**Angie**
Siedziałam na kanapie u mamy już jakiś czas i płakałam.
Jak mogła zajść w ciąże nie wiedząc z kim... - zastanawiałam się kręcąc w dłoni testem ciążowym. To już piąty, a ja wciąż nie mogę w to uwierzyć.
- Jak nie wierzysz testom ciążowym, to idź do ginekologa. - uśmiechneła się mama, jak zawsze kiedy uważała, że jej rada jest genialna. - Zresztą... Ja się nawet cieszę. Wreszcie będę mieć drugą wnuczkę, a nie tylko jedną, którą znam tak na prawdę jak już jest praktycznie dorosła.
- Oj, mamo.. - zaczełam, a kobieta siedząca koło mnie objeła mnie ramieniem.
- Bez względu na to.... - chwyciła mnie za dłoń. - czyje to dziecko. Będę ja je kochać. Będziesz ty je kochać. Będzie Viola je kochać. I ojciec jego myślę, że też.
- Ale... - płakałam na tym testem. - Tak szczerze mówiąc... Wolałabym, by to było dziecko Pablo. German.. Jest niedojrzały. Jak on opiekował się Violą!
Nastała cisza, w której słyszałam jedynie swoje chlipanie. Otarłam policzek dłonią. Nie będę płakać! Nie ma o co! Powinnam się cieszyć! - pomyślałam.
W tle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz.
- Pablo. - powiedziałam sama do siebie.
- No to chyba dobrze. - spojrzała na mnie szatynka.
- Nie wiem. - usłyszałam, że telefon przestał dzwonić.
Nie mam ochoty z nim rozmawiać. Ani z nim, ani z....
Telefon znów zaczął dzwonić, a ja bez sprawdzenia kto to odebrałam. Spodziewałam się, że to akurat Pablo. Nic mylnego.
- Pablo... Musimy porozmawiać. - zapłakałam do słuchawki.
- Ale ja nie jestem Pablo. - usłyszałam niski głos. To nie ta osoba, której się spodziewałam. To zupełnie kto inny. Nie wiedziałam, czy chce z nim rozmawiać, dlatego jak najszybciej się rozłączyłam.
**Marco**
Drzwi od domu Francesci zamkneły się z trzaskiem. Dziewczyna wciągneła mnie do środka. Zauważyłem małą zmianę. Kanapa i stolik kawowy zamieniła się miejscem z telewizorem. Brunetka od razu pobiegła do łazienki, a po chwili wróciła w samej bieliźnie.
- Rozbierz się! - zakomendowała, a ja stałem wmurowany. - Powiedziałam rozbierz się, nie mam zamiaru Cię wykorzystać, jeśli się o to boisz. Przyniosę Ci ubrania mojego brata.
- Będą chyba za duże. - przyjrzała mi się dokładnie. - Jestem niższy od twojego brata.
- No i? - zapytała. - Raczej wolisz jego ubrania niż moje.
Wbiegła po schodach i znikneła na górze, a ja podszedłem do wielkiej półki z książkami pod ścianą. Zauważyłem tam album ze zdjęciami. Ciekawość nie pozwoliła mi go nie obejrzeć.
Otworzyłem na pierwszej stronie i od razu rzuciła mi się mała dziewczynka w szpitalnym łóżeczku dla noworodków. Przewijałem po fotografiach i dopiero po kilkunastu, kilkudziesięciu skończyła się sesja "Francesca na plecach","Francesca na brzuszku", "Mycie Francesci" i tak w kółko. Doszedłem do etapu, gdzie była już starsza. Zobaczyłem ją jak pierwszy raz chodzi, następnie jak pierwszy raz samodzielnie korzysta z toalety czy jak chyba wymachiwała paluszkiem i się wymądrzała. Gdy zobaczyłem zdjęcie - płaczący chłopiec z ciemnymi włosami, a obok niego śliczna dziewczynka z rączkami złożonymi w piąstki - ktoś mi przerwał wertowanie albumu:
- Ekhm..
Odwróciłem się w stronę Fran i zobaczyłem ją już w innym stroju, a raczej innej bieliźnie z ubraniami Luci w prawej ręce. Gdy zobaczyłem ją w czarnej koronkowej bieliźnie wypuściłem zdjęcia i przyglądałem jej się z niedowierzeniem. Zachichotała.
- Ale... Jak to... Ale... - nie mogłem nic z siebie wykrztusić. - Ale... Czemu ty... Czemu jesteś... Gdzie ubrania... Czemu jesteś w samej bieliźnie?
- Tomas mi je dał. - pokazała mi wszystkie zęby, które mi miały chyba dać do zrozumienia, że jest zadowolona z prezentu. - Podoba Ci się?
- Ale po co Ci on to dał? - pokazałem na jej podarunek. - Nie fajniejszy byłby jakiś naszyjnik, albo bransoletka... Albo nie wiem co, zwykły kwiatek?
Dziewczyna założyła dłonie na biodra.
- Ty nie rozumiesz? - spojrzała na mnie z kpiącym uśmieszkiem. - To miał być pewnie jakiś przekaz. - usiadła obok mnie. - Może on chce ze mną...
- A ty chcesz z nim? - natychmiast jej przerwałem.
- Sama nie wiem. Prędzej, czy później dochodzi do stosunku między ludźmi, którzy się kochają. - określiła to w bardzo poetyczki sposób, pomyślałem sarkastycznie.
- Ale może na razie lepiej dać sobie spokój, jeszcze nie wiesz, czy go kochasz. - chciałem ją zniechęcić, ale ona wyglądała na niewzruszoną.
Po kilku minutach milczenia przerwała ciszę.
- Chcesz wysuszyć włosy? - nie czekając odpowiedź pobiegła do łazienki i wyszła z niej z dwoma suszarkami w ręku. Podała mi jedną.
Nie wiem po co nam suszenie włosów jak już praktycznie same wyschły. Francesca jednak miała plan na zabawę, która miała przerwać naszą drętwą rozmowę. Dzięki czemu zaczeła się prawdziwa bitwa na urządzenia, które trzymaliśmy.
Dziewczyna cały czas się śmiała. Zacząłem ją łaskotać, a ona uciekała przede mną. Gdy ją już złapałem zaczęła się wyrywać i mnie kopać przez co przewróciłem się na stojącą za mną kanapę.
Brunetka wykorzystała sytuacje i chwyciła jedną z poduszek, która leżała koło nas. Zaczeła mnie nią "okładać". Jednak w końcu jej się to znudziła i odłożyła narzędzie moich tortur na bok. Zauważyłem jak bacznie mi się przygląda. Nie przerwałem jej.
Nagle z moich ust wyrwało się:
- Wspaniale wyglądasz. - dziewczyna otworzyła szeroko usta. Nie lubiłem jej komplementować. No chyba, że w głowie. Inaczej się wstydziłem. - Zresztą jak zawsze.
Francesca przejrzała się w lustrze, które znajdowało się w "przedsionku", od którego nawet ściany nie dzieliła go z salonem.
- Z poczochranymi włosami i rozmytym maki... - urwała, bo nie mogła nic mówić przez to co zrobiłem. Odwróciłem jej twarz w moją stronę i pocałowałem.
Czułem dłonie, które jeździły po moich plecach nie wiedząc, na którym miejscu się zatrzymać. W końcu wylądowały w moich włosach.
Usłyszałem jak drzwi wejściowe się otwierają, a moja ukochana oddaliła się ode mnie i poprawiła włosy, po czym usiadła jakby nigdy nic.
Stał przy wejściu jej brat - Luca. Wyglądał na jednocześnie zaskoczonego, oburzonego, wściekłego i... Sam nie mogłem odczytać tego do końca.
- Co tu się dzieje?! - zawołał.
- Wraz z Marco wracaliśmy do domu i złapała nas burza. - zaczeła tłumaczyć.
- Dlaczego jesteś nago? - zapytał.
- Nie jestem nago. - uśmiechneła się zadowolona z odpowiedzi. - Jestem w bieliźnie.
Mężczyzna wszedł do kuchni i rozpoczął rozapakowywanie toreb z zakupami, których wcześniej nie dostrzegłem. Brunetka weszła za nim.
- Czy wy tutaj.... - nie mógł skończyć Luca, ale ona wybuchła natychmiastowo śmiechem. Wiedziała dokładnie o co mu chodzi. Ja zresztą też.
- Ja? Z Marco? - usłyszałem ironię w jej głosie. Bardzo mnie zabolało to, co powiedziała. - Doskonale wiesz, że się przyjaźnimy.
Podniosłem się z kanapy. Nie chciałem słuchać niczego co o mnie będzie mówić, bo to mnie zrani. To jest stuprocentowo pewne. Już miałem wyjść, ale usłyszałam słowa Luci, które mnie zatrzymały:
- Tomas to też był przyjaciel! Za nim też w kółko latałaś. - Francesca za mną wszędzie lata? No to coś nowego, bo ja tego nie zauważyłem.
- Ale ja za Marco nie latam. Tylko z nim często chodzę, bo się przyjaźnimy i lubię jego towarzystwo. - odwróciła głowę w moją stronę i uśmiechneła się. - A co do Tomasa. Spotykam się z nim. Jesteśmy parą i nie masz tu nic do powiedzenia. Odnośnioe tego stroju - dostałam go od właśnie Tom'iego. Marco miał mi powiedzieć, czy będzie on dobry na nas pierwszy raz.
- Już bym zniósł jakbyś z nim sypiała. - wskazał palcem na mnie. - Ale nie z Tomasem. To jest czyste zło i wiesz, że go nie lubię.
- Nie będziesz decydować co z kim robię. Mam dziewiętnaście lat.
- A zachowujesz się jakbyś miała trzy. Mogłabyś się nie ubierać tak.... - powiedział.
- Jestem u siebie w domu. - stała dumnie jak paw. - Mogę chodzić w bieliźnie.
- Wyglądasz idioty.... - nie dokończył, bo wtrąciłem się:
- Wygląda cudownie. - włoszka zarumieniła się.
**Leon**
Obudziłem się z Violettą w ramionach. Przyciągnąłem ją do siebie mocniej przytulać. Dziewczyna zaczeła otwierać oczy i przeciągneła się zaspana.
- Jak się spało, królewno? - zapytałem, a na jej twarzy od razu zarysował się uśmiech.
- Cudownie. - odpowiedziała, przybliżając się do mnie. Nasze wargi już prawie się stykały, kiedy drzwi od sali otworzyły się i Viola zeskoczyła z mojego łóżka.
Do sali weszła pielęgniarka i popatrzyła na nas.
- Jesteście cudowni. - powiedziała promiennie. - Ale na następny raz, nie może kłaść się w jego łóżku. Będziecie mieć na to czas kiedy indziej.
Pielęgniarka podeszła i zauważyłem jak zaściela łóżko obok mnie.
- Będzie tu ktoś ze mną w sali? - zdziwiłem się.
- Tak. - kiwneła twierdząco głową, po czym objeła dłońmi Violę. - Ona.
- Ja? - Violetta wyglądała na zaskoczoną.
- O ile jesteś Violetta Castillo to ty. - rzekła kobieta. - Twój ojciec powiedział, że to ma być niespodzianka dla Ciebie, ale musiałam to powiedzieć.
Szatynka stała jak słup soli i poruszała ustami, z których nie wydawała się żaden dźwięk. W końcu otrząsneła się i niepewnie zapytała:
- Mój ojciec.
Pielęgniarka kiwneła twerdząco głową.
- A czy mogę zabrać Leona na spacer? - uśmiechneła się dziewiętnastolatka.
- To będzie nasza tajemnica. - kobieta przyłożyła palec do ust i wyszła z sali.
Sedzieliśmy w ciszy, aż przemówiłem:
- Gdzie chcesz mnie zabrać?
- Przypomnę Ci te cudowne wspomnienia. - chwyciła mnie za dłoń. - Skoro one same nie powracają to ja je przywrócę. - była podekscytowana - Podnoś się.
Szliśmy z Violettą wzdłuż równo przyciętego trawnika w parku. Dookoła ludzie doskonale się bawili. Rozpalali ogniska, spiewali, tańczyli.
Niesamowita atmosfera tego miejsca. - pomyślałem.
Gdy byliśmy przy niewielki "jeziorku-bajorku" usiedliśmy na jednej z kilku białych ławek.
- O co chodzi? - zapytałem.
- Zamknij oczy. - powiedziała nie przestając się uśmiechać.
- No dobra.
- Wyobraź sobie najromantyczniejsze miejsce.
- No... Już. - nie wiedziałem o co chodzi, ale byłem ciekaw jak to się rozwinie.
- A teraz brakuje już tylko jednego. - usłyszałem głos dziewczyny. Był delikatny i czuły, że aż odpłynąłem przez same słowa.
- Czego?
Poczułem jej usta na moich i wtedy wróciło pewne wspomnienie.
Byłem ubrany w kratę, a ona w różową bluzkę w stylu francuzkim z niebieskimi oczami. Sytuacja wyglądała niemal, że identycznie. Tylko... Ja mówiłem to, co ona teraz. - wybudziłem się ze wspomnień i spojrzałem na nią z podziwem.
- Jak ty tak dobrze pamiętasz moje słowa?
- Może .. To dlatego, że to najcudowniejsze wspomnienie jakie mam.
Po tym wyznaniu niemal natychmiast dostałem gorączki.
- Chcesz zobaczyć więcej tego, co razem robiliśmy? - nie czekając na odpowiedzieć wyciągneła mnie z parku i zaciągneła do.. studio? To nie studio 21. To jakieś studioONBeat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz