Licznik wyświetleń :

środa, 26 czerwca 2013

Historia Violetty xd cz.30!

**Naty**
Weszłam na łąkę, obok której płyneła rzeka i spojrzałam ze zdziwieniem, że wszystko jest już przygotowane, jakby Maxi to zaplanował już wcześniej i nie był to spontaniczny piknik.
Dotknełam jednej z lampek wiszących na drzewie i odwróciłam się w stronę chłopaka.
- Zaplanowałeś to! - uśmiechnełam się i podeszłam bliżej niego, aby nasze usta spotkały się w delikatny, ale za ile przynoszącym ekscytacji pocałunku, po którym miałam żal, że już się skończył. - Ale skąd wiedziałeś o tym, że Francesca zabierze mi zeszyt i będziemy mogli gdzieś pojechać? - usiadłam na jednej z poduszek rozłożonych na kocu.
- A myślisz, że Francesce chce się robić, to co jest na tej liście? - zapytał mnie, a ja uśmiechnełam się sama do siebie, na myśl że nawet się nie zastanowiłam. - Znając życie nie chciało jej się tego robić i sobie poszła albo pokłóciła się z kimś i też jej się znudziło. - powiedział chłopak, a jak skrzyżowałam ręcę na piersi.
- Nieładnie tak obgadywać swoich przyjaciół. - skarciłam chłopaka, a on przysunął się bliżej do mnie i znów się pocałowaliśmy, tym razem było to coś namiętniejszego.
Coś, co mnie pobudziło i spowodowało, że nie mogłam się ocknąć z tej magii i chciałam posiadać tego uczucia więcej. Tej namiętności, ekscytacji i tych pocałunków, które z chwili na chwile stawały się coraz zuchwałe, a ja coraz bardziej wyczuwałam, jak chłopak znajduje się nade mną i już leżę.
Nie panowałam nad żadnym z moich ruchów, które robiły co chciały, mój umysł już nie myślał, był nastawiony tylko na przyjemność, która daje mi ta sytuacja i moja rękę wsuneła się w spodnie chłopaka.
- Co my robimy? - oderwał się nagle i ciężko dyszał. Wpatrywał się we mnie zaskoczony, a ja tylko wzruszyłam ramionami. - Obiecaliśmy sobie, że czekamy do ślubu...
- Oj, Maxi... - przytuliłam chłopak i chciałam go przyciągnąć do poprzedniej pozycji, ale nie dał się, tylko siedział i wpatrywał się przed siebie. - Przepraszam. - mruknełam i wstałam, oddalając się od niego.
Szybko do mnie podbiegł i zatrzymał.
- To nie moja wina, będę się po prostu trzymał tego, co obiecałem. - podał mi rękę, a potem dodał: - Ja też tego bardzo pragne, ale już przeczekamy te trzy tygodnie. - ujął moją twarz w dłonie, a mi od razu poprawił się humor.
- Przeczekamy. - moja ręka powędrował do jego włosów i wplątała się w nie, przeczesując je. - Ale ostrzegam, bo jak nie będziesz się ode mnie z daleko to możemy zerwać obietnice.
- Zaryzykuje. - przysunął mnie do siebie i pocałował delikatnie, a kiedy już się od siebie oddalaliśmy, wziął mnie na ręcę, wbiegł na jakiś krótki pomościk, którego wcześniej nie zauważyłam i wskoczył do wody ze mną nadal trzymaną w ramionach.
Wypłynełam spod wody i kiedy zauważyłam, że się nie wynurza zmartwiłam się. Zanurkowałam w poszukiwaniu chłopaka, ale ktoś mnie objął w pasie i wyciągnął na zewnątrz.
Odwróciłam się w jego stronę, a gdy chłopak chciał mnie pocałować zamachnełam się ręką i chlusnełam go wodą, wywołując w ten sposób bitwe wodną, którą oczywiście ja wygrałam, przynajmniej ja tak twierdziłam.

**Francesca**
Wbiegłam do hotelu zdyszana, a Marco od razu poderwał się z miejsca i odwrócił w moją stronę. Podbiegłam do niego i wtuliłam się w niego, a chłopak nawet nie pytał się, co się stało, tylko pogłaskał mnie po włosach i z całej siły przytulał. Zadarłam głowę do góry i spojrzałam mu w oczy.
- Ja nie chciałam. - przyłożyłam głowę do jego piersi, a on nadal o nic nie pytał. Czułam jakby go nie obchodziło, co mi się stało, ale doskonale wiedziałam, że on po prostu jak zawsze czeka, aż sama powiem. - Poszłam tam z Noemi i Leonem, no i jak zawsze mieliśmy ćpać i wtedy podszedł do mnie jakiś chłopak i zaczął mnie obmacywać. - rozpłakałam się i mocniej przytuliłam chłopaka. - Kiedy chciał ze mnie zdjąć bluzkę uciekłam stamtąd... Nie wiem, czy Leon i Noemi mnie zauważyli... Że uciekam.
- Już jest dobrze... - szepnął mi do ucha, a ja przyczepiłam się do niego z całej siły, bo bałam się go puścić. Miałam jakiś dziwny lęk, że ktoś z tamtych ludzi szedł za mną i mi coś zrobi.
Mało prawdopodobne, oni są tak napaleni, że ten co mnie obmacywał pewnie wziął sobie, dziewczynę która była najbliżej i teraz wiadomo, co robią, ale martwiłam się tym. Martwiło mnie wszystko, co było związane z tymi ludźmi.
- Mniejsza z tym... - odepchnełam go i usiadłam na kanapie, a potem sięgnełam po zeszyt Naty, z którego miałam pozałatwiać rzeczy. Zajrzałam do środka i otworzyłam ze zdziwienia usta. - Załatwiłeś wszystko?
- No... - sięgnął ręką do głowy i za chwylę przysiadł koło mnie. - Jakoś się udało, jak przyniesiemy zaliczkę za muzykę na żywo to będzie wszystko załatwione. - uśmiechnął się.
- Twoja narzeczona będzie zadowolona. - stwierdziłam i przytuliłam go, popatrzyłam mu w oczy.
- Będziesz zadowolona? - zapytał zdenerwowany, a ja zarumieniłam się.
- No wiesz... Nie wiado... Nie wiadomo, czy wytrzymamy... ze sobą... Tyle czasu ze sobą... - wyjąłam, a chłopak wyglądał jakby się na mnie wkurzył. - No, ale mam nadzieję, że to ja będę. Nie gadajmy o tym, bo się pośpieszymy i w tak młodym wieku odpalimy ślub.
- Chyba masz rację. - pocałował mnie w policzek. - Na razie jesteśmy za młodzi na ślub, na dzieci, na zakładanie rodziny. - uśmiechnął się chłopak, a ja wtuliłam w niego.
- W ogóle nie jesteśmy jeszcze parą. - odusnełam się od Marco i spojrzałam na niego, usadawiając się mu na kolanach. - Mówimy na siebie "mój chłopak", "moja dziewczyna", ale nie uzgodniliśmy tego jakoś specjalnie.
- Boże, Francesco! - zawołał na mnie. - Mamy to w jakiś specjalny sposób uzgadniać? - zapytał zdziwiony, a ja tylko kiwnełam twierdząco głową. Chciałam, by mnie zapytał, czy chce być jego dziewczyną, tak jak się ludzie oświadzaczają, żebym mogła go pomęczyć z odpowiedzią i żebyśmy byli wreszcie taką prawdziwą parą. - Będziesz moją dziewczyną?
- Nie wiem. - skrzyżowałam ręcę na piersi. - Nie brzmisz szczególnie przekonująco.
Chłopak podniósł mnie ze swoich kolan i posadził na kanapie, sam klękając przede mną. Wybuchłam śmiechem, ale po chwili się uspokoiłam i czułam ekscytacje, która rozchodziła się przez każdą komórkę mojego mózgu. Tak jakby teraz mi się oświadczał.
- Będziesz moją dziewczyną?
- Oczywiście! - krzyknełam i pochyliłam się, by go przytulić i by jak zawsze poczuć jego smak. Smak jego pocałunków, ale tą chwilę przerwała szczęśliwa Camila, która podbiegła do nas i rzuciła mi się na szyje.
- Ja nawet nie wiedziałam, że spowrotem jesteście razem! - skakała moja przyjaciółka i trzymała mnie za ręcę, zmuszając mnie bym podniosła się. - A wy tu się oświadczacie? To cudowne!
- Camilo... - zaczęłam, ale dziewczyna mi przerwała.
- Może zorganizujemy podwójny ślub? - zapytała podekscytowana szatynka. - Was i Natalii i Maxiego?
- Camilo...
- Bedzie cudownie! - mówiła i nie dawała mi dojść do głosu. - Wszystko już jest zorganizowane, będzie cudownie. Jak ja się cieszę i zazdroszczę Ci, ja nawet chłopaka nie mam.
- Camilo Torres, nie będzie żadnego ślubu. - dziewczyna przestała skakać i patrzyła na mnie zdzwiona. - Przynajmniej nie nasz. Naty i Maxiego raczej będzie. - uśmiechnełam się. - Marco tylko mnie pytał, czy będę jego dziewczyną.

**Violetta**
Wieczorem postanowiłam wybrać się na spacer. Szłam przez park i dosłownie - niedobrze mi się robiło, gdy widziałam te zakochane parki, zapatrzone w siebie. Usiadłam na ławce koło której całowała się jakaś blondynka i szatyn. Wpatrywałam się w nich z zaciekawieniem, jakby byli jakimś eksponatem.
W końcu para zauważyła przyglądającą im się dziewczynę, czyli mnie i byli zdziwieni, że tak im się przyglądam. Blondynka podeszła do mnie.
- Wszystko w porządku? - zapytała wyraźnie zdziwiona, a ja wzruszyłam ramionami i dalej na nich patrzyłam a chłopak wyraźnie to denerwowało. Dziewczyna jeszcze raz przemówiła miłym tonem. - Wpatrujesz się w nas, jakbyśmy Ci coś złego zrobili? Wszystko w porządku?
- Tak, super. - odpowiedziałam i podniosłam się ze swojego miejsca. - A najbardziej w porządku będzie, kiedy on postanowi pocałować twoją najlepszą przyjaciółkę. - skrzyżowałam ręcę na piersi.
Chłopak wyraźnie się zdenerwował, co od razu zobaczyła dziewczyna.
- Całowałeś moją przyjaciółkę? - wściekła się.
- To było tylko raz... - wyjaśniał chłopak i spuścił głowę, zaczął bawić się suwakiem od bluzy. - Bolała Cię głowa i nie chciałaś iść na tą imprezę... - mamrotał chłopak, a ona go nie słuchała tylko uderzyła w twarz, a ja zaczełam bić brawa. - Emma! - wołał, kiedy blondynka postanowiła uciec od nas.
Zaśmiałam się ochrypłym, strasznym śmiechem. Szatyn spojrzał na mnie wkurzony.
- Dlaczego to zrobiłaś? - zapytał wściekły. - Skąd o tym wiedziałaś? - zamachnął się rękę i odruchowo chciałam się zasłonić dłońmi, ale nie poczułam żadnego uderzenia.
Gdy rozłożyłam swoje dłonie zobaczyłam Leona, który trzymał pięść chłopak i wykręcał mu rękę.
- Nie nauczone Cię w domu, że kobiet się nie bije? - zapytał i uśmiechnął się szyderczo, a ja wstałam ze swojego miejsca i ruszyłam w głąb parku, a za mną ruszył mój był chłopak.
Przyśpieszyłam kroku, ale on był szybszy, chwycił mnie za nadgarstki i zatrzymał w miejsce, po czym odwrócił w swoją stronę, że nasze wargi były już blisko siebie i poczułam jak rośnie we mnie pragnienie, by go pocałować.
Chłopak wypuścił mnie z uścisku i stanął na przeciw mnie.
- Może porozmawiać? - zapytał błagalnym tonem, a ja wiedziałam że nie panuje nad sobą i mogłabym powiedzieć coś czego nie chce, więc nie otwierałam ust tylko pokręciłam przecząco głową. - Proszę, przejdziemy się na spacer. - powtórzył gest ten sam, co za poprzednim razem. Chłopak podniósł mnie i trzymał w ramionach. - No to pójdziesz ze mnę, mimo własnej woli.
- Dokąd mnie zabierasz? - wyrywał się z jego uścisku, ale miał więcej siły.
- Niespodzianka! Udowodnię Ci, że Cię kocham, a tamten pocałunek to była pomyłka. - uśmiechnął się uwodzicielsko, a ja czułam jak się rumienie.
- Powiedziałeś, że Francesca jest atrakcyjna. - wypaplałam, tak po prostu, bo nie wiedziałam co powiedzieć, by się obronić. Nie myślałam. - I dlatego ją pocałowałeś.

**Marco**
Przyglądałem się z zaniepokojeniem Francesce, która była blada jak ściana i przypominała ducha. Co chwilę biegała do toalety i byłem pewny, że nawet nie wie, co dzieje się w filmie, który oglądaliśmy.
- Wszystko w porządku? - zapytałem zmartwiony, a ona wtedy zatkała sobie usta dłońmi i znów wybiegła z salonu.
Gdy wróciła do salonu zauważyłem, że wygląda na zmęczoną.
- Mógłbyś przynieść mi coś do picia? - zapytała i szybko dodała: - Czuję jakiś dziwny smak w ustach... Dziwnym smak śliny... Taki metaliczny... - usprawiedliwiła się, a kiedy wyszedłem do kuchni usłyszałem, że znowu pobiegła do toalety.
Strasznie mnie zmartwiło to w jaki sposób się zachowuje. Zachowywała się jakby była w ciąży, ale przecież robiła ten test ciążowy...
No chyba, że po tym ostatnim na plaży...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz