Licznik wyświetleń :

sobota, 8 czerwca 2013

Historia Violetty xd cz.3

**Violetta**
- Leon? - spojrzałam na chłopaka, który leżał nieruchomo na łóżku szpitalnym. Zaczełam płakać. Podeszła do mnie Naty i mnie przytuliła. Nie mogłam przestać. Coraz więc łez spływało po moich policzkach. - Leon? Dlaczego ja jestem taka głupia?
- Nie jesteś, Violu. - powiedziała uspakającym głosem. - Każdy z nas czasami poczuje adrenaline i myśli, że może wszystko.
- Ty wiesz co się stało? - zapytałam zdziwiona.
Dziewczyna się uśmiechneła i podstawiła siedzenie dla mnie i dla siebie, a potem podała mi chusteczkę. Na chwile zerkneła na Leona i odwróciła się do mnie, po czym rzekła:
-Domyśliłam się. Znacie się już prawie 2 lata, ale ja go znam dłużej. - zaczeła. - Zmieniłaś go. Ten Leon stworzony przez Ciebie, nie chciałby, by coś Ci się stało. Kocha Cię.
- Sama czasami nie wiem za co. - starłam łze z policzka.
Podszedł do nas Andres.
- Może to nie ma wytłumaczenia. Może po prostu, gdy z tobą jest czuję jak serce mu bije. - wraz z pryjaciółką spojrzałyśmy na niego i byłyśmy w szoku. - No co? - zapytał. - Ja nie mogę raz w życiu powiedzieć czegoś mądrego?
Obydwie wybuchnełyśmy śmiechem.
- Oczywiście, że możesz. - Naty położyła mu dłoń na ramieniu, a chłopak usiadł obok nas. - Ale to rzadko spotykane, u kogoś kto wybrałby kanapkę zamiast dziewczyny.
- Jestem chociaż szczery! - rzekł oburzony.
Zobaczyłam jakiś ruch na łóżku Leona.
- On nie jest w śpiączce? - spojrzałam na chłopaka, który podniósł się na swoim łóżku.
- Gdzie ja jestem? - spytał, brzmiał jakby był zaspany, a nie w ciężkim stanie. To znaczy nie wiem jak brzmi osoba chora.
- W szpitalu. - odpowiedziałam.
Chłopak odwrócił się w moją stronę i zobaczyłam iskierkę w jego oku, która zaraz znikła.
- Jesteś pielęgniarką? - zastanawiał się na głos.
- Nie. Jestem Violetta. Twoja dziewczyna. - uśmiechnełam się promiennie, ale po chwili uśmiech zszedł z mojej twarzy szybciej niż się na niej pojawił.
- Nie znam Cię.

**Francesca**

Szłam z Tomasem trzymając się za ręcę. Jejku. Zawsze marzyłam, by był moim chłopakiem, ale myślałam, że bycie razem polega na czymś głębszym niż tylko na trzymaniu się za rączki.
- Tomas. To co jest w tej torebeczce? - miałam podekscytowany głos.
Chłopak stanął na przeciwko mnie.
- Prezent dla Ciebie. - uśmiechnął się.
Otworzyłam torebkę i zobaczyłam w niej .... czarną koronkową bieliznę. Czy powinna coś z tego odczytywać? Czy on....
- Będziesz w niej nieziemsko wyglądać. - zbliżył się do mnie i pocałował. Pamiętam jak kiedyś z Marco się pocałowaliśmy. Tamten pocałunek był ... Namiętny.
W tym czułam się jak zawsze, kiedy całowała mnie babcia. Zmieszana. Nie wiedziałam co robić. Albo Marco lepiej całuje, albo to ze mną jest coś nie tak, że jak on całował .... było tak przyjemnie miło. - Uśmiechnełam się na samą myśl o tym wspomnieniu.
- Widzę, że się podobało. - zerknął na mnie całą rozpromienioną. Od razu się speszyłam. Całowałam się z moim chłopakiem, a myślałam o ustach innej osoby.
Weszliśmy do Resto Band'u i usiedliśmy przy stoliku.
- Po co tu przyszliśmy? - spytałam wkurzony Tomas. - Wiesz, że twój brat mnie nie lubi. - zamruczał pod nosem.
- Chciałam się spotkać tu z Camilą, Maxim i... - walnełam się ręką w głowę. - Zapomniałam powiedzieć Marco, by tu przyszedł.
- Kto to Marco? - Tomas wyglądał na zaciekawionego.
- Jest wspaniałym chło ... Przyjacielem. Znamy się już prawię rok. - ledwo co uniknełam wpadki, ale co ja chciałam powiedzieć. Marco to tylko przyjaciel. 
- To zadzwoń do niego. - położył rękę na mojej ręcę, a ja się zarumieniłam. - Chętnie go poznam.

**Marco**
Kiedy wszedłem do sali Francesci z herbatą dla niej, jej już tam nie było. Od dziewczyny, która z nią dzieliła salę dowiedziałem się, że przyszedł po nią Tomas.
Teraz siedziałem sam na ławce przed szpitalem, gdy usłyszałem dzwonek mojego telefonu.
- Cześć, Marco. - usłyszałem cudowny i melodyjny głos Fran.
- Francesca, myslisz że to przyjemne jak ty nagle znikasz? - udawałem wkurzonego, ale tak na prawdę bardzo cieszyłem się, że słyszę jej głos.
- Oj, wiem że nie jesteś na mnie zły. Wpadnij do Resto. - nawet nie zdążyłem odpowiedzieć, rozłączyła się.
Ona traktuje mnie jak swojego pieska. - pomyślałem idąc w stronę restauracji brat dziewczyny. Po drodze wpadłem na Camile.
Camila siedziała na ławce dwie przecznice od Resto.
- Hej, co się dzieje? Co robisz? - zapytałem, bo zmartwiłem się. Miała opuszczoną głowę i była smutna. Trzeba przyznać, że ma niesamowite włosy.
- Nic, Fran dzwoniła i prosiła, bym przyszła do.. - zaczeła płakać, objąłem ją ramieniem. - Właściwie to chodzi o to, że zerwałam z Bro .... Bro ...
- Dobrze, nie kończ. Wiem, o kogo chodzi.  - uśmiechnełem się do niej.
- Dobra ... - otarła łzy. - Fran nas wzywa. Chyba ma coś do powiedzenia.
Szliśmy wolnym krokiem i sporo rozmawialiśmy. Camila to na prawdę fajna dziewczyna. Nie wiem czemu wcześniej tego nie zauważyłem.
Gdy weszliśmy do restauracji zobaczyłem Fran przytulającą się z jakimś chłopakiem, a po drugiej stronie stolika siedział Maxi. Podeszliśmy do stolika.
Francesca się podniosła, wskazała nam miejsca, byśmy usiedli, a potem chwyciła tego chłopaka za rękę i przyciągneła go do siebie.
- Ja i Tomas jesteśmy razem. - uścisneli się.
Wszyscy siedzieliśmy wmurowani w siedzenia. W końcu Maxi się ostrząsnął:
- To wsp .. wspaniale. - nie mógł wypowiedzieć tych słów. Też mu się nie podobało, że są razem. Zresztą każdemu z nas się to nie podobało.
Nagle coś mnie opętało. Chwyciłem Camilę za rekę, dziewczyna wstała i staneła obok mnie.
- My z Camilą też jesteśmy razem. - spojrzałem na brązwłosą, która stała obok mnie, ale po chwili się uśmiechneła i powiedziała:
- Marco jest wspaniałym chłopakiem i cieszę się, że jesteśmy razem.
Maxi siedział jak słup. Tyle par się tu utworzyło.
- To ... Znaczy ...  Ja już muszę iść. - uśmiechnął się. - Naty jest załamana i muszę z nią porozmawiać. - opuścił nas.
Francesca przyglądała nam się bacznie. W końcu zapytała:
- Może pójdziemy w piątek wieczorem na podwójną randkę.
- Jesteśmy za. - zawołałem jednocześnie z Cami.
- Ale że piątek .. - zaczął mamrotać Tomas. - No .. No dobra. Dla Ciebie wszystko.

**Angie**
Wziełam to do ręki. Teraz albo nigdy.
Przecież pewne to nie jest.
Spojrzałam na test ciążowy.
Pozytywny.
Teraz to dopiero mam problem. - pomyślałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz