Licznik wyświetleń :

niedziela, 30 czerwca 2013

Historia Violetty xd cz.33

**Francesca**
Siedziałam sama na kanapie i jadłam słoik kiszonych ogórków w zestawie z kwaśnymi cukierkami i jakąś czekoladą, którą znalazłam w szafce w kuchni, kiedy do salonu weszła jakaś wysoka brunetka, trzymająca w ręku małe dziecko i rozglądała się po naszym domu - hotelu dla pracowników.
Podniosłam się ze swojego miejsca, odłożyłam trzymane rzeczy, poprawiłam ubranie i podeszłam do kobiety.
- Dzień dobry. - uśmiechnełam się i podałam kobiecie rękę na powitanie.
- Dzień dobry. - odpowiedziała i nadal rozglądała się w poszukiwaniu czegoś.
- Pomóc w czymś? - zapytałam jak najmilej to u mnie możliwe.
- Szukam syna. - powiedziała i weszła po schodach na górę, a ja poszłam za nią.
- Uczniowie mieszkają w akademiku obok. - wskazałam na budynek za oknem, a kobieta skrzyżowała ręcę na piersi i spojrzała na mnie oburzonym wzrokiem.
- Myślisz, że ja nie wiem, czy mój syn jest nauczycielem, czy uczniem? - wkurzyła się, wyglądała na kobietę z dobrej rodziny, więc idealnie pasowała do matki Leona. Zresztą mamę Tomasa i Maxiego znałam, więc tylko on został nam.
- Jest pani mamą Leona? - uśmiechnełam się i podbiegłam do drzwi od jego pokoju. - On mieszka za tymi drzwiami, ale aktualnie jest chyba na zajęciach.
- Nie jestem mamą żadnego Leona! - zawołała kobieta, a potem podała mi dziecko trzymane w rękach, ponieważ jej telefon dzwonił i nie mogła go trzymać, gdy grzebała w torebce.
Spojrzałam na dziewczynkę, którą teraz trzymałam w ręku i zauważyłam, że jest bardzo podobna do Marco, ale to nie mogło być możliwe, bo nigdy mi nie mówił, żeby miał młodszą siostrę.
Kobieta schowała telefon i zabrała ode mnie maleństwo.
- Pani jest mamą Marco? - zapytałam, ale nie musiałam pytać. Byłam już tego pewna po zobaczeniu małej dziewczynki. Byli bardzo do siebie podobni.
- Tak. - odpowiedziała kobieta i pogłaskała dziecko po policzku, a potem znów się do mnie zwróciła: - Ty jesteś Camila pewnie? Marco mi sporo o tobie opowidał.
- Marco pani sporo mówił o Cami... Znaczy o mnie? - zdziwiła mnie trochę ta wiadomość, a raczej bardzo zabolała, bo myślałam, że prędzej by o mnie powiedział mamie niż o przyjaciółce.
- Tak. - uśmiechneła się kobieta i zeszła na dół, by usiąść na kanapie. - Przepraszam, że tak uciekam, ale ta mała nie jest taka leciutka i musiałam usiąść. - usprawiedliwiła się brunetka, a ja usiadłam obok niej. - Jesteś tak urocza jak opowiadał!
Rzuciłam słoikiem po ogrórkach, który stał na stoliku kawowym w ścianę, a kobieta natychmiast podszkoczyła przerażona, ale chwilę później, gdy już się uspokoiłam już ze mną spokojnie rozmawiała.
- Jesteś tak śliczna jak sobie ciebie wyobrażała. - mówiła kobieta, a ja miałam wrażenie, że zaraz się rozpłacze. Chciałam tylko więcej wiedzieć o tym, co on myśli o mojej przyjaciółce, więc byłam na razie twarda. - A tak w ogóle to co robi teraz Marco?
- Chyba sprawdza kartkówki... - odpowiedziałam, ale w tym momencie byłam na niego tak wkurzona, że nawet nie chciałam o nim myśleć.
- Szkoda, chciałam z nim porozmawiać... - szepneła kobieta sama do siebie. No, ja też mam z nim wiele do obgadania, zaczynając od tego, że gdyby był tu w momencie rzucenia słoikiem to trafiłabym w niego. - A gdzie jest Francesca? - zapytała, a ja zdziwiłam się, że mnie szuka.
- A po co ona pani? - uśmiechnełam się i czułam, że zaraz nie wytrzymam i znów czymś rzucę. W zasięgu mam stolik, poduszkę, pilot i telewizor. No ciekawe co by było, gdyby to ostatnie wyleciało przez okno.
- Ponieważ jest dziewczyna mojego synka i pragnę ją poznać. - nagle miałam wrażenie jak drastycznie zmienia się mój humor. Czyli o mnie też jej powiedział. Szkoda tylko, że nie jestem tak urocza i śliczna jak to o Camili opowiadał.
- Ja jestem Francesca. - postanowiłam nie udawać już przyjaciółki.
- Marco nic mi nie mówił, że będzie ojcem. - stwierdziła kobieta i spojrzała na dziecko, które kołysała w ramionach, a ja ze zdziwienia otworzyłam szeroko usta.
- Jak to pani zauważyła?
- Oj, Francesco... - pogłaskała mnie po plecach, ale tylko chwilę, bo od razu wróciła do trzymania dziecka. - Sama nie dawno byłam w ciąży i jakaś intuicja mi to podpowiedziała. - odpowiedziała matka mojego chłopaka. - Marco jeszcze nie wie, że ma siostrzyczkę. Tak apropo... Czemu nie wiedziałam, że będę babcią? - ciekawiła się brunetka, a ja spuściłam głowę.
- Ponieważ on sam o tym nie wie... - mrukneła cicho, a potem podniosłam się i spojrzałam w oczy kobiety, która była tym zdziwiona. - I się o tym nie dowie, dobrze? - zapytałam błagalnym tonem.
- Nie uważam, by było dobre ukrywać to przed...
- Ale ja uważam, że tak będzie najlepiej. - przerwałam jej, a ona kiwneła twierdząco głową.
- Dobrze... - odpowiedziałam kobieta i podała mi dłoń. - Nie powiem mu, ale w zamian za to ty wrócisz z powrotem do Włoch i tam je urodzisz, tam się nim zajmiesz.
- Dlaczego pani stawia takie warunki? - zdziwiłam się. To było tak jakby ona chciała mnie odsunąć od swojego syna, jakby mnie za coś nie lubiła albo jakbym była jakimś ciężarem dla niego. Pewnie myśli, że zmarnuje mu życie z dzieckiem.
- Ponieważ jak ci się pojawi brzuch to to wszystko się wyda. - sykneła na mnie kobieta przeraźliwym głosem, że aż dreszczę mnie przeszły. - Wyda się też to, że ja wiedziałam, a mu nie powiedziałam. Zresztą skoro mu nie chcesz o dziecku mówić to znaczy, że wolisz je sama wychować. - kobieta wyprostowała się i dalej trzymała wyciągniętą w moją stronę rękę. - A we Włoszech będziesz mogła je wychowywać sama. Tam Ci chociaż rodzina pomoże i będzie Ci łatwiej...
- A tutaj mi Marco pomoże! - przerwałam kobiecie, a ona zaśmiała się.
- Myślisz, że co sobie pomyśli jak zobaczy Cię z brzuchem, a ty mu nie powiedziałaś o dziecku? - zapytała ze słyszalną ironią w głosie. - Że puściłaś się z byle kim i stąd to się wzieło. - po moim policzku spłyneła łza, którą szybko starłam. - Zresztą.... To bardzo prawdopodobne. - rzekła kobieta po zlustrowaniu mnie od stóp do głów. - Z tego co słyszałam to często go zdradzałaś.
- No super. - zawołałam wkurzona. - Nawet to powiedział mamusi?
- On całe życie był jedynakiem i dzięki temu bardzo się ze mną zżył. - powiedziała kobieta i podniosła się. - To co? Dasz spokój mojemu synowi i wrócisz do Włoch? Bo wiesz... Ja mogę jemu wszystko wmówić. On mi we wszystko uwierzy. Jak mu powiem, że widziałam Cię obściskującą się z jakimś chłopakiem to nie zawaha się, czy to kłamstwo.
Przełknełam ślinę i stanełam na przeciwko kobiety.
- Uderzyłabym Cię, gdyby nie fakt, że masz dziecko na rękach i jakbyś się wywróciła to jemu też mogłoby się coś stać. - emocje przechodziły przez każdą komórkę mojego ciała i miałam wrażenie, że zaraz wybchnę.
- Proszę bardzo. - powiedziała kobieta, włożyła dziecko do wózka i znów stała przede mną. Podniosła ręcę do góry. - Wal śmiało.
Miałam ochotę już ją uderzyć. Już się zamachnełam, kiedy coś mnie powstrzymało.
- No proszę! - zaśmiała się kobieta. - Już się nie odważysz? - prychneła na mnie, a w tym momencie ja nie wytrzymałam i uderzyłam ją pięścią w twarz.
Chwilę później zobaczyłam Marco, który wszedł już do hotelu i od razu podbiegł do matki, która leżała na kanapie i trzymała się za nos.
- Co ty zrobiłaś? - zapytał wkurzony.
- Ona mnie szantażowała! - zawołałam na chłopaka. - Powiedziała, że mam wracać do Włoszech i dać Ci spokój. - Marco spojrzał na mnie, a w jego wzroku widziałam wściekłość.
- Wyjdź stąd! - rozkazał, a ja posłusznie wybiegłam po drodze rzucając wazonem.

**Violetta**
Wracałam od Angie ze szpitala i była bardzo szczęśliwa po zobaczeniu małej Marii. Miała oczy jak moja mama i ja i była bardzo podobna do mojej rodzicielki.
Moje szczęście popsuł Leon, który podbiegł do mnie z gitarą, na której zaczął grać piosenkę, którą kiedyś dla niego napisałam od razu przyciągając uwagę przechodniów.
- Quiero mirarte, quiero sonarte. Vivir contigo cada instante. - śpiewał, a ja minełam go i ruszyłam dalej w stronę hotelu, a chłopak nadal za mną szedł i śpiewał.
- Leon, nie bądź natrętem! - krzyknełam i zaczęłam wymachiwać rękoma. - Nie rozumiesz, że z nami koniec? Co mam zrobić, żebyś to zrozumiał.
W tym momencie podeszły dwie dziewczyny i staneły po obu stronach chłopaka i głaskały go po ramionach. Chłopak wyrwał im się i dalej śpiewał dla mnie. Skrzyżowałam ręcę na piersi, ale gotowało się we mnie, gdy widziałam kręcące się wokół niego dziewczyny.
- Chłopak, słyszałeś? Nie bądź natrętem? - zachichotała niska blondynka o bardzo krótkiej i skromnej spódnicy, na której użycie chyba nie zużyto zbyt wiele materiału. - A wiesz... My... Ja i moja przyjaciółka lubimy się dzielić chłopakami i lubimy takich słodkich natrętów.
Wyrwałam gitarę szatynowi, podniosłam ją do góry i wybuchłam.
- Zowstacie go w spokoju! - krzyknełam, a dziewczyny zaczeły uciekać jak wypłoszona zwierzyna, kiedy zamachnełam się instrumentem trzymanym w ręku. - I wiecej mi tu nie wracać! - zaśmiałam się i wywróciłam, a chłopak mnie złapał. Kiedy zdałam sobie sprawę, że mnie przytula odskoczył na bok i zaczeła nerwowo mierzwić włosy.
- To co? - podniósł pytająco jedną brew. - Wrócimy do siebie?
- Prędzej świnie zaczną latać! - prychnałam.
- Mam znów skoczyć z mostu? - zapytał uwodzicielskim głosem, a ja chciałam się zaśmiać z jego tanich podrywów. - Znów będziesz krzyczeć "Leon, jesteś boski, kocham cię, jesteś moim całym światem i nie skacz, bo skoczę za Tobą"? - naśladował mój głos i musze przyznać, że całkiem dobrze mu szło.
- Nie. - skrzyżowałem ręcę na piersi. - Tym razem wracam prosto do hotelu.
Odwróciłam się na pięcie i wracałam do hotelu, a za mą jak ogon ciągnął się uśmiechnięty od ucha do ucha Leon i machał do każdej mijanej dziewczyny.
- Chcesz mnie zdenerwować? - zapytałam.
- Być może.

**Tomas**
Porzuciłem pracę w Studio na rzecz napisania książki o tym, jak to jest być takim bogiem seksu i najprzystojniejszym chłopakiem na świecie. To na prawdę ciężka praca.
Dziewczyny codziennie za tobą biegają, piszczą, chcą autografy albo byś je uraczył swoją obecnością, a ty czasami nawet nie masz czasu się do nich uśmiechnąć, poniewaź każda by chciała twój uśmiech na własność, oczywiście jak jakaś wykaże się zażartością i walecznością to może będzie mieć okazję na noc ze mną. Boskim mną w każdym calu idealnym.
Bez wady urodzony i do śmierci wiecznie pięknym i młodym.
Jestem cudem jaki można było podarować człowiekowi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz