chciałam Ci coś ważnego powiedzieć, ale jak mnie nie słuchasz to...
- Francesco, zachowujesz się gorzej niż zazwyczaj. - przerwał jej Marco, a on spoliczkowała go.
- Ja zawsze się wkurzam, po prostu dziś trochę bardziej! - stwierdziła Francesca i odbiegła od niego. - Jak nie chcesz mnie słuchać to się nie dowiesz! - zawołała na pożegnanie.
- No i to była Francesca i jej codzienne kłótnie. - oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Ale na prawdę ją denerwuje taka głupota to ja chyba sobie odpuszczę dziewczynę z Argentyny. - powiedziała, a ja trochę posmutniałam, bo muszę przyznać, ale spodobało mi się z nim rozmawiać i miałam nadzieje na coś więcej. Może nie miłość ani chodzenie ani nic w tym stylu, ale może że też mu się spodobała rozmowa ze mną i choć w kawałku "wpadłam mu w oko".
- Ona jest włoszką. - uśmiechnełam się delikatnie, ale wydawało mi się, że widać jak zmienił mi się nastrój.
- Co za ulga...
**Angie**
Nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła zobaczyć moją córeczkę, a dziś będzie pierwszy raz, kiedy będę mogła ją wziąć na ręcę.
Wcześniej nie pozwalano mi na to, ponieważ mała urodziła się zbyt wcześnie i była w strasznym stanie, ale wreszcie wyjmą ją z inkubatora i przytulę ją. To będzie wielki dzień.
Z tej okazji do szpitala zaprosiłam Violettę, która też nie mogła się doczekać zobaczyć swojej kuzynki, ale nie miała najlepszego humoru i zastanawiałam się, co takiego się wydarzyło.
Drzwi od sali się otworzyły, a chwilę później weszła do mnie moja siostrzenica i rzuciła mi się na szyja, ale po wyrazie twarzy widziałam, że nie jest taka szczęśliwa.
- Co się stało, Violu? - zaniepokoił mnie stan dziewczyny i bez owijania w bawełne postanowiłam dowiedzieć się co spowodowało ten stan.
- A co się miało stać? - uniosła leciutko kąciki ust, aby wyglądać na uśmiechniątą, ale było to tak sztuczne jak amerykańskie fast food'y.
- Widzę, że jesteś smutna. - powiedziałam i zaraz znowu zapytałam: - Co się stało?
Dziewczyna przytuliła się do mnie i rozpłakała, a ja nadal nie wiedziałam o co chodzi, ale głaskałam ją po głowie z nadzieją, że coś od niej wyciągnę, bo raczej nie będzie tego ukrywać.
Nadzieja matką głupich. - pomyślałam, gdy do pomieszczenia weszła pielęgniarka z moim dzieckiem, a Violetta natychmiast odskoczyła i starła łzy z oczu.
Niemal natychmiast skakałam, by móc wziąć w ramiona moją córeczkę i już teoretycznie zapomniałam o smutnej siostrzenicy, której od razu humor się poprawił po zobaczeniu małej.
- Jak się nazywa? - spytała zaciekawiona Violetta, a ja uśmiechnełam się w jej stronę.
- Maria.
- Maria? - zdziwiła się dziewczyna i wydawało mi się, że zaraz jej oczy wyskoczą. - Jak moja mama?
- To po niej ma to imię. - oznajmiłam jej, a ona wpatrywała się w maleńką, jakby była największym cudem świata. Ja wiedziałam o co chodzi. Miała oczy jak moja siostra. Taki jakiś gen się przeniósł z rodziny, ponieważ ja miałam inne. - Na cześć najwspanialszej kobiety, jaką poznałam. - rozpłakałam się i zaczęłam trzęść na wspomnienie lat z moją siostrą, a wtedy pielęgniarka zabrała mi dziecko.
W mojej głowie ukazał się obraz jak uczyła mnie jeździć na rowerze i była bardzo cierpliwa, ponieważ rodzice już stracili nadzieję, że się nauczę. Później zobaczyłam nas w wesołym miasteczku i chłopca, który mnie popchnął, a wtedy ona wylała na niego napój, który miała w dłoni.
Zawsze mnie wspierała, zawsze była przy mnie. Była mi tak bliska, mimo sporej różnicy wieku jaki nas dzielił. Tęskniłam za nią jak za nikim innym.
**Francesca**
- No proszę... Powiedz mi o co chodzi. - błagał Marco, ale ja nie ustępowałam. Chciałam mu powiedzieć o tym, że będzie ojcem. Zebrałam się na odwagę, mimo że obawiałam się, że mnie zostawi, a on wolał sprawdzać jakieś kartkówki.
Pokręcił przecząco głową i odwróciłam się w przeciwnym do niego kierunku, aby wpatrywać się okno, za którym zobaczyłam przyjaciółke flirtrującą z jakimś chłopakiem. Był to tak niecodzienny widok, że podeszłam do okna, by się bliżej przyjrzeć.
- Francesco... - zawołał meksyknin za mną, kiedy zauważył, że od niego odchodzę. - Dobrze, nie mów jak nie chcesz, ale nie udawaj obrażonej!
- Zamknij się. - syknełam na niego. - Nie jesteś najważniejszy. Nie chodzi teraz o Ciebie. Nie widzisz, że podglądam Camilę z jakimś chłopakiem.
- Nie masz nic lepszego do roboty? - zapytał.
- A co? Mam słuchac jak mnie przepraszasz? - krzyknełam na chlopaka wkurzona, że nie daje mi w spokoju podglądać. Przecież to nic złego. Leon ogląda telenowele z rozterkami sercowymi, a ja oglądam moją przyjaciółke. Życiowa norma. Każdy ma inne ulubione seriale. - Już mi się znudziło, że codziennie mnie przepraszasz, teraz wolę zobaczyć jak jej się układa, bo zawsze mówi, że ona ma problemy. Nie ma chłopaka i jest pokrzywdzona przez los, a tu atrkacyjny i przystojny....
- Przystojny? - przerwał mi Marco i stanął koło mnie. - Nie dorasta mi do pięt. - wybuchłam śmiechem, a chłopak się oburzył. - Wątpisz w to?
- Nie, skądże. - przysunełam się i pocałowałam go, ale nagle coś w głowie mojej spowodowało, że zrobiło mi się strasznie smutno i się rozpłakałam.
- Co się dzieje? - odsunął się od mnie meksykanin i patrzył na mnie jak głośno płacze i mój oddech staje się nierówny. - No rozumiem, że słabo całuje, ale nie płacz od razu. Dasz mi poćwiczyć to się poprawię. - zażartował, a we mnie coś się zagotowało i wyrzuciłam wazon przez okno przyciągając tym uwagę szatynki i jej rozmówcy. - Wszystko w porządku?
- To przez hormony. - zaśmiałam się i go przytuliłam.
**Angie**
Nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła zobaczyć moją córeczkę, a dziś będzie pierwszy raz, kiedy będę mogła ją wziąć na ręcę.
Wcześniej nie pozwalano mi na to, ponieważ mała urodziła się zbyt wcześnie i była w strasznym stanie, ale wreszcie wyjmą ją z inkubatora i przytulę ją. To będzie wielki dzień.
Z tej okazji do szpitala zaprosiłam Violettę, która też nie mogła się doczekać zobaczyć swojej kuzynki, ale nie miała najlepszego humoru i zastanawiałam się, co takiego się wydarzyło.
Drzwi od sali się otworzyły, a chwilę później weszła do mnie moja siostrzenica i rzuciła mi się na szyja, ale po wyrazie twarzy widziałam, że nie jest taka szczęśliwa.
- Co się stało, Violu? - zaniepokoił mnie stan dziewczyny i bez owijania w bawełne postanowiłam dowiedzieć się co spowodowało ten stan.
- A co się miało stać? - uniosła leciutko kąciki ust, aby wyglądać na uśmiechniątą, ale było to tak sztuczne jak amerykańskie fast food'y.
- Widzę, że jesteś smutna. - powiedziałam i zaraz znowu zapytałam: - Co się stało?
Dziewczyna przytuliła się do mnie i rozpłakała, a ja nadal nie wiedziałam o co chodzi, ale głaskałam ją po głowie z nadzieją, że coś od niej wyciągnę, bo raczej nie będzie tego ukrywać.
Nadzieja matką głupich. - pomyślałam, gdy do pomieszczenia weszła pielęgniarka z moim dzieckiem, a Violetta natychmiast odskoczyła i starła łzy z oczu.
Niemal natychmiast skakałam, by móc wziąć w ramiona moją córeczkę i już teoretycznie zapomniałam o smutnej siostrzenicy, której od razu humor się poprawił po zobaczeniu małej.
- Jak się nazywa? - spytała zaciekawiona Violetta, a ja uśmiechnełam się w jej stronę.
- Maria.
- Maria? - zdziwiła się dziewczyna i wydawało mi się, że zaraz jej oczy wyskoczą. - Jak moja mama?
- To po niej ma to imię. - oznajmiłam jej, a ona wpatrywała się w maleńką, jakby była największym cudem świata. Ja wiedziałam o co chodzi. Miała oczy jak moja siostra. Taki jakiś gen się przeniósł z rodziny, ponieważ ja miałam inne. - Na cześć najwspanialszej kobiety, jaką poznałam. - rozpłakałam się i zaczęłam trzęść na wspomnienie lat z moją siostrą, a wtedy pielęgniarka zabrała mi dziecko.
W mojej głowie ukazał się obraz jak uczyła mnie jeździć na rowerze i była bardzo cierpliwa, ponieważ rodzice już stracili nadzieję, że się nauczę. Później zobaczyłam nas w wesołym miasteczku i chłopca, który mnie popchnął, a wtedy ona wylała na niego napój, który miała w dłoni.
Zawsze mnie wspierała, zawsze była przy mnie. Była mi tak bliska, mimo sporej różnicy wieku jaki nas dzielił. Tęskniłam za nią jak za nikim innym.
**Francesca**
- No proszę... Powiedz mi o co chodzi. - błagał Marco, ale ja nie ustępowałam. Chciałam mu powiedzieć o tym, że będzie ojcem. Zebrałam się na odwagę, mimo że obawiałam się, że mnie zostawi, a on wolał sprawdzać jakieś kartkówki.
Pokręcił przecząco głową i odwróciłam się w przeciwnym do niego kierunku, aby wpatrywać się okno, za którym zobaczyłam przyjaciółke flirtrującą z jakimś chłopakiem. Był to tak niecodzienny widok, że podeszłam do okna, by się bliżej przyjrzeć.
- Francesco... - zawołał meksyknin za mną, kiedy zauważył, że od niego odchodzę. - Dobrze, nie mów jak nie chcesz, ale nie udawaj obrażonej!
- Zamknij się. - syknełam na niego. - Nie jesteś najważniejszy. Nie chodzi teraz o Ciebie. Nie widzisz, że podglądam Camilę z jakimś chłopakiem.
- Nie masz nic lepszego do roboty? - zapytał.
- A co? Mam słuchac jak mnie przepraszasz? - krzyknełam na chlopaka wkurzona, że nie daje mi w spokoju podglądać. Przecież to nic złego. Leon ogląda telenowele z rozterkami sercowymi, a ja oglądam moją przyjaciółke. Życiowa norma. Każdy ma inne ulubione seriale. - Już mi się znudziło, że codziennie mnie przepraszasz, teraz wolę zobaczyć jak jej się układa, bo zawsze mówi, że ona ma problemy. Nie ma chłopaka i jest pokrzywdzona przez los, a tu atrkacyjny i przystojny....
- Przystojny? - przerwał mi Marco i stanął koło mnie. - Nie dorasta mi do pięt. - wybuchłam śmiechem, a chłopak się oburzył. - Wątpisz w to?
- Nie, skądże. - przysunełam się i pocałowałam go, ale nagle coś w głowie mojej spowodowało, że zrobiło mi się strasznie smutno i się rozpłakałam.
- Co się dzieje? - odsunął się od mnie meksykanin i patrzył na mnie jak głośno płacze i mój oddech staje się nierówny. - No rozumiem, że słabo całuje, ale nie płacz od razu. Dasz mi poćwiczyć to się poprawię. - zażartował, a we mnie coś się zagotowało i wyrzuciłam wazon przez okno przyciągając tym uwagę szatynki i jej rozmówcy. - Wszystko w porządku?
- To przez hormony. - zaśmiałam się i go przytuliłam.
środa, 26 czerwca 2013
Historia Violetty xd cz.31
**Violetta**
Leon niósł mnie na rękach, a ja w pewnym momencie odpłynełam. Nie myślałam już o naszym zerwaniu, nie myślałam już o tym, że całował się z Francescą, nie myślałam już o Noemi. Po prostu poczułam się jak księżniczka, kiedy trzymał mnie w ramionach.
Musiałam jednak szybko ocknąć się z tego stanu, ponieważ chłopak jeszcze uznałby, że jestem łatwa i że może mnie ranić ile chce, ale ja mu wybaczę. Co to to nie.
- Postawisz mnie wreszcie? - zapytałam wkurzona.
- Już prawie jesteśmy. - powiedział i zasłonił mi oczy.
- Ty mnie jedną ręką niesiesz? - wkurzyłam sie, ale dzięki temu zauważyłam, że stoimy na moście. Chłopak stanął przy barierce, a ja zatrzymał się na środku niego, byle by być jak najdalej od niego.
- Wybaczysz mi? - zaczął bez owijania w bawałne.
- Nie. - odmówiłam jego niekorzystnej propozycji i skrzyżowałam ręcę na piersi, a potem dodałam. - Prędzej świnie zaczną latać niż się na to zgodzę.
- Okej. - powiedział i stanął na barierce. - Wypróbujmy, czy przeżyje. Jestem taką świnią i jeżeli umiem latać to przeżyje. - stwierdził, a mnie trochę zmartwił jego pomysł.
- Złaź z tego! - rozkazałam, wskazując mu na miejsce obok mnie. - Chodź tu! - zakomendowałam wkurzona. - Zły piesek... - odwrócił się i pokazał mi język, a potem znów spojrzał przed siebie.
- Nie słyszę Ciebie. - powiedział, wpatrując się w coś pod nim.
- Powiedziałam złaź z tego! - krzyczałam na chłopaka i do moich uszu dotarł jego szyderczy śmiech, blefuje. Nie skoczyłby, ale to i tak nie zmienia, że będę się martwiła.
- Nie słyszę Ciebie! - zawołał i wyraźnie go bawiła ta sytuacja. - Ja odbieram tylko "Nie skacz, Leon! Kocham Cię!" albo "Jesteś boski! Nie skacz!" - zaśmiał się ze swoich słów.
- Jesteś głupi! Nie skacz! - krzyknełam, a on odwrócił głowę i uśmiechnął kokieteryjnie.
- Przepraszam, ale nadal Cię nie słyszę. - powiedział. - Chyba będę musiał skoczyć.
- Nie skacz! Kocham Cię! - krzyknełam w momencie, gdy zobaczyłam jak skacze i podeszłam do brzego mostu. Dopiero teraz spostrzegłam na jak małej wysokości jest most.
Pod nim leżał rozłożony koc i jakiś kosz, gotowy na piknik. Leon ukłonił się podał mi rękę, a potem sprowadził z mostu i zaciągnął, bym usiadła obok niego.
- Violetto... Przepraszam Cię. - powiedział i przysunął się do mnie, by złożyć pocałunek na moich ustach, ale ja w ostatniej sekundzie odsunełam się i podniosłam.
- Myślisz, że co? Pocałujesz mnie i będzie po sprawie? - krzyknełam na Leona, który siedział tuż przede mną. - Urządzisz piknik i już będzie wszystko jasne? - odwróciłam się na pięcie i stałam plecami do niego. - To niej jest takie proste! - krzyknełam i oddaliłam się od niego.
Kiedy zdałam sobie sprawę, że nie biegnie za mną, że został już daleko ode mnie zatrzymał się i oparł o drzewo, a z moich oczu zaczęły spływać łzy rozczarowania. Rozczarowania, że nie walczy, że nie biegnie za mną, że tak powoli do niego dociera, że chciałam mu przekazać, że musi o mnie walczyć, jeśli chce mnie odzyskać.
**Francesca**
Obudziłam się w ramionach Marco w środku nocy i od razu poczułam mdłości i pobiegłam do toalety. Gdy weszłam spowrotem do jego pokoju już nie spał i siedział na brzegu łóżka. Usiadłam obok niego, a on objął mnie ramieniem. Uśmiechnełam się, ponieważ zawsze mi się podoba, kiedy mnie przytula.
- Zrób test ciążowy! - zakomendował chłopak, a ja zerwałam się na równe nogi.
- Po co? - zapytałam zdziwiona, ale od razu pobiegłam do toalety, ponieważ niedobrze mi się zrobiło. Odwróciłam się w stronę drzwi, które dzieliły mnie z chłopakiem i zauważyłam, że stoi tam ze skrzyżowanymi rękoma na piersi. - To jeszcze nic nie znaczy.
- Ale jak to zrobisz to będzie coś znaczyć? - podał mi pudełeczko. - Już kupiłem wieczorem jak wyszedłem po picie, które się skończyło. Tak... Jakby Ci nie przechodziło.
- Przecież... To tylko zatrucie pokarmowe. - mruknełam, ale zobaczyłam jego błagalne spojrzenie, więc wyrzuciłam go z toalety. - Dobra, zobaczymy.
Niemal po kilku sekundach na teście zobaczyłam dwie kreski, a po moich policzkach spłyneły łzy. Przecież to niemożliwe... Nie mogę być w ciąży, ja nie umiem się nikomu poświęcić, zajmować się nim w kółko.
Jestem niedpowiedzialna. Mam dopiero dziwiętnaście lat.
- Mniejsza z tym... - odepchnełam go i usiadłam na kanapie, a potem sięgnełam po zeszyt Naty, z którego miałam pozałatwiać rzeczy. Zajrzałam do środka i otworzyłam ze zdziwienia usta. - Załatwiłeś wszystko?
- No... - sięgnął ręką do głowy i za chwylę przysiadł koło mnie. - Jakoś się udało, jak przyniesiemy zaliczkę za muzykę na żywo to będzie wszystko załatwione. - uśmiechnął się.
- Twoja narzeczona będzie zadowolona. - stwierdziłam i przytuliłam go, popatrzyłam mu w oczy.
- Będziesz zadowolona? - zapytał zdenerwowany, a ja zarumieniłam się.
- No wiesz... Nie wiado... Nie wiadomo, czy wytrzymamy... ze sobą... Tyle czasu ze sobą... - wyjąłam, a chłopak wyglądał jakby się na mnie wkurzył. - No, ale mam nadzieję, że to ja będę. Nie gadajmy o tym, bo się pośpieszymy i w tak młodym wieku odpalimy ślub.
- Chyba masz rację. - pocałował mnie w policzek. - Na razie jesteśmy za młodzi na ślub, na dzieci, na zakładanie rodziny. - uśmiechnął się chłopak, a ja wtuliłam w niego.
Przypomniała mi się moja rozmowa z Marco i od razu przestraszyłam się, co będzie. Nie mogę mu o tym powiedzieć. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Francesco, wszystko w porządku? - zapytał, a ja wybiegłam jak poparzona z pokoju i wbiegłam do Camili i Violetty. Były wściekłe, ale nie dziwiłam im się.
- Co się dzieje? - przeciągneła się leniwie Violetta na łóżku, a ja podbiegłam do Camili.
- Zrobisz to? - podałam jej jeszcze nie używany test, ponieważ w pudełku były dwa. Przyjaciółka wyglądała na zdziwioną, a ja tylko szybko podbiegłam do drzwi, by je zamknąć.
- Po co? - zdziwiła się szatynka, ale popchnełam ją do toalety. - Ja na razie nie mam szansy na bycie w ciąży.
- No i oto chodzi. - zamknełam za nią drzwi i stanełam przytrzymując je. - Nie wypuszczę Cię stamtąd póki go nie zrobisz. - zagroziłam przyjaciółce.
- Ale ja nie umiem... - wymamrotała.
- Masz instrukcje! - krzyknełam na Camile. - Pośpiesz się!
Po chwili przyjaciółka kopneła w drzwi, a ja je otworzyłam.
- Negatywny. - powiedziała, a ja rzuciłam jej się na szyje. - No i po co Ci to było? Wiesz doskonale, że nie mam chłopaka, więc chyba nie spodziewałaś się, że na jakiejś imprezie sobie dziecko zrobiłam.
- Wytłumaczę Wam to innym razem. - obiecałam, wychodząc z ich pokoju. Gdy zamknełam drzwi i odwróciłam się wpadłam na Marco, który zabrał mi test trzymany w ręku.
Przyglądał mu się uważnie i zdziwił się wynikiem, ale chwilę potem spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się. Był zadowolony, że nie jest ojcem. To pewne.
- Negatywny. - podał mi test i chwycił za rękę, ciągnąc do swojego pokoju. - Dlaczego tak uciekłaś? Już myślałem, że jesteś w ciąży i się przestraszyłaś, więc uciekłaś. - trafił idealnie, jakby doskonale wiedział co zrobiłam, a ja tylko wzruszyłam ramionami. - Francesco... Nie musiałaś się martwić tym, że jeżeli wyszedłby pozyty...
- Boże, my śpimy na jednosobowym łóżku. - zmienił temat, bo obawiałam się, że przez przypadek powiem coś, co nie powinnam, że wszystko się wyda. - To dlatego tak tu niewygodnie.
- Nie masz na co narzekać. To ty zajmujesz większość spychając mnie na ścianę. - uśmiechnełam się delikatnie, a chłopak przysunął się do mnie i pocałował.
Jedną rękę położył na mojej piersi, a ja poczułam że boli ten dotyk, jednak nic nie mówiłam, bo zachowałabym się podejrzanie.
- Pójdę wziąźć prysznic. - odsunełam się od niego, a po mojej głowie wciąż chodziło jak ja to przed nim ukryje. W końcu przecież będzie coś widać. W końcu zacznę latać z brzuchem.
**Camila**
Siedziałam na ławce przed Studio i przeglądałam dziennik, wystawiając oceny za ostatnią pracę moich uczniów, gdy podszedł do mnie jakiś wysoki blondyn, który rzucił cień na to na czym pisałam. Odłożyłam na bok notatki, w których miałam zapisane opisy występów uczniów.
- Mógłbyś się przesunąć, ponieważ przeszkadzasz mi w wystawianiu ocen? - zapytałam i podniosłam wzrok na chłopak i wtedy nasz wzrok się spotkał, a ja niemal od razu zatopiłam się w jego niebieskich oczach.
- Cześć, jestem Lukas i przyjechałem z Meksyku. - uśmiechnął i podał mi rękę na powitanie, którą od razu uścisneła. - To ty jesteś Camila?
- Tak, to ja. - dodatkowo kiwnełam twierdząco głową. Chciałam jakoś rozwinąć temat. - Nie masz urody meksykanina. - stwierdziłam, nawet nie wiem czemu.
- Bo jestem niemcem. - odpowiedział i usiadł koło mnie. - Bystra jesteś, co jeszcze u mnie spostrzegłaś nie pasującego? - na jego twarzy pojawił się uwodzicielski uśmieszek.
- Że wiedziałeś jak się nazywam. - powiedziałam, zdziwiona tym faktem. Pierwszy raz nieznane mi osoby zna moje dane, a w dodatku - żadnego niemca nie znam.
- Dowiedziałem się, że szukają tutaj jakiegoś nauczyciela do muzyki, bo jakiś odchodzi, więc się zgłosiłem. Chciałem poznać kraj mojej babci, która pochodziła z Argentyny, a teraz mieszka w Niemczech z dziedkiem. - zaczął opowiadać historie swojej rodziny, z której nie wiedziała, co ona się ze mną wiąże. - Babcia powiedziała, że miała tutaj taką przyjaciółkę, z którą nadal się kontaktuje i mógłby u niej zamieszkać przez pewien czas, jeśli nie dostanę tu pracy. - mówił dalej, a coś powodowało, że ja chciałam by właśnie tak rozciągał tak opowieść i bym mogła się w niego wpatrywać. - Kiedy odwiedziłem tą panią i opowiedziałem jej, że będę pracował w tym studiu, kobieta powiedziała mi, że pracuje tu jej wnuczka i nazywa się Camila Torres.
- Czyli twoja babcia znała moją babcię? - zapytałam z nadzieją, że znów zacznie o czymś opowiadać, bo cudownie wyglądał, gdy mówił jakąś historie z życia.
- Tak, tak. - odpowiedział twierdząco na moje pytanie. - Śpiewały w jednym zespole.
- Moja babcia śpiewała w zespole? - zdziwiła mnie nowa wiadomość o osobie z mojej rodzine, o której wydawało mi się, że wiem wszystko.
- No tak. Nie wiedziałaś? - zapytał zdziwiony, a ja pokręciłam przecząco głową. - Babcia śpiewała mi sporo ich kawałków, jakbym miał gitarę to bym Ci jeden z nich zaśpiewał. - uśmiechnełam się i chciałam go zaciągnąć do sali z instrumentami, kiedy się odezwał. - Twoja babcia miała racje?
- Z czym? - położyłam ręcę na biodrach i byłam gotowa na jakąś kolejną nowość, o kobiecie, która niby nigdy nie miała przede mną żadnych sekretów.
- Że jesteś ładna. - zarumienił się, ale ja chyba też. - I mówiła coś jeszcze o tym, że na razie nie masz narzczonego i byłbym idealnym kandydatem.
- To jeszcze jest swatką? - wybuchłam śmiechem. - Sporo się o niej dowiaduje.
*******************
No to jak? Podobał się dzisiejszy rozdział?
Leon niósł mnie na rękach, a ja w pewnym momencie odpłynełam. Nie myślałam już o naszym zerwaniu, nie myślałam już o tym, że całował się z Francescą, nie myślałam już o Noemi. Po prostu poczułam się jak księżniczka, kiedy trzymał mnie w ramionach.
Musiałam jednak szybko ocknąć się z tego stanu, ponieważ chłopak jeszcze uznałby, że jestem łatwa i że może mnie ranić ile chce, ale ja mu wybaczę. Co to to nie.
- Postawisz mnie wreszcie? - zapytałam wkurzona.
- Już prawie jesteśmy. - powiedział i zasłonił mi oczy.
- Ty mnie jedną ręką niesiesz? - wkurzyłam sie, ale dzięki temu zauważyłam, że stoimy na moście. Chłopak stanął przy barierce, a ja zatrzymał się na środku niego, byle by być jak najdalej od niego.
- Wybaczysz mi? - zaczął bez owijania w bawałne.
- Nie. - odmówiłam jego niekorzystnej propozycji i skrzyżowałam ręcę na piersi, a potem dodałam. - Prędzej świnie zaczną latać niż się na to zgodzę.
- Okej. - powiedział i stanął na barierce. - Wypróbujmy, czy przeżyje. Jestem taką świnią i jeżeli umiem latać to przeżyje. - stwierdził, a mnie trochę zmartwił jego pomysł.
- Złaź z tego! - rozkazałam, wskazując mu na miejsce obok mnie. - Chodź tu! - zakomendowałam wkurzona. - Zły piesek... - odwrócił się i pokazał mi język, a potem znów spojrzał przed siebie.
- Nie słyszę Ciebie. - powiedział, wpatrując się w coś pod nim.
- Powiedziałam złaź z tego! - krzyczałam na chłopaka i do moich uszu dotarł jego szyderczy śmiech, blefuje. Nie skoczyłby, ale to i tak nie zmienia, że będę się martwiła.
- Nie słyszę Ciebie! - zawołał i wyraźnie go bawiła ta sytuacja. - Ja odbieram tylko "Nie skacz, Leon! Kocham Cię!" albo "Jesteś boski! Nie skacz!" - zaśmiał się ze swoich słów.
- Jesteś głupi! Nie skacz! - krzyknełam, a on odwrócił głowę i uśmiechnął kokieteryjnie.
- Przepraszam, ale nadal Cię nie słyszę. - powiedział. - Chyba będę musiał skoczyć.
- Nie skacz! Kocham Cię! - krzyknełam w momencie, gdy zobaczyłam jak skacze i podeszłam do brzego mostu. Dopiero teraz spostrzegłam na jak małej wysokości jest most.
Pod nim leżał rozłożony koc i jakiś kosz, gotowy na piknik. Leon ukłonił się podał mi rękę, a potem sprowadził z mostu i zaciągnął, bym usiadła obok niego.
- Violetto... Przepraszam Cię. - powiedział i przysunął się do mnie, by złożyć pocałunek na moich ustach, ale ja w ostatniej sekundzie odsunełam się i podniosłam.
- Myślisz, że co? Pocałujesz mnie i będzie po sprawie? - krzyknełam na Leona, który siedział tuż przede mną. - Urządzisz piknik i już będzie wszystko jasne? - odwróciłam się na pięcie i stałam plecami do niego. - To niej jest takie proste! - krzyknełam i oddaliłam się od niego.
Kiedy zdałam sobie sprawę, że nie biegnie za mną, że został już daleko ode mnie zatrzymał się i oparł o drzewo, a z moich oczu zaczęły spływać łzy rozczarowania. Rozczarowania, że nie walczy, że nie biegnie za mną, że tak powoli do niego dociera, że chciałam mu przekazać, że musi o mnie walczyć, jeśli chce mnie odzyskać.
**Francesca**
Obudziłam się w ramionach Marco w środku nocy i od razu poczułam mdłości i pobiegłam do toalety. Gdy weszłam spowrotem do jego pokoju już nie spał i siedział na brzegu łóżka. Usiadłam obok niego, a on objął mnie ramieniem. Uśmiechnełam się, ponieważ zawsze mi się podoba, kiedy mnie przytula.
- Zrób test ciążowy! - zakomendował chłopak, a ja zerwałam się na równe nogi.
- Po co? - zapytałam zdziwiona, ale od razu pobiegłam do toalety, ponieważ niedobrze mi się zrobiło. Odwróciłam się w stronę drzwi, które dzieliły mnie z chłopakiem i zauważyłam, że stoi tam ze skrzyżowanymi rękoma na piersi. - To jeszcze nic nie znaczy.
- Ale jak to zrobisz to będzie coś znaczyć? - podał mi pudełeczko. - Już kupiłem wieczorem jak wyszedłem po picie, które się skończyło. Tak... Jakby Ci nie przechodziło.
- Przecież... To tylko zatrucie pokarmowe. - mruknełam, ale zobaczyłam jego błagalne spojrzenie, więc wyrzuciłam go z toalety. - Dobra, zobaczymy.
Niemal po kilku sekundach na teście zobaczyłam dwie kreski, a po moich policzkach spłyneły łzy. Przecież to niemożliwe... Nie mogę być w ciąży, ja nie umiem się nikomu poświęcić, zajmować się nim w kółko.
Jestem niedpowiedzialna. Mam dopiero dziwiętnaście lat.
- Mniejsza z tym... - odepchnełam go i usiadłam na kanapie, a potem sięgnełam po zeszyt Naty, z którego miałam pozałatwiać rzeczy. Zajrzałam do środka i otworzyłam ze zdziwienia usta. - Załatwiłeś wszystko?
- No... - sięgnął ręką do głowy i za chwylę przysiadł koło mnie. - Jakoś się udało, jak przyniesiemy zaliczkę za muzykę na żywo to będzie wszystko załatwione. - uśmiechnął się.
- Twoja narzeczona będzie zadowolona. - stwierdziłam i przytuliłam go, popatrzyłam mu w oczy.
- Będziesz zadowolona? - zapytał zdenerwowany, a ja zarumieniłam się.
- No wiesz... Nie wiado... Nie wiadomo, czy wytrzymamy... ze sobą... Tyle czasu ze sobą... - wyjąłam, a chłopak wyglądał jakby się na mnie wkurzył. - No, ale mam nadzieję, że to ja będę. Nie gadajmy o tym, bo się pośpieszymy i w tak młodym wieku odpalimy ślub.
- Chyba masz rację. - pocałował mnie w policzek. - Na razie jesteśmy za młodzi na ślub, na dzieci, na zakładanie rodziny. - uśmiechnął się chłopak, a ja wtuliłam w niego.
Przypomniała mi się moja rozmowa z Marco i od razu przestraszyłam się, co będzie. Nie mogę mu o tym powiedzieć. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Francesco, wszystko w porządku? - zapytał, a ja wybiegłam jak poparzona z pokoju i wbiegłam do Camili i Violetty. Były wściekłe, ale nie dziwiłam im się.
- Co się dzieje? - przeciągneła się leniwie Violetta na łóżku, a ja podbiegłam do Camili.
- Zrobisz to? - podałam jej jeszcze nie używany test, ponieważ w pudełku były dwa. Przyjaciółka wyglądała na zdziwioną, a ja tylko szybko podbiegłam do drzwi, by je zamknąć.
- Po co? - zdziwiła się szatynka, ale popchnełam ją do toalety. - Ja na razie nie mam szansy na bycie w ciąży.
- No i oto chodzi. - zamknełam za nią drzwi i stanełam przytrzymując je. - Nie wypuszczę Cię stamtąd póki go nie zrobisz. - zagroziłam przyjaciółce.
- Ale ja nie umiem... - wymamrotała.
- Masz instrukcje! - krzyknełam na Camile. - Pośpiesz się!
Po chwili przyjaciółka kopneła w drzwi, a ja je otworzyłam.
- Negatywny. - powiedziała, a ja rzuciłam jej się na szyje. - No i po co Ci to było? Wiesz doskonale, że nie mam chłopaka, więc chyba nie spodziewałaś się, że na jakiejś imprezie sobie dziecko zrobiłam.
- Wytłumaczę Wam to innym razem. - obiecałam, wychodząc z ich pokoju. Gdy zamknełam drzwi i odwróciłam się wpadłam na Marco, który zabrał mi test trzymany w ręku.
Przyglądał mu się uważnie i zdziwił się wynikiem, ale chwilę potem spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się. Był zadowolony, że nie jest ojcem. To pewne.
- Negatywny. - podał mi test i chwycił za rękę, ciągnąc do swojego pokoju. - Dlaczego tak uciekłaś? Już myślałem, że jesteś w ciąży i się przestraszyłaś, więc uciekłaś. - trafił idealnie, jakby doskonale wiedział co zrobiłam, a ja tylko wzruszyłam ramionami. - Francesco... Nie musiałaś się martwić tym, że jeżeli wyszedłby pozyty...
- Boże, my śpimy na jednosobowym łóżku. - zmienił temat, bo obawiałam się, że przez przypadek powiem coś, co nie powinnam, że wszystko się wyda. - To dlatego tak tu niewygodnie.
- Nie masz na co narzekać. To ty zajmujesz większość spychając mnie na ścianę. - uśmiechnełam się delikatnie, a chłopak przysunął się do mnie i pocałował.
Jedną rękę położył na mojej piersi, a ja poczułam że boli ten dotyk, jednak nic nie mówiłam, bo zachowałabym się podejrzanie.
- Pójdę wziąźć prysznic. - odsunełam się od niego, a po mojej głowie wciąż chodziło jak ja to przed nim ukryje. W końcu przecież będzie coś widać. W końcu zacznę latać z brzuchem.
**Camila**
Siedziałam na ławce przed Studio i przeglądałam dziennik, wystawiając oceny za ostatnią pracę moich uczniów, gdy podszedł do mnie jakiś wysoki blondyn, który rzucił cień na to na czym pisałam. Odłożyłam na bok notatki, w których miałam zapisane opisy występów uczniów.
- Mógłbyś się przesunąć, ponieważ przeszkadzasz mi w wystawianiu ocen? - zapytałam i podniosłam wzrok na chłopak i wtedy nasz wzrok się spotkał, a ja niemal od razu zatopiłam się w jego niebieskich oczach.
- Cześć, jestem Lukas i przyjechałem z Meksyku. - uśmiechnął i podał mi rękę na powitanie, którą od razu uścisneła. - To ty jesteś Camila?
- Tak, to ja. - dodatkowo kiwnełam twierdząco głową. Chciałam jakoś rozwinąć temat. - Nie masz urody meksykanina. - stwierdziłam, nawet nie wiem czemu.
- Bo jestem niemcem. - odpowiedział i usiadł koło mnie. - Bystra jesteś, co jeszcze u mnie spostrzegłaś nie pasującego? - na jego twarzy pojawił się uwodzicielski uśmieszek.
- Że wiedziałeś jak się nazywam. - powiedziałam, zdziwiona tym faktem. Pierwszy raz nieznane mi osoby zna moje dane, a w dodatku - żadnego niemca nie znam.
- Dowiedziałem się, że szukają tutaj jakiegoś nauczyciela do muzyki, bo jakiś odchodzi, więc się zgłosiłem. Chciałem poznać kraj mojej babci, która pochodziła z Argentyny, a teraz mieszka w Niemczech z dziedkiem. - zaczął opowiadać historie swojej rodziny, z której nie wiedziała, co ona się ze mną wiąże. - Babcia powiedziała, że miała tutaj taką przyjaciółkę, z którą nadal się kontaktuje i mógłby u niej zamieszkać przez pewien czas, jeśli nie dostanę tu pracy. - mówił dalej, a coś powodowało, że ja chciałam by właśnie tak rozciągał tak opowieść i bym mogła się w niego wpatrywać. - Kiedy odwiedziłem tą panią i opowiedziałem jej, że będę pracował w tym studiu, kobieta powiedziała mi, że pracuje tu jej wnuczka i nazywa się Camila Torres.
- Czyli twoja babcia znała moją babcię? - zapytałam z nadzieją, że znów zacznie o czymś opowiadać, bo cudownie wyglądał, gdy mówił jakąś historie z życia.
- Tak, tak. - odpowiedział twierdząco na moje pytanie. - Śpiewały w jednym zespole.
- Moja babcia śpiewała w zespole? - zdziwiła mnie nowa wiadomość o osobie z mojej rodzine, o której wydawało mi się, że wiem wszystko.
- No tak. Nie wiedziałaś? - zapytał zdziwiony, a ja pokręciłam przecząco głową. - Babcia śpiewała mi sporo ich kawałków, jakbym miał gitarę to bym Ci jeden z nich zaśpiewał. - uśmiechnełam się i chciałam go zaciągnąć do sali z instrumentami, kiedy się odezwał. - Twoja babcia miała racje?
- Z czym? - położyłam ręcę na biodrach i byłam gotowa na jakąś kolejną nowość, o kobiecie, która niby nigdy nie miała przede mną żadnych sekretów.
- Że jesteś ładna. - zarumienił się, ale ja chyba też. - I mówiła coś jeszcze o tym, że na razie nie masz narzczonego i byłbym idealnym kandydatem.
- To jeszcze jest swatką? - wybuchłam śmiechem. - Sporo się o niej dowiaduje.
*******************
No to jak? Podobał się dzisiejszy rozdział?
Historia Violetty xd cz.30!
**Naty**
Weszłam na łąkę, obok której płyneła rzeka i spojrzałam ze zdziwieniem, że wszystko jest już przygotowane, jakby Maxi to zaplanował już wcześniej i nie był to spontaniczny piknik.
Dotknełam jednej z lampek wiszących na drzewie i odwróciłam się w stronę chłopaka.
- Zaplanowałeś to! - uśmiechnełam się i podeszłam bliżej niego, aby nasze usta spotkały się w delikatny, ale za ile przynoszącym ekscytacji pocałunku, po którym miałam żal, że już się skończył. - Ale skąd wiedziałeś o tym, że Francesca zabierze mi zeszyt i będziemy mogli gdzieś pojechać? - usiadłam na jednej z poduszek rozłożonych na kocu.
- A myślisz, że Francesce chce się robić, to co jest na tej liście? - zapytał mnie, a ja uśmiechnełam się sama do siebie, na myśl że nawet się nie zastanowiłam. - Znając życie nie chciało jej się tego robić i sobie poszła albo pokłóciła się z kimś i też jej się znudziło. - powiedział chłopak, a jak skrzyżowałam ręcę na piersi.
- Nieładnie tak obgadywać swoich przyjaciół. - skarciłam chłopaka, a on przysunął się bliżej do mnie i znów się pocałowaliśmy, tym razem było to coś namiętniejszego.
Coś, co mnie pobudziło i spowodowało, że nie mogłam się ocknąć z tej magii i chciałam posiadać tego uczucia więcej. Tej namiętności, ekscytacji i tych pocałunków, które z chwili na chwile stawały się coraz zuchwałe, a ja coraz bardziej wyczuwałam, jak chłopak znajduje się nade mną i już leżę.
Nie panowałam nad żadnym z moich ruchów, które robiły co chciały, mój umysł już nie myślał, był nastawiony tylko na przyjemność, która daje mi ta sytuacja i moja rękę wsuneła się w spodnie chłopaka.
- Co my robimy? - oderwał się nagle i ciężko dyszał. Wpatrywał się we mnie zaskoczony, a ja tylko wzruszyłam ramionami. - Obiecaliśmy sobie, że czekamy do ślubu...
- Oj, Maxi... - przytuliłam chłopak i chciałam go przyciągnąć do poprzedniej pozycji, ale nie dał się, tylko siedział i wpatrywał się przed siebie. - Przepraszam. - mruknełam i wstałam, oddalając się od niego.
Szybko do mnie podbiegł i zatrzymał.
- To nie moja wina, będę się po prostu trzymał tego, co obiecałem. - podał mi rękę, a potem dodał: - Ja też tego bardzo pragne, ale już przeczekamy te trzy tygodnie. - ujął moją twarz w dłonie, a mi od razu poprawił się humor.
- Przeczekamy. - moja ręka powędrował do jego włosów i wplątała się w nie, przeczesując je. - Ale ostrzegam, bo jak nie będziesz się ode mnie z daleko to możemy zerwać obietnice.
- Zaryzykuje. - przysunął mnie do siebie i pocałował delikatnie, a kiedy już się od siebie oddalaliśmy, wziął mnie na ręcę, wbiegł na jakiś krótki pomościk, którego wcześniej nie zauważyłam i wskoczył do wody ze mną nadal trzymaną w ramionach.
Wypłynełam spod wody i kiedy zauważyłam, że się nie wynurza zmartwiłam się. Zanurkowałam w poszukiwaniu chłopaka, ale ktoś mnie objął w pasie i wyciągnął na zewnątrz.
Odwróciłam się w jego stronę, a gdy chłopak chciał mnie pocałować zamachnełam się ręką i chlusnełam go wodą, wywołując w ten sposób bitwe wodną, którą oczywiście ja wygrałam, przynajmniej ja tak twierdziłam.
**Francesca**
Wbiegłam do hotelu zdyszana, a Marco od razu poderwał się z miejsca i odwrócił w moją stronę. Podbiegłam do niego i wtuliłam się w niego, a chłopak nawet nie pytał się, co się stało, tylko pogłaskał mnie po włosach i z całej siły przytulał. Zadarłam głowę do góry i spojrzałam mu w oczy.
- Ja nie chciałam. - przyłożyłam głowę do jego piersi, a on nadal o nic nie pytał. Czułam jakby go nie obchodziło, co mi się stało, ale doskonale wiedziałam, że on po prostu jak zawsze czeka, aż sama powiem. - Poszłam tam z Noemi i Leonem, no i jak zawsze mieliśmy ćpać i wtedy podszedł do mnie jakiś chłopak i zaczął mnie obmacywać. - rozpłakałam się i mocniej przytuliłam chłopaka. - Kiedy chciał ze mnie zdjąć bluzkę uciekłam stamtąd... Nie wiem, czy Leon i Noemi mnie zauważyli... Że uciekam.
- Już jest dobrze... - szepnął mi do ucha, a ja przyczepiłam się do niego z całej siły, bo bałam się go puścić. Miałam jakiś dziwny lęk, że ktoś z tamtych ludzi szedł za mną i mi coś zrobi.
Mało prawdopodobne, oni są tak napaleni, że ten co mnie obmacywał pewnie wziął sobie, dziewczynę która była najbliżej i teraz wiadomo, co robią, ale martwiłam się tym. Martwiło mnie wszystko, co było związane z tymi ludźmi.
- Mniejsza z tym... - odepchnełam go i usiadłam na kanapie, a potem sięgnełam po zeszyt Naty, z którego miałam pozałatwiać rzeczy. Zajrzałam do środka i otworzyłam ze zdziwienia usta. - Załatwiłeś wszystko?
- No... - sięgnął ręką do głowy i za chwylę przysiadł koło mnie. - Jakoś się udało, jak przyniesiemy zaliczkę za muzykę na żywo to będzie wszystko załatwione. - uśmiechnął się.
- Twoja narzeczona będzie zadowolona. - stwierdziłam i przytuliłam go, popatrzyłam mu w oczy.
- Będziesz zadowolona? - zapytał zdenerwowany, a ja zarumieniłam się.
- No wiesz... Nie wiado... Nie wiadomo, czy wytrzymamy... ze sobą... Tyle czasu ze sobą... - wyjąłam, a chłopak wyglądał jakby się na mnie wkurzył. - No, ale mam nadzieję, że to ja będę. Nie gadajmy o tym, bo się pośpieszymy i w tak młodym wieku odpalimy ślub.
- Chyba masz rację. - pocałował mnie w policzek. - Na razie jesteśmy za młodzi na ślub, na dzieci, na zakładanie rodziny. - uśmiechnął się chłopak, a ja wtuliłam w niego.
- W ogóle nie jesteśmy jeszcze parą. - odusnełam się od Marco i spojrzałam na niego, usadawiając się mu na kolanach. - Mówimy na siebie "mój chłopak", "moja dziewczyna", ale nie uzgodniliśmy tego jakoś specjalnie.
- Boże, Francesco! - zawołał na mnie. - Mamy to w jakiś specjalny sposób uzgadniać? - zapytał zdziwiony, a ja tylko kiwnełam twierdząco głową. Chciałam, by mnie zapytał, czy chce być jego dziewczyną, tak jak się ludzie oświadzaczają, żebym mogła go pomęczyć z odpowiedzią i żebyśmy byli wreszcie taką prawdziwą parą. - Będziesz moją dziewczyną?
- Nie wiem. - skrzyżowałam ręcę na piersi. - Nie brzmisz szczególnie przekonująco.
Chłopak podniósł mnie ze swoich kolan i posadził na kanapie, sam klękając przede mną. Wybuchłam śmiechem, ale po chwili się uspokoiłam i czułam ekscytacje, która rozchodziła się przez każdą komórkę mojego mózgu. Tak jakby teraz mi się oświadczał.
- Będziesz moją dziewczyną?
- Oczywiście! - krzyknełam i pochyliłam się, by go przytulić i by jak zawsze poczuć jego smak. Smak jego pocałunków, ale tą chwilę przerwała szczęśliwa Camila, która podbiegła do nas i rzuciła mi się na szyje.
- Ja nawet nie wiedziałam, że spowrotem jesteście razem! - skakała moja przyjaciółka i trzymała mnie za ręcę, zmuszając mnie bym podniosła się. - A wy tu się oświadczacie? To cudowne!
- Camilo... - zaczęłam, ale dziewczyna mi przerwała.
- Może zorganizujemy podwójny ślub? - zapytała podekscytowana szatynka. - Was i Natalii i Maxiego?
- Camilo...
- Bedzie cudownie! - mówiła i nie dawała mi dojść do głosu. - Wszystko już jest zorganizowane, będzie cudownie. Jak ja się cieszę i zazdroszczę Ci, ja nawet chłopaka nie mam.
- Camilo Torres, nie będzie żadnego ślubu. - dziewczyna przestała skakać i patrzyła na mnie zdzwiona. - Przynajmniej nie nasz. Naty i Maxiego raczej będzie. - uśmiechnełam się. - Marco tylko mnie pytał, czy będę jego dziewczyną.
**Violetta**
Wieczorem postanowiłam wybrać się na spacer. Szłam przez park i dosłownie - niedobrze mi się robiło, gdy widziałam te zakochane parki, zapatrzone w siebie. Usiadłam na ławce koło której całowała się jakaś blondynka i szatyn. Wpatrywałam się w nich z zaciekawieniem, jakby byli jakimś eksponatem.
W końcu para zauważyła przyglądającą im się dziewczynę, czyli mnie i byli zdziwieni, że tak im się przyglądam. Blondynka podeszła do mnie.
- Wszystko w porządku? - zapytała wyraźnie zdziwiona, a ja wzruszyłam ramionami i dalej na nich patrzyłam a chłopak wyraźnie to denerwowało. Dziewczyna jeszcze raz przemówiła miłym tonem. - Wpatrujesz się w nas, jakbyśmy Ci coś złego zrobili? Wszystko w porządku?
- Tak, super. - odpowiedziałam i podniosłam się ze swojego miejsca. - A najbardziej w porządku będzie, kiedy on postanowi pocałować twoją najlepszą przyjaciółkę. - skrzyżowałam ręcę na piersi.
Chłopak wyraźnie się zdenerwował, co od razu zobaczyła dziewczyna.
- Całowałeś moją przyjaciółkę? - wściekła się.
- To było tylko raz... - wyjaśniał chłopak i spuścił głowę, zaczął bawić się suwakiem od bluzy. - Bolała Cię głowa i nie chciałaś iść na tą imprezę... - mamrotał chłopak, a ona go nie słuchała tylko uderzyła w twarz, a ja zaczełam bić brawa. - Emma! - wołał, kiedy blondynka postanowiła uciec od nas.
Zaśmiałam się ochrypłym, strasznym śmiechem. Szatyn spojrzał na mnie wkurzony.
- Dlaczego to zrobiłaś? - zapytał wściekły. - Skąd o tym wiedziałaś? - zamachnął się rękę i odruchowo chciałam się zasłonić dłońmi, ale nie poczułam żadnego uderzenia.
Gdy rozłożyłam swoje dłonie zobaczyłam Leona, który trzymał pięść chłopak i wykręcał mu rękę.
- Nie nauczone Cię w domu, że kobiet się nie bije? - zapytał i uśmiechnął się szyderczo, a ja wstałam ze swojego miejsca i ruszyłam w głąb parku, a za mną ruszył mój był chłopak.
Przyśpieszyłam kroku, ale on był szybszy, chwycił mnie za nadgarstki i zatrzymał w miejsce, po czym odwrócił w swoją stronę, że nasze wargi były już blisko siebie i poczułam jak rośnie we mnie pragnienie, by go pocałować.
Chłopak wypuścił mnie z uścisku i stanął na przeciw mnie.
- Może porozmawiać? - zapytał błagalnym tonem, a ja wiedziałam że nie panuje nad sobą i mogłabym powiedzieć coś czego nie chce, więc nie otwierałam ust tylko pokręciłam przecząco głową. - Proszę, przejdziemy się na spacer. - powtórzył gest ten sam, co za poprzednim razem. Chłopak podniósł mnie i trzymał w ramionach. - No to pójdziesz ze mnę, mimo własnej woli.
- Dokąd mnie zabierasz? - wyrywał się z jego uścisku, ale miał więcej siły.
- Niespodzianka! Udowodnię Ci, że Cię kocham, a tamten pocałunek to była pomyłka. - uśmiechnął się uwodzicielsko, a ja czułam jak się rumienie.
- Powiedziałeś, że Francesca jest atrakcyjna. - wypaplałam, tak po prostu, bo nie wiedziałam co powiedzieć, by się obronić. Nie myślałam. - I dlatego ją pocałowałeś.
**Marco**
Przyglądałem się z zaniepokojeniem Francesce, która była blada jak ściana i przypominała ducha. Co chwilę biegała do toalety i byłem pewny, że nawet nie wie, co dzieje się w filmie, który oglądaliśmy.
- Wszystko w porządku? - zapytałem zmartwiony, a ona wtedy zatkała sobie usta dłońmi i znów wybiegła z salonu.
Gdy wróciła do salonu zauważyłem, że wygląda na zmęczoną.
- Mógłbyś przynieść mi coś do picia? - zapytała i szybko dodała: - Czuję jakiś dziwny smak w ustach... Dziwnym smak śliny... Taki metaliczny... - usprawiedliwiła się, a kiedy wyszedłem do kuchni usłyszałem, że znowu pobiegła do toalety.
Strasznie mnie zmartwiło to w jaki sposób się zachowuje. Zachowywała się jakby była w ciąży, ale przecież robiła ten test ciążowy...
No chyba, że po tym ostatnim na plaży...
Weszłam na łąkę, obok której płyneła rzeka i spojrzałam ze zdziwieniem, że wszystko jest już przygotowane, jakby Maxi to zaplanował już wcześniej i nie był to spontaniczny piknik.
Dotknełam jednej z lampek wiszących na drzewie i odwróciłam się w stronę chłopaka.
- Zaplanowałeś to! - uśmiechnełam się i podeszłam bliżej niego, aby nasze usta spotkały się w delikatny, ale za ile przynoszącym ekscytacji pocałunku, po którym miałam żal, że już się skończył. - Ale skąd wiedziałeś o tym, że Francesca zabierze mi zeszyt i będziemy mogli gdzieś pojechać? - usiadłam na jednej z poduszek rozłożonych na kocu.
- A myślisz, że Francesce chce się robić, to co jest na tej liście? - zapytał mnie, a ja uśmiechnełam się sama do siebie, na myśl że nawet się nie zastanowiłam. - Znając życie nie chciało jej się tego robić i sobie poszła albo pokłóciła się z kimś i też jej się znudziło. - powiedział chłopak, a jak skrzyżowałam ręcę na piersi.
- Nieładnie tak obgadywać swoich przyjaciół. - skarciłam chłopaka, a on przysunął się bliżej do mnie i znów się pocałowaliśmy, tym razem było to coś namiętniejszego.
Coś, co mnie pobudziło i spowodowało, że nie mogłam się ocknąć z tej magii i chciałam posiadać tego uczucia więcej. Tej namiętności, ekscytacji i tych pocałunków, które z chwili na chwile stawały się coraz zuchwałe, a ja coraz bardziej wyczuwałam, jak chłopak znajduje się nade mną i już leżę.
Nie panowałam nad żadnym z moich ruchów, które robiły co chciały, mój umysł już nie myślał, był nastawiony tylko na przyjemność, która daje mi ta sytuacja i moja rękę wsuneła się w spodnie chłopaka.
- Co my robimy? - oderwał się nagle i ciężko dyszał. Wpatrywał się we mnie zaskoczony, a ja tylko wzruszyłam ramionami. - Obiecaliśmy sobie, że czekamy do ślubu...
- Oj, Maxi... - przytuliłam chłopak i chciałam go przyciągnąć do poprzedniej pozycji, ale nie dał się, tylko siedział i wpatrywał się przed siebie. - Przepraszam. - mruknełam i wstałam, oddalając się od niego.
Szybko do mnie podbiegł i zatrzymał.
- To nie moja wina, będę się po prostu trzymał tego, co obiecałem. - podał mi rękę, a potem dodał: - Ja też tego bardzo pragne, ale już przeczekamy te trzy tygodnie. - ujął moją twarz w dłonie, a mi od razu poprawił się humor.
- Przeczekamy. - moja ręka powędrował do jego włosów i wplątała się w nie, przeczesując je. - Ale ostrzegam, bo jak nie będziesz się ode mnie z daleko to możemy zerwać obietnice.
- Zaryzykuje. - przysunął mnie do siebie i pocałował delikatnie, a kiedy już się od siebie oddalaliśmy, wziął mnie na ręcę, wbiegł na jakiś krótki pomościk, którego wcześniej nie zauważyłam i wskoczył do wody ze mną nadal trzymaną w ramionach.
Wypłynełam spod wody i kiedy zauważyłam, że się nie wynurza zmartwiłam się. Zanurkowałam w poszukiwaniu chłopaka, ale ktoś mnie objął w pasie i wyciągnął na zewnątrz.
Odwróciłam się w jego stronę, a gdy chłopak chciał mnie pocałować zamachnełam się ręką i chlusnełam go wodą, wywołując w ten sposób bitwe wodną, którą oczywiście ja wygrałam, przynajmniej ja tak twierdziłam.
**Francesca**
Wbiegłam do hotelu zdyszana, a Marco od razu poderwał się z miejsca i odwrócił w moją stronę. Podbiegłam do niego i wtuliłam się w niego, a chłopak nawet nie pytał się, co się stało, tylko pogłaskał mnie po włosach i z całej siły przytulał. Zadarłam głowę do góry i spojrzałam mu w oczy.
- Ja nie chciałam. - przyłożyłam głowę do jego piersi, a on nadal o nic nie pytał. Czułam jakby go nie obchodziło, co mi się stało, ale doskonale wiedziałam, że on po prostu jak zawsze czeka, aż sama powiem. - Poszłam tam z Noemi i Leonem, no i jak zawsze mieliśmy ćpać i wtedy podszedł do mnie jakiś chłopak i zaczął mnie obmacywać. - rozpłakałam się i mocniej przytuliłam chłopaka. - Kiedy chciał ze mnie zdjąć bluzkę uciekłam stamtąd... Nie wiem, czy Leon i Noemi mnie zauważyli... Że uciekam.
- Już jest dobrze... - szepnął mi do ucha, a ja przyczepiłam się do niego z całej siły, bo bałam się go puścić. Miałam jakiś dziwny lęk, że ktoś z tamtych ludzi szedł za mną i mi coś zrobi.
Mało prawdopodobne, oni są tak napaleni, że ten co mnie obmacywał pewnie wziął sobie, dziewczynę która była najbliżej i teraz wiadomo, co robią, ale martwiłam się tym. Martwiło mnie wszystko, co było związane z tymi ludźmi.
- Mniejsza z tym... - odepchnełam go i usiadłam na kanapie, a potem sięgnełam po zeszyt Naty, z którego miałam pozałatwiać rzeczy. Zajrzałam do środka i otworzyłam ze zdziwienia usta. - Załatwiłeś wszystko?
- No... - sięgnął ręką do głowy i za chwylę przysiadł koło mnie. - Jakoś się udało, jak przyniesiemy zaliczkę za muzykę na żywo to będzie wszystko załatwione. - uśmiechnął się.
- Twoja narzeczona będzie zadowolona. - stwierdziłam i przytuliłam go, popatrzyłam mu w oczy.
- Będziesz zadowolona? - zapytał zdenerwowany, a ja zarumieniłam się.
- No wiesz... Nie wiado... Nie wiadomo, czy wytrzymamy... ze sobą... Tyle czasu ze sobą... - wyjąłam, a chłopak wyglądał jakby się na mnie wkurzył. - No, ale mam nadzieję, że to ja będę. Nie gadajmy o tym, bo się pośpieszymy i w tak młodym wieku odpalimy ślub.
- Chyba masz rację. - pocałował mnie w policzek. - Na razie jesteśmy za młodzi na ślub, na dzieci, na zakładanie rodziny. - uśmiechnął się chłopak, a ja wtuliłam w niego.
- W ogóle nie jesteśmy jeszcze parą. - odusnełam się od Marco i spojrzałam na niego, usadawiając się mu na kolanach. - Mówimy na siebie "mój chłopak", "moja dziewczyna", ale nie uzgodniliśmy tego jakoś specjalnie.
- Boże, Francesco! - zawołał na mnie. - Mamy to w jakiś specjalny sposób uzgadniać? - zapytał zdziwiony, a ja tylko kiwnełam twierdząco głową. Chciałam, by mnie zapytał, czy chce być jego dziewczyną, tak jak się ludzie oświadzaczają, żebym mogła go pomęczyć z odpowiedzią i żebyśmy byli wreszcie taką prawdziwą parą. - Będziesz moją dziewczyną?
- Nie wiem. - skrzyżowałam ręcę na piersi. - Nie brzmisz szczególnie przekonująco.
Chłopak podniósł mnie ze swoich kolan i posadził na kanapie, sam klękając przede mną. Wybuchłam śmiechem, ale po chwili się uspokoiłam i czułam ekscytacje, która rozchodziła się przez każdą komórkę mojego mózgu. Tak jakby teraz mi się oświadczał.
- Będziesz moją dziewczyną?
- Oczywiście! - krzyknełam i pochyliłam się, by go przytulić i by jak zawsze poczuć jego smak. Smak jego pocałunków, ale tą chwilę przerwała szczęśliwa Camila, która podbiegła do nas i rzuciła mi się na szyje.
- Ja nawet nie wiedziałam, że spowrotem jesteście razem! - skakała moja przyjaciółka i trzymała mnie za ręcę, zmuszając mnie bym podniosła się. - A wy tu się oświadczacie? To cudowne!
- Camilo... - zaczęłam, ale dziewczyna mi przerwała.
- Może zorganizujemy podwójny ślub? - zapytała podekscytowana szatynka. - Was i Natalii i Maxiego?
- Camilo...
- Bedzie cudownie! - mówiła i nie dawała mi dojść do głosu. - Wszystko już jest zorganizowane, będzie cudownie. Jak ja się cieszę i zazdroszczę Ci, ja nawet chłopaka nie mam.
- Camilo Torres, nie będzie żadnego ślubu. - dziewczyna przestała skakać i patrzyła na mnie zdzwiona. - Przynajmniej nie nasz. Naty i Maxiego raczej będzie. - uśmiechnełam się. - Marco tylko mnie pytał, czy będę jego dziewczyną.
**Violetta**
Wieczorem postanowiłam wybrać się na spacer. Szłam przez park i dosłownie - niedobrze mi się robiło, gdy widziałam te zakochane parki, zapatrzone w siebie. Usiadłam na ławce koło której całowała się jakaś blondynka i szatyn. Wpatrywałam się w nich z zaciekawieniem, jakby byli jakimś eksponatem.
W końcu para zauważyła przyglądającą im się dziewczynę, czyli mnie i byli zdziwieni, że tak im się przyglądam. Blondynka podeszła do mnie.
- Wszystko w porządku? - zapytała wyraźnie zdziwiona, a ja wzruszyłam ramionami i dalej na nich patrzyłam a chłopak wyraźnie to denerwowało. Dziewczyna jeszcze raz przemówiła miłym tonem. - Wpatrujesz się w nas, jakbyśmy Ci coś złego zrobili? Wszystko w porządku?
- Tak, super. - odpowiedziałam i podniosłam się ze swojego miejsca. - A najbardziej w porządku będzie, kiedy on postanowi pocałować twoją najlepszą przyjaciółkę. - skrzyżowałam ręcę na piersi.
Chłopak wyraźnie się zdenerwował, co od razu zobaczyła dziewczyna.
- Całowałeś moją przyjaciółkę? - wściekła się.
- To było tylko raz... - wyjaśniał chłopak i spuścił głowę, zaczął bawić się suwakiem od bluzy. - Bolała Cię głowa i nie chciałaś iść na tą imprezę... - mamrotał chłopak, a ona go nie słuchała tylko uderzyła w twarz, a ja zaczełam bić brawa. - Emma! - wołał, kiedy blondynka postanowiła uciec od nas.
Zaśmiałam się ochrypłym, strasznym śmiechem. Szatyn spojrzał na mnie wkurzony.
- Dlaczego to zrobiłaś? - zapytał wściekły. - Skąd o tym wiedziałaś? - zamachnął się rękę i odruchowo chciałam się zasłonić dłońmi, ale nie poczułam żadnego uderzenia.
Gdy rozłożyłam swoje dłonie zobaczyłam Leona, który trzymał pięść chłopak i wykręcał mu rękę.
- Nie nauczone Cię w domu, że kobiet się nie bije? - zapytał i uśmiechnął się szyderczo, a ja wstałam ze swojego miejsca i ruszyłam w głąb parku, a za mną ruszył mój był chłopak.
Przyśpieszyłam kroku, ale on był szybszy, chwycił mnie za nadgarstki i zatrzymał w miejsce, po czym odwrócił w swoją stronę, że nasze wargi były już blisko siebie i poczułam jak rośnie we mnie pragnienie, by go pocałować.
Chłopak wypuścił mnie z uścisku i stanął na przeciw mnie.
- Może porozmawiać? - zapytał błagalnym tonem, a ja wiedziałam że nie panuje nad sobą i mogłabym powiedzieć coś czego nie chce, więc nie otwierałam ust tylko pokręciłam przecząco głową. - Proszę, przejdziemy się na spacer. - powtórzył gest ten sam, co za poprzednim razem. Chłopak podniósł mnie i trzymał w ramionach. - No to pójdziesz ze mnę, mimo własnej woli.
- Dokąd mnie zabierasz? - wyrywał się z jego uścisku, ale miał więcej siły.
- Niespodzianka! Udowodnię Ci, że Cię kocham, a tamten pocałunek to była pomyłka. - uśmiechnął się uwodzicielsko, a ja czułam jak się rumienie.
- Powiedziałeś, że Francesca jest atrakcyjna. - wypaplałam, tak po prostu, bo nie wiedziałam co powiedzieć, by się obronić. Nie myślałam. - I dlatego ją pocałowałeś.
**Marco**
Przyglądałem się z zaniepokojeniem Francesce, która była blada jak ściana i przypominała ducha. Co chwilę biegała do toalety i byłem pewny, że nawet nie wie, co dzieje się w filmie, który oglądaliśmy.
- Wszystko w porządku? - zapytałem zmartwiony, a ona wtedy zatkała sobie usta dłońmi i znów wybiegła z salonu.
Gdy wróciła do salonu zauważyłem, że wygląda na zmęczoną.
- Mógłbyś przynieść mi coś do picia? - zapytała i szybko dodała: - Czuję jakiś dziwny smak w ustach... Dziwnym smak śliny... Taki metaliczny... - usprawiedliwiła się, a kiedy wyszedłem do kuchni usłyszałem, że znowu pobiegła do toalety.
Strasznie mnie zmartwiło to w jaki sposób się zachowuje. Zachowywała się jakby była w ciąży, ale przecież robiła ten test ciążowy...
No chyba, że po tym ostatnim na plaży...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)











