Licznik wyświetleń :

środa, 19 czerwca 2013

Historia Violetty xd cz.24

**Violetta**
Usiadłam zdziwiona reakcją Leona, myślałam że będzie chciał mnie pocieszyć, a nie usprawiedliwi go jeszcze i powie, że może miał ochotę na młodszę.
- Ja ci dam mieć ochotę na młodszą! - zawołałam się i podniosłam z pięścią uniesioną i wstrzymała ją tuż przed twarzą chłopaka. - Ja też kiedyś będę za stara? Wymienisz mnie?
- Być może.. - powiedział, ale chwilę potem wybuchnął śmiechem. Nie bawiło mnie to ani trochę. - Oj, Viola.. - zbliżył dłoń do mojego policzka, ale natychmiast się odsunęłam. - Ja tylko żartowałam. - uśmiechnął się promiennie i próbował przekonać mnie, że to nie było nic złego. - To tylko taki żart. Nic złego. - wpatrywał się i czekał mojej reakcji, aż w końcu dodał: - Przepraszam... Wiem, że nie powinienem tak mówić. Chciałem ci poprawić humor, bo posmutniałaś.
- Mogłeś mnie po prostu przytulić. - westchnełam i rzuciłam się jemu na szyje.
- Chodź, zrobimy coś szalonego! - zakomendował, a potem spojrzał na mnie z błagalnym spojrzeniem. - Proszę... - prosił chłopak, a następnie klęknął przede mną na kolanach.
Zauważyłam, że na korytarzu zatrzymała się Camila i przyglądała nam się z uwagą, chciała byśmy jej nie zauważyli. Nie dziwię jej się, że jest tak ciekawa, w końcu wygląda jakby Leon się oświadczał.
- Violetto Castillo... - zaczął szatyn, a moja "schowana" przyjaciółka już teoretycznie skakała z radości, ale powstrzymywała się, byśmy jej nie spostrzegli. - Zrobisz ze mną coś szalonego? - Camila nagle posmutniała i ruszyła w głąb domku, a ja chwyciłam chłopaka za rękę i pociągnełam przed siebie.
- Chodź, przejdziemy się.. - zaproponowałam.
Szliśmy wąską ścieżką, a wiatru dziś nie było czuć, ale pokazywał się przez delikatne kołysanie kwiatkami na łące, którą właśnie mijaliśmy. Leon zbiegł w bok i skoczył, rzucając się w wysoką trawę.
- Co ty wyprawiasz? - podbiegłam do tarzającego się po ziemi chłopaka, który przyciągnął mnie do siebie i wylądowałam jak na nim, a nasze wargi już były bliskie styknięcia się, kiedy odwróciłam się w inną stronę, a jego usta spotkały się z moimi włosami, które uparcie całował. - Nie tak szybko...
Leon zdawał się nie zwracać uwagi na to, co mówię, a jego pocałunki spoczeły na mojej szyi i już leżałam pod nim, a z każdym jego oddechem na skórze przechodziły mnie dreszcze rozkoszy. Bardzo podobała mi się ta sytuacja i wywołała u mnie natłoczenie się miłych wspomnień z mojego życia.
- Widzisz.. - szepnełam, ale uciszył mnie pocałunek złożony na moich ustach. Kiedy się oddalił, by całować moje dłonie postanowiłam dokończyć, to co chciałam powiedzieć: - Nie musimy robić czego szalonego, by się doskonale bawić. - uśmiechnełam się, rozpływając w czułościach jakie składał mi chłopak.
- Myślisz... - zaczął mówić chłopak, ale przerwał na chwilę, by pocałować moje wargi, które rozpoczeły szalony taniec z jego. - Myślisz... że jeżeli ktoś nas... Zobaczy nas w takiej sytyuacji... Nie uzna tego za szalone?
- Już widzę mojego ojca, który wszczepił mi nadajnik, żeby mnie namierzać, a kiedy zauważył, że oddalam się od miejsca, w którym miałam być, uznał to za niebezpieczeństwo i był w hotel w tym samym mieście i teraz ruszył w poszukiwanie mnie. - wybuchłam śmiechem, a Leon znów zaczął mnie całować.
Scena wydawałaby się idealna, romantyczna, jak z bajki, gdyby nie pewne chrząknięcie:
- Ekhm... - wraz z szatynem nie zwróciliśmy na to najmniejszej uwagi. - Violetta! - usłyszałam głos mojego ojca i niemal natychmiast zerwałam się na rowne nogi i wyglądałam jak spłoszone zwierzę.
- Co ty tu robisz? - zapytałam wściekła, patrząc na mojego rodzica.
- Lepiej powiedz mi, co ty tu robisz! - krzyknał ojciec. - Zaufałem Ci, kochanie a ty tak mi się odpłacasz... Wracamy do domu! - zakomendował i skierował się na ścieżkę, ale zatrzymałam go w pół kroku.
- Nie! - postawiłam mu się i byłam z siebie dumna jak nigdy wcześniej, a na ramieniu poczułam ciepłą dłoń Leona, który wiedziałam, że mnie wspiera. - Nie możesz mnie śledzić! - pouczałam mężczyznę. - Nie może mną rządzić! Jestem już dorosła. - skrzyżowałam ręcę na piersi i oparłam się o szatyna stojącego za mną. - Ja biegam i całuje się na łącę z Leonem, a ja obściskujesz się na kanapie z małolatą.
- Jak śmiesz tak do mnie mówić? - zapytał, a ja chwyciałam za rękę mojego chłopaka i oddaliłam się od ojca.

**Francesca**
Usiadłam na piasku na plaży i wpatrywałam się w księżyc, dziś idealnie widoczny, ponieważ nie było ani jednej chmury. Idealny wieczór do przemyśleń, kiedy delikatna bryza nocna sprawiała, że piach nagrzany coraz szybciej tracił ciepło i robiło się coraz zimniej.
Dzisiaj cały dzień spędziłam z Marco na wyjaśnieniach, na rozmowach, spacerach... Wszystkim, co w normalnym związku, tyle że nie byliśmy parą. Cały czas jakoś tej sprawy nie ułożyliśmy.
Siedziałam teraz z nim i nie mogłam się odezwać ani słowem, a moje serce zabiło mocniej i prawię wyskoczyło, kiedy poczułam jego dłoń na ramieniu, które głaskał.
- Zimno ci? - przerwał ciszę, która zapanowała od momentu, jak znaleźliśym się na plaży. Pokręciłam precząco głową, ale niemal natychmiast poczułam na sobie jego bluzę. Spojrzałam na niego i rzuciłam ubraniem w niego.
- Żartujesz sobie? - zapytałam, patrzać na chłopak w samych spodenkach. - Weź to załóż, a ja jestem dużą dziewczynką i przeżyję trochę chłodu. - uśmiechnełam się sama do siebie i zwróciłam w stronę wody, lecz natychmiast na ramionach poczułam jego bluzę. - Tobie będzie zimno. - powiedziałam, ale mimo to nie oddałam mu już ubrania, które zatrzymałam. Spojrzałam na niego, a on tylko wzruszył ramionami.
Znów nastała niezręczna cisza, w której słyszałam tylko fale obijające się o brzeg. Sama nie zdałam sobie sprawy, kiedy moja rękę zaczęła podążać w stronę chłopaka i za wszelką cenę chciała poczuć dotyk chłopaka.
Marco zauważył to i chwycił moją dłoń, po czym przyłożył do ust i pocałował, a we mnie od razu obudziły się wszystkie instykty, które chciały mi kazać na niego skoczyć, jednak zdrowy rozdsądek blokował każdy nieporządany ruch i raczył mnie tylko jego pieszczotam, które bardzo przypadły mi do gustu.
- Opanujmy się... - powiedziałam, ale natychmiast się uciszyłam, bo każdy jego dotyk sprawiał mi przyjemność i chciałam w nim płynąć. Nim się żywić. Chłonąć go w całości.
Wstałam i stanełam naprzeciwko chłopaka, który wpatrywał się we mnie z zaciekawieniem. Bluza meksykanina wylądowała na ziemi, a za nią moja.
Pośpiesznie jeszcze rozejrzałam się po okolicy i kiedy zobaczyłam, że nikogo nie ma w okolicy przykucnełam koło niego, podniosłam włosy i odchyliłam szyje dając mu sygnał, który szybko zrozumiał.
Jego usta całowały moją szyje, a ja dłońmi jeździłam jak opętana po jego plecach, mierzwiłam jego włosy. Moja pozycja coraz bardziej zbliżałam się do leżącej, a kiedy już leżałam objełam Marco nogami w biodrach. 
Pragnełam tej namiętności, pragnełam tej czułości, którą dawał mi tylko on. Jego całego.
Był moim narkotykiem, z którego przy każdym zerwaniu próbuje się wyleczyć, ale przędzej czy później on wraca, a bez niego przeżywam głód. Często wydaje mi się, że tylko on mnie dopełnia. Jest tym czego mi w życiu potrzeba.
Zawsze twierdzi, że muszę znaleźć swoją miłość, a on mnie z tym blokuje. To prawda. Blokuje mnie przed nią, zamykając się przede mną i wmawiając sobie, że to dla mnie dobrze.
Marco oderwał się ode mnie, gdy jego wargi znajdywały się koło pępka, a ja leżałam jeszcze przez moment z nadzieją, że powrócimy do tych przyjemności, jednak tak się nie stało.
Podniosłam się na rękach, a on podał mi moją bluzkę, która położyłam na kolanach i odwróciłam głowę w jego stronę, chcąc złapać kontakt wzrokowy, co mi się nie udało. Chłopak wpartywał się w rozwiany piach do okoła, który już tańczył. Postanowiłam się ubrać, jak zdałam sobie sprawę, że już po wszystkim.
- Dlaczego tak nagle przerwałeś? - zapytałam, wyciągając włosy, które zostały pod bluzką. Marco wstał i podał mi dłoń, którą od razu chwyciłam, miejąc nadzieję, że jak będę posłuszna to czegoś się dowiem.
- Zbliża się burza. - odezwał się, a ja przymróżyłam oczy, by nie naleciał do nich piach, latający w koło.
- Skąd to wiesz? - postanowił mieć jakiś temat w drodze powrotnej, ale on już się nie odzywał, aż do domku.
Od razu wbiegłam po schodach i nie zwracałam uwagi na grajacą w karty  w salonie ekipę.

Obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi, za którymi zobaczyłam uśmiechniętą głowę Violetty.
- Wpadłam tylko na chwilę do ciebie i Camili... - uśmiechneła się, po czym weszła do pokoju i usiadła na łóżku, w którym spałam koło mnie. - Macie pożyczyć podpaski, jakoś mi to z głowy wypadło, by wziać?
- Ja nie... - odpowiedziałam i nagle się zamyśliłam. - Nie miała okresu już ponad miesiąc...
Przyjaciółka otworzyła szeroko oczy i chwyciła mnie za dłoń.
- Nie martwisz się? - zapytała.
- Czym? - zdziwiłam się, ale dopiero później zdałam sobie sprawę, o czym rozmawiamy. - Nawet się nad tym nie zastanawiałam... Dopiero ty mi przypomniałaś... - uśmiechnełam się, a szatynka zaczęła przygryzać włosy.
- Może jesteś w ciąży? - zaniepokoiła się Castillo i pociągneła mnie za rękę. - Ubieraj się, lecimy do apteki.
- Nie panikuj. Spóźnia się, ale nie od razu ciąża... - zamruczałam, ale i tak podniosłam się i poszłam przebrać. - Zresztą... - krzyknełam do Violetty zza drzwi toalety. - Nie wiemy, gdzie jest apteka.
- Chcecie iść do apteki? - usłyszałam głos Marco i Viola chyba mu coś odpowiedziała, po czym on powiedział: - Kiedyś, jak byliśmy tu z rodzicami, mojego ojca bolała strasznie głowa i mama mnie wysłała po jakieś przeciwbóle, więc wiem gdzie jest i mogę was zaprowadzić.
- Nie! - zawołałam i od razu wybiegłam. - Znajdziemy! Ty nie idzesz... Nie możesz...
- Ale Francesca... - Violetta chciała się odezwać, ale jej przerwałam:
- Nie idze!

*****************************
Tududududududu ;*
Podobało się?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz