**Violetta**
Usiadłam koło śpiącej Angie. Nie było przy niej Pablo. To nawet dobrze, nie chciałam za bardzo siedzieć w jednym pomieszczeniu pracodawcą-chłopakiem cioci. To wydawało się dziwne.
Gdy zajęłam miejsce na zardzewiałym, jak to na standardy niektórych szpitali przystało, siedzeniu kobieta zaczęła otwierać oczy i niemal od razu się uśmiechnęła, a ja odwzajemniłam gest.
- Dzień dobry, Angie. - przywitałam się promiennie i zbliżyłam się, by przytulić ciocię. Była mi bliską osobą, właściwie to zastępywała mi mamę, którą straciła już dawno temu. Nawet już jej nie pamiętam. tylko ze zdjęć, a to mi nie wiele daje, dlatego strasznie się cieszę, gdy widzę jej siostrę. Jest częścią mojej rodzicielki, którą mogę mieć przy sobie.
- Witaj, Violetto. - podniosła się na szpitalnym łóżku. Nadal wyglądała na słabą, nawet po dwóch tygodniach. Chociaż.. Może bardziej przypominała osobę zmęczona tym wszystkim, co się wokół niej dzieje.
- Jak się czujesz? - kobieta pogłaskała mnie po policzku.
- Z każdym dniem coraz lepiej. - powiedziała, a do sali wszedł "jej chłopak". Od razu podbiegł do cioci, by ją pocałować w policzek i poprawić poduszkę pod jej głowę. Lubię takie słodkie widoki.
- Cześć, Violetto. - odezwał się mężczyzna, który wyglądał, jakby dopiero co mnie zauważył. Zresztą nie dziwię mu się. Jakby coś się stało Leonowi też nie zwracałabym uwagi na resztę. Zwrócił się do kobiety, która przyglądała się przyniesionym przez niego rzeczom. - Przepraszam, że tak późno, ale w szkole mamy chłopaka, któremu spodobała się nauczycielka i zachowywał się jak natręt, więc przyprowadzono go do mnie.
- Która nauczycielka mu się spodobała? - zapytałam zaciekawionym. Fakt, interesowało mnie, która z przyjaciółek wzbudziła zainteresowanie u ucznia.
- Przyszła do mnie z tą sprawą Camila...
- Uuu... Camila z młodszym. - przerwałam i wypaliłam bezmyślnie pierwszą lepszą myśl, która wpadła do mojej głowy. Zawsze twierdziła, że nie ma powodzenia u chłopaków.
- No, nie ona, a Francesca. - dokończył mój były nauczyciel.
- Nie spodziewałam się tego, myślałam że... - urwałam sama sobie. Naszemu pracodawcy nie będę rozpowiadać naszych histori miłosnych, ale wydawało mi się, że dziewczyna zaczęła poważnie traktować Marco po tym Carlosie. Chyba jednak się pomyliłam co przyjaciółki.
Z drugiej strony - to podobno uczeń ma być nachalny, a ja od razu stawiam włoszkę w złym świetle.
Mam pustkę w głowie... Nie wiem, co mam o tym myśleć. Najlepiej będzie jak przestanę o tym myśleć, odrzucę to... Inaczej znów Leon stwierdzi, że nie interesuje mnie mój związek.
- Ja muszę iść. - ucałowałam ciocię na pożegnanie i wybiegłam z pomieszczenie.
**Francesca**
Wbiegłam po schodach na pierwsze piętro hotelu dla pracowników studia i wpadłam do pokoju, który dzieliłam z Marco. Chłopak się pakował. Zbliżyłam się do niego i chciałam go objąć, ale odrzucił mój gest.
- Dasz mi to wytłumaczyć? - chciałem zmusić go, by popatrzył mi w oczy, ale unikał tego za wszelką cenę i caly czas milczał. - To nie jest tak jak myślisz, to Luis mnie pocało...
- Tak samo Carlos pewnie cię pocałował, a ty nie miałaś z tym nic wspólnego. - wciął się w moją wypowiedź z tak przerażającym głosem jakiego nigdy u niego nie słyszałam.
- Carlos to była moja młodzieńcza miłość. - próbowałam uchwycić jego dłoń, ale on tylko coraz bardziej się ode mnie oddalał. Pod każdym względem. - Wiesz... Hormony zadziałały...
- Jak nie panujesz nad tym, co wytwarza twój organizm to nie mój problem. - parsknął i podniósł głowę tak, że nasze oczy się spotkały. Na krótko, bo szybko uciekł od tego. - To, że jesteśmy razem to pewnie też przez hormony.
- To akurat nie. Choć... Według chemika, czy biologa... - podniosłam i opuściłam ramiona na znak, że nie wiem kogo. - To pewnie też, by było przez hormon. Fenyloe... Nie pamiętam co to.
- Fenyloetyloamina. - dokończył za mnie. - Tak, zaślepiła mnie. Bo nie wiedziałem w tobie żadnych negatywnych, złych cech. Poczułem się jakbym znalazł idealną dla siebie osobę.
- Ja też.
Chłopak usiadł na łóżku i wybuchł śmiechem, a żeby podkreślić jak bardzo zabawne są moje słowa turlał się dodatkowo na łóżku. To taka obrona. Obrona przed tym, czego się nie chce słyszeć.
- Ale który był tą idealną osobą? - uspokoił się i leżał spokojnie na naszym posłaniu. - Luis? Może Carlos? A może ktoś jeszcze innym? Ktoś, o kim nie mam pojęcia?
- Mówię szczerzę. - odpowiedziałam. - Ale chyba też się pomyliłam. Nie ufasz mi? Masz rację, bo związek jak zbudowany był na kłamstwie to taki pozostanie. Nie chcę jednak cię tracić.
- Kto powiedział, że mnie tracisz? - uśmiechnął się arogancko, a potem zbliżył się do mnie i przytulił.
**Luis**
Siedziałem w swoim pokoju w akademiku dla uczniów. Żałuje, że moi rodzice jak dowiedzieli się o tym akademiku nie chcieli mi już wynająć mieszkanie. Teraz muszę dzielić pokój z jakimś mało inteligentnym i nie walczącym o swoje chłopakiem, który chyba przyjechał ze wsi. Przynajmniej tak mówił.
- Pamiętasz, co mówiłem ci, że podoba mi się pani od śpiewu... Francesca? - postanowiłem zaimponować trochę nieśmiałemu chłopakowi, który uniósł głowę znad czytanej książki i pokręcił twierdząco głową. - Miałem rację. Jak się jest odważnym i przystojnym jak ja.. - wskazałem dwoma kciukami na siebie. - To się ma, co chce. Dziś się całowaliśmy. Kto wie co będzie jutro?
Chłopak z ciekawości usiadł na swoim łózku i wpatrywał się we mnie jak w mistrza, a ja stwierdziłem, że będę miał swojego pierwszego ucznia podrywu. W końcu sam mi opowiadał, jakie to szczęście jego, kiedy jak zaczął chodzić do tej szkoły zobaczył dziewczynę, która spodobała mu się jakbył na jego farmie czy czmyś tam.
- Patrz... - zwróciłem się do chłopaka. - Ja to rozegrałem tak dobrze, że chyba nikt by lepiej tego nie wymyślił. Pocałowałem ją na oczach jej chłopaka, by wyglądało jakby ona też miała w tym udział.
- I co na to profesor Marco? - zapytał i wpatrywał się we mnie z podziwem. W końcu nie dziwię mu się... Rzadko kiedy widuje się tak atrakcyjne cudo jak ja i jeszcze z takim sprytem.
- Myślę, że zerwali. - usiadłem koło mojego nowego przyjaciele i poklepałem go po plecach. - Czyli mam teraz drogę wolną. Na mnie raczej zły nie będzie. Radzę Ci tak samo poradzić sobie z Verdasem.
- Nie sądzisz, że to niesprawiedliwe? - wlepił we mnie te swoje niedoświadczone oczka. Będzie trzeba go jeszcze wiele nauczyć. - Zwalanie całej winy na dziewczynę. I myślisz, że one po tym nas zechcą.
- No oczywiście. - odparłem mu niemal natychmiast ze słyszalną w głosie pewnością siebie. - One będą nam jadły z rąk, że wyrwałyśmy ich od niewłaściwych facetów, a chłopacy ze szkoły... Będą nam zazdrościć. Pomyśl o tym... Wyrwaliśmy starsze dziewczyny, może nie wiele strasze, ale to nauczycielki.
- Wiesz.. - jąkał się trochę. - Chyba masz rację.
- Kochany! - objąłem go ramieniem i zacząłem pokazywać palcem w każdym kierunku geograficznym. - Ze mną... To cały świat będzie twój. No oczywiście, jeżeli będziesz się dokładnie uczył.
Chłopak chyba rozmyślał nad za i przeciw, co wyglądało jakby przychodziło mu z trudem. Zresztą nie dziwię się. Przy mnie, to i Einstain, by zzieleniał z zazdrości pod wrażaniem mojego mózgu.
**Marco**
Trzymając Francescę w ramionach miałem ochotę już nigdy więcej jej nie wypuszczać, ale wiedziałem że tak nie mogę. Nie mogę blokować jej szczęścia, bo widać że ze mną nie jest szczęśliwa.
Dziewczyna zadarła głowę do góry i popatrzyła mi w oczy.
- Kocham Cię.
- Jesteśmy przyjaciółmi. - powiedziałem szybko, a ona posmutniała. - Wybaczyłbym ci po raz kolejny, ale nie chcę cię blokować. - wtuliła się twarzą w mój tors, a ja poczułem jak moja koszulka robi się wilgotna.
- Nie blokujesz.. - wyszeptała tak, że ledwo bym ją usłyszał.
- Tak będzie lepiej. - powiedziałem, ujmując jej twarz w dłonie i podniosłem jej głowę do góry, tak by po raz ostatni pocałować. Tak.. Na miłe zakończenie tego związku. - Jak byliśmy przyjaciółmi układało nam się lepiej. - zbliżyłem swoje wargi do jej, ale ona w ostatniej chwili się odsuneła.
- Masz rację. - potwierdziła. - Gdzie będziesz mieszkał?
- Cóż... - zacząłem się zastanawiać. - Pomieszkam w hotelu, a potem wyna...
- Nie. - przerwała. - Poproszę Camilę, byście się zamienili pokojami. Może przeżyje ze mną kilka nocy, a później kupimy oddzielne łóżka. - starła łzy z twarzy. - Co do tego wyjazdu do twojego domku letniskowego to mogę zrezygnować.
- Nie. - zareagowałem niemal natychmiast. - Jesteśmy przyjaciółmi. Jedziemy tam całą naszą grupką, więc ty też jesteś tam mile widziana. - włoszka uśmiechneła się, a potem jakimś cudem nasze usta się zbliżyły i pocałowały.
Chyba od razu dziewczyna oderwała się i wyszła z pomieszczenie, a ja usłyszałem stukot obcasów schodzących po schodach. Mogłem ją zatrzymać, ale po co? Myślałbym wtedy jedynie o swoim szczęściu, a ona by się nie liczyła. Jestem pewien, że kiedyś znajdzie mężczyzne, którego pokocha tak mocno jak ja ją.
A czy ja kogoś takiego znajdę?
Może zostanę sam z jej zdjęciami i myślą, że mogłem z nią być, jednak za każdym tym wspomnienie, przypomnę sobie także jak słusznie postąpiłem.
**Camila**
Do studia wbiegła roztargniona Francesca i chyba nie zauważyła mnie, kiedy pobiegła do pokoju nauczycielskiego. Weszłam za nią do pomieszczenie i zauważyłam jak grzebie po szufladkach, półkach, przewracając przy okazji ich zawartoś. Z daleka była widać, jak wściekła jest i roztargniona.
- Co się stało? - zapytałam, a ona podskoczyła i wypuściła rzeczy, które trzymała w dłoniach. Obydwie w tym samym czasie kucnełyśmy. - Nie odpowiesz mi? - podniosła się i rzuciła wszystko, co sprzątneła na stół.
- Gdzie jest spis mieszkań uczniów? - kręciła się w kółko.
- Po co Ci? - spojrzałam na nią zdziwiona, a po chwili podeszłam do niebieskiej szafy, w której leżały zapisane zakwaterowania. - Chłopak czy dziewczyna? Która klasa?
- Druga... - odpowiedziała szybko, a ja od razu wiedziałam o czyją teczkę chodzi. Rzuciałam przed nią zapakowane dokumenty ze wszystkich informacjami o chłopaku. - Luis Perez... - podeszła do mnie i przytuliła. - Dziękuje. Skąd wiedziałaś, że to o niego chodzi?
- Jego znajomi opowiedzieli mi trochę o jego działalności... - przyjaciółka już miała wychodzić, kiedy zatrzymałam ją. - Nie idź do niego. Potraktuje to jak znak wygranej. Będzie wiedział, że zerwaliście.
- To co mam robić? - podniosła ręcę na znak, że nie wiem, a wtedy włoszka wybiegła na korytarz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz